Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Czwarty Tydzień Adwentu 23 – 24 XII 2019

Jezus urodzi się z Maryi zaślubionej Józefowi, potomkowi Dawida

NIEDZIELA: Iz 7,10–14; Rz 1,1–7

Ewan­ge­lia Mt 1,18–24

Jezus uro­dzi się z Maryi zaślu­bio­nej Józe­fo­wi, potom­ko­wi Dawi­da

Z naro­dze­niem Jezu­sa Chry­stu­sa było tak. Po zaślu­bi­nach Mat­ki Jego, Maryi, z Józe­fem, wpierw nim zamiesz­ka­li razem, zna­la­zła się brze­mien­ną za spra­wą Ducha Świę­te­go. Mąż Jej, Józef, któ­ry był czło­wie­kiem pra­wym i nie chciał nara­zić Jej na znie­sła­wie­nie, zamie­rzał odda­lić Ją pota­jem­nie. Gdy powziął tę myśl, oto anioł Pań­ski uka­zał mu się we śnie i rzekł: Józe­fie, synu Dawi­da, nie bój się wziąć do sie­bie Maryi, twej Mał­żon­ki; albo­wiem z Ducha Świę­te­go jest to, co się w Niej poczę­ło. Poro­dzi Syna, któ­re­mu nadasz imię Jezus, On bowiem zba­wi swój lud od jego grze­chów.
A sta­ło się to wszyst­ko, aby się wypeł­ni­ło sło­wo Pań­skie powie­dzia­ne przez pro­ro­ka: Oto Dzie­wi­ca pocznie i poro­dzi Syna, któ­re­mu nada­dzą imię Emma­nu­el, to zna­czy „Bóg z nami”.
Zbu­dziw­szy się ze snu, Józef uczy­nił tak, jak mu pole­cił anioł Pań­ski: wziął swo­ją Mał­żon­kę do sie­bie.

O Józe­fie św. Mate­usz pisze, że był czło­wie­kiem spra­wie­dli­wym. W Sta­rym Testa­men­cie ozna­cza to czło­wie­ka, któ­ry nie tyl­ko sza­nu­je innych, respek­tu­je ich pra­wa, ale jesz­cze bar­dziej czło­wie­ka, któ­ry wypeł­nia pra­wo Boże, rze­tel­nie prze­strze­ga przy­ka­zań. Jest wier­ny żywe­mu Bogu, z któ­rym zawarł przy­mie­rze, brzy­dzi się odda­wa­niem czci boż­kom. Otóż ta wła­śnie wier­ność Boże­mu sło­wu cha­rak­te­ry­zu­je oso­bo­wość Józe­fa. Dzię­ki takie­mu podej­ściu do sło­wa Boże­go, pozna­wa­ne­go poprzez lek­tu­rę Biblii, mógł przy­jąć to sło­wo, któ­re w pew­nym momen­cie skie­ro­wa­ne zosta­ło bez­po­śred­nio do nie­go. We śnie. Józef uczy nas zatem czy­ta­nia i pozna­wa­nia Boże­go sło­wa w duchu wia­ry, co pro­wa­dzi do oso­bi­ste­go odczy­ty­wa­nia tego, co mówi Bóg. Przyj­mu­jąc sło­wo Boże skie­ro­wa­ne do całe­go ludu (i zara­zem do każ­de­go z nas), uczę się przyj­mo­wać tak­że to sło­wo, któ­re przy­cho­dzi w oso­bi­stych natchnie­niach.

PONIEDZIAŁEK  Ml 3,1–4;4,5–6; Łk 1,57–66

Sło­wo Boże: Ósme­go dnia przy­szli, aby obrze­zać dzie­cię, i chcie­li dać mu imię ojca jego, Zacha­ria­sza. Ale mat­ka jego odpo­wie­dzia­ła: „Nie, ma nato­miast otrzy­mać imię Jan”. Odrze­kli jej: „Nie ma niko­go w two­im rodzie, kto by nosił to imię”. Pyta­li więc na migi jego ojca (…) On zażą­dał tablicz­ki i napi­sał: „Jan będzie mu na imię”.

Histo­ria zwią­za­na z naro­dze­niem Jana peł­na jest zaska­ku­ją­cych zwro­tów. Elż­bie­ta i Zacha­riasz są ludź­mi pra­wy­mi i poboż­ny­mi. Ocze­ku­ją dziec­ka, o któ­re dłu­go się modli­li. Wszyst­ko na próż­no. Mija­ją lata. I gdy poja­wia się anioł, by oznaj­mić, że jed­nak będzie dziec­ko, Zacha­riasz wyda­je się być nie­przy­go­to­wa­ny. Zwy­czaj­nie nie wie­rzy. I jesz­cze tra­ci mowę. Gdy poja­wił się już syn, Elż­bie­ta wyła­mu­je się z rodzin­nej tra­dy­cji i daje dziec­ku imię Jan. Tak oto Bóg reali­zu­je swo­je zamie­rze­nia poko­nu­jąc ludz­kie ogra­ni­cze­nia. Czy widzi­my to tak­że w naszym życiu?

WTOREK 2 Sm 7,1–5.8b–12.14a.16; Łk 1,67–79

Sło­wo Boże: Bło­go­sła­wio­ny Pan, Bóg Izra­ela, bo lud swój nawie­dził i wyzwo­lił, i wzbu­dził dla nas moc zbaw­czą w domu swe­go słu­gi Dawi­da: jak zapo­wie­dział od daw­na przez usta swych świę­tych pro­ro­ków; że nas wyba­wi od naszych nie­przy­ja­ciół i z ręki wszyst­kich, któ­rzy nas nie­na­wi­dzą; że naszym ojcom oka­że miło­sier­dzie…

Kan­tyk Zacha­ria­sza – peł­na rado­ści i wdzięcz­no­ści pieśń wiel­bią­ca Boga, któ­ry doko­nu­je wiel­kich dzieł, któ­ry speł­nia swe obiet­ni­ce, któ­ry pamię­ta o czło­wie­ku doświad­cza­ją­cym trud­nej sytu­acji. Tak śpie­wać i modlić się może tyl­ko czło­wiek, któ­ry spo­tkał żywe­go Boga i na wła­snej skó­rze prze­ko­nał się, jak wiel­ka jest Jego łaska. I tę oto modli­twę wska­zu­je nam Duch Świę­ty (któ­ry pro­wa­dzi Kościół) jako naj­lep­szą modli­twę na począ­tek dnia. Wszyst­ko jest jesz­cze przed nami. Ale już od pierw­szej chwi­li war­to wiel­bić Boga i oka­zać Mu ser­decz­ną wdzięcz­ność.

Okres Naro­dze­nia Pań­skie­go 25–28 XII 2019

ŚRODA Iz 9,1–3.5–6; Tt 2,11–14; Łk 2,1–14

UROCZYSTOŚĆ BOŻEGO NARODZENIA (Msza w nocy)

Sło­wo Boże: I rzekł do nich anioł: „Nie bój­cie się! Oto zwia­stu­ję wam radość wiel­ką, któ­ra będzie udzia­łem całe­go naro­du: dziś bowiem w mie­ście Dawi­da naro­dził się wam Zba­wi­ciel, któ­rym jest Mesjasz, Pan. A to będzie dla was zna­kiem: znaj­dzie­cie Nie­mow­lę owi­nię­te w pie­lusz­ki i leżą­ce w żło­bie”.

Anioł zwia­stu­je wiel­ką radość – naro­dził się Mesjasz. Jak paste­rze będą mogli Go poznać? Naj­prost­szy znak: Dzie­cię owi­nię­te w pie­lusz­ki. Kie­dyś Bóg prze­ma­wiał z ogni­ste­go słu­pa. Dał się poznać tak­że jako obłok, któ­ry towa­rzy­szy wędrów­ce przez nowe zie­mie. Obja­wił się na szczy­cie góry pośród wichru, grzmo­tów i trzę­sie­nia zie­mi. By uka­zać się pro­ro­ko­wi użył łagod­ne­go powie­wu. Ale ten znak, Nie­mow­lę, jest wyjąt­ko­wy. W tym zna­ku jest jesz­cze wię­cej miło­ści, jesz­cze wię­cej wia­ry w czło­wie­ka. Dziś ten znak przy­jął kształt Eucha­ry­stii.

CZWARTEK Dz 6,8–10;7,54–60; Mt 10,17–22

ŚWIĘTO ŚW. SZCZEPANA

Sło­wo Boże: Miej­cie się na bacz­no­ści przed ludź­mi. Będą was wyda­wać sądom i w swych syna­go­gach będą was biczo­wać. Nawet przed namiest­ni­ków i kró­lów będą was wodzić z mego powo­du, na świa­dec­two im i poga­nom. Kie­dy was wyda­dzą, nie mar­tw­cie się o to, jak ani co macie mówić.

Róż­ne są przy­czy­ny złe­go tak­to­wa­nia uczniów Chry­stu­sa i nie zawsze dozna­wa­ne prze­ciw­no­ści czy nawet prze­śla­do­wa­nia będą zasłu­gą. Tak bowiem jest tyl­ko wte­dy, gdy cier­pi­my z powo­du Chry­stu­sa. A prze­cież bywa, że cier­pi­my wsku­tek wła­sne­go grze­chu czy też grze­chu współ­bra­ci. Jed­no i dru­gie cier­pie­nie może być przy­czy­ną upad­ku (gdy rodzi w ludz­kim ser­cu bunt), ale też jed­no i dru­gie może pro­wa­dzić do wzro­stu ducho­we­go, jeśli przyj­mie­my je, rozu­mie­jąc, że idzie­my szla­kiem wyzna­czo­nym przez Pana.

PIĄTEK   1 J 1,1–4; J 20,2–8

ŚWIĘTO ŚW. JANA  APOSTOŁA

Sło­wo Boże: Wyszedł więc Piotr i ów dru­gi uczeń i szli do gro­bu. Bie­gli oni oby­dwaj, lecz ów dru­gi uczeń wyprze­dził Pio­tra i przy­był pierw­szy do gro­bu. A kie­dy się nachy­lił, zoba­czył leżą­ce płót­na, jed­nak­że nie wszedł do środ­ka. Nad­szedł potem Szy­mon Piotr, idą­cy za nim. Wszedł on do wnę­trza… Ujrzał i uwie­rzył.

Obaj Apo­sto­ło­wie uwie­rzy­li w Jezu­sa od pierw­sze­go z Nim spo­tka­nia nad brze­giem Jezio­ra Gali­lej­skie­go. Razem z Panem prze­szli wie­le dróg pale­styń­skiej zie­mi. I gdy nabie­ra­li prze­ko­na­nia, że już napraw­dę wie­rzą, poja­wia­ło się coś, co bole­śnie odsła­nia­ło bra­ki ich wia­ry. Podob­nie było pod krzy­żem – ta wyjąt­ko­wo trud­na pró­ba raz jesz­cze poka­za­ła, że wciąż nie wie­rzą peł­nią wia­ry. A potem przy­cho­dzi chwi­la spo­tka­nia z pustym gro­bem Pana. I znów wie­rzą. Czy tak już zosta­nie do koń­ca? Rze­czy­wi­ście wytrwa­li w tej wie­rze. A jaka jest moja dro­ga wia­ry?

SOBOTA  1 J 1,5–2,2; Mt 2,13–18

ŚWIĘTO ŚWIĘTYCH MŁODZIANKÓW

Sło­wo Boże: Wte­dy Herod widząc, że go Mędr­cy zawie­dli, wpadł w strasz­ny gniew. Posłał opraw­ców do Betle­jem i całej oko­li­cy i kazał poza­bi­jać wszyst­kich chłop­ców w wie­ku do lat dwóch, sto­sow­nie do cza­su, o któ­rym się dowie­dział od Mędr­ców. Wte­dy speł­ni­ły się sło­wa pro­ro­ka Jere­mia­sza: „Krzyk usły­sza­no w Rama…”.

Król uru­cha­mia cały apa­rat wła­dzy prze­ciw­ko małe­mu Dzie­cię­ciu. Z lęku o sie­bie czło­wiek sta­je się zdol­ny do naj­więk­szych pod­ło­ści. A prze­cież lęk o sie­bie, ukry­ty za każ­dym odru­chem ludz­kie­go ego­izmu, to nic inne­go jak brak wia­ry i zaufa­nia w opatrz­ność Stwór­cy. To odruch, przez któ­ry pra­gnie­my zabez­pie­czyć swą przy­szłość. Budu­je­my dobrą przy­szłość wie­rząc, czy­li gdy jeste­śmy pew­ni, że Pan trosz­czy się o nas sku­tecz­nie. Pozba­wie­ni wia­ry sza­mo­cze­my się lękli­wi, w oko­wach praw­dzi­wych i wyima­gi­no­wa­nych nie­bez­pie­czeństw.

ks. Roman Sła­weń­ski