Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Czwarty Tydzień Wielkiego Postu 23 – 28 III 2020

Uzdrowienie niewidomego od urodzenia

NIEDZIELA: 1 Sm 16,1b.6–7.10–13a; Ef 5,8–14

Ewan­ge­lia J 9, 1–41

Uzdro­wie­nie nie­wi­do­me­go od uro­dze­nia

Jezus prze­cho­dząc ujrzał pew­ne­go czło­wie­ka, nie­wi­do­me­go od uro­dze­nia. Ucznio­wie Jego zada­li Mu pyta­nie: Rab­bi, kto zgrze­szył, że się uro­dził nie­wi­do­my — on czy jego rodzi­ce?. Jezus odpo­wie­dział: Ani on nie zgrze­szył, ani rodzi­ce jego, ale sta­ło się tak, aby się na nim obja­wi­ły spra­wy Boże. Potrze­ba nam peł­nić dzie­ła Tego, któ­ry Mnie posłał, dopó­ki jest dzień. Nad­cho­dzi noc, kie­dy nikt nie będzie mógł dzia­łać. Jak dłu­go jestem na świe­cie, jestem świa­tło­ścią świa­ta. To powie­dziaw­szy splu­nął na zie­mię, uczy­nił bło­to ze śli­ny i nało­żył je na oczy nie­wi­do­me­go, i rzekł do nie­go: Idź, obmyj się w sadzaw­ce Siloe — co się tłu­ma­czy: Posła­ny.
On więc odszedł, i obmył się i wró­cił widząc. A sąsie­dzi i ci, któ­rzy przed­tem widy­wa­li go jako żebra­ka, mówi­li: Czyż to nie jest ten, któ­ry sie­dzi i żebrze?. Jed­ni twier­dzi­li: Tak, to jest ten, a inni prze­czy­li: Nie, jest tyl­ko do tam­te­go podob­ny. On zaś mówił: To ja jestem. Mówi­li więc do nie­go: Jak­żeż oczy ci się otwar­ły?. On odpo­wie­dział: Czło­wiek zwa­ny Jezu­sem uczy­nił bło­to, poma­zał moje oczy i rzekł do mnie: „Idź do sadzaw­ki Siloe i obmyj się”. Posze­dłem więc, obmy­łem się i przej­rza­łem. Rze­kli do nie­go: Gdzież On jest? On odrzekł Nie wiem. Zapro­wa­dzi­li więc tego czło­wie­ka, nie­daw­no jesz­cze nie­wi­do­me­go, do fary­ze­uszów. A dnia tego, w któ­rym Jezus uczy­nił bło­to i otwo­rzył mu oczy, był sza­bat. I znów fary­ze­usze pyta­li go o to, w jaki spo­sób przej­rzał. Powie­dział do nich: Poło­żył mi bło­to na oczy, obmy­łem się i widzę. Nie­któ­rzy więc spo­śród fary­ze­uszów rze­kli: Czło­wiek ten nie jest od Boga, bo nie zacho­wu­je sza­ba­tu. Inni powie­dzie­li: Ale w jaki spo­sób czło­wiek grzesz­ny może czy­nić takie zna­ki?. I powsta­ło wśród nich roz­dwo­je­nie. Ponow­nie więc zwró­ci­li się do nie­wi­do­me­go: A ty co o Nim myślisz w związ­ku z tym, że ci otwo­rzył oczy? Odpo­wie­dział: To jest pro­rok.
Jed­nak­że Żydzi nie wie­rzy­li, że był nie­wi­do­my i że przej­rzał, tak że aż przy­wo­ła­li rodzi­ców tego, któ­ry przej­rzał, i wypy­ty­wa­li się ich w sło­wach: Czy waszym synem jest ten, o któ­rym twier­dzi­cie, że się nie­wi­do­mym uro­dził? W jaki to spo­sób teraz widzi?. Rodzi­ce zaś jego tak odpo­wie­dzie­li: Wie­my, że to jest nasz syn i że się uro­dził nie­wi­do­mym. Nie wie­my, jak się to sta­ło, że teraz widzi, nie wie­my tak­że, kto mu otwo­rzył oczy. Zapy­taj­cie jego same­go, ma swo­je lata, niech mówi za sie­bie. Tak powie­dzie­li jego rodzi­ce, gdyż bali się Żydów. Żydzi bowiem już posta­no­wi­li, że gdy ktoś uzna Jezu­sa za Mesja­sza, zosta­nie wyklu­czo­ny z syna­go­gi. Oto dla­cze­go powie­dzie­li jego rodzi­ce: Ma swo­je lata, jego same­go zapy­taj­cie.
Zno­wu więc przy­wo­ła­li tego czło­wie­ka, któ­ry był nie­wi­do­my, i rze­kli do nie­go: Daj chwa­łę Bogu. My wie­my, że czło­wiek ten jest grzesz­ni­kiem. Na to odpo­wie­dział: Czy On jest grzesz­ni­kiem, tego nie wiem. Jed­no wiem: byłem nie­wi­do­my, a teraz widzę. Rze­kli więc do nie­go: Cóż ci uczy­nił? W jaki spo­sób otwo­rzył ci oczy? Odpo­wie­dział im: Już wam powie­dzia­łem, a wyście mnie nie wysłu­cha­li. Po co zno­wu chce­cie słu­chać? Czy i wy chce­cie zostać jego ucznia­mi? Wów­czas go zelży­li i rze­kli: Bądź ty sobie Jego uczniem, my jeste­śmy ucznia­mi Moj­że­sza. My wie­my, że Bóg prze­mó­wił do Moj­że­sza. Co do Nie­go zaś nie wie­my, skąd pocho­dzi. Na to odpo­wie­dział im ów czło­wiek: W tym wszyst­kim to jest dziw­ne, że wy nie wie­cie, skąd pocho­dzi, a mnie oczy otwo­rzył. Wie­my, że Bóg grzesz­ni­ków nie wysłu­chu­je, nato­miast wysłu­chu­je Bóg każ­de­go, kto jest czci­cie­lem Boga i peł­ni Jego wolę. Od wie­ków nie sły­sza­no, aby ktoś otwo­rzył oczy nie­wi­do­me­mu od uro­dze­nia. Gdy­by ten czło­wiek nie był od Boga, nie mógł­by nic uczy­nić. Na to dali mu taką odpo­wiedź: Cały uro­dzi­łeś się w grze­chach, a śmiesz nas pouczać? I precz go wyrzu­ci­li. Jezus usły­szał, że wyrzu­ci­li go precz, i spo­tkaw­szy go rzekł do nie­go: Czy ty wie­rzysz w Syna Czło­wie­cze­go? On odpo­wie­dział: A któż to jest, Panie, abym w Nie­go uwie­rzył? Rzekł do nie­go Jezus: Jest Nim Ten, któ­re­go widzisz i któ­ry mówi do cie­bie. On zaś odpo­wie­dział: Wie­rzę, Panie! i oddał Mu pokłon. Jezus rzekł: Przy­sze­dłem na ten świat, aby prze­pro­wa­dzić sąd, aby ci, któ­rzy nie widzą, przej­rze­li, a ci, któ­rzy widzą, sta­li się nie­wi­do­my­mi. Usły­sze­li to nie­któ­rzy fary­ze­usze, któ­rzy z Nim byli, i rze­kli do Nie­go: Czyż i my jeste­śmy nie­wi­do­mi? Jezus powie­dział do nich: Gdy­by­ście byli nie­wi­do­mi, nie mie­li­by­ście grze­chu, ale ponie­waż mówi­cie: „Widzi­my”, grzech wasz trwa nadal.

Opo­wia­da­nie o uzdro­wie­niu czło­wie­ka nie­wi­do­me­go od uro­dze­nia jest rela­cją opi­su­ją­cą kon­kret­ne wyda­rze­nie i zara­zem wiel­ką kate­che­zą na temat chrztu. Jan Ewan­ge­li­sta już na samym począt­ku w swej Ewan­ge­lii okre­ślił Jezu­sa jako świa­tłość świa­ta. Teraz przy­cho­dzi czas, gdy ta uprze­dza­ją­ca zapo­wiedź się kon­kre­ty­zu­je. Oto Jezus spo­ty­ka czło­wie­ka śle­pe­go. Ten wie dobrze, jaka jest jego sytu­acja. Brak wzro­ku jest w jego życiu moc­no dokucz­li­wy. Stop­nio­wo Pan przy­wra­ca mu zdol­ność widze­nia. I rów­no­cze­śnie roz­po­czy­na się sąd nad tym czło­wie­kiem. Naj­pierw prze­słu­chi­wa­ny jest przez tłum, któ­ry nie­do­wie­rza temu, co się sta­ło. Następ­nie podob­nie prze­słu­chu­ją go fary­ze­usze, któ­rzy są pew­ni, że to oszu­stwo. Uzdro­wio­ny z począt­ko­wo zagu­bio­ne­go (nie wie, kim jest Jezus), sta­je się czło­wie­kiem jaw­nie wyzna­ją­cym wia­rę w Jezu­sa. Ten, któ­ry wie­dział, że nie widzi, stał się praw­dzi­wie widzą­cym – i to widzą­cym całą rze­czy­wi­stość dogłęb­nie mocą wia­ry. Ci, któ­rzy byli prze­ko­na­ni, że widzą wszyst­ko wła­ści­wie, pozo­sta­li w rze­czy­wi­sto­ści nie­wi­do­my­mi. Ewan­ge­lia jest histo­rią cią­gle pisa­ną: Jezus – Świa­tłość roz­pra­sza mro­ki życia kon­kret­ne­go czło­wie­ka. Wie­lu jed­nak sta­wia opór. Świa­tłość świa­ta, Nasz Pan nie prze­sta­je jed­nak oświe­cać tych, któ­rzy Go przyj­mu­ją.

PONIEDZIAŁEK Iz 65,17–21; J 4,43–54

Sło­wo Boże: Jezus przy­był powtór­nie do Kany Gali­lej­skiej, gdzie przed­tem prze­mie­nił wodę w wino. A był w Kafar­naum pewien urzęd­nik kró­lew­ski, któ­re­go syn cho­ro­wał. Usły­szaw­szy, że Jezus przy­był z Judei do Gali­lei, udał się do Nie­go z proś­bą, aby przy­szedł i uzdro­wił jego syna, był on już bowiem umie­ra­ją­cy.

Jezus powtór­nie udał się Kany Gali­lej­skiej. To tu wcze­śniej doko­nał cudu, o któ­rym Jan powie­dział, że to począ­tek zna­ków. Do cze­go zmie­rza dzia­ła­nie Jezu­sa? Pan pra­gnie, by wszy­scy pozna­li dar naj­więk­szy – same­go Boga. Jeśli Jezus czy­ni cuda, któ­re przy­no­szą ulgę, roz­wią­zu­ją pro­ble­my, ratu­ją, to dla­te­go, by obda­ro­wa­ni zoba­czy­li Stwór­cę. W Jero­zo­li­mie Żydzi nie przy­ję­li Jezu­sa, bo popeł­ni­li błąd. Myśle­li o Pra­wie, zamiast o miło­ści, któ­ra jest w cen­trum Pra­wa. Ceni­li świą­ty­nię, zamiast Boga, dla któ­re­go była wznie­sio­na.

 WTOREK Ez 47,1–9.12; J 5,1–3a.5–16

Sło­wo Boże: Było świę­to żydow­skie i Jezus udał się do Jero­zo­li­my. W Jero­zo­li­mie zaś jest przy Owczej Bra­mie sadzaw­ka, nazwa­na po hebraj­sku Betes­da, mają­ca pięć kruż­gan­ków. Leża­ło w nich mnó­stwo cho­rych: nie­wi­do­mych, chro­mych, spa­ra­li­żo­wa­nych. Znaj­do­wał się tam też pewien czło­wiek, któ­ry już od trzy­dzie­stu ośmiu lat cier­piał…

Za pierw­szym razem został stam­tąd wygna­ny. Było to w świą­ty­ni w Jero­zo­li­mie. Tym razem Pan kie­ru­je się do zupeł­nie inne­go miej­sca. Tu jest – jak zazna­cza Jan – „pewien czło­wiek”. To sym­bol ludz­ko­ści. Jej cechą jest cier­pie­nie: ludzie nie widzą, nie poru­sza­ją się, są bez­rad­ni. I to do nich przy­cho­dzi Pan. Przy­no­si im sło­wo życia – sło­wo, któ­re uzdra­wia. Pośród tych wie­lu ska­za­nych na potę­pie­nie jest Jezus – a to zmie­nia wszyst­ko. I ten Jezus przy­cho­dzi tak­że dziś do nas, któ­rzy jeste­śmy podob­ni do tam­tych spod Owczej Bra­my.

 ŚRODA Iz 7,10–14; Hbr 10,4–10; Łk 1,26–38

Sło­wo Boże: Bóg posłał anio­ła Gabrie­la do mia­sta w Gali­lei, zwa­ne­go Naza­ret, do Dzie­wi­cy poślu­bio­nej mężo­wi, imie­niem Józef, z rodu Dawi­da; a Dzie­wi­cy było na imię Mary­ja. Anioł wszedł do Niej i rzekł: „Bądź pozdro­wio­na, peł­na łaski, Pan z Tobą, bło­go­sła­wio­na jesteś mię­dzy nie­wia­sta­mi”.

Każ­dy czło­wiek ma indy­wi­du­al­ną toż­sa­mość, nie­po­wta­rzal­ną i wyróż­nia­ją­cą go. Dwo­ja­kie jest nasze doświad­cze­nie: jeste­śmy podob­ni do innych, jeste­śmy wyraź­nie inni od pozo­sta­łych. I tak też spo­strze­ga nas Bóg. Mówił przez pro­ro­ków do wszyst­kich ludzi. To samo naucza­nie pro­roc­kie skie­ro­wa­ne było do wie­lu ludzi róż­nych poko­leń. W takim samym stop­niu skie­ro­wa­ne jest do nas. Zara­zem Bóg mówi indy­wi­du­al­nie – jak do Maryi skie­ro­wał wyjąt­ko­we sło­wo, tak też nam chce prze­ka­zać swo­je sło­wo. Pozwól­my Bogu na to.

 CZWARTEK Wj 32,7–14; J 5,31–47

Sło­wo Boże: Bada­cie Pisma, ponie­waż sądzi­cie, że w nich zawar­te jest życie wiecz­ne: to one wła­śnie dają o Mnie świa­dec­two. A prze­cież nie chce­cie przyjść do Mnie, aby mieć życie. Nie odbie­ram chwa­ły od ludzi, ale wiem o was, że nie macie w sobie miło­ści Boga. Przy­sze­dłem w imie­niu Ojca, a nie przy­ję­li­ście Mnie.

Oskar­że­nie naj­moc­niej­sze: nie macie w sobie miło­ści Boga. W twar­dej dys­ku­sji z uczo­ny­mi Jezus odsła­nia korzeń zła. Mówi­my też czę­sto, że korze­niem wszel­kie­go zła jest pycha. I wszyst­ko się zga­dza. Tam gdzie jest pycha, nie ma miej­sca na miłość. Jeśli czło­wiek nie roz­po­zna miło­ści, zamy­ka się w wię­zie­niu wła­sne­go ego­izmu. Zamy­ka się na Stwór­cę, sie­bie uzna­je za wła­sne­go stwór­cę. Ule­ga­my złu­dze­niu, że może­my być ojca­mi dla samych sie­bie. Tym­cza­sem życie jest darem. Odrzu­ca­jąc Ojca, tra­ci­my życie.

 PIĄTEK Mdr 2,1a.12–22; J 7,1–2.10.25–30

Sło­wo Boże: Czyż to nie jest Ten któ­re­go usi­łu­ją zabić? A oto jaw­nie prze­ma­wia i nic Mu nie mówią. Czyż­by zwierzch­ni­cy napraw­dę się prze­ko­na­li, że On jest Mesja­szem? Prze­cież my wie­my, skąd On pocho­dzi, nato­miast gdy Mesjasz przyj­dzie, nikt nie będzie wie­dział, skąd jest.

Byli prze­ko­na­ni, że wie­dzą, że rozu­mie­ją Pismo, że są dobrze przy­go­to­wa­ni na przyj­ście Ocze­ki­wa­ne­go. A my? Wyda­je się, że wie­my, że rozu­mie­my, że nic wię­cej już nas nie zasko­czy… Tym­cza­sem boga­ty świat wia­ry i głę­bo­kich doświad­czeń pozo­sta­je nie­od­kry­ty. Ilu­zo­rycz­na modli­twa, ilu­zo­rycz­na miłość… Poło­wicz­ne prze­ba­cze­nie, poło­wicz­na bli­skość, poło­wicz­na wier­ność… Każ­da war­tość może pozo­stać zasło­nię­ta jej ilu­zo­rycz­ną kopią czy znie­kształ­co­na  nie­jed­no­znacz­no­ścią. Oby Pan wypro­wa­dził nas z tej pułap­ki.

 SOBOTA Jr 11,18–20; J 7,40–53

Sło­wo Boże: I powstał w tłu­mie roz­łam z Jego powo­du. Nie­któ­rzy chcie­li Go nawet poj­mać, lecz nikt nie pod­niósł na Nie­go ręki. Wró­ci­li straż­ni­cy do kapła­nów i fary­ze­uszów, a ci rze­kli do nich: „Cze­mu Go nie poj­ma­li­ście?”. Straż­ni­cy odpo­wie­dzie­li: „Nigdy jesz­cze nikt nie prze­ma­wiał tak, jak Ten czło­wiek”.

Jezus wywo­łu­je podział wśród Żydów. Jed­ni słu­cha­ją Go z uzna­niem i przyj­mu­ją Jego sło­wo. Inni chcą Go aresz­to­wać. To przede wszyst­kim wysłan­ni­cy fary­ze­uszów i arcy­ka­pła­nów. Lecz, o dzi­wo, to wła­śnie ci wysłan­ni­cy pod­da­ją się uro­ko­wi Jezu­so­we­go sło­wa. I to nie oni pochwy­ci­li Jezu­sa, lecz Jezu­so­we sło­wo pochwy­ci­ło ich. Sło­wo, któ­re jest świa­tłem, weszło w ciem­ność ich serc – poko­na­ło tę ciem­ność. Przy­naj­mniej na chwi­lę. Nie wie­my, co sta­ło się z nimi póź­niej, ale teraz widać, że świa­tło sło­wa dzia­ła z mocą.

ks. Roman Sła­weń­ski