Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Dwudziesty Dziewiąty Tydzień Zwykły 21 – 26 X 2019

Wytrwałość w modlitwie

Nie­dzie­la   Wj 17,8–13; 2 Tm 3,14–4,2

Ewan­ge­lia Łk 18,1–8

Wytrwa­łość w modli­twie

Jezus opo­wie­dział swo­im uczniom przy­po­wieść o tym, że zawsze powin­ni się modlić i nie usta­wać: W pew­nym mie­ście żył sędzia, któ­ry Boga się nie bał i nie liczył się z ludź­mi. W tym samym mie­ście żyła wdo­wa, któ­ra przy­cho­dzi­ła do nie­go z proś­bą: „Obroń mnie przed moim prze­ciw­ni­kiem”. Przez pewien czas nie chciał; lecz potem rzekł do sie­bie: „Cho­ciaż Boga się nie boję ani się z ludź­mi nie liczę, to jed­nak ponie­waż naprzy­krza mi się ta wdo­wa, wezmę ją w obro­nę, żeby nie przy­cho­dzi­ła bez koń­ca i nie zadrę­cza­ła mnie”. I Pan dodał: Słu­chaj­cie, co ten nie­spra­wie­dli­wy sędzia mówi. A Bóg czyż nie weź­mie w obro­nę swo­ich wybra­nych, któ­rzy dniem i nocą woła­ją do Nie­go, i czy będzie zwle­kał w ich spra­wie? Powia­dam wam, że pręd­ko weź­mie ich w obro­nę. Czy jed­nak Syn Czło­wie­czy znaj­dzie wia­rę na zie­mi, gdy przyj­dzie?

Ewan­ge­li­sta Łukasz przy­ta­cza­jąc Jezu­so­wą przy­po­wieść o natręt­nej wdo­wie, któ­ra nie znie­chę­ci­ła się dłu­go­trwa­łą odmo­wą sędzie­go, poprze­dza cały opis stwier­dze­niem, że jest to poucze­nie o potrze­bie nie­ustan­nej modli­twy. I wła­śnie ta uwa­ga nasu­wa wła­ści­wy sens rozu­mie­nia całej histo­rii. Zanim Jezus opo­wie­dział tę przy­po­wieść, nauczał o koń­cu świa­ta, o kró­le­stwie Bożym, któ­re już jest, o potrze­bie ocze­ki­wa­nia na Jego przyj­ście. Zatem modli­twa, o któ­rą tu cho­dzi Jezu­so­wi, to woła­nie, by Pan przy­szedł. By wraz z Nim obja­wi­ło się kró­le­stwo Boże. To kró­le­stwo jest dziś ukry­te, dziś jest w cier­pie­niu (to tak­że los Jezu­sa: życie w ukry­ciu i cier­pie­nie), ale kie­dyś obja­wi swą chwa­łę. Modli­twa ma być nie­ustan­na, bo w każ­dej chwi­li trze­ba wycze­ki­wać nadej­ścia Pana. Pan  tego chce, by w nas było pra­gnie­nie Jego  przyj­ścia. Jeśli pra­gnie­nie nasze jest mdłe, nie­sta­łe, Pan opóź­nia swój powrót. Nie­ustan­na modli­twa ma być nie­ustan­nym pra­gnie­niem prze­ni­ka­ją­cym wszyst­kie czyn­no­ści, by uka­za­ła się peł­nia Jezu­so­wej miło­ści. Takie natręc­two z naszej stro­ny jest Jezu­so­wi miłe. Na nie cią­gle cze­ka.

PONIEDZIAŁEK Rz 4, 20–25; Łk 12, 13–21

Sło­wo Boże: Abra­ham nie oka­zał waha­nia ani nie­do­wie­rza­nia co do obiet­ni­cy Bożej, ale się umoc­nił w wie­rze. Oddał przez to chwa­łę Bogu i był prze­ko­na­ny, że mocen jest On rów­nież wypeł­nić, co obie­cał. Dla­te­go też poli­czo­no mu to za spra­wie­dli­wość.

Abra­ham, zwa­ny ojcem wszyst­kich wie­rzą­cych, bynaj­mniej nie był czło­wie­kiem pozba­wio­nym chwil sła­bo­ści, gdy ujaw­nia­ła się sła­bość jego wia­ry. Mimo to był wiel­ki w swej wie­rze. To dzię­ki tej wie­rze i zara­zem mocą łaski został uspra­wie­dli­wio­ny, czy­li uwol­nio­ny od swych nie­pra­wo­ści. Patriar­cha stał się wiel­ki, gdy uwie­rzył, że tyl­ko Bóg może uczy­nić go wiel­kim, a jedy­ne co on sam może zro­bić, to zdać się na swe­go Stwór­cę i Pana. Był prze­ko­na­ny, że Bóg dotrzy­ma sło­wa i speł­ni wszyst­ko, co obie­cał. I to jest tak­że nasza dro­ga.

WTOREK Rz 5, 12. 15b. 17–19. 20b-21; Łk 12, 35–38

Sło­wo Boże: Przez jed­ne­go czło­wie­ka grzech wszedł na świat, a przez grzech śmierć, i w ten spo­sób śmierć prze­szła na wszyst­kich ludzi, ponie­waż wszy­scy zgrze­szy­li… Gdzie się jed­nak wzmógł grzech, tam się jesz­cze obfi­ciej roz­la­ła łaska, aby jak grzech zazna­czył swe kró­lo­wa­nie śmier­cią, tak łaska ujaw­ni­ła swe kró­lo­wa­nie poprzez spra­wie­dli­wość.

Jeśli zapy­ta­my, co jest prze­ci­wień­stwem grze­chu, naj­czę­ściej w odpo­wie­dzi usłysz­my: życie bez grze­chu czy­li czy­stość moral­na. Tym­cza­sem św. Paweł wska­zu­je, że praw­dzi­wym prze­ci­wień­stwem grze­chu jest łaska. W ludz­kiej natu­rze kry­je się powszech­na skłon­ność do grze­chu. Dla­te­go Kościół mówi o grze­chu pier­wo­rod­nym, o głę­bo­kim ska­że­niu ludz­kiej natu­ry u same­go jej zara­nia. Czło­wiek dotknię­ty tym defek­tem nie jest w sta­nie wyrwać się z tej sytu­acji o wła­snych siłach. I tu jedy­nie Pan może przyjść z pomo­cą udzie­la­jąc swej łaski.

ŚRODA Rz 6, 12–18; Łk 12, 39–48

Sło­wo Boże: Niech grzech nie kró­lu­je w waszym śmier­tel­nym cie­le, pod­da­jąc was swo­im pożą­dli­wo­ściom. Nie odda­waj­cie też człon­ków waszych jako bro­ni nie­pra­wo­ści na służ­bę grze­cho­wi, ale oddaj­cie na służ­bę Bogu jako ci, któ­rzy ze śmier­ci prze­szli do życia, i człon­ki wasze oddaj­cie jako broń spra­wie­dli­wo­ści na służ­bę Bogu.

Bole­śnie cią­ży nad nami wid­mo grze­chu. Doświad­cza­my wręcz jakiejś nie­uchron­no­ści grze­chu. Ale takie spoj­rze­nie na naszą kon­dy­cję jest zde­cy­do­wa­nie nie­peł­ne, bowiem musi­my odkryć moc łaski Bożej. Pośród całej tak widocz­nej grzesz­no­ści wła­snej i innych dostęp­ne jest tak­że doświad­cze­nie mocy Bożej łaski. War­to patrzeć na tych, któ­rzy potra­fi­li przy Bożej pomo­cy wyzwo­lić się z wię­zów grze­chu i zbu­do­wać pięk­ne życie. Sko­ro tak było w życiu wie­lu przed nami i tak jest w życiu wie­lu dziś żyją­cych. Jest to tak­że moż­li­we w naszym życiu.

CZWARTEK Rz 6, 19–23; Łk 12, 49–53

Sło­wo Boże: Jak odda­wa­li­ście człon­ki wasze na służ­bę nie­czy­sto­ści i nie­pra­wo­ści, pogrą­ża­jąc się w nie­pra­wość, tak teraz wydaj­cie człon­ki wasze na służ­bę spra­wie­dli­wo­ści, dla uświę­ce­nia… Teraz zaś, po wyzwo­le­niu z grze­chu i odda­niu się na służ­bę Bogu, jako owoc zbie­ra­cie uświę­ce­nie. A koń­cem tego – życie wiecz­ne.

W chrze­ści­jań­skim myśle­niu nie ma miej­sca na myśle­nie o moral­nych kom­pro­mi­sach: jestem zmu­szo­ny przy­jąć kom­pro­mis z nie­uczci­wo­ścią, fał­szem, zdra­dą, krzyw­dą… Uczeń Jezu­sa może pod­jąć tyl­ko jed­ną godzi­wą decy­zję: za uczci­wo­ścią, za praw­dą, za wier­no­ścią… Owszem, nie zawsze się to uda­je. Ale błą­dząc nie szu­kaj­my tanie­go uspra­wie­dli­wie­nia. A ile­kroć zej­dzie­my z pra­wej dro­gi, natych­miast wra­caj­my wyzna­jąc swój błąd. Do tego zachę­ca św. Paweł, gdy mówi, by wszyst­ko, co two­rzy nasze życie oddać, na służ­bę Bogu.

PIĄTEK Rz 7, 18–24; Łk 12, 54–59

Sło­wo Boże: Jestem świa­dom, że we mnie, to jest w moim cie­le, nie miesz­ka dobro… Nie czy­nię bowiem dobra, któ­re­go chcę, ale czy­nię wła­śnie zło, któ­re­go nie chcę. Jeże­li zaś czy­nię to, cze­go nie chcę, to już nie ja to czy­nię, ale grzech, któ­ry we mnie miesz­ka. A zatem stwier­dzam w sobie pra­wo, że gdy chcę czy­nić dobro, narzu­ca mi się zło.

Czło­wiek nie jest mono­li­tem. Każ­dy, choć w róż­nym stop­niu, doświad­cza wewnętrz­nej nie­spój­no­ści. Z nasze­go ducha, z naszych emo­cji, tak­że z nasze­go cia­ła wycho­dzą impul­sy, któ­re dążą do tego, by nam narzu­cić kon­kret­ne dzia­ła­nie. Nie­ste­ty, impul­sy te nie są ze sobą zhar­mo­ni­zo­wa­ne i dla­te­go doświad­cza­my bole­snej nie­spój­no­ści. Ponad­to impul­sy pły­ną­ce z tego same­go źró­dła tak­że mogą być nie­spój­ne zmie­nia­jąc się zbyt szyb­ko. To o tym doświad­cze­niu mówi apo­stoł Paweł. Roz­wią­za­nie jest jed­no: oddać wszyst­ko na służ­bę Bogu.

SOBOTA Rz 8, 1–11; Łk 13, 1–9

Sło­wo Boże: Ci bowiem, któ­rzy żyją według cia­ła, dążą do tego, cze­go chce cia­ło; ci zaś, któ­rzy żyją według Ducha – do tego, cze­go chce Duch. Dąż­ność bowiem cia­ła pro­wa­dzi do śmier­ci, dąż­ność zaś Ducha – do życia i poko­ju: ponie­waż dąż­ność cia­ła jest wro­ga Bogu, nie pod­po­rząd­ko­wu­je się bowiem Pra­wu Boże­mu.

Paweł wska­zu­je na dwie war­stwy, któ­re two­rzą wewnętrz­ną „kon­struk­cję” czło­wie­ka. To duch i cia­ło. Na pozio­mie ducha czło­wiek odczy­tu­je rze­czy­wi­stość ducho­wą. To tu rodzą się impul­sy skła­nia­ją­ce nas, by iść za gło­sem Ewan­ge­lii. Pięk­no Jezu­so­we­go sło­wa i jego wznio­słość pocią­ga­ją nas. I wte­dy czło­wiek wzra­sta. Ale jest też dąż­ność, któ­ra pły­nie z cia­ła. I tu rodzą się pożą­da­nia, któ­re doma­ga­ją się, by iść za ich gło­sem. Jeśli czło­wiek się im pod­da­je sta­ją się pożą­dli­wo­ścia­mi, któ­re nas znie­wa­la­ją. Pro­blem  ten roz­wią­zu­je­my, gdy przyj­mu­je­my Ducha Chry­stu­so­we­go.

ks. Roman Sła­weń­ski