Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Drugi Tydzień Zwykły 21 – 26 I 201

Pierwszy Cud Jezusa/Fot. Wikimedia Commons

NIEDZIELA: Iz 62,1–5; 1 Kor 12,4–11; J 2,1–12

Kolej­na nie­dzie­la przy­no­si znów nową odsło­nę Pana. Odsło­nił się mędr­com w Betle­jem, gdy po tru­dach podró­ży mogli zoba­czyć Dzie­cię i zło­żyć Mu hołd uwiel­bie­nia. Odsło­nił się świa­tu, gdy Jan doko­nu­jąc chrztu oznaj­mił: „Oto Bara­nek Boży”. Odsło­nił się raz jesz­cze w Kanie Gali­lej­skiej, gdy prze­mie­nił wodę w wino. Za każ­dym razem Pan odsła­niał się, bo ktoś uwie­rzył i inni mogli dro­gą wia­ry podą­żyć. Pan odsła­niał się jesz­cze wie­le razy. I odsła­nia się wciąż każ­de­mu czło­wie­ko­wi. Mędr­cy z Betle­jem, Jan Chrzci­ciel znad Jor­da­nu i Mary­ja z Kany Gali­lej­skiej są wiel­kim świad­ka­mi dla nas. Jest jesz­cze wie­lu innych świad­ków. Histo­ria Kościo­ła jest boga­ta ich moc­nym świa­dec­twem. Być może Pan sam odsło­ni się komuś z nas. Być może posy­ła do świad­ków. Róż­ne są dro­gi Pana, by nas wpro­wa­dzić na dro­gę wia­ry.

PONIEDZIAŁEK  Hbr 5,1–10; Mk 2,18–22

 Sło­wo Boże: Każ­dy arcy­ka­płan, spo­mię­dzy ludzi bra­ny, dla ludzi jest usta­na­wia­ny w spra­wach odno­szą­cych się do Boga, aby skła­dał dary i ofia­ry za grze­chy. Może on współ­czuć tym, któ­rzy nie wie­dzą i błą­dzą, ponie­waż sam pod­le­ga sła­bo­ści… A nikt sam sobie nie bie­rze tej god­no­ści, lecz tyl­ko ten, kto jest powo­ła­ny przez Boga jak Aaron.

Sta­ro­te­sta­men­tal­ny arcy­ka­płan przyj­mo­wał powie­rzo­ną mu funk­cję z myślą o ludzie wier­nym. Zobo­wią­za­ny do skła­da­nia prze­bła­gal­nych ofiar, był też jed­nym z ludu. Za nie­go rów­nież była skła­da­na ofia­ra. Tak­że Jezus zło­żył ofia­rę za grze­chy ludzi, gdy wszedł w posta­wę peł­nej soli­dar­no­ści z każ­dym czło­wie­kiem. Zło­żył ofia­rę będąc pośród ludzi dotknię­tych sła­bo­ścią. Prze­ży­wał ból, cier­pie­nie, trud podej­mo­wa­nych decy­zji, poznał cenę wier­no­ści. Przyj­mu­jąc ten trud w duchu posłu­szeń­stwa Ojcu, wysłu­żył nam zba­wie­nie. Praw­dzi­wy Arcy­ka­płan.

 WTOREK Hbr 6,10–20; Mk 2,23–28

Sło­wo Boże: Nie jest Bóg nie­spra­wie­dli­wy, aby zapo­mniał o czy­nie waszym i miło­ści, któ­rą oka­za­li­ście dla imie­nia Jego. Pra­gnie­my zaś, aby każ­dy z was oka­zy­wał tę samą gor­li­wość w dosko­na­le­niu nadziei aż do koń­ca, aby­ście nie sta­li się ospa­ły­mi, ale naśla­do­wa­li tych, któ­rzy przez wia­rę i cier­pli­wość sta­ją się dzie­dzi­ca­mi obiet­nic.

Jed­ną z fun­da­men­tal­nych postaw zwią­za­nych z wia­rą jest pie­lę­gno­wa­nie nadziei. Może jed­nak być zagro­żo­na, gdy w ser­ce wkrad­nie się gnu­śność. Gdy bowiem do gło­su doj­dzie ospa­łość w wie­rze, rzad­ko poja­wia się skru­cha. Wte­dy też zwy­kle ginie gor­li­wość (któ­ra i tak czę­sto w oczach wie­lu nie jest mile widzia­na). A jeśli poja­wia się nie­prze­wi­dzia­ny trud, wła­śnie Bogu zarzu­ca­my obo­jęt­ność. Bo nie­spra­wie­dli­wość, nędza, prze­moc, woj­ny… Tym­cza­sem Bóg nie zapo­mniał. To raczej my wsku­tek nie­cier­pli­wo­ści tra­ci­my nadzie­ję.

ŚRODA Hbr 7,1–3.15–17; Mk 3,1–6

Sło­wo Boże: Mel­chi­ze­dek, król Sza­le­mu, kapłan Boga Naj­wyż­sze­go, wyszedł na spo­tka­nie Abra­ha­ma, wra­ca­ją­ce­go po roz­gro­mie­niu kró­lów, i udzie­lił mu bło­go­sła­wień­stwa. Jemu Abra­ham tak­że wydzie­lił dzie­się­ci­nę z całe­go łupu. Imię jego naj­pierw ozna­cza kró­la spra­wie­dli­wo­ści, a następ­nie tak­że kró­la Sza­le­mu.

Posłan­nic­two Jezu­sa Arcy­ka­pła­na moż­na zro­zu­mieć lepiej, gdy się­ga­my do obra­zów. Autor natchnio­ny wska­zu­je na Mel­chi­ze­de­ka. Otóż ta tajem­ni­cza postać z cza­sów Abra­ha­ma, o nie­zna­nym pocho­dze­niu, jest zapo­wie­dzią – pro­to­ty­pem Chry­stu­sa. Mel­chi­ze­dek bło­go­sła­wi, nie­sie spra­wie­dli­wość i obda­rza poko­jem. To jest rów­nież pro­gram Chry­stu­sa i współ­cze­snych sług ołta­rza. Ich nie­ustan­nym zada­niem jest bło­go­sła­wić, gło­sić uspra­wie­dli­wie­nie (mocą Jezu­so­wej ofia­ry) i nieść pokój w ludz­kie ser­ca. Tego wszy­scy potrze­bu­je­my.

CZWARTEK Hbr 7,25–8,6; Mk 3,7–12

Sło­wo Boże: Takie­go bowiem potrze­ba nam było arcy­ka­pła­na: świę­te­go, nie­win­ne­go, nie­ska­la­ne­go (…), któ­ry nie jest obo­wią­za­ny, jak inni arcy­ka­pła­ni, do skła­da­nia codzien­nej ofia­ry naj­pierw za swo­je grze­chy, a potem za grze­chy ludu. To bowiem uczy­nił raz na zawsze ofia­ru­jąc same­go sie­bie.

Jezus jest Arcy­ka­pła­nem na podo­bień­stwo arcy­ka­pła­nów w Izra­elu. Ale jest zasad­ni­cza róż­ni­ca. Kapła­ni Sta­re­go Przy­mie­rza skła­da­li mnó­stwo ofiar w jero­zo­lim­skiej świą­ty­ni, by uczcić Boga i by wypo­wie­dzieć ludz­kie prze­bła­ga­nie za grze­chy. Na pierw­szym miej­scu skła­da­li ofia­rę prze­bła­gal­ną za swo­je grze­chy, by móc póź­niej skła­dać ofia­ry za innych. Jezus Chry­stus, dosko­na­ły Arcy­ka­płan, zło­żył jed­ną ofia­rę i ta trwa, owo­cu­jąc przez wie­ki. Sam nie musiał prze­bła­gać za sie­bie, uczy­nił to nato­miast za nas wszyst­kich. Z tej jed­nej ofia­ry czer­pie­my nie­ustan­nie.

PIĄTEK 9,1–22; Mk 16,15–18
Świę­to Nawró­ce­nia św. Paw­ła Apo­sto­ła

Sło­wo Boże: W Damasz­ku znaj­do­wał się pewien uczeń, imie­niem Ana­niasz. Pan prze­mó­wił do nie­go w widze­niu: „Ana­nia­szu!”. A on  odrzekł: „Jestem, Panie!”. A Pan do nie­go: „Idź na uli­cę Pro­stą i zapy­taj w domu Judy o Szaw­ła z Tar­su, bo wła­śnie się modli”. (I ujrzał w widze­niu, jak czło­wiek imie­niem Ana­niasz wszedł i poło­żył na nim ręce).

Dotknię­ty łaską Jezu­sa, Sza­weł utra­cił wzrok. Ale w widze­niu otrzy­ma­nym od Pana widzi Ana­nia­sza, któ­ry przy­cho­dzi i wkła­da­jąc na nie­go ręce przy­wra­ca mu zdro­wie. W tym samym cza­sie Ana­niasz rów­nież ma widze­nie i otrzy­mu­je zada­nie, by iść do domu Szaw­ła, choć to wyda­je mu się nie­po­ro­zu­mie­niem. Sza­weł zna­ny jest prze­cież jako prze­śla­dow­ca, nisz­czą­cy chrze­ści­jan. Poszcze­gól­ne oso­by uczest­ni­czą w mister­nym pla­nie Boga. Jeśli wyko­nu­ją swo­je zada­nie wła­ści­wie, powsta­je wiel­kie dobro. War­to Panu zaufać.

SOBOTA Hbr 9,1–3.11–14; Mk 3,20–21

 

 Sło­wo Boże: Jeśli bowiem krew kozłów i ciel­ców oraz popiół z kro­wy, któ­ry­mi skra­pia się zanie­czysz­czo­nych, spra­wia­ją oczysz­cze­nie cia­ła, to o ile bar­dziej krew Chry­stu­sa, któ­ry przez Ducha wiecz­ne­go zło­żył Bogu same­go sie­bie jako nie­ska­la­ną ofia­rę. Oczy­ści wasze sumie­nia z mar­twych uczyn­ków.

To Bóg usta­no­wił w Sta­rym Przy­mie­rzu ofia­ry ze zwie­rząt, któ­re przy­no­si­ły czło­wie­ko­wi oczysz­cze­nie grze­chów. I w tam­tym cza­sie było to wła­ści­we. Ale osta­tecz­nie dla Boga było to zbyt mało – nie dla­te­go, że nie było w tych ofia­rach wystar­cza­ją­ce­go daru. Prze­cież sam Bóg wybrał ten rodzaj ofia­ry. W swym odwiecz­nym zamy­śle Stwór­ca zapra­gnął jesz­cze bar­dziej obja­wić miłość, któ­ra nie ma mia­ry. I o takiej miło­ści mówi wyla­na krew Chry­stu­sa. I nigdy mówić nie prze­sta­nie. Nigdy nie prze­sta­nie oczysz­czać ludz­kich sumień.

Ks. Roman Sła­weń­ski