Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Czwarty Tydzień Zwykły 3 – 8 II 2020

Święto Ofiarowania Pańskiego

NIEDZIELA: Ml 3,1–4; Hbr 2,14–18

EWANGELIA Łk 2,22–40

Ofia­ro­wa­nie Jezu­sa w świą­ty­ni

 Gdy upły­nę­ły dni oczysz­cze­nia Maryi według Pra­wa Moj­że­szo­we­go, rodzi­ce przy­nie­śli    Jezu­sa do Jero­zo­li­my, aby Go przed­sta­wić Panu. Tak bowiem jest napi­sa­ne w Pra­wie Pań­skim: „Każ­de pier­wo­rod­ne dziec­ko płci męskiej będzie poświę­co­ne Panu”. Mie­li rów­nież zło­żyć w ofie­rze parę syno­gar­lic albo dwa mło­de gołę­bie, zgod­nie z prze­pi­sem Pra­wa Pań­skie­go.
A żył w Jero­zo­li­mie czło­wiek, imie­niem Syme­on. Był to czło­wiek pra­wy i poboż­ny, wycze­ki­wał pocie­chy Izra­ela, a Duch Świę­ty spo­czy­wał na nim. Jemu Duch Świę­ty obja­wił, że nie ujrzy śmier­ci, aż nie zoba­czy Mesja­sza Pań­skie­go. Za natchnie­niem więc Ducha przy­szedł do świą­ty­ni. A gdy rodzi­ce wno­si­li Dzie­ciąt­ko Jezus, aby postą­pić z Nim według zwy­cza­ju Pra­wa, on wziął Je w obję­cia, bło­go­sła­wił Boga i mówił: Teraz, o Wład­co, pozwól odejść słu­dze Twe­mu  w poko­ju, według Two­je­go sło­wa. Bo moje oczy ujrza­ły Two­je zba­wie­nie, któ­reś przy­go­to­wał wobec wszyst­kich naro­dów: świa­tło na oświe­ce­nie pogan i chwa­łę ludu Twe­go, Izra­ela. A Jego ojciec i mat­ka dzi­wi­li się temu, co o Nim mówio­no. Syme­on zaś bło­go­sła­wił ich i rzekł do Maryi, Mat­ki Jego: Oto Ten prze­zna­czo­ny jest na upa­dek i na powsta­nie wie­lu w Izra­elu i na znak, któ­re­mu sprze­ci­wiać się będą. A Two­ją duszę miecz prze­nik­nie, aby na jaw wyszły zamy­sły serc wie­lu. Była tam rów­nież pro­ro­ki­ni Anna, cór­ka Fanu­ela z poko­le­nia Ase­ra, bar­dzo pode­szła w latach. Od swe­go panień­stwa sie­dem lat żyła z mężem i pozo­sta­ła wdo­wą. Liczy­ła już osiem­dzie­sią­ty czwar­ty rok życia. Nie roz­sta­wa­ła się ze świą­ty­nią, słu­żąc Bogu w postach i modli­twach dniem i nocą. Przy­szedł­szy w tej wła­śnie chwi­li, sła­wi­ła Boga i mówi­ła o Nim wszyst­kim, któ­rzy ocze­ki­wa­li wyzwo­le­nia Jero­zo­li­my. A gdy wypeł­ni­li wszyst­ko według Pra­wa Pań­skie­go, wró­ci­li do Gali­lei, do swe­go mia­sta Naza­ret. Dzie­cię zaś rosło i nabie­ra­ło mocy, napeł­nia­jąc się mądro­ścią, a łaska Boża spo­czy­wa­ła na Nim.

Dziś przy Jezu­sie sta­je sta­rzec Syme­on. Już samo imię jest peł­ne tre­ści, ozna­cza bowiem „Bóg wysłu­chał”. Ten przy­wią­za­ny do świą­ty­ni sta­rzec jest czło­wie­kiem spra­wie­dli­wym i poboż­nym. Jego ducho­wość wyzna­czo­na jest przez moc­ną obec­ność Ducha Świę­te­go. Mate­usz, by opi­sać jego posta­wę, stwier­dza, że Duch Świę­ty był z nim. Duch Świę­ty obja­wił mu praw­dę o przyj­ściu Mesja­sza. Duch Świę­ty zło­żył mu obiet­ni­cę, któ­ra go pod­trzy­my­wa­ła i któ­rej był wier­ny. Wresz­cie Duch kie­ro­wał jego kon­kret­ny­mi kro­ka­mi, bo przy­pro­wa­dził go do świą­ty­ni i pozwo­lił roz­po­znać Jezu­sa. Moż­na podzi­wiać Syme­ona za jego wier­ność i nie­złom­ną nadzie­ję, moż­na zazdro­ścić mu tej wyjąt­ko­wej chwi­li, gdy mógł w swe ręce wziąć Jezu­sa. Moż­na też pomniej­szać jego zna­cze­nie, bo w koń­cu to tyl­ko krót­ka chwi­la, poza któ­rą nic o nim wię­cej nie wia­do­mo. A jed­nak jest wiel­ki, zasłu­gu­je na uzna­nie i war­to podą­żyć jego śla­dem. Jest wiel­ki mocą swej wia­ry. Uzna­nie budzi jego wier­ność. A podą­ża­nie jego śla­dem to nic inne­go, jak zgo­da, by Duch Świę­ty pro­wa­dził nas każ­de­go dnia. I może dla­te­go Kościół modli­twę Syme­ona uczy­nił codzien­ną wie­czor­ną modli­twą swych dzie­ci.

PONIEDZIAŁEK 2 Sm 15,13–14.30;16,5–13a; Mk 5,1–20

 Sło­wo Boże: Gdy Jezus wsia­dał do łodzi, pro­sił Go opę­ta­ny, żeby mógł z Nim zostać. Ale nie zgo­dził się na to, tyl­ko rzekł do nie­go: „Wra­caj do domu, do swo­ich, i opo­wiedz im wszyst­ko, co Pan ci uczy­nił i jak uli­to­wał się nad tobą”. Poszedł więc i zaczął roz­gła­szać w Deka­po­lu wszyst­ko, co Jezus mu uczy­nił.

Po uwol­nie­niu od złe­go ducha nie­daw­no opę­ta­ny czło­wiek pro­si, by mógł zostać z Jezu­sem. To jego pierw­sza modli­twa, gdy odzy­skał wol­ność ser­ca. I nic w tym dziw­ne­go. Chce pozo­stać z Tym, któ­ry dał mu nowe życie. To samo dzie­je się w życiu każ­de­go z nas. Mocą sakra­men­tu chrztu jeste­śmy uwol­nie­ni z mocy złe­go ducha. Idąc dalej kon­se­kwent­nie, win­ni­śmy usil­nie  pro­sić Jezu­sa, byśmy mogli pozo­stać z Nim. Ta pro­sta modli­twa win­na być w naszym ser­cu sta­le. A Jezus każ­de­go dnia będzie mówił: opo­wia­daj, co Pan ci uczy­nił.

 WTOREK 2 Sm 18,9–10.14b.24–25a; Mk 5,21–43

Sło­wo Boże: Wziął ze sobą tyl­ko ojca i mat­kę dziec­ka oraz tych, któ­rzy z Nim byli, i wszedł tam, gdzie dziec­ko leża­ło. Ująw­szy dziew­czyn­kę za rękę, rzekł do niej „Tali­tha kum”, to zna­czy: „Dziew­czyn­ko, mówię ci, wstań!” Dziew­czyn­ka natych­miast wsta­ła i cho­dzi­ła, mia­ła bowiem dwa­na­ście lat. I osłu­pie­li wprost ze zdu­mie­nia.

Gdy Jezus zoba­czył zgro­ma­dzo­nych przy zmar­łej dziew­czy­nie ludzi, zapy­tał pro­wo­ku­ją­co: dla­cze­go pła­cze­cie? Podob­nie jak kie­dyś w cza­sie ogrom­nej burzy rzekł do uczniów: dla­cze­go się lęka­cie? Prze­cież i wte­dy, i teraz to były natu­ral­ne reak­cje czło­wie­ka, któ­ry sta­nął wobec sytu­acji, któ­ra go prze­ra­sta. Pan pod­da­je w wąt­pli­wość rze­czy oczy­wi­ste, by zaraz poka­zać, że jest roz­wią­za­nie. Że reak­cja opar­ta o ludz­kie doświad­cze­nie, nawet gdy ono jest powszech­ne, musi ulec zmia­nie w spo­tka­niu z Nim, któ­ry jest Panem – tak­że Panem życia.

ŚRODA 2 Sm 24,2.9–17; Mk 6,1–6

Sło­wo Boże: A Jezus mówił im: „Tyl­ko w swo­jej ojczyź­nie, wśród swo­ich krew­nych i w swo­im domu może być pro­rok tak lek­ce­wa­żo­ny”. I nie mógł tam zdzia­łać żad­ne­go cudu, jedy­nie na kil­ku cho­rych poło­żył ręce i uzdro­wił ich. Dzi­wił się też ich nie­do­wiar­stwu. Potem obcho­dził oko­licz­ne wsie i nauczał.

Miesz­kań­cy Naza­re­tu słu­cha­jąc Jezu­sa w pierw­szym odru­chu byli zdu­mie­ni Jego mądro­ścią i cuda­mi, któ­re czy­nił. Jed­nak­że nie potra­fi­li uwie­rzyć Jego sło­wu. Prze­ko­na­ni, że Go już dobrze zna­ją, nie odpo­wie­dzie­li na wezwa­nie Zba­wi­cie­la, któ­ry przy­szedł do swo­ich z Dobrą Nowi­ną. Lek­ce­wa­żo­ny Jezus mimo wszyst­ko pró­bu­je poru­szyć ser­ca swych roda­ków, pró­bu­je ich prze­ko­nać. Lecz oni zmar­no­wa­li wyjąt­ko­wą szan­sę. Nie­do­wiar­stwo sta­ło barie­rą nie do poko­na­nia. Oby nasze życie nie sta­ło się cią­giem zmar­no­wa­nych chwil.

CZWARTEK 1 Krl 2,1–4.10–12; Mk 6,7–13

 Sło­wo Boże: Jezus przy­wo­łał do sie­bie Dwu­na­stu i zaczął roz­sy­łać ich po dwóch. Dał im też wła­dzę nad ducha­mi nie­czy­sty­mi i przy­ka­zał im, żeby nic z sobą nie bra­li na dro­gę prócz laski: ani chle­ba, ani tor­by, ani pie­nię­dzy w trzo­sie. „Ale idź­cie obu­ci w san­da­ły i nie wdzie­waj­cie dwóch sukien”.

Jezus znów przy­wo­łu­je do sie­bie uczniów. To kolej­ne wezwa­nie – powo­ła­nie. Kie­dyś na począt­ku wybie­rał ich z tłu­mu. Gro­ma­dził, bo żyli w roz­pro­sze­niu. Wyzna­czył im też zada­nie: win­ni iść za Nim, Mistrzem. Prze­by­wa­jąc z Jezu­sem każ­de­go dnia mozol­nie uczy­li się budo­wać coraz głęb­szą więź ze swo­im Panem i z sobą. Teraz kolej­ne powo­ła­nie: mają iść ze sło­wem Ewan­ge­lii do innych. Bez żad­nych zabez­pie­czeń na przy­szłość, bez zbęd­nych rze­czy, bez jakie­go­kol­wiek nad­mia­ru, któ­ry czy­nił­by ich ocię­ża­ły­mi. Mogą liczyć tyl­ko na Jezu­sa.

PIĄTEK Syr 47,2–11; Mk 6,14–29

 Sło­wo Boże: Herod kazał pochwy­cić Jana i zwią­za­ne­go trzy­mał w wię­zie­niu z powo­du Hero­dia­dy, żony bra­ta swe­go, Fili­pa, któ­rą wziął za żonę. Jan bowiem napo­mi­nał Hero­da: „Nie wol­no ci mieć żony twe­go bra­ta”. A Hero­dia­da zawzię­ła się na nie­go i chcia­ła go zgła­dzić, lecz nie mogła. Herod bowiem czuł lęk przed Janem.

Oto Herod i Hero­dia­da. Król choć uwię­ził pro­ro­ka znad Jor­da­nu, oka­zy­wał mu jed­nak respekt. Tym samym roz­po­znał jego wyjąt­ko­wość, uznał jego auto­ry­tet. Kró­lo­wa prze­ciw­nie, W Janie Chrzci­cie­lu widzia­ła jedy­nie oso­bi­ste­go wro­ga i prze­szko­dę na dro­dze do celu. W jej ser­cu pano­wa­ła głę­bo­ka nie­na­wiść, któ­ra osta­tecz­nie dopro­wa­dzi­ła do śmier­ci Jana. Sta­ło się to moż­li­we, bo Herod ogar­nię­ty zmy­sło­wo­ścią nie był s sta­nie obro­nić nawet resz­tek swej pra­wo­ści, któ­re intu­icja dobrze mu pod­po­wia­da­ła. I Hero­da, i Hero­dia­dę znisz­czy­ły namięt­no­ści.

SOBOTA 1 Krl 3,4–13; Mk 6,30–34

Sło­wo Boże: Apo­sto­ło­wie zebra­li się u Jezu­sa i opo­wie­dzie­li Mu wszyst­ko, co zdzia­ła­li i cze­go naucza­li. A On rzekł do nich: „Pójdź­cie wy sami osob­no na pust­ko­wie i wypocz­nij­cie nie­co”. Tak wie­lu bowiem przy­cho­dzi­ło i odcho­dzi­ło, że nawet na posi­łek nie mie­li cza­su. Odpły­nę­li więc łodzią na pust­ko­wie, osob­no.

Wysła­ni na misję apo­sto­ło­wie wra­ca­ją. Ewan­ge­li­sta wska­zu­je na rzecz zna­mien­ną: opo­wia­da­ją Jezu­so­wi wszyst­ko, co zdzia­ła­li. To wyjąt­ko­wo waż­ny moment w ich misji. Opo­wia­da­nie o swych czy­nach wobec Jezu­sa spra­wia, że ich dzia­ła­nie zosta­je pod­da­ne wery­fi­ka­cji. Nie poszli reali­zo­wać swo­je cele. Zosta­li posła­ni przez Jezu­sa. Podej­mo­wa­li czy­ny i naucza­nie zgod­nie ze swo­im roze­zna­niem, ale wszyst­ko w imię Jezu­sa. I teraz trze­ba o tym Panu powie­dzieć. To jest bło­go­sła­wio­ny czas modli­twy. Tu ujaw­nia się szcze­rość i czy­stość inten­cji.

ks. Roman Sła­weń­ski