Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Trzeci Tydzień Zwykły 27 I – 1 II 2020

Pójdźcie za mną

NIEDZIELA: Iz 8,23b–9,3; 1 Kor 1,10–13.17

Ewan­ge­lia Mt 4,12–23

Na Jezu­sie speł­nia się zapo­wiedź Iza­ja­sza

Gdy Jezus posły­szał, że Jan został uwię­zio­ny, usu­nął się do Gali­lei. Opu­ścił jed­nak Naza­ret, przy­szedł i osiadł w Kafar­naum nad jezio­rem, na pogra­ni­czu Zabu­lo­na i Nefta­le­go. Tak mia­ło się speł­nić sło­wo pro­ro­ka Iza­ja­sza: „Zie­mia Zabu­lo­na i zie­mia Nefta­le­go. Dro­ga mor­ska, Zajor­da­nie, Gali­lea pogan! Lud, któ­ry sie­dział w ciem­no­ści, ujrzał świa­tło wiel­kie, i miesz­kań­com cie­ni­stej kra­iny śmier­ci wze­szło świa­tło”. Odtąd począł Jezus nauczać i mówić: Nawra­caj­cie się, albo­wiem bli­skie jest kró­le­stwo nie­bie­skie. Gdy Jezus prze­cho­dził obok Jezio­ra Gali­lej­skie­go, ujrzał dwóch bra­ci, Szy­mo­na, zwa­ne­go Pio­trem, i bra­ta jego, Andrze­ja, jak zarzu­ca­li sieć w jezio­ro; byli bowiem ryba­ka­mi. I rzekł do nich: Pójdź­cie za Mną, a uczy­nię was ryba­ka­mi ludzi. Oni natych­miast zosta­wi­li sie­ci i poszli za Nim. A gdy poszedł stam­tąd dalej, ujrzał innych dwóch bra­ci, Jaku­ba, syna Zebe­de­usza, i bra­ta jego Jana, jak z ojcem swym Zebe­de­uszem napra­wia­li w łodzi swe sie­ci. Ich też powo­łał. A oni natych­miast zosta­wi­li łódź i ojca i poszli za Nim. I obcho­dził Jezus całą Gali­leę, naucza­jąc w tam­tej­szych syna­go­gach, gło­sząc Ewan­ge­lię o kró­le­stwie i lecząc wszel­kie cho­ro­by i wszel­kie sła­bo­ści wśród ludu.

Jest to chwi­la zna­mien­na. Jan Chrzci­ciel jest aresz­to­wa­ny. Defi­ni­tyw­nie koń­czy się jego czas. Co praw­da zapo­wia­dał, że idzie moc­niej­szy za nim, ale dotąd wciąż trwał nad Jor­da­nem słu­żąc Bogu jako pro­rok. Teraz jest już tyl­ko Jezus. Mate­usz komen­tu­jąc tę chwi­lę odwo­łu­je się do słów Iza­ja­sza, któ­ry zapo­wia­dał, że lud pozo­sta­ją­cy w ciem­no­ściach ujrzy wiel­kie świa­tło. Tak, Jezus jest praw­dzi­wym świa­tłem, któ­re oświe­ca czło­wie­ka. Tak zaczy­na się nowy dzień – dzień zba­wie­nia. Słu­cha­jąc tego sta­wia­my pyta­nie: czy jeste­śmy ludź­mi zba­wie­nia? Czy postę­pu­je­my w świe­tle dnia? Czy z całym zde­cy­do­wa­niem odrzu­ca­my jaką­kol­wiek ciem­ność z nasze­go życia?

PONIEDZIAŁEK 2 Sm 5,1–7.10; Mk 3,22–30

Sło­wo Boże: Zapraw­dę powia­dam wam: wszyst­kie grze­chy i bluź­nier­stwa, któ­rych by się ludzie dopu­ści­li, będą im odpusz­czo­ne. Kto by jed­nak zbluź­nił prze­ciw Ducho­wi Świę­te­mu, nigdy nie otrzy­ma odpusz­cze­nia, lecz winien jest grze­chu wiecz­ne­go. Mówi­li bowiem: „Ma ducha nie­czy­ste­go”.

Sło­wo grzech jesz­cze funk­cjo­nu­je w naszym języ­ku. Bluź­nier­stwo – już nie. Tak jak­by nie­moż­li­we było, by czło­wiek popeł­nił czyn zasłu­gu­ją­cy na taką kwa­li­fi­ka­cję. A jed­nak jest to moż­li­we. I z pew­no­ścią to się dzie­je wśród ludzi. Bra­ku­je jed­nak odwa­gi, by rzecz nazwać po imie­niu. Jezus zwra­ca uwa­gę, że szcze­gól­nie nie­bez­piecz­ne jest bluź­nier­stwo prze­ciw Ducho­wi Świę­te­mu. Bo to ozna­cza, że czło­wiek może tak rady­kal­nie zamknąć się na łaskę Boga, tak bez­gra­nicz­nie zaufać swe­mu osą­do­wi, że nie jest w sta­nie przy­jąć łaski prze­ba­cze­nia.

 WTOREK 2 Sm 6,12b–15.17–19; Mk 3,31–35

 Sło­wo Boże: A tłum sie­dział wokół Nie­go, gdy Mu powie­dzie­li: „Oto Two­ja mat­ka i bra­cia na dwo­rze szu­ka­ją Cie­bie”. Odpo­wie­dział im: „Któż jest moją mat­ką i któ­rzy są moimi brać­mi?”. I spo­glą­da­jąc na sie­dzą­cych doko­ła Nie­go rzekł: „Oto moja mat­ka i moi bra­cia. Bo kto peł­ni wolę Bożą, ten Mi jest bra­tem, sio­strą i mat­ką”.

Bli­scy zwy­kle są w domu. Dla­te­go są domow­ni­ka­mi. Tym razem Mat­ka Jezu­sa i krew­ni Jego sta­ją poza domem. Jak­by nie nale­że­li do bli­skich. Jak­by byli obcy­mi. To bycie na zewnątrz jest zna­mien­ne. Jezu­so­wi cho­dzi bowiem nie o pozna­nie, któ­re powsta­je poprzez więź fizycz­ną (np. wię­zy krwi), ale pozna­nie, któ­re wyni­ka ze słu­cha­nia sło­wa Boże­go i posłu­szeń­stwa temu sło­wu. Nie moż­na ina­czej upodob­nić się do Jezu­sa, jak przez słu­cha­nie sło­wa Boże­go. Prze­cież On jest Sło­wem odwiecz­nym. Jest wśród nas po to, byśmy coraz lepiej mogli słu­chać Stwór­cy.

ŚRODA 2 Sm 7,4–17; Mk 4,1–20

Sło­wo Boże: Jezus zno­wu zaczął nauczać nad jezio­rem i bar­dzo wiel­ki tłum ludzi zebrał się przy Nim. Dla­te­go wszedł do łodzi i usiadł w niej, na jezio­rze, a cały tłum stał na brze­gu jezio­ra. Nauczał ich wie­le w przy­po­wie­ściach i mówił im w swo­jej nauce: „Słu­chaj­cie: Oto siew­ca wyszedł siać. A gdy siał…”.

Wyjąt­ko­wa sce­ne­ria towa­rzy­szy­ła tej mowie Jezu­sa. Wody jezio­ra roz­la­ne wokół, tłum ludzi zgro­ma­dzo­ny na brze­gu i łódź, w któ­rej jest Pan. Kie­dyś Żydzi prze­szli przez wodę, któ­ra była dla nich oca­le­niem. Dziś Jezus zapra­sza nad wodę, jak­by zachę­cał, by przez tę wodę przyjść do Nie­go. To zapo­wiedź wody chrzciel­nej – przez nią musi­my przejść, by sta­nąć przy Panu. By wejść do łodzi Kościo­ła. Klu­czem otwie­ra­ją­cym wszyst­ko jest sło­wo słu­chaj­cie. Wie­lu przy­szło w to miej­sce, bo widzie­li cuda, a Jezus z naci­skiem powta­rza: słu­chaj­cie.

CZWARTEK 2 Sm 7,18–19.24–29; Mk 4,21–25

Sło­wo Boże: „Czy po to wno­si się świa­tło, by je umie­ścić pod kor­cem lub pod łóż­kiem? Czy nie po to, aby je umie­ścić na świecz­ni­ku? Nie ma bowiem nic ukry­te­go, co by nie mia­ło wyjść na jaw. Kto ma uszy do słu­cha­nia, nie­chaj słu­cha!”. I mówił im: „Bacz­cie na to, cze­go słu­cha­cie. Taką samą mia­rą, jaką wy mie­rzy­cie, odmie­rzą i wam”.

Co ukry­te, wyj­dzie na jaw. Rze­czą naj­bar­dziej skry­wa­ną przez ludzi są moty­wy dzia­ła­nia. Łatwo zanu­rzyć się w ilu­zję o wła­snej dobro­ci, życz­li­wo­ści, uczci­wo­ści, bez­in­te­re­sow­no­ści, szla­chet­no­ści, spra­wie­dli­wo­ści czy pra­wo­ści… gdy tym­cza­sem w ser­cu pano­szy się ego­izm, wygod­nic­two, zazdrość, chęć odwe­tu, chci­wość, nie­umiar­ko­wa­nie… Kogo słu­cha­my? Z jakie­go ducha są nasze decy­zje i czy­ny? Jakie emo­cje kształ­tu­ją kolej­ne kro­ki? Tak, trze­ba się głę­bo­ko zasta­na­wiać każ­de­go dnia, kogo słu­cha­my…

PIĄTEK 2 Sm 11,1–4a.5–10a.13–17; Mk 4,26–34

Sło­wo Boże: Z czym porów­na­my kró­le­stwo Boże lub w jakiej przy­po­wie­ści je przed­sta­wi­my? Jest ono jak ziarn­ko gor­czy­cy; gdy się je wsie­wa w zie­mię, jest naj­mniej­sze ze wszyst­kich nasion na zie­mi. Lecz wsia­ne wyra­sta i sta­je się więk­sze od innych jarzyn; wypusz­cza wiel­kie gałę­zie, tak że pta­ki pod­nieb­ne gnież­dżą się w jego gałę­ziach.

Kró­le­stwo Boże – mówi dziś Jezus – podob­ne jest do ziarn­ka gor­czy­cy. Cechą tego ziar­na jest mały roz­miar. I takie jest kró­le­stwo zało­żo­ne przez Jezu­sa. To burzy ocze­ki­wa­nia wie­lu Żydów, któ­rzy spo­dzie­wa­li się, że Mesjasz będzie widocz­ny przez to, że zgro­ma­dzi cały naród i wię­cej, popro­wa­dzi ku zwy­cię­stwu. A tu małe zia­ren­ko. Mała wspól­no­ta Kościo­ła. Liczy­my dziś z nie­po­ko­jem uczest­ni­czą­cych we Mszy św., przy­stę­pu­ją­cych do Komu­nii św., zawie­ra­ją­cych sakra­ment mał­żeń­stwa i… prze­stań­my się mar­twić. Jedy­nie bar­dziej słu­chaj­my Pana.

SOBOTA 2 Sm 12,1–7a.10–17; Mk 4,35–41

Sło­wo Boże: „Nauczy­cie­lu, nic Cię to nie obcho­dzi, że ginie­my?”. On wstał, roz­ka­zał wichro­wi i rzekł do jezio­ra: „Milcz, ucisz się”. Wicher się uspo­ko­ił i nasta­ła głę­bo­ka cisza. Wte­dy rzekł do nich: „Cze­mu tak bojaź­li­wi jeste­ście? Jak­że wam brak wia­ry!”. Oni zlę­kli się bar­dzo i mówi­li mię­dzy sobą: „Kim On jest wła­ści­wie…?”.

Poszli za Jezu­sem. Czy to zna­czy, że uwie­rzy­li? Tak. Lecz jaka jest jakość tej wia­ry? W ich ser­cach domi­nu­je nie­po­kój. Mnó­stwo myśli cha­otycz­nie prze­bie­ga­ją­cych przez gło­wę, zatro­ska­nie o swo­ją przy­szłość… – to wszyst­ko jest jak naj­bar­dziej uza­sad­nio­ną reak­cją na trud­ną sytu­ację. Ale w ten spo­sób w ser­cu zaczy­na bra­ko­wać miej­sca na wia­rę. Ta nie­uf­ność rodzi licz­ne ogra­ni­cze­nia. Nie moż­na sku­tecz­nie iść za Panem, jeśli nie powie­rza­my Mu swe­go życia. Każ­de­go dnia. Każ­dej godzi­ny. I do tego każ­dą spra­wę. Każ­dą trud­ność i każ­de ogra­ni­cze­nie.

ks. Roman Sła­weń­ski