Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Piąty tydzień zwykły 11 – 16 II 2019

Ewangelia-Jezus na łodzi/Fot. Wikimedia Commons

NIEDZIELA: Iz 6,1–2a.3–8; 1 Kor 15,1–11; Łk 5,1–11

Ewan­ge­lia Łk 5,1–11

Zosta­wi­li wszyst­ko i poszli za Jezu­sem

Zda­rzy­ło się raz, gdy tłum cisnął się do Jezu­sa, aby słu­chać sło­wa Boże­go, a On stał nad jezio­rem Gene­za­ret, że zoba­czył dwie łodzie, sto­ją­ce przy brze­gu, ryba­cy zaś wyszli z nich i płu­ka­li sie­ci. Wszedł­szy do jed­nej łodzi, któ­ra nale­ża­ła do Szy­mo­na, popro­sił go, żeby nie­co odbił od brze­gu. Potem usiadł i z łodzi nauczał tłu­my. Gdy prze­stał mówić, rzekł do Szy­mo­na: Wypłyń na głę­bię i zarzuć­cie sie­ci na połów. A Szy­mon odpo­wie­dział: Mistrzu, przez całą noc pra­co­wa­li­śmy i nice­śmy nie uło­wi­li. Lecz na Two­je sło­wo zarzu­cę sie­ci. Sko­ro to uczy­ni­li, zagar­nę­li tak wiel­kie mnó­stwo ryb, że sie­ci ich zaczy­na­ły się rwać. Ski­nę­li więc na wspól­ni­ków w dru­giej łodzi, żeby im przy­szli z pomo­cą. Ci pod­pły­nę­li i napeł­ni­li obie łodzie, tak że się pra­wie zanu­rza­ły. Widząc to Szy­mon Piotr przy­padł Jezu­so­wi do kolan i rzekł: Odejdź ode mnie, Panie, bo jestem czło­wiek grzesz­ny. I jego bowiem, i wszyst­kich jego towa­rzy­szy w zdu­mie­nie wpra­wił połów ryb, jakie­go doko­na­li; jak rów­nież Jaku­ba i Jana, synów Zebe­de­usza, któ­rzy byli wspól­ni­ka­mi Szy­mo­na. Lecz Jezus rzekł do Szy­mo­na: Nie bój się, odtąd ludzi będziesz łowił. I przy­cią­gnąw­szy łodzie do brze­gu, zosta­wi­li wszyst­ko i poszli za Nim.

Pan Bóg lubi zaska­ki­wać czło­wie­ka. Nie po to, by się czło­wie­kiem bawić. Po to, by czło­wiek lepiej zro­zu­miał swo­ją sytu­ację. By odkrył moc Boże­go dzia­ła­nia, sku­tecz­ność Boże­go bło­go­sła­wień­stwa. Bo tak nale­ży rozu­mieć pole­ce­nie, któ­re doświad­czo­ny rybak Piotr otrzy­mał od Jezu­sa, nie rozu­mie­ją­ce­go (jak się wyda­wa­ło) spraw rybac­kich. A jed­nak dość szyb­ko oka­za­ło się, że racja jest po stro­nie Pana, a nie Pio­tra. Racja jest po stro­nie Boga, nie czło­wie­ka. Po stro­nie Stwór­cy, nie stwo­rze­nia. I tak jest było wie­lo­krot­nie wcze­śniej. Gdy syryj­ski wódz Naaman usły­szał, że powi­nien sie­dem razy zanu­rzyć się w wodzie Jor­da­nu, uznał to za pro­po­zy­cję obraź­li­wą. A jed­nak rację miał pro­rok, któ­ry w imie­niu Boga wydał takie pole­ce­nie – to ono przy­nio­sło uzdro­wie­nie z trą­du. Rację miał Moj­żesz, któ­ry na prze­kór wie­lu pro­wa­dził lud z nie­wo­li w Egip­cie przez Morze Czer­wo­ne i na pusty­nię, choć roz­sąd­niej­szym wyda­wa­ło się pozo­stać w Egip­cie, gdzie były w obfi­to­ści jarzy­ny i woda. Tak­że dziś Bóg wie­lo­krot­nie musi poko­ny­wać naszą cia­sną racjo­nal­ność, któ­ra ogra­ni­cza moż­li­wość zro­zu­mie­nia i przy­ję­cia Boże­go dzia­ła­nia.

PONIEDZIAŁEK Rdz 1,1–19; Mk 6,53–56

Sło­wo Boże: Na począt­ku Bóg stwo­rzył nie­bo i zie­mię. Zie­mia zaś była bez­ła­dem i pust­ko­wiem: ciem­ność była nad powierzch­nią bez­mia­ru wód, a duch Boży uno­sił się nad woda­mi. Wte­dy Bóg rzekł: „Nie­chaj się sta­nie świa­tłość!”. I sta­ła się świa­tłość. Bóg widząc, że świa­tłość jest dobra, oddzie­lił ją od ciem­no­ści.

Jed­no z naj­waż­niej­szych pytań to pyta­nie o począ­tek. Sło­wo Boże mówi o począt­ku wszyst­kie­go i mówi o tym z punk­tu widze­nia wia­ry. Odpo­wiedź jest jed­no­znacz­na: począ­tek wszel­kie­go ist­nie­nia jest w Bogu. Cokol­wiek ist­nie­je, ist­nie­je dzię­ki Bogu. Stwór­ca w stwo­rzo­ny świat wpi­sał porzą­dek – tak­że o tym mówi autor natchnio­ny. Porzą­dek widocz­ny w świe­cie jest odbi­ciem mądro­ści wszech­moc­ne­go Boga. Odkry­wa­jąc coraz bar­dziej ten­że porzą­dek i jego pięk­no win­ni­śmy uzna­wać ukry­tą w świe­cie obec­ność Pana wszech­rze­czy.

WTOREK Rdz 1,20–2,4a; Mk 7,1–13

Sło­wo Boże: A wresz­cie rzekł Bóg: „Uczyń­my czło­wie­ka na Nasz obraz, podob­ne­go Nam…”. Stwo­rzył więc Bóg czło­wie­ka na swój obraz, na obraz Boży go stwo­rzył: stwo­rzył męż­czy­znę i nie­wia­stę. Po czym Bóg im bło­go­sła­wił, mówiąc do nich: „Bądź­cie płod­ni i roz­mna­żaj­cie się, aby­ście zalud­ni­li zie­mię…”.

Czło­wiek jest tyl­ko stwo­rze­niem. Trze­ba o tym przy­po­mi­nać, bo żyje­my w świe­cie, któ­ry ubó­stwia czło­wie­ka. Nosi­my w sobie rów­nież podo­bień­stwo do Boga. Tak­że o tym trze­ba czę­sto przy­po­mi­nać. Zapo­mnie­nie o tych dwóch fun­da­men­tal­nych praw­dach zawsze pro­wa­dzi ludz­ką myśl na manow­ce. Trak­to­wa­nie bowiem czło­wie­ka jak towa­ru, przed­mio­tu czy źró­dła docho­du, jest  degra­da­cją ludz­kiej oso­by. Z kolei ubó­stwie­nie czło­wie­ka spra­wia, że gubi­my gra­ni­ce moral­ne­go porząd­ku. Oto dwa fun­da­men­tal­ne grze­chy współ­cze­snych ludzi.

ŚRODA Rdz 2,4b–9.15–17; Mk 7,14–23

Sło­wo Boże: Pan Bóg wziął zatem czło­wie­ka i umie­ścił go w ogro­dzie Eden, aby upra­wiał go i doglą­dał. A tak przy­ka­zał Pan Bóg czło­wie­ko­wi: „Z wszel­kie­go drze­wa tego ogro­du możesz spo­ży­wać do woli, ale z drze­wa pozna­nia dobra i zła nie wol­no ci jeść, bo gdy z nie­go spo­ży­jesz, nie­chyb­nie umrzesz”.

Pozo­sta­je­my wciąż w świe­cie sym­bo­li. W ogro­dzie Eden znaj­du­je się drze­wo pozna­nia dobra i zła. Wszyst­ko jest do dys­po­zy­cji czło­wie­ka z wyjąt­kiem tegoż drze­wa. Drze­wo to ozna­cza moż­li­wość defi­nio­wa­nia dobra i zła. To bar­dzo kuszą­ca moż­li­wość: sam stwo­rzę wła­ści­wy porzą­dek rze­czy. I nic dziw­ne­go, że czło­wiek po to się­gnął. Się­gał przez całe wie­ki i się­ga nadal. Nie usta­ją pró­by mani­pu­lo­wa­nia Bożym pra­wem i pra­wem natu­ry, by reali­zo­wać wła­sne zachcian­ki. Ale wynik jest ten sam: kolej­ne zagro­że­nie dla czło­wie­ka.

CZWARTEK Dz 13,46–49; Łk 10,1–9

ŚWIĘTO ŚW. CYRYLAMETODEGO, APOSTOŁÓW SŁOWIAN

Sło­wo Boże: Paweł i Bar­na­ba powie­dzie­li do Żydów: „Nale­ża­ło gło­sić sło­wo Boże naj­pierw wam. Sko­ro jed­nak odrzu­ca­cie je i sami uzna­je­cie się za nie­god­nych życia wiecz­ne­go, zwra­ca­my się do pogan. Tak bowiem naka­zał nam Pan: Usta­no­wi­łem Cię świa­tło­ścią dla pogan, abyś był zba­wie­niem aż po krań­ce zie­mi”.

Stwór­ca sza­nu­je nawet trud­ną decy­zję czło­wie­ka. Zara­zem Bóg nie chce swo­je­go sło­wa mar­no­wać. Z chwi­lą odrzu­ce­nia przez jed­nych zwra­ca się do tych, któ­rzy sło­wo przyj­mą i pozwo­lą, by owo­co­wa­ło. Gdy sło­wo Jezu­sa odrzu­ci­li Żydzi, Apo­sto­ło­wie uda­li się do pogan. Lecz ta prze­stro­ga dziś doty­czy tak­że chrze­ści­jan. Czas, w któ­rym otrzy­mu­je­my dar sło­wa, to czas łaski. Przy­ję­cie sło­wa ozna­cza otwar­cie na łaskę. Odrzu­ce­nie sło­wa zawsze jest poważ­nym ryzy­kiem, bo nikt z nas nie wie, czy kie­dy­kol­wiek podob­ną łaskę jesz­cze otrzy­ma­my.

PIĄTEK Rdz 3,1–8; Mk 7,31–37

Sło­wo Boże: Nie­wia­sta spo­strze­gła, że drze­wo to ma owo­ce dobre do jedze­nia, że jest ono roz­ko­szą dla oczu i że owo­ce tego drze­wa nada­ją się do zdo­by­cia wie­dzy. Zerwa­ła zatem z nie­go owoc i dała swe­mu mężo­wi, któ­ry był z nią. A wte­dy otwo­rzy­ły się im oboj­gu oczy i pozna­li, że są nadzy.

Czy ktoś pla­nu­je zło, dla­te­go że jest to zło? Nie. Pla­nu­jąc zło zwy­kle dostrze­ga­my jakieś dobro, któ­re może mieć kształt korzy­ści, przy­jem­no­ści, suk­ce­su, uzna­nia w oczach innych. Nawet jeśli jest to dobro pozor­ne i krót­ko­trwa­łe. I na tym pole­ga odwiecz­na pułap­ka zasta­wia­na na nas. Zło wyda­je się być „roz­ko­szą dla oczu” i rodzi złu­dze­nie „zdo­by­cia wie­dzy” czę­sto nie­do­stęp­nej dla zwy­kłych ludzi. I o tym mówi autor natchnio­ny już na samym począt­ku histo­rii zba­wie­nia. Od cza­sów pra­oj­ców nic się nie zmie­ni­ło pod tym wzglę­dem.

SOBOTA Rdz 3,9–24; Mk 8,1–10

Sło­wo Boże: Pan Bóg zawo­łał Ada­ma i zapy­tał go: „Gdzie jesteś?”. On odpo­wie­dział: „Usły­sza­łem Twój głos w ogro­dzie, prze­stra­szy­łem się, bo jestem nagi, i ukry­łem się”. Rzekł Bóg: „Któż ci powie­dział, że jesteś nagi? Czy może zja­dłeś z drze­wa, z któ­re­go ci zaka­za­łem jeść?”.

Stwór­ca sta­wia fun­da­men­tal­ne pyta­nie: gdzie jesteś, Ada­mie? Gdzie jesteś, czło­wie­ku? Gdzie jesteś…? Czyż­by Pan o tym nie wie­dział? Czyż­by nie dostrzegł sytu­acji czło­wie­ka, któ­ry popeł­nił grzech? Nic podob­ne­go. Bóg naj­le­piej rozu­mie dra­mat grze­chu. To czło­wiek może tego nie zauwa­żać, może to lek­ce­wa­żyć, może uda­wać, że nic wiel­kie­go się nie sta­ło. Bóg jeden w peł­ni zna destruk­cję spo­wo­do­wa­ną grze­chem. Jeśli pyta o to czło­wie­ka, to po, by wła­śnie czło­wiek mógł choć­by tro­chę zro­zu­mieć, jak wiel­ki powstał zamęt w jego życiu.

 ks. Roman Sła­weń­ski