Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Bogactwo ewangelii św. Jana (87) Jezus zapłakał

ks. Edward Staniek

Mar­ta po spo­tka­niu, z pole­ce­nia Jezu­sa, dys­kret­nie powia­do­mi­ła sio­strę Marię: „Nauczy­ciel jest i woła cię”. Sko­ro zaś tam­ta to usły­sza­ła, wsta­ła szyb­ko i uda­ła się do Nie­go. Jezus zaś nie przy­był jesz­cze do wsi, lecz był wciąż w tym miej­scu, gdzie Mar­ta wyszła Mu na spo­tka­nie. Żydzi, któ­rzy byli z nią w domu i pocie­sza­li ją, widząc, że Maria szyb­ko wsta­ła i wyszła, uda­li się za nią, prze­ko­na­ni, że idzie do gro­bu, aby tam pła­kać. A gdy Maria przy­szła do miej­sca, gdzie był Jezus, ujrzaw­szy Go upa­dła Mu do nóg i rze­kła do Nie­go: „Panie, gdy­byś tu był, mój brat by nie umarł”. Gdy więc Jezus ujrzał jak pła­ka­ła ona i Żydzi, któ­rzy razem z nią przy­szli, wzru­szył się w duchu, roz­rzew­nił i zapy­tał: „Gdzie­ście go poło­ży­li?”. Odpo­wie­dzie­li Mu: „Panie, chodź i zobacz!”. Jezus zapła­kał. A Żydzi rze­kli: „Oto jak go miło­wał!” Nie­któ­rzy z nich powie­dzie­li: „Czy Ten, któ­ry otwo­rzył oczy nie­wi­do­me­mu, nie mógł spra­wić, by on nie umarł?” (J 11,28–37).

Jezus pła­cze nad Jero­zo­li­mą i razem z Marią. On dosko­na­le wie­dział, że Łazarz za chwi­lę wyj­dzie z gro­bu, więc nad nim nie pła­kał. Zapła­kał widząc pła­czą­cą Marię. On jej współ­czuł. Ona kocha­ła bra­ta i Jezu­sa, a Jezus kochał ją. Współ­czu­cie jest zna­kiem miło­ści. Praw­dzi­wa miłość umie pła­kać. Dostrze­gli to świad­ko­wie i widząc łzy Chry­stu­sa pyta­li, czy On nie mógł spra­wić, aby Łazarz nie umarł? Wszy­scy pła­ka­li nad Łaza­rzem. Jezus pła­kał z Marią, uczest­ni­cząc w jej bólu.

Lek­cja praw­dzi­wej miło­ści. Spo­glą­da­jąc na te łzy Jezu­sa trze­ba posta­wić sobie pyta­nie: ile razy w naszych oczach poja­wi­ły się łzy bólu z powo­du cier­pie­nia oso­by przez nas kocha­nej? Odpo­wiedź na to pyta­nie pozwa­la okre­ślić kogo i w jakim stop­niu kocha­my. Pocie­sze­nie w miło­ści pole­ga na wspól­nym wyla­niu łez. To mówi sto razy wię­cej niż sło­wa. Moż­na otrzeć łzy z twa­rzy tego, kogo kocha­my, i moż­na razem z nim zapła­kać. Świad­ko­wie widząc łzy Jezu­sa stwier­dzi­li: Oto jak go miło­wał! Wie­dzie­li, że to były łzy miło­ści.

Dru­gie pyta­nie doty­czy zgo­dy na cier­pie­nie tych, któ­rych kocha­my. Jezus się zgo­dził na nie tak w ser­cu Mar­ty, jak i Marii. Ist­nie­ją zatem sytu­acje, w któ­rych taka zgo­da jest moż­li­wa. Ludz­ka logi­ka ich nie dostrze­ga, Boska się na nie zga­dza. W tej Boskiej cier­pie­nie jest kro­kiem ku wiel­kie­mu dobru. Jezus wie, jakim darem jest łaska wia­ry i zga­dza się na cier­pie­nie w domu Łaza­rza, aby ten dom był domem wia­ry w Jezu­sa i w cze­ka­ją­ce ich zmar­twych­wsta­nie. Takie dzia­ła­nie Boga jest czę­ste. Nie­wie­lu jed­nak je odkry­wa i za nie dzię­ku­je. Już Hiob w Sta­rym Testa­men­cie odsła­nia kar­ty tej Bożej logi­ki, przyj­mu­jąc z rąk Boga tak dobro, jaki i zło. Jezus oso­bi­ście pod­pro­wa­dza do tej Bożej logi­ki, bo On dobro­wol­nie przyj­mie śmierć, aby nas z niej wyba­wić. Lek­cja wia­ry w domu Łaza­rza uchy­la rąb­ka tej tajem­ni­cy. Trze­ba umieć dobro­wol­nie przy­jąć cier­pie­nie, a nawet śmierć, jeśli to może zba­wić nas lub innych.

Dla wie­rzą­cych każ­de cier­pie­nie jest  trud­nym zada­niem. Kto je zali­czy, ten jest zdu­mio­ny wiel­ko­ścią darów, jakie otrzy­mu­je. Bóg potra­fi cier­pie­nie wyko­rzy­stać dla więk­sze­go dobra. Wie­rzą­cy widzi tę praw­dę sto­jąc pod krzy­żem Jezu­sa.

ks. pra­łat prof. dr hab. Edward Sta­niek