Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Drugi Tydzień Wielkiego Postu 9 – 14 III 2020

Przemienienie Pańskie

NIEDZIELA: Rdz 12,1–4a; 2 Tm 1,8b–10

Ewan­ge­lia Mt 17,1–9

Prze­mie­nie­nie Pań­skie

Jezus wziął z sobą Pio­tra, Jaku­ba i bra­ta jego Jana i zapro­wa­dził ich na górę wyso­ką osob­no. Tam prze­mie­nił się wobec nich: Twarz Jego zaja­śnia­ła jak słoń­ce, odzie­nie zaś sta­ło się bia­łe jak świa­tło. A oto im się uka­za­li Moj­żesz i Eliasz, któ­rzy roz­ma­wia­li z Nim. Wte­dy Piotr rzekł do Jezu­sa: Panie, dobrze, że tu jeste­śmy; jeśli chcesz, posta­wię tu trzy namio­ty: jeden dla Cie­bie, jeden dla Moj­że­sza i jeden dla Elia­sza. Gdy on jesz­cze mówił, oto obłok świe­tla­ny osło­nił ich, a z obło­ku ode­zwał się głos: To jest mój Syn umi­ło­wa­ny, w któ­rym mam upodo­ba­nie, Jego słu­chaj­cie. Ucznio­wie, sły­sząc to, upa­dli na twarz i bar­dzo się zlę­kli. A Jezus zbli­żył się do nich, dotknął ich i rzekł: Wstań­cie, nie lękaj­cie się. Gdy pod­nie­śli oczy, niko­go nie widzie­li, tyl­ko same­go Jezu­sa. A gdy scho­dzi­li z góry, Jezus przy­ka­zał im, mówiąc: Nie opo­wia­daj­cie niko­mu o tym widze­niu, aż Syn Czło­wie­czy zmar­twych­wsta­nie.

Jezus zabie­ra ze sobą wybra­nych uczniów. Wraz z Pio­trem, Jaku­bem i Janem wycho­dzi
na górę. Jest to wyj­ście sym­bo­licz­ne. Tu bowiem Pan obja­wi swo­ją chwa­łę. Czło­wie­czeń­stwo Jezu­sa ujaw­nia to, co ukry­te – Boskość. To tu Bóg Ojciec mówi do swe­go Syna, a ucznio­wie są tego świad­ka­mi. Z kolei w nie­dłu­gim cza­sie na górze w ogro­dzie Oliw­nym Syn zwra­ca się do Ojca – Syn Boży jest jak czło­wiek ocze­ku­ją­cy pomo­cy. To dwa doświad­cze­nia, w któ­rych uczest­ni­czą ucznio­wie. Mogą odkryć i zachwy­cić się Bóstwem swe­go Mistrza. Mogą poczuć nie­po­kój, gdy oglą­da­ją nazna­czo­ne ludz­ką sła­bo­ścią Jego czło­wie­czeń­stwo. A wszyst­ko po to, by zacho­wa­li wła­ści­we rozu­mie­nie oso­by Jezu­sa, by uwie­rzy­li, że jest w peł­ni Bogiem i w peł­ni Czło­wie­kiem. Tę wia­rę prze­ka­zu­ją nam Apo­sto­ło­wie. Jezus, Bóg-Czło­wiek, pro­wa­dzi nas dro­gą, któ­ra opi­sa­na jest przez krzyż i przez chwa­łę, bo sam tę dro­gę prze­szedł.

PONIEDZIAŁEK Dn 9,4b–10; Łk 6,36–38

Sło­wo Boże: Bądź­cie miło­sier­ni, jak Ojciec wasz jest miło­sier­ny. Nie sądź­cie, a nie będzie­cie sądze­ni; nie potę­piaj­cie, a nie będzie­cie potę­pie­ni; odpusz­czaj­cie, a będzie wam odpusz­czo­ne. Dawaj­cie, a będzie wam dane: mia­rą dobrą, ubi­tą, utrzę­sio­ną i wypeł­nio­ną ponad brze­gi wsy­pią w zana­drze wasze.

Jezus zachę­ca do posta­wy wręcz nie­wia­ry­god­nej: bądź­cie jak Bóg! Brzmi zaska­ku­ją­co, jeśli odczy­ta się w tych sło­wach echo sta­ro­te­sta­men­tal­ne­go pra­gnie­nia, by czło­wiek stał się jak Bóg, któ­re oka­za­ło się zarze­wiem naj­więk­sze­go dra­ma­tu, pierw­sze­go grze­chu. Czyż­by Jezus się pomy­lił? Bynaj­mniej, czło­wiek jest wezwa­ny, by być jak Bóg. Pro­blem pole­ga jed­nak na tym, że nie rozu­mie­my Boga. Szu­ka­my podo­bień­stwa nie do praw­dzi­we­go Boga, lecz do fał­szy­we­go o Nim wyobra­że­nia. A Bóg, któ­ry jest miło­ścią, chce by Go naśla­do­wać.

WTOREK Iz 1,10.16–20; Mt 23,1–12

Sło­wo Boże: Wy zaś nie pozwa­laj­cie nazy­wać się Rab­bi, albo­wiem jeden jest wasz Nauczy­ciel, a wy wszy­scy brać­mi jeste­ście. Niko­go też na zie­mi nie nazy­waj­cie waszym ojcem; jeden bowiem jest Ojciec wasz, Ten w nie­bie. Nie chciej­cie rów­nież, żeby was nazy­wa­no mistrza­mi…

Nauczy­ciel, ojciec, mistrz – te sło­wa wska­zu­ją na auto­ry­tet. To oczy­wi­ste, że spo­ty­ka­my w naszym życiu oso­by, któ­re uzna­je­my za waż­ne, od któ­rych uczy­my się wła­ści­we­go roz­wią­zy­wa­nia naszych pro­ble­mów, któ­re stop­nio­wo sta­ją się dla nas wzo­ra­mi zacho­wań. Jeśli Jezus suge­ru­je odrzu­ce­nie tych słów, to chce nam zwró­cić uwa­gę, że ist­nie­je tyl­ko jeden abso­lut­ny auto­ry­tet – jest nim sam Bóg. Każ­dy ludz­ki auto­ry­tet może być uzna­ny, o ile odwzo­ro­wu­je auto­ry­tet Boga. Jeśli jeste­śmy posłusz­ni czło­wie­ko­wi, to dla­te­go, że jest w tym posłu­szeń­stwo Bogu.

ŚRODA Jr 18,18–20; Mt 20,17–28

Sło­wo Boże: W dro­dze rzekł do nich: „Oto idzie­my do Jero­zo­li­my: a tam Syn Czło­wie­czy zosta­nie wyda­ny arcy­ka­pła­nom i uczo­nym w Piśmie. Oni ska­żą Go na śmierć i wyda­dzą Go poga­nom, aby został wyszy­dzo­ny, ubi­czo­wa­ny i ukrzy­żo­wa­ny; a trze­cie­go dnia zmar­twych­wsta­nie”.

Roz­mo­wa Jezu­sa z ucznia­mi toczy się w trak­cie dro­gi do Jero­zo­li­my. To jest mia­sto prze­zna­cze­nia – tu speł­ni się wszyst­ko. I dla­te­go Jezus mówi o swej przy­szło­ści. A jest nią chwa­ła. Jed­nak­że ten rodzaj chwa­ły nie odpo­wia­da ludz­kim pra­gnie­niom. Ludzie, tak też myślą ucznio­wie, ocze­ku­ją powo­dze­nia, uzna­nia w oczach innych, wła­dzy i w tym widzą praw­dzi­wą „chwa­łę”. Tym­cza­sem Jezus zapo­wia­da wyszy­dze­nie, biczo­wa­nie, ukrzy­żo­wa­nie. Ten rodzaj „chwa­ły” wyni­ka z przy­ję­cia fun­da­men­tal­nej posta­wy, jaką jest trud­na dro­ga służ­by dru­gie­mu.

CZWARTEK Jr 17,5–10; Łk 16,19–31

Sło­wo Boże: Umarł żebrak i anio­ło­wie zanie­śli go na łono Abra­ha­ma. Umarł tak­że bogacz i został pogrze­ba­ny. Gdy w Otchła­ni, pogrą­żo­ny w mękach, pod­niósł oczy, ujrzał z dale­ka Abra­ha­ma i Łaza­rza na jego łonie. I zawo­łał: „Ojcze Abra­ha­mie, uli­tuj się nade mną”.

Każ­dy chciał­by poznać osta­tecz­ną przy­szłość. Czy jest na to sku­tecz­na meto­da? Jezus poda­je pro­stą i pod­sta­wo­wą zasa­dę: przy­szłość jest kon­se­kwen­cją naszych decy­zji i naszych czy­nów. Prze­ko­nu­je o nie­skoń­czo­nym miło­sier­dziu Boga i rów­no­cze­śnie nie kry­je praw­dy o moż­li­wo­ści wiecz­ne­go cier­pie­nia po śmier­ci. Strach nie jest dobrym peda­go­giem. Ale na pew­no roz­trop­ność tak. A roz­trop­ność to sztu­ka prze­wi­dy­wa­nia skut­ków swo­ich dzia­łań. Roz­trop­nie jest wie­dzieć, ku cze­mu zmie­rza mój kon­kret­ny czyn.

PIĄTEK Rdz 37,3–4.12–13a.17b–28; Mt 21,33–43.45–46

Sło­wo Boże: Jezus rzekł im: „Czy nigdy nie czy­ta­li­ście w Piśmie: <Ten wła­śnie kamień, któ­ry odrzu­ci­li budu­ją­cy, stał się gło­wi­cą węgła. Pan to spra­wił i jest cudem w naszych oczach>? Dla­te­go powia­dam wam: Kró­le­stwo Boże będzie wam zabra­ne, a dane naro­do­wi, któ­ry wyda jego owo­ce”.

Opi­su­jąc odstęp­stwo Żydów, pro­ro­cy wie­le razy upo­mi­na­li naród wybra­ny, a w szcze­gól­no­ści zaś odpo­wie­dzial­nych za ten naród: moż­li­wość zaprze­pasz­cze­nia Bożej obiet­ni­cy i łaski jest real­na. A wte­dy Bóg wybie­rze inny lud. To samo ostrze­że­nie raz jesz­cze powta­rza Jezus wobec fary­ze­uszów. Ci gor­li­wi wyznaw­cy Boga pobłą­dzi­li: zacho­wu­jąc mało waż­ne zwy­cza­je, zapo­mnie­li o Bożym pra­wie miło­ści. To ostrze­że­nie waż­ne jest też dla nas. Moż­na bowiem, budu­jąc gmach swe­go życia, przy­wią­zać się do prze­pi­sów i zapo­mnieć, że naj­wyż­szym pra­wem jest miłość.

SOBOTA Mi 7,14–15.18–20; Łk 15,1–3.11–32

Sło­wo Boże: A syn rzekł do nie­go: „Ojcze, zgrze­szy­łem prze­ciw Nie­bu i wobec cie­bie…”. Lecz ojciec rzekł do swo­ich sług: „Przy­nie­ście szyb­ko naj­lep­szą suk­nię i ubierz­cie go; daj­cie mu też pier­ścień na rękę… ponie­waż syn ten mój był umar­ły, a znów ożył; zagi­nął, a odna­lazł się”.

To jest zawsze trud­na dro­ga: od dobre­go samo­po­czu­cia, któ­re rodzi się z prze­ko­na­nia o wła­snej dosko­na­ło­ści, do uzna­nia powa­gi swe­go grze­chu i swej bez­sil­no­ści wobec popeł­nio­ne­go zła. Mar­no­traw­ny syn doszedł do kry­tycz­ne­go punk­tu. Gdy doświad­czył bie­dy i bólu samot­no­ści, wte­dy z głę­bi swe­go upodle­nia mógł zawo­łać: „Ojcze, zgrze­szy­łem…”. „Ojcze” mówi o bli­sko­ści. „Zgrze­szy­łem” o odda­le­niu. Kto się nawra­ca, odczu­wa moc­no dra­mat odda­le­nia i doce­nia pięk­no Bożej bli­sko­ści, któ­ra jest darem Boże­go miło­sier­dzia.

ks. Roman Sła­weń­ski