Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Czwarty Tydzień Zwykły 4–9 II 2019

Jezus nauczający

NIEDZIELA: Ewan­ge­lia Łk 4,21–30;  Jr 1,4–5.17–19; 1 Kor 12,31–13,13

Jezus odrzu­co­ny w Naza­re­cie

W Naza­re­cie w syna­go­dze, po czy­ta­niu z pro­roc­twa Iza­ja­sza, Jezus powie­dział: Dziś speł­ni­ły się te sło­wa Pisma, któ­re­ście sły­sze­li. A wszy­scy przy­świad­cza­li Mu i dzi­wi­li się peł­nym wdzię­ku sło­wom, któ­re pły­nę­ły z ust Jego. I mówi­li: Czyż nie jest to syn Józe­fa?

Wte­dy rzekł do nich: Z pew­no­ścią powie­cie mi to przy­sło­wie: “Leka­rzu, ulecz same­go sie­bie”; doko­naj­że i tu w swo­jej ojczyź­nie tego, co wyda­rzy­ło się, jak sły­sze­li­śmy, w Kafar­naum”.

I dodał: Zapraw­dę powia­dam wam: Żaden pro­rok nie jest mile widzia­ny w swo­jej ojczyź­nie. Napraw­dę mówię wam: Wie­le wdów było w Izra­elu za cza­sów Elia­sza, kie­dy nie­bo pozo­sta­wa­ło zamknię­te przez trzy lata i sześć mie­się­cy, tak że wiel­ki głód pano­wał w całym kra­ju; a Eliasz do żad­nej z nich nie został posła­ny, tyl­ko do owej wdo­wy w Sarep­cie Sydoń­skiej. I wie­lu trę­do­wa­tych było w Izra­elu za pro­ro­ka Eli­ze­usza, a żaden z nich nie został oczysz­czo­ny, tyl­ko Syryj­czyk Naaman.

Na te sło­wa wszy­scy w syna­go­dze unie­śli się gnie­wem. Porwa­li się z miej­sca, wyrzu­ci­li Go z mia­sta i wypro­wa­dzi­li aż na stok góry, na któ­rej ich mia­sto było zbu­do­wa­ne, aby Go strą­cić. On jed­nak prze­szedł­szy pośród nich odda­lił się.

 Od same­go począt­ku Jezus nie­sie w sobie tajem­ni­cę Bożo-ludz­kie­go pocho­dze­nia. Od same­go począt­ku tajem­ni­ca ta jest ujaw­nia­na. Mary­ja i Józef wie­dzą o Jego cudow­nym poczę­ciu. Anio­ło­wie sku­tecz­nie prze­ko­nu­ją paste­rzy, by uda­li się bo Betle­jem. Dla mędr­ców gwiaz­da była wystar­cza­ją­co prze­ko­nu­ją­cym zna­kiem, by pod­jąć trud dale­kiej wypra­wy. Sło­wa Jana Chrzci­cie­la były moc­nym argu­men­tem dla nie­któ­rych uczniów, by pójść za Jezu­sem. Wyba­wie­nie nowo­żeń­ców z Kany Gali­lej­skiej z doraź­ne­go kło­po­tu też ujaw­ni­ło tajem­ni­cę Pana, co dopro­wa­dzi­ło wie­lu do wia­ry. I oto w Naza­re­cie kolej­na epi­fa­nia – tym razem sam Pan mówi o swej tajem­ni­cy. I spo­ty­ka się z odrzu­ce­niem. Tak rady­kal­nym, że miesz­kań­cy rodzin­ne­go Naza­re­tu chcą Go strą­cić ze ska­ły. To mówi o tym, że są takie uka­za­nia się Zba­wi­cie­la, na  któ­re czło­wiek pozo­sta­je głu­chy. Reagu­je bun­tem. Odrzu­ca dro­gę, któ­rą Pan poka­zu­je. Ile takich uka­zań się Jezu­sa – epi­fa­nii – mogło być w naszym życiu? Tym ochot­niej dziś jesz­cze zapro­śmy Pana do swe­go ser­ca.

PONIEDZIAŁEK Hbr 11,32–40; Mk 5,1–20

Sło­wo Boże: Nie star­czy­ło­by mi bowiem cza­su na opo­wia­da­nie o Gede­onie, Bara­ku, Sam­so­nie, Jeftem, Dawi­dzie, Samu­elu i o pro­ro­kach, któ­rzy dzię­ki wie­rze zdo­by­li kró­le­stwa, doko­na­li czy­nów spra­wie­dli­wych, otrzy­ma­li obiet­ni­ce, zamknę­li pasz­cze lwom, przy­ga­si­li żar ognia, unik­nę­li ostrzy mie­cza i wyle­czy­li się z nie­mo­cy.

W jaki spo­sób oce­nić jakość ludz­kie­go życia? Trze­ba zna­leźć pod­sta­wo­wą war­tość, któ­ra gwa­ran­tu­je osią­gnię­cie tego, co naj­waż­niej­sze. Autor natchnio­ny nie ma wąt­pli­wo­ści: ludz­kie życie znaj­du­je speł­nie­nie, gdy czło­wiek osią­ga szczę­śli­wą wiecz­ność. O niej trze­ba pamię­tać na co dzień. I wte­dy pod­sta­wo­we­go zna­cze­nia nabie­ra wia­ra. Z niej bowiem rodzi się zwy­cię­stwo, któ­re ozna­cza zdol­ność poko­na­nia zewnętrz­nych trud­no­ści (czę­sto pły­ną one ze stro­ny nie­pra­wych ludzi), umie­jęt­ność zacho­wa­nia spra­wie­dli­wo­ści i zaufa­nie Boże­mu sło­wu.

WTOREK Hbr 12,1–4; Mk 5,21–43

Sło­wo Boże: Mając doko­ła sie­bie takie mnó­stwo świad­ków, zrzu­ciw­szy wszel­ki cię­żar, a przede wszyst­kim grzech, któ­ry nas łatwo zwo­dzi,  bie­gnij­my wytrwa­le w wyzna­czo­nych nam zawo­dach. Patrz­my na Jezu­sa, któ­ry nam w wie­rze prze­wo­dzi i ją wydo­sko­na­la. On to zamiast rado­ści, któ­rą Mu obie­cy­wa­no, prze­cier­piał krzyż.

Potrze­bu­je­my świad­ków wia­ry. Czy ich widzi­my? Szu­kaj­my ich każ­de­go dnia. Bo świad­ko­wie nie­wia­ry coraz bar­dziej zewsząd nas ota­cza­ją. I prze­ma­wia­ją przez wie­le godzin w naszych domach. Wystar­czy wci­snąć przy­cisk na pilo­cie i bez prze­rwy ktoś w naszym domu gada. Bywa, że bez­kry­tycz­nie to przyj­mu­je­my. A oni wyle­wa­ją poto­ki słów nisz­czą­cych wia­rę. Chcąc nie chcąc słu­cha­my, nie do koń­ca mając świa­do­mość tego, co się dzie­je. Bądź­my roz­trop­ni w słu­cha­niu innych. Patrz­my na Jezu­sa, by każ­de­go dnia zdo­by­wać odwa­gę bycia wie­rzą­cym.

ŚRODA Hbr 12,4–7.11–15; Mk 6,1–6

Sło­wo Boże: Jesz­cze nie opie­ra­li­ście się aż do krwi, wal­cząc prze­ciw grze­cho­wi, a zapo­mnie­li­ście o napo­mnie­niu, z jakim Bóg zwra­ca się do was jako do synów: „Synu mój, nie lek­ce­waż kar­ce­nia Pana, nie upa­daj na duchu, gdy On cię doświad­cza. Bo kogo miłu­je Pan, tego kar­ci, chłosz­cze zaś każ­de­go, któ­re­go za syna przyj­mu­je”.

Jed­ną z cech, któ­rą stop­nio­wo naby­wa­my wraz z doświad­cze­niem, jest umie­jęt­ność budo­wa­nia kom­pro­mi­sów. W poli­ty­ce, w życiu spo­łecz­nym, w rodzi­nie – w tych wszyst­kich obsza­rach potrzeb­ny jest kom­pro­mis czło­wie­ka z czło­wie­kiem. Ale nigdy kom­pro­mis z grze­chem, z nie­pra­wo­ścią. Jak dale­ce moż­na opie­rać się grze­cho­wi? Nie ma takiej gra­ni­cy. Nie ma takiej ceny, przed któ­rą trze­ba by ska­pi­tu­lo­wać. Tyl­ko na dro­dze bez­kom­pro­mi­so­we­go zma­ga­nia z grze­chem powsta­je świa­dec­two Chry­stu­so­we­go ucznia.

CZWARTEK Hbr 12,18–19.21–24; Mk 6,7–13

Sło­wo Boże: Wy nato­miast przy­stą­pi­li­ście do góry Syjon, do mia­sta Boga żywe­go – Jeru­za­lem nie­bie­skie­go, do nie­zli­czo­nej licz­by anio­łów, na uro­czy­ste zgro­ma­dze­nie, i do Kościo­ła pier­wo­rod­nych, któ­rzy są zapi­sa­ni w nie­bio­sach, do Boga, któ­ry sądzi wszyst­kich, do duchów ludzi spra­wie­dli­wych, któ­rzy już doszli do celu…

Żyje­my pośród róż­nych osób. Jeste­śmy powią­za­ni roz­ma­ity­mi wza­jem­ny­mi zależ­no­ścia­mi w miej­scu pra­cy, wci­śnię­ci w ukła­dy spo­łecz­ne i towa­rzy­skie. Ota­cza­ją nas bli­scy z rodzi­ny i przy­ja­cie­le. Ale to nie są ani jedy­ne, ani nawet naj­waż­niej­sze śro­do­wi­ska nasze­go życia. Oprócz tych widocz­nych śro­do­wisk ist­nie­je to ukry­te, odczu­wa­ne jedy­nie zmy­słem wia­ry – śro­do­wi­sko świę­te­go mia­sta Jeru­za­lem, to zna­czy śro­do­wi­sko Kościo­ła Jezu­sa Chry­stu­sa. Jeste­śmy już wpi­sa­ni w gro­no spra­wie­dli­wych, zba­wio­nych. I o tym nie zapo­mi­naj­my.

PIĄTEK Hbr 13,1–8; Mk 6,14–29

Sło­wo Boże: Nie zapo­mi­naj­cie też o gościn­no­ści… Pamię­taj­cie o uwię­zio­nych, jak­by­ście sami byli uwię­zie­ni, i o tych, co cier­pią, bo i sami żyje­cie w cie­le. We czci niech będzie mał­żeń­stwo pod każ­dym wzglę­dem i łoże nie­ska­la­ne, gdyż roz­pust­ni­ków i cudzo­łoż­ni­ków osą­dzi Bóg. Postę­po­wa­nie wasze niech będzie wol­ne od zachłan­no­ści na pie­nią­dze…

Podej­mu­je­my nie­kie­dy fun­da­men­tal­ne decy­zje, od któ­rych zale­ży nasze dal­sze życie. Ale czę­ściej musi­my doko­ny­wać pro­stych, codzien­nych wybo­rów. Waż­ne, by były słusz­ne. Bo i od nich zale­ży bar­dzo wie­le. Oto pro­ste rady na dziś: gościn­ność, współ­czu­cie, miło­sier­dzie, wdzięcz­ność, zdro­wy dystans wobec dóbr mate­rial­nych. Jed­na rada jest szcze­gól­nie god­na pod­kre­śle­nia: sza­cu­nek wobec mał­żeń­stwa. Mał­żon­ko­wie sza­nu­ją mał­żeń­stwo żyjąc w nim według myśli Bożej, według przy­ka­zań. Wszy­scy – gdy zacho­wu­ją wdzięcz­ność za mał­żeń­stwo rodzi­ców.

SOBOTA Hbr 13,15–17.20–21; Mk 6,30–34

Sło­wo Boże: Przez Jezu­sa skła­daj­my Bogu ofia­rę pochwal­ną nie­ustan­nie, to jest owoc warg, któ­re wyzna­ją Jego imię. Nie zapo­mi­naj­cie o dobro­czyn­no­ści i wza­jem­nej pomo­cy, gdyż radu­je się Bóg taki­mi ofia­ra­mi. Bądź­cie posłusz­ni waszym prze­ło­żo­nym i bądź­cie im ule­gli, ponie­waż oni czu­wa­ją nad dusza­mi waszy­mi…

Potrzeb­na jest har­mo­nia pomię­dzy uwiel­bie­niem Boga, któ­re wyra­ża­my na co dzień sło­wa­mi modli­twy, i uwiel­bie­niem Stwór­cy, któ­re­go wyra­zem jest miło­sier­dzie wobec bra­ci. Bo Bóg pra­gnie, by nasze war­gi ze czcią wyzna­wa­ły Jego świę­te imię – chce być obec­ny w naszych myślach i pra­gnie­niach. I ten­że sam Bóg pra­gnie rów­nież, by nasza wraż­li­wość na bie­dę, kło­po­ty, nie­po­rad­ność bra­ci nie zani­kła. A wszyst­ko według jed­ne­go wzo­ru – Chry­stu­sa Jezu­sa, Syna Boże­go. I po to potrzeb­ne jest posłu­szeń­stwo prze­ło­żo­nym.

ks. Roman Sła­weń­ski