Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Okres Bożego Narodzenia 6 – 11 I 2020

Narodzenie Pana Jezusa

NIEDZIELA: Syr 24,1–2.8–12; Ef 1,3–6.15–18;

Ewan­ge­lia J 1,1–18

owo stało się ciałem i zamiesz­kało między nami

Na począt­ku było Sło­wo,
a Sło­wo było u Boga,
i Bogiem było Sło­wo.
Ono było na począt­ku u Boga.
Wszyst­ko przez Nie się sta­ło,
a bez Nie­go nic się nie sta­ło,
co się sta­ło.
W Nim było życie,
a życie było świa­tło­ścią ludzi,
a świa­tłość w ciem­no­ści świe­ci
i ciem­ność jej nie ogar­nę­ła.
Poja­wił się czło­wiek posła­ny przez Boga,
Jan mu było na imię.
Przy­szedł on na świa­dec­two,
aby zaświad­czyć o Świa­tło­ści,
by wszy­scy uwie­rzy­li przez nie­go.
Nie był on świa­tło­ścią,
lecz posła­nym, aby zaświad­czyć o Świa­tło­ści.
Była Świa­tłość praw­dzi­wa,
któ­ra oświe­ca każ­de­go czło­wie­ka,
gdy na świat przy­cho­dzi.
Na świe­cie było Sło­wo,
a świat stał się przez Nie,
lecz świat Go nie poznał.
Przy­szło do swo­jej wła­sno­ści,
a swoi Go nie przy­ję­li.
Wszyst­kim tym jed­nak, któ­rzy Je przy­ję­li,
dało moc, aby się sta­li dzieć­mi Boży­mi,
tym, któ­rzy wie­rzą w imię Jego,
któ­rzy ani z krwi,
ani z żądzy cia­ła,
ani z woli męża,
ale z Boga się naro­dzi­li.
Sło­wo sta­ło się cia­łem
i zamiesz­ka­ło mię­dzy nami.
I oglą­da­li­śmy Jego chwa­łę,
chwa­łę, jaką Jed­no­ro­dzo­ny otrzy­mu­je od Ojca,
pełen łaski i praw­dy.
Jan daje o Nim świa­dec­two i gło­śno woła w sło­wach: Ten był, o któ­rym powie­działem: Ten, któ­ry po mnie idzie, prze­wyższył mnie god­nością, gdyż był wcześniej ode mnie. Z Jego peł­no­ści wszy­scy­śmy otrzy­ma­li łaskę po łasce. Pod­czas gdy Pra­wo zosta­ło nada­ne przez Moj­że­sza, łaska i praw­da przy­szły przez Jezu­sa Chry­stu­sa. Boga nikt nigdy nie widział. Jed­no­ro­dzo­ny Bóg, któ­ry jest w łonie Ojca, o Nim pouczył.

Jan Apo­stoł snu­jąc reflek­sję o przyj­ściu Syna Boże­go na zie­mię stwier­dza ze smut­kiem, że Odwiecz­ne Sło­wo „przy­szło do swo­jej wła­sno­ści, a swoi Go nie przy­ję­li”. Ale to tyl­ko część praw­dy o posta­wie ludzi. Bo zaraz po tym Apo­stoł doda­je: „Wszyst­kim tym jed­nak, któ­rzy Je przy­ję­li, dało moc, aby się sta­li dzieć­mi Boży­mi, tym, któ­rzy wie­rzą w imię Jego”. Ten podział trwał przez wie­ki. Ten sam podział widocz­ny jest dzi­siaj. Ale tak jak kie­dyś Pan przy­szedł, by szu­kać otwar­tych dla Nie­go ludz­kich serc, tak i dziś nie usta­je w tym wysił­ku. Do współ­cze­snej mistycz­ki, Ali­cji Len­czew­skiej, zwra­ca się bowiem z taką pro­po­zy­cją: „Odda­jąc Mi wszyst­ko w każ­dej chwi­li, dorów­nasz Mojej miło­ści, któ­ra pra­gnie wszyst­kie­go, bo jest Wszyst­kim. I to Wszyst­ko jest Moim darem dla cie­bie”. Przy­ję­cie Jezu­sa jest moż­li­we wte­dy, gdy ludz­kie ser­ce sta­je się w peł­ni otwar­te, a to reali­zu­je się każ­de­go dnia poprzez gorą­ce pra­gnie­nie, ufność i szcze­rość. Te posta­wy są moż­li­we, wię­cej – koniecz­ne, gdy poja­wia się radość i pokój, a jesz­cze bar­dziej gdy przy­cho­dzi upa­dek i sła­bość.

PONIEDZIAŁEK Iz 60,1–6; Ef 3,2–3a.5–6; Mt 2,1–12

UROCZYSTOŚĆ OBJAWIENIA PAŃSKIEGO

Sło­wo Boże: A oto gwiaz­da, któ­rą widzie­li na Wscho­dzie, postę­po­wa­ła przed nimi, aż przy­szła i zatrzy­ma­ła się nad miej­scem, gdzie było Dzie­cię. Gdy ujrze­li gwiaz­dę, bar­dzo się ura­do­wa­li. Weszli do domu i zoba­czy­li Dzie­cię z Mat­ką Jego, Mary­ją; padli na twarz i odda­li Mu pokłon. I otwo­rzyw­szy swe skar­by, ofia­ro­wa­li Mu dary: zło­to, kadzi­dło i mir­rę.

Potrze­ba wyjąt­ko­wej poko­ry ser­ca i odwa­gi umy­słu, by wyko­nać gest Mędr­ców. Tajem­ni­czy przed­sta­wi­cie­le naro­dów pogań­skich tak bar­dzo ufa­li sło­wu Boga, że nie zde­pry­mo­wa­ła ich pro­sto­ta staj­ni, mło­dy wiek Kró­la ani koniecz­ność wędro­wa­nia do odle­głej kra­iny. Wie­dzie­li jed­no: sko­ro pro­wa­dzi sam Bóg, nie wol­no się zatrzy­mać. A dro­ga nie była łatwa. Gwiaz­da, któ­ra ich pro­wa­dzi­ła, nie zawsze była widocz­na. Lecz trwa­li na dro­dze ku Panu, nie pod­da­jąc się znie­chę­ce­niu. Tak, przy­szli póź­niej niż inni, ale waż­ne, że przy­szli.

WTOREK 1 J 3,22–4,6; Mt 4,12–17.23–25

Sło­wo Boże: Tak mia­ło się speł­nić sło­wo pro­ro­ka Iza­ja­sza: „Zie­mia Zabu­lo­na i zie­mia Nefta­le­go, na dro­dze ku morzu, Zajor­da­nie, Gali­lea pogan! Lud, któ­ry sie­dział w ciem­no­ści, ujrzał świa­tło wiel­kie, i miesz­kań­com cie­ni­stej kra­iny śmier­ci wze­szło świa­tło”. Odtąd począł Jezus nauczać i mówić: „Nawra­caj­cie się…”.

Lek­ce­wa­żo­na zie­mia pogan dostę­pu­je wyjąt­ko­wej łaski: to w niej zamiesz­ku­je Jezus, świa­tłość świa­ta. Tam gdzie panu­je mrok, gdzie pano­szy się śmierć, poja­wia się świa­tło nowej nauki – świa­tło Ewan­ge­lii. To dziw­ne jak zatwar­dzia­łość ser­ca tych, któ­rzy mie­li pra­wo pierw­szeń­stwa, spra­wia, że pozo­sta­ją­cy dale­ko wyprze­dza­ją ich w postę­po­wa­niu za gło­sem Pana. To pierw­sze sło­wo Jezu­so­we­go wezwa­nia „nawra­caj­cie się” wciąż brzmi wewnątrz Kościo­ła, w jego ser­cu. Mocą tego sło­wa, gdy tyl­ko zosta­nie przy­ję­te przez czło­wie­ka, Kościół rośnie.

ŚRODA 1 J 4,7–10; Mk 6,34–44

Sło­wo Boże: A gdy pora była już póź­na, przy­stą­pi­li do Nie­go ucznio­wie i rze­kli: „Miej­sce to  jest pust­ko­wiem, a pora już póź­na. Odpraw ich. Niech idą do oko­licz­nych osie­dli i wsi, a kupią sobie coś do jedze­nia”. Lecz On im odpo­wie­dział: „Wy daj­cie im jeść!”. Rze­kli Mu: „Mamy pójść i za dwie­ście dena­rów kupić chle­ba?”.

Póź­na pora, zmę­cze­nie uczniów i tak­że ludzi słu­cha­ją­cych Jezu­sa. Brak pokar­mu. Poja­wia­ją­ce się uczu­cie gło­du. Nic dziw­ne­go, że ucznio­wie pro­po­nu­ją zakoń­cze­nie całej akcji. Mają też pomysł: niech każ­dy sam znaj­dzie potrzeb­ny mu pokarm i miej­sce odpo­czyn­ku. I tu Jezus ich zaska­ku­je, bo sły­szą: wy daj­cie im jeść. Mogli te sło­wa potrak­to­wać jak gorz­ki żart. Ale Jezus mówił poważ­nie. Chciał, by zro­zu­mie­li, że jeśli będą Go wier­nie słu­chać, wyko­na­ją dzie­ło po ludz­ku nie­moż­li­we. Już po nie­wie­lu minu­tach prze­ko­na­li się, że z Jezu­sem mogą wie­le.

 CZWARTEK 1 J 4,11–18; Mk 6,45–52

 Sło­wo Boże: Oni zaś, gdy Go ujrze­li kro­czą­ce­go po jezio­rze, myśle­li, że to zja­wa, i zaczę­li krzy­czeć. Widzie­li Go bowiem wszy­scy i zatrwo­ży­li się. Lecz On zaraz prze­mó­wił do nich: „Odwa­gi, to Ja jestem, nie bój­cie się!”. I wszedł do nich do łodzi, a wiatr uci­szył się. Wte­dy oni tym bar­dziej zdu­mie­li się w duszy…

Jezu­so­we kro­cze­nie po falach mogło wydać się swo­istą grą. Ucznio­wie zna­li Go jako czło­wie­ka, któ­ry fizycz­nie nie wyróż­niał się niczym (doświad­czał zmę­cze­nia jak inni). Dla­cze­go tym razem Jezus poka­zu­je coś nad­zwy­czaj­ne­go? To było powol­ne otwie­ra­nia uczniów na praw­dę, któ­ra prze­kra­cza gra­ni­ce okre­ślo­ne codzien­nym doświad­cze­niem. To mały krok w kie­run­ku peł­niej­szej wia­ry. Jezus stop­nio­wo pro­wa­dzi ich ku zro­zu­mie­niu i przy­ję­ciu tajem­ni­cy: oto pośród nich jest Syn Boży. Jesz­cze tego nie rozu­mie­li, ale wyko­na­li kolej­ny krok, by to odkryć.

PIĄTEK 1 J 4,19–5,4; Łk 4,14–22a

Sło­wo Boże: Poda­no Mu księ­gę pro­ro­ka Iza­ja­sza. Roz­wi­nąw­szy księ­gę, zna­lazł miej­sce, gdzie było napi­sa­ne: „Duch Pań­ski spo­czy­wa na Mnie, ponie­waż Mnie nama­ścił i posłał Mnie, abym ubo­gim niósł dobrą nowi­nę, więź­niom gło­sił wol­ność, a nie­wi­do­mym przej­rze­nie; abym uci­śnio­nych odsy­łał wol­ny­mi…”.

Jak zro­zu­mieć wła­sne życie? Jak odczy­tać sens poszcze­gól­nych zda­rzeń? Jak namie­rzyć wła­ści­wy kie­ru­nek? Odpo­wiedź przy­no­si wyda­rze­nie opi­sa­ne przez Łuka­sza. To było w Naza­re­cie. Jezus się­gnął po zwój Pisma. I oto Sło­wo Boże oka­za­ło się naj­lep­szym wyja­śnie­niem. I tak jest nadal. Sło­wo Boga ma wiel­ką moc. Wyja­śnia aktu­al­ne prze­ży­cia. Jest tak­że otwar­ciem nowych per­spek­tyw. Wyzna­cza kie­ru­nek. Jest wpro­wa­dze­niem w to, co nowe, jest utwier­dze­niem na dro­dze. Tak, Sło­wo Boże ma wiel­ką moc. Nie moż­na go zlek­ce­wa­żyć.

SOBOTA 1 J 5,5–13; Łk 5,12–16

Sło­wo Boże: Gdy Jezus prze­by­wał w jed­nym z miast, zja­wił się czło­wiek cały pokry­ty trą­dem. Gdy ujrzał Jezu­sa, upadł na twarz i pro­sił Go: „Panie, jeśli zechcesz, możesz mnie oczy­ścić”. Jezus wycią­gnął rękę i dotknął go mówiąc: „Chcę, bądź oczysz­czo­ny”. I natych­miast trąd z nie­go ustą­pił.

W proś­bie czło­wie­ka cho­re­go na trąd kry­je się głę­bo­ka poko­ra. Nie krzy­czał, nie roz­pa­czał. Spo­koj­nie pro­sząc, osta­tecz­ną decy­zję pozo­sta­wił Jezu­so­wi. Tym samym oka­zał głę­bo­kie zaufa­nie. W pro­stych sło­wach ukrył gorą­ce pra­gnie­nie swej duszy, a rów­no­cze­śnie cał­ko­wi­te odda­nie się do dys­po­zy­cji Jezu­sa. Krót­ka i kon­kret­na proś­ba oka­zu­je się być na tyle głę­bo­ką i moc­ną modli­twą, że Pan nie może dalej mil­czeć. Nastę­pu­je cud uzdro­wie­nia. Czę­sto modląc się mówi­my Bogu: musisz. A może war­to czę­ściej powie­dzieć: jeśli zechcesz…

ks. Roman Sła­weń­ski