Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Bogactwo ewangelii św. Jana (91) Wdzięczność Marii

ks. Edward Staniek

Marek i Mate­usz  piszą, że uczta była w Beta­nii, w domu Szy­mo­na Trę­do­wa­te­go. Na tej uczcie był wskrze­szo­ny Łazarz. Ewan­ge­li­ści nie zano­to­wa­li ani jed­ne­go jego sło­wa, choć na pew­no roz­ma­wiał ze wszyst­ki­mi, jakich spo­ty­kał. Jego mil­cze­nie w Ewan­ge­lii zasta­na­wia.  Duch Świę­ty, głów­ny autor Ewan­ge­lii, jego wypo­wie­dzi okrył tajem­ni­cą, bo celem cudu wskrze­sze­nia była wia­ra w moc Jezu­sa, któ­ry jest Panem śmier­ci i życia, a nie wia­ra w to, co mówi Łazarz. Maria ucztę w Beta­nii wyko­rzy­sta­ła, aby publicz­nie podzię­ko­wać Jezu­so­wi za cud życia bra­ta i na Mistrza z Naza­re­tu wyla­ła dro­go­cen­ny ole­jek. Po namasz­cze­niu otar­ła Jego sto­py swy­mi wło­sa­mi. Tak wyzna­ła nie tyl­ko swo­ją wdzięcz­ność, ale i miłość, jaką darzy­ła Jezu­sa.

Na sześć dni przed Pas­chą Jezus przy­był do Beta­nii, gdzie miesz­kał Łazarz, któ­re­go Jezus wskrze­sił z mar­twych. Urzą­dzo­no tam dla Nie­go ucztę. Mar­ta posłu­gi­wa­ła, a Łazarz był jed­nym z zasia­da­ją­cych z Nim przy sto­le. Maria zaś wzię­ła funt szla­chet­ne­go i dro­go­cen­ne­go olej­ku nar­do­we­go i nama­ści­ła Jezu­so­wi nogi, a wło­sa­mi swy­mi je otar­ła. A dom napeł­nił się wonią olej­ku. (J 12,1–3).

Dom Mar­ty i Marii w Beta­nii był kościo­łem, zbu­do­wa­nym z ludzi zamoż­nych i z gro­na inte­li­gen­cji miesz­ka­ją­cej w sto­li­cy. Beta­nia była na pery­fe­riach Jero­zo­li­my i sta­no­wi­ła  waż­ny punkt na tra­sie piel­grzy­mek do świą­ty­ni. Drzwi tego domu były otwar­te dla ludzi dobrej woli, a szcze­gól­nie dla sym­pa­ty­ków Jezu­sa. Zaple­cze gospo­dar­cze było wystar­cza­ją­co duże, aby w domu mogli zatrzy­mać się Apo­sto­ło­wie, a było to gro­no kil­ku­na­stu osób. W cza­sach Chry­stu­sa mamy do czy­nie­nia z Kościo­łem domo­wym, któ­ry sta­no­wi naj­bar­dziej pod­sta­wo­wą komór­kę Kościo­ła Chry­stu­so­we­go. Wie­le wska­zu­je rów­nież na to, że takim kościo­łem był dom Szy­mo­na Trę­do­wa­te­go, czy­li nale­żał do Kościo­ła cza­sów apo­stol­skich, bo nazwa­nie go Trę­do­wa­tym zosta­ło wpi­sa­ne w Ewan­ge­lię, co sygna­li­zu­je, że Jezus wyle­czył go z trą­du.

Wdzięcz­ność Marii odbie­ra­no dobrze, choć gest w jakim Maria ją wyra­zi­ła miał dwa wymia­ry. Zaska­ku­ją­ca był war­tość olej­ku, jaki ona wyla­ła na Jezu­sa. Myślą­cy logi­ką pie­nią­dza uwa­ża­li, że dar był zbyt cen­ny. Dru­gi wymiar, jaki zdu­mie­wał, to była for­ma namasz­cze­nia stóp Jezu­sa. Gdy­by to był tyl­ko ole­jek, to było­by jedy­nie pyta­nie, dla­cze­go tak cen­ny? Ale jeśli namasz­cze­nie Maria połą­czy­ła z wcie­ra­niem w sto­py Jezu­sa i wycie­ra­niem go wło­sa­mi swy­mi, to jej gło­wa była bli­sko tych stóp. Ta bli­skość sta­wia pyta­nia, co ich łączy­ło? Jak ona może to robić publicz­nie, i dla­cze­go Jezus się na to zga­dza? Bli­skość i czu­łość Marii odsła­nia jeden z języ­ków miło­ści, któ­ry nie jest języ­kiem sek­su. Jezus był na to otwar­ty, bo na podob­ny gest pozwo­lił tak­że pro­sty­tut­ce, któ­ra rów­nież nama­ści­ła sto­py Jezu­sa w domu fary­ze­usza.

Sce­na wzy­wa do zasta­no­wie­nia nad ewan­ge­licz­nie rozu­mia­ną bli­sko­ścią, któ­rej nie moż­na inter­pre­to­wać w kate­go­riach sek­su. Praw­da Ewan­ge­lii odsła­nia pięk­no i bogac­two bli­sko­ści, któ­ra jest jed­nym z waż­nych słów miło­ści, a nie sek­su. Żyje­my w świe­cie bar­dzo wypa­czo­ne­go spoj­rze­nia na bli­skość.

Na stro­nie inter­ne­to­wej zamiesz­czo­ne są wyłącz­nie frag­men­ty wybra­nych arty­ku­łów, po resz­tę zapra­sza­my do lek­tu­ry papie­ro­wej wer­sji nasze­go Tygo­dni­ka.

ks. pra­łat prof. dr hab. Edward Sta­niek