Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Drugi Tydzień Wielkiego Postu 18 – 23 III 2019

Przemienienie Pańskie

NIEDZIELA: Rdz 15,5–12.17–18; Flp 3,20–4,1

Ewan­ge­lia Łk 9,28b-36 Prze­mie­nie­nie Pań­skie

Jezus wziął z sobą Pio­tra, Jana i Jaku­ba i wyszedł na górę, aby się modlić. Gdy się modlił, wygląd Jego twa­rzy się odmie­nił, a Jego odzie­nie sta­ło się lśnią­co bia­łe. A oto dwóch mężów roz­ma­wia­ło z Nim. Byli to Moj­żesz i Eliasz. Uka­za­li się oni w chwa­le i mówi­li o Jego odej­ściu, któ­re­go miał doko­nać w Jero­zo­li­mie. Tym­cza­sem Piotr i towa­rzy­sze snem byli zmo­rze­ni. Gdy się ock­nę­li, ujrze­li Jego chwa­łę i oby­dwóch mężów, sto­ją­cych przy Nim.

Gdy oni odcho­dzi­li od Nie­go, Piotr rzekł do Jezu­sa: Mistrzu, dobrze, że tu jeste­śmy. Posta­wi­my trzy namio­ty: jeden dla Cie­bie, jeden dla Moj­że­sza i jeden dla Elia­sza. Nie wie­dział bowiem, co mówi. Gdy jesz­cze to mówił, zja­wił się obłok i osło­nił ich; zlę­kli się, gdy weszli w obłok.

A z obło­ku ode­zwał się głos: To jest mój Syn wybra­ny, Jego słu­chaj­cie. W chwi­li, gdy ode­zwał się ten głos, Jezus zna­lazł się sam. A oni zacho­wa­li mil­cze­nie i w owym cza­sie niko­mu nic nie oznaj­mi­li o tym, co widzie­li.

Dobrze, że tu jeste­śmy. To sło­wa Pio­tra na Tabo­rze. To oczy­wi­ste, bo zoba­czył coś zachwy­ca­ją­ce­go, co wyraź­niej odsło­ni­ło przed nim ukry­tą na co dzień praw­dę o Jezu­sie. To była chwi­la spon­ta­nicz­nej rado­ści. Piotr doce­nił wyda­rze­nie, w któ­rym uczest­ni­czył. Uznał wiel­kość i pięk­no łaski, któ­rą otrzy­mał. Jeste­śmy w trak­cie wiel­ko­post­nej dro­gi. Jej war­tość i pięk­no mie­rzo­na może być tyl­ko mia­rą otrzy­ma­nej i przy­ję­tej łaski. Otwie­ra­jąc ser­ce na łaskę Pana, pra­gnąc jej, jeste­śmy w sta­nie powie­dzieć: Panie, dobrze mi tu być. Lecz jeśli pozba­wiam się Bożej pomo­cy, pozo­sta­je mi gde­ra­nie na złe cza­sy, smu­tek, albo też wej­ście w świat łudzą­cych i nie­re­al­nych marzeń. Ale to dro­ga doni­kąd.

PONIEDZIAŁEK Dn 9,4b–10; Łk 6,36–38

Sło­wo Boże: Zgrze­szy­li­śmy, zbłą­dzi­li­śmy, popeł­ni­li­śmy nie­pra­wość i zbun­to­wa­li­śmy się, odstą­pi­li­śmy od Two­ich przy­ka­zań. Nie byli­śmy posłusz­ni Two­im słu­gom, pro­ro­kom, któ­rzy prze­ma­wia­li w Two­im imie­niu do naszych kró­lów, do naszych przy­wód­ców, do naszych przod­ków i do całej lud­no­ści kra­ju.

Pro­rok w swej modli­twie opi­su­je dra­mat ludz­kie­go grze­chu. Mówi tak­że o dro­dze, któ­ra do grze­chu pro­wa­dzi. Każ­dy grzech i błąd, bunt i nie­pra­wość są skut­kiem odrzu­ce­nia sło­wa Boże­go. Bóg o tym dobrze wie. Tego Bogu w modli­twie mówić nie trze­ba. Jed­nak­że dla nas sło­wa te mają ogrom­ną war­tość – odsła­nia­ją bowiem stan naszej świa­do­mo­ści. Jeśli Bóg nas pro­wa­dzi ku nawró­ce­niu; jeśli natchnio­ny pro­rok uczy nas takiej modli­twy, to dla­te­go by poka­zać nam, że łaską jest zro­zu­mie­nie swo­jej sytu­acji. Łaską jest odkry­cie wła­sne­go grze­chu.

WTOREK 2 Sm 7,4–5a.12–14a.16; Rz 4,13.16–18.22; Mt 1,16.18–21.24a

UROCZYSTOŚĆ ŚW. JÓZEFA

Sło­wo Boże: To mówi Pan: „Kie­dy wypeł­nią się two­je dni i spo­czniesz obok swych przod­ków, wte­dy wzbu­dzę po tobie potom­ka two­je­go, któ­ry wyj­dzie z two­ich wnętrz­no­ści, i utwier­dzę jego kró­le­stwo. On zbu­du­je dom imie­niu memu, a Ja utwier­dzę tron jego kró­le­stwa na wie­ki. Ja będę mu ojcem, a on będzie Mi synem”.

Salo­mon zbu­do­wał świą­ty­nię. Mimo że odbu­do­wy­wa­ny i lata­mi upięk­sza­ny gmach był wiel­kiej uro­dy, nie był jed­nak speł­nie­niem tam­tej obiet­ni­cy. Dopie­ro Jezus wzniósł świą­ty­nię dla imie­nia Boże­go – zało­żył Kościół, nad­to każ­de­go w Koście­le poprzez Chrzest uczy­nił domem dla Boga. Zatem niko­mu nie wol­no tego domu, jakim jest wła­sne życie, zawłasz­czać dla sie­bie, ani tym bar­dziej znisz­czyć go. Domem Boga jest tak­że rodzi­na. Św. Józef, gło­wa Świę­tej Rodzi­ny, niech będzie naszym orę­dow­ni­kiem w spra­wach rodzin­nych.

ŚRODA Jr 18,18–20; Mt 20,17–28

Sło­wo Boże: Nie­go­dzi­wi rze­kli: „Chodź­cie, uknuj­my zamach na Jere­mia­sza! Bo prze­cież nie zabrak­nie kapła­no­wi poucze­nia ani mędr­co­wi rady, ani pro­ro­ko­wi sło­wa. Chodź­cie uderz­my go języ­kiem, nie zwa­żaj­my wca­le na jego sło­wa!”. Usłysz mnie, Panie, i słu­chaj gło­su moich prze­ciw­ni­ków! Czy złem za dobro się pła­ci?

Spra­wie­dli­wy Jere­miasz spo­ty­ka na swej dro­dze ludzi nie­go­dzi­wych. Ci knu­ją na nie­go zamach. Lek­ce­wa­żą jego sło­wa, argu­men­ty i uzna­nie, któ­re wcze­śniej zdo­był. To praw­dzi­wa klę­ska. Pod zna­kiem zapy­ta­nia sta­nę­ła cała dotych­cza­so­wa histo­ria jego życia. Co wte­dy? Pro­rok znaj­du­je jed­no wyj­ście: woła do Boga. Być może jest to woła­nie czło­wie­ka bez­rad­ne­go. Być może jest w tym tak­że ufność. Praw­do­po­dob­nie jed­no i dru­gie. Waż­ne jest, że pro­rok woła do Boga. Że Bogu wska­zu­je na nie­pra­wość prze­ciw­ni­ków. Że nie chce sam roz­wią­zać tej sytu­acji.

CZWARTEK Jr 17,5–10; Łk 16,19–31

Sło­wo Boże: Prze­klę­ty mąż, któ­ry pokła­da nadzie­ję w czło­wie­ku i któ­ry w cie­le upa­tru­je swą siłę, a od Pana odwra­ca swe ser­ce… Bło­go­sła­wio­ny mąż, któ­ry pokła­da ufność w Panu, i Pan jest jego nadzie­ją! Jest on podob­ny do drze­wa zasa­dzo­ne­go nad wodą, co swe korze­nie pusz­cza ku stru­mie­nio­wi.

War­to zapy­tać, z jakiej per­spek­ty­wy cza­so­wej spo­glą­da­my na swo­je życie. Zwy­kle myśli­my o naj­bliż­szych dniach – to doty­czy obo­wiąz­ków, zaku­pów, spo­tkań. Poja­wia się też per­spek­ty­wa kil­ku­mie­sięcz­na – tak pla­nu­je­my waka­cje, poważ­niej­sze inwe­sty­cje. A czy poja­wia się per­spek­ty­wa dłuż­sza, cało­ży­cio­wa? Bo takie spoj­rze­nie pro­po­nu­je nam dziś pro­rok. Jeśli mówi o czło­wie­ku bło­go­sła­wio­nym i prze­klę­tym, to dla­te­go że bie­rze pod uwa­gę nie aktu­al­ną sku­tecz­ność naszych dzia­łań, ale oce­nia wszyst­ko, bio­rąc pod uwa­gę koniec nasze­go życia.

PIĄTEK  Rdz 37,3–4.12–13a.17b–28; Mt 21,33–43.45–46

Sło­wo Boże: Izra­el miło­wał Józe­fa bar­dziej niż wszyst­kich innych swych synów, jako uro­dzo­ne­go w pode­szłych już latach. Spra­wił mu też dłu­gą sza­tę z ręka­wa­mi. Bra­cia Józe­fa, widząc, że ojciec kocha go wię­cej niż ich wszyst­kich, tak go znie­na­wi­dzi­li, że nie mogli zdo­być się na to, by przy­jaź­nie z nim poroz­ma­wiać.

Licz­na rodzi­na Jaku­ba two­rzy­ła skom­pli­ko­wa­ną kon­struk­cję. Zro­dze­ni z róż­nych kobiet, moc­no róż­nią­cy się wie­kiem, róż­nie trak­to­wa­ni przez ojca, nie potra­fi­li zbu­do­wać praw­dzi­wej rodzin­nej wspól­no­ty. Jak moc­ne i odmien­ne uczu­cia tar­ga­ły syna­mi Izra­ela, moż­na zoba­czyć, gdy bra­cia sprze­da­ją naj­młod­sze­go jako nie­wol­ni­ka do Egip­tu. Emo­cje wzię­ły górę nad wię­za­mi krwi. Nie­opa­no­wa­ne uczu­cia jak pre­ten­sje, zazdrość i ego­izm potra­fią znisz­czyć każ­dą rela­cję. Nisz­czą też czło­wie­ka, któ­ry je w sobie nosi. To jed­na z wiel­ko­post­nych prze­stróg.

SOBOTA Mi 7,14–15.18–20; Łk 15,1–3.11–32

Sło­wo Boże: Któ­ryż bóg podob­ny Tobie, któ­ry odda­lasz nie­pra­wość, odpusz­czasz wystę­pek Resz­cie dzie­dzic­twa Twe­go? Nie żywi On gnie­wu na zawsze, bo upodo­bał sobie miło­sier­dzie.  Uli­tu­je się zno­wu nad nami, zetrze nasze nie­pra­wo­ści. Wrzu­cisz w głę­bi­ny mor­skie wszyst­kie ich grze­chy.

Bar­dzo waż­nym wymia­rem modli­twy jest wzbu­dza­nie w ludz­kim ser­cu nadziei. Codzien­ność nie szczę­dzi nam roz­cza­ro­wań. Nie­raz w takim sta­nie ducha sta­je­my do modli­twy. Trze­ba dobrze spo­glą­dać na Boskie­go roz­mów­cę, by ocza­mi ser­ca spo­strzec (nie­spo­ty­ka­ną wśród ludzi) wier­ność Boga. By mieć pew­ność co do miło­sier­dzia, poko­nu­ją­ce­go nasze nie­pra­wo­ści. By zachwy­cić się łaska­wo­ścią Stwór­cy. By poko­nać trud­ne chwi­le znie­chę­ce­nia. Tak, potrzeb­na jest nam modli­twa, któ­ra budzi nadzie­ję, daje opar­cie w Bogu.

ks. Roman Sła­weń­ski