Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Dwudziesty Piąty Tydzień Zwykły 23 – 28 IX 2019

Przypowieść o nieuczciwym rządcy

NIEDZIELA: Am 8,4–7; 1 Tm 2,1–8

Ewan­ge­lia Łk 1–13

Przy­po­wieść o nie­uczci­wym rząd­cy

 Jezus powie­dział do swo­ich uczniów: Pewien boga­ty czło­wiek miał rząd­cę, któ­re­go oskar­żo­no przed nim, że trwo­ni jego mają­tek. Przy­wo­łał go do sie­bie i rzekł mu: „Cóż to sły­szę o tobie? Zdaj spra­wę z twe­go zarzą­du, bo już nie będziesz mógł być rząd­cą”. Na to rząd­ca rzekł sam do sie­bie: „Co ja pocznę, sko­ro mój pan pozba­wia mię zarzą­du? Kopać nie mogę, żebrać się wsty­dzę. Wiem, co uczy­nię, żeby mię ludzie przy­ję­li do swo­ich domów, gdy będę usu­nię­ty z zarzą­du”. Przy­wo­łał więc do sie­bie każ­de­go z dłuż­ni­ków swe­go pana i zapy­tał pierw­sze­go: „Ile jesteś winien moje­mu panu?”. Ten odpo­wie­dział: „Sto beczek oli­wy”. On mu rzekł: „Weź swo­je zobo­wią­za­nie, sia­daj pręd­ko i napisz pięć­dzie­siąt”. Następ­nie pytał dru­gie­go: „A ty ile jesteś winien?”. Ten odrzekł: „Sto kor­cy psze­ni­cy”. Mówi mu: „Weź swo­je zobo­wią­za­nie i napisz: osiem­dzie­siąt”. Pan pochwa­lił nie­uczci­we­go rząd­cę, że roz­trop­nie postą­pił. Bo syno­wie tego świa­ta roz­trop­niej­si są w sto­sun­kach z ludź­mi podob­ny­mi sobie niż syno­wie świa­tła.
Ja tak­że wam powia­dam: „Zyskuj­cie sobie przy­ja­ciół nie­go­dzi­wą mamo­ną, aby gdy wszyst­ko się skoń­czy, przy­ję­to was do wiecz­nych przy­byt­ków.
Kto w drob­nej rze­czy jest wier­ny, ten i w wiel­kiej będzie wier­ny; a kto w drob­nej rze­czy jest nie­uczci­wy, ten i w wiel­kiej nie­uczci­wy będzie. Jeśli więc w zarzą­dzie nie­go­dzi­wą mamo­ną nie oka­za­li­ście się wier­ni, praw­dzi­we dobro kto wam powie­rzy? Jeśli w zarzą­dzie cudzym dobrem nie oka­za­li­ście się wier­ni, kto wam da wasze? Żaden słu­ga nie może dwom panom słu­żyć. Gdyż albo jed­ne­go będzie nie­na­wi­dził, a dru­gie­go miło­wał; albo z tam­tym będzie trzy­mał, a tym wzgar­dzi. Nie może­cie słu­żyć Bogu i mamo­nie”.

 

Jezus mówi o nie­go­dzi­wej mamo­nie i praw­dzi­wym dobru. I jed­no i dru­gie jest do dys­po­zy­cji czło­wie­ka. Wła­ści­wie nasze życie, czy­ny i decy­zje roz­pię­te są pomię­dzy tymi dobra­mi: albo zwią­za­ni jeste­śmy z nie­go­dzi­wą mamo­ną, albo się­ga­my po praw­dzi­we dobro. Co wła­ści­wie kry­je za tymi poję­cia­mi? Nie­go­dzi­wa mamo­na ozna­cza dobra mate­rial­ne: bogac­two, pie­nią­dze, róż­ne użyt­ko­we i luk­su­so­we przed­mio­ty. Z dru­giej stro­ny jest praw­dzi­we dobro. Jest nim życie w jed­no­ści z Jezu­sem, całe bogac­two Jego łaski. Mamo­na nie­uchron­nie jest obec­na w naszym życiu. Musi­my z nią żyć, doty­kać jej, posłu­gi­wać się nią. Dla­te­go Jezus mówi, że win­ni­śmy nauczyć się dobrze zarzą­dzać nie­uczci­wą mamo­ną, czy­li posiąść umie­jęt­ność wła­ści­we­go gospo­da­ro­wa­nia dobra­mi mate­rial­ny­mi. Nega­tyw­nym przy­kła­dem jest bogacz z przy­po­wie­ści, któ­ry zgro­ma­dził wie­le zaso­bów i chciał póź­niej z tego korzy­stać. Pozy­tyw­ny przy­kład to Zache­usz, któ­ry nie tyl­ko wyna­gro­dził skrzyw­dzo­nych, ale też wspo­mógł ubo­gich. Jeśli wła­ści­wie zago­spo­da­ru­je­my ową nie­go­dzi­wą mamo­nę, wów­czas otrzy­mu­je­my praw­dzi­we dobra. Przy­wią­za­nie do mamo­ny zamy­ka oczy na Pana. Wła­ści­wie posłu­gu­je­my się naszy­mi codzien­ny­mi dobra­mi, gdy ser­cem jeste­śmy przy Jezu­sie.

PONIEDZIAŁEK  Ezd 1,1–6; Łk 8,16–18

Sło­wo Boże: Tak mówi Cyrus, król per­ski: Wszyst­kie pań­stwa zie­mi dał mi Pan, Bóg nie­bios. I On mi roz­ka­zał zbu­do­wać Mu dom w Jero­zo­li­mie, w Judzie. Jeśli jest mię­dzy wami jesz­cze ktoś z całe­go ludu Jego, to niech Bóg jego będzie z nim; a niech  idzie do Jero­zo­li­my w Judzie i niech zbu­du­je dom Pana, Boga Izra­ela.

Cyrus to król per­ski, zatem pogań­ski. I oto ten wład­ca wyzna­je, że chce słu­chać gło­su Pana, Boga Izra­ela. Wyda­je dekret, któ­ry naka­zu­je Żydom wra­cać do swej rodzin­nej zie­mi i odbu­do­wać znisz­czo­ną świą­ty­nię. Zdu­mie­wa­ją dwa fak­ty: poga­nin słu­cha gło­su Boga, któ­ry obja­wił się Izra­elo­wi. Po dru­gie król ten, uzna­jąc wolę Boga, nie zre­zy­gno­wał ze swej pogań­skiej wia­ry. Czy nie jest para­dok­sem, że poga­nin wypeł­nia wolę Boga? I dla­cze­go Bóg nie popro­wa­dził go do praw­dzi­wej wia­ry? War­to o tym pomy­śleć.

WTOREK Ezd 6,7–8.12b.14–20; Łk 8,19–21

Sło­wo Boże: I Izra­eli­ci, kapła­ni, lewi­ci i resz­ta wysie­dleń­ców rado­śnie obcho­dzi­li poświę­ce­nie tego domu Boże­go… I do służ­by Bożej w Jero­zo­li­mie usta­no­wi­li kapła­nów według ich oddzia­łów, a lewi­tów według ich grup, zgod­nie z prze­pi­sem księ­gi Moj­że­szo­wej. Czter­na­ste­go dnia mie­sią­ca pierw­sze­go wysie­dleń­cy obcho­dzi­li Pas­chę.

To był ogrom­ny wysi­łek, ale wresz­cie moż­na było poświę­cić odbu­do­wa­ną świą­ty­nię. I co waż­niej­sze, wzno­wio­na zosta­ła służ­ba Boża. Wra­ca­ją­cy z depor­ta­cji dopie­ro teraz mie­li poczu­cie, że wszyst­ko  wra­ca do nor­my. Był czas powro­tu, czas odbu­do­wy domów, ale dopie­ro wznie­sie­nie świą­ty­ni i usta­no­wie­nie służ­by Bożej two­rzy­ło w peł­ni odbu­do­wa­ną spo­łecz­ność. Bo ducho­we odro­dze­nie decy­du­je o kon­dy­cji ludu. Dla­te­go współ­cze­sny dobro­byt połą­czo­ny z ducho­wym  zagu­bie­niem wyraź­nie poka­zu­je dra­ma­tycz­ną sytu­ację nasze­go kon­ty­nen­tu.

ŚRODA Ezd 9,5–9; Łk 9,1–6

Sło­wo Boże: Boże mój! Bar­dzo się wsty­dzę, Boże mój, pod­nieść twarz do Cie­bie, albo­wiem prze­stęp­stwa nasze uro­sły powy­żej gło­wy, a wina nasza wzbi­ła się do nie­ba. Od dni ojców naszych aż po dziś dzień cią­ży na nas wiel­ka wina. My, kró­lo­wie nasi, kapła­ni nasi zosta­li­śmy wyda­ni za nasze prze­stęp­stwa… w nie­wo­lę.

Ezdrasz modli się w imie­niu całe­go naro­du. Sta­je wobec Pana ze świa­do­mo­ścią popeł­nio­nych grze­chów. Zgrze­szył cały naród, to zna­czy zgrze­szy­li kró­lo­wie, rzą­dzą­cy. Zgrze­szy­li kapła­ni, któ­rzy win­ni byli zacho­wać więk­szą wier­ność Boże­mu pra­wu. Zgrze­szy­li ludzie, ci cał­kiem zwy­czaj­ni, prze­cięt­ni. Nie było jed­nej gru­py wol­nej od win. Jeże­li już, to spra­wie­dli­wi i pra­wi znaj­do­wa­li się w każ­dej gru­pie. Nie ina­czej jest dziś. W każ­dej gru­pie spo­łecz­nej są grzesz­ni­cy i w każ­dej są też świę­ci. Błę­dem jest gru­po­we potę­pie­nie i gru­po­we uspra­wie­dli­wia­nie.

CZWARTEK Ag 1,1–8; Łk 9,7–9

Sło­wo Boże: Czy jest to czas sto­sow­ny dla was, byście spo­czy­wa­li w domach wyło­żo­nych pły­ta­mi, pod­czas gdy ten dom leży w gru­zach? A teraz tak mówi Pan Zastę­pów: Zasta­nów­cie się dobrze nad swo­im postę­po­wa­niem! Sie­je­cie wie­le, lecz plon macie lichy; przyj­mu­je­cie pokarm, lecz nie macie go do syta…

Agge­usz sta­je przed ludem, by budzić sumie­nia. Wie­lu jego roda­ków zda­je inte­re­so­wać się wyłącz­nie zdo­by­wa­niem coraz lep­szych warun­ków, by w więk­szym stop­niu zaspo­ka­jać codzien­ne potrze­by. Sądzą przy tym, że odbu­do­wa świą­ty­ni może pocze­kać. Waż­niej­sze są ich domy. To błąd, któ­ry popeł­nia­my dziś czę­sto. Liczy się pra­ca zawo­do­wa, póź­niej wszyst­ko, co zwią­za­ne z utrzy­ma­niem domu, zaku­py sprzą­ta­nie, wyjazd, wyciecz­ka, impre­za… I w tak uło­żo­nym dniu, tygo­dniu, bra­ku­je cza­su dla Boga. Dla­te­go dziś pada to sło­wo: zasta­nów­cie się!

PIĄTEK Ag 1,15–2,9; Łk 9,18–22

Sło­wo Boże: Teraz jed­nak nabierz ducha, Zoro­ba­be­lu – mówi Pan – nabierz ducha arcy­ka­pła­nie Jozue, synu Josa­da­ka, nabierz też ducha cały ludu zie­mi. Pra­cuj­cie, bo Ja jestem z wami, mówi Pan Zastę­pów. Zgod­nie z przy­mie­rzem, któ­re zawar­łem z wami, gdy wyszli­ście z Egip­tu, duch mój sta­le prze­by­wa pośród was.

Są zada­nia, któ­rych wyko­na­nie może nużyć, może rodzić zmę­cze­nie i znie­chę­ce­nie. Czło­wie­ko­wi zaczy­na bra­ko­wać sił. Tak się dzie­je, gdy powsta­je dzie­ło budo­wa­ne ludz­ką pychą. Bo jeśli ma powstać jakieś dobre dzie­ło, musi wyra­stać z naj­głęb­szych pokła­dów ludz­kie­go ducha. Dokład­niej mówiąc, z ducha Boże­go. Każ­da inna inspi­ra­cja jest w jakiś spo­sób zatru­ta. Tyl­ko dzie­ła czer­pią­ce z Boże­go natchnie­nia mają szan­sę trwać. Boże bło­go­sła­wień­stwo win­no być począt­kiem każ­de­go dzie­ła, któ­re podej­mu­je chrze­ści­ja­nin.

SOBOTA Za 2,5–9.14–15a; Łk 9,43b–45

Sło­wo Boże: „Jero­zo­li­ma pozo­sta­nie bez murów, gdyż tak wie­le ludzi i zwie­rząt w niej będzie. Ja będę doko­ła niej murem ogni­stym –  mówi Pan – a chwa­ła moja zamiesz­ka pośród niej. Ciesz się i raduj, Córo Syjo­nu, bo już idę i zamiesz­kam pośród cie­bie” – mówi Pan. Wów­czas licz­ne naro­dy przy­zna­ją się do Pana.

W natchnio­nej wizji pro­rok zoba­czył czło­wie­ka, któ­ry wyszedł ze sznu­rem  mier­ni­czym w ręku, by prze­mie­rzyć Jero­zo­li­mę. Być może z myślą budo­wa­nia murów obron­nych. I wów­czas usły­szał anio­ła, któ­ry oznaj­mił, że sto­li­ca pozo­sta­nie bez murów, bo sam Pan będzie jej obro­ną. Wizja doty­czy­ła nie­bie­skie­go Jeru­za­lem, mia­sta, któ­re jest sym­bo­lem szczę­śli­wej wiecz­no­ści zba­wio­nych. Pró­ba zmie­rze­nia Jero­zo­li­my i budo­wa­nia murów to nic inne­go jak ludz­kie dąże­nie, by zabez­pie­czyć swo­ją przy­szłość. A Pan mówi do nas, że z Nim nasza przy­szłość jest naj­pew­niej­sza.

ks. Roman Sła­weń­ski