Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Cała Polska żyła tą pielgrzymką

ks. kard Stanisław Dziwisz/fot. BPAK

Z ks. kard. Sta­ni­sła­wem Dzi­wi­szem, byłym oso­bi­stym sekre­ta­rzem św. Jana Paw­ła II, byłym Metro­po­li­tą Kra­kow­skim, arcy­bi­sku­pem senio­rem Archi­die­ce­zji Kra­kow­skiej, roz­ma­wia Joan­na Bana­sik

W tym roku mija 40 lat od pierw­szej – naj­waż­niej­szej piel­grzym­ki Jana Paw­ła II do Pol­ski, któ­ra trwa­ła od 2 do 10 czerw­ca 1979 r. Jak Ksiądz Kar­dy­nał zapa­mię­tał te wyda­rze­nia?

Papież myślał o piel­grzym­ce do Ojczy­zny od począt­ku swo­je­go pon­ty­fi­ka­tu. Gdy został wybra­ny, w Kra­ko­wie trwał jesz­cze synod i przy­go­to­wa­nia do jubi­le­uszu 900-lecia męczeń­skiej śmier­ci św. Sta­ni­sła­wa BM. Kar­dy­nał Woj­ty­ła miał być gospo­da­rzem tych uro­czy­sto­ści. Już jako papież bar­dzo pra­gnął z tej oka­zji przy­być do Ojczy­zny. Otwar­ciem dro­gi do Pol­ski była dla Ojca Świę­te­go piel­grzym­ka do Mek­sy­ku. Mek­syk miał wów­czas chy­ba naj­bar­dziej anty­ko­ściel­ną kon­sty­tu­cję. Tam­tej­szy Kościół był bar­dzo prze­śla­do­wa­ny. Jeśli tak anty­ko­ściel­ne wła­dze Mek­sy­ku przyj­mu­ją Ojca Świę­te­go, to dla­cze­go mia­ła­by odmó­wić Pol­ska? Oka­za­ło się jed­nak, że to nie było takie pro­ste. Wła­dze powie­dzia­ły „nie” na majo­wy ter­min, zwią­za­ny z uro­czy­sto­ścia­mi św. Sta­ni­sła­wa i zaczę­ły się nego­cja­cje. Szczę­śli­wie pozwo­lo­no na piel­grzym­kę w czerw­cu. Wyda­rze­nia, któ­re nastą­pi­ły potem, w cza­sie tych nie­zwy­kłych dni, są nie do opi­sa­nia. Cała Pol­ska żyła tą piel­grzym­ką. Ludzie szli do nie­go, gar­nę­li się jak do ojca, spra­gnie­ni pocie­sze­nia i słów dają­cych nadzie­ję. Papież pro­wa­dził dia­log z tymi nie­prze­bra­ny­mi rze­sza­mi wier­nych. Nie tyl­ko w Oknie Papie­skim, ale wszę­dzie, gdzie się poja­wiał. Prze­bieg tej piel­grzym­ki poka­zy­wał, jak uwal­nia­ją się ludz­kie pra­gnie­nia wol­no­ści, jak budzą się sumie­nia, jak odra­dza się nadzie­ja. Sam Papież prze­ży­wał te spo­tka­nia z roda­ka­mi bar­dzo po ludz­ku. Był wśród swo­ich.

Czy wła­dze komu­ni­stycz­ne mogły zablo­ko­wać odwie­dzi­ny Papie­ża? W 1966 roku Paweł VI nie zdo­łał dotrzeć do Pol­ski…

Wie­le się od tego cza­su zmie­ni­ło. Wła­dze nie ośmie­li­ły­by się odmó­wić Papie­żo­wi z Pol­ski wizy­ty w umi­ło­wa­nej Ojczyź­nie. Owszem, bar­dzo to utrud­nia­ły, mno­żąc prze­szko­dy, jak choć­by kwe­stio­nu­jąc ter­min piel­grzym­ki. Wia­do­mo też, że Służ­ba Bez­pie­czeń­stwa inwi­gi­lo­wa­ła wte­dy Kościół ze wzmo­żo­ną czuj­no­ścią. Cen­zu­ro­wa­no w mediach rela­cje z piel­grzym­ki, pró­bu­jąc stwo­rzyć wra­że­nie, że na spo­tka­nia z Ojcem Świę­tym przy­cho­dzi­ła tyl­ko garst­ka star­szych osób. Ale naród wie­dział swo­je i nie dał się zła­mać pro­pa­gan­dzie. Jestem prze­ko­na­ny, że ówcze­sne wła­dze mia­ły świa­do­mość panu­ją­cych nastro­jów i wie­dzia­ły, że Papie­żo­wi się nie odma­wia; że nie odma­wia się naro­do­wi. To była sytu­acja, w któ­rej musia­ły zło­żyć broń.

W oce­nie bada­czy dzie­jów Pol­ski, wizy­ta Papie­ża w 1979 r. przy­czy­ni­ła się do wzmoc­nie­nia toż­sa­mo­ści naro­do­wej Pola­ków. Dla­cze­go aku­rat ta piel­grzym­ka św. Jana Paw­ła II do Pol­ski była tak prze­ło­mo­wa?

Papież nie przy­był do Ojczy­zny jako poli­tyk, ale jako pasterz Kościo­ła. Niósł swo­je­mu naro­do­wi ewan­ge­licz­ne prze­sła­nie nadziei i wol­no­ści. Był obroń­cą Chry­stu­sa na zie­mi, obroń­cą czło­wie­ka i obroń­cą ludz­kich praw do posza­no­wa­nia god­no­ści dzie­ci Bożych. Pra­gnie­nie wol­no­ści nie ma cha­rak­te­ru poli­tycz­ne­go. Ono jest wpi­sa­ne głę­bo­ko w ludz­kie ser­ca. Jan Paweł II nazwał te tęsk­no­ty gło­śno i dał swo­im roda­kom odwa­gę upo­mi­na­nia się o war­to­ści, któ­re wła­dza tota­li­tar­na sta­ra­ła się stłam­sić. Sły­sze­li­śmy to zwłasz­cza w Gnieź­nie, gdzie Papież mówił o pra­wie do wol­no­ści reli­gij­nej kra­jów blo­ku wschod­nie­go. Nie było wte­dy jesz­cze mowy o „Soli­dar­no­ści”, ale mię­dzy ludź­mi powsta­ła bra­ter­ska więź soli­dar­no­ści. Zro­zu­mie­li, że mają pra­wo, a nawet obo­wią­zek, doma­gać się wol­no­ści i bro­nić się przed łama­niem sumień. Takie są korze­nie zry­wu, któ­ry po latach dopro­wa­dził do oba­le­nia muru ber­liń­skie­go.

Na stro­nie inter­ne­to­wej zamiesz­czo­ne są wyłącz­nie frag­men­ty wybra­nych arty­ku­łów, po resz­tę zapra­sza­my do lek­tu­ry papie­ro­wej wer­sji nasze­go Tygo­dni­ka.

Joan­na Bana­sik