Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Dwudziesty Siódmy Tydzień Zwykły 7 – 12 X 2019

Służyć z pokorą

Nie­dzie­la: Ha 1,2–3; 2,2–4; 2 Tm 1,6–8.13–14

Ewan­ge­lia Łk 17,5–10

Słu­żyć z poko­rą
Apo­sto­ło­wie pro­si­li Pana: Przy­mnóż nam wia­ry. Pan rzekł: Gdy­by­ście mie­li wia­rę jak ziarn­ko gor­czy­cy, powie­dzie­li­by­ście tej mor­wie: „Wyrwij się z korze­niem i prze­sadź się w morze”, a była­by wam posłusz­na. Kto z was mając słu­gę, któ­ry orze lub pasie, powie mu, gdy on wró­ci z pola: „Pójdź i siądź do sto­łu”? Czy nie powie mu raczej: „Przy­go­tuj mi wie­cze­rzę, prze­pasz się i usłu­guj mi, aż zjem i napi­ję się, a potem ty będziesz jadł i pił”? Czy dzię­ku­je słu­dze za to, że wyko­nał to, co mu pole­co­no? Tak mów­cie i wy, gdy uczy­ni­cie wszyst­ko, co wam pole­co­no: „Słu­dzy nie­uży­tecz­ni jeste­śmy; wyko­na­li­śmy to, co powin­ni­śmy wyko­nać”.

Jezus wska­zu­je na potę­gę wia­ry. Praw­dzi­wie moc­na, żywa i doj­rza­ła, by nie powie­dzieć wprost dosko­na­ła wia­ra może doko­ny­wać cudów w życiu czło­wie­ka i w oto­cze­niu. Nawet w świe­cie. Taką per­spek­ty­wę roz­wo­ju ducho­we­go rysu­je Zba­wi­ciel. I zaraz po tych sło­wach mówi o potrze­bie bez­in­te­re­sow­no­ści. To wezwa­nie skie­ro­wa­ne jest do apo­sto­łów: jeśli chcą iść za Jezu­sem, muszą w swym ser­cu coraz bar­dziej osią­gać wewnętrz­ną przej­rzy­stość, a ta jest moż­li­wa, gdy apo­stoł podej­mu­je swo­ją posłu­gę bez­in­te­re­sow­nie. Codzien­ność nie­sie nie­ste­ty wie­le pokus, trud­no bowiem zapo­mnieć o sobie, o swo­ich potrze­bach, ambi­cjach i upar­tym poszu­ki­wa­niu suk­ce­su. Tak, bar­dzo trud­no wyzby­wać się tych postaw. Dla­te­go też Pan powyż­sze wyma­ga­nie poprze­dza poucze­niem o potę­dze wia­ry. Im moc­niej wie­rzy­my, tym moc­niej obja­wi się w nas ten cud ludz­kie­go ducha, jakim jest bez­in­te­re­sow­ność w służ­bie Pana, Kościo­ła i czło­wie­ka.

Ponie­dzia­łek: Jon 1, 1 — 2, 11; Łk 10, 25–37

Sło­wo Boże: Pan skie­ro­wał do Jona­sza, syna Amit­ta­ja, te sowa: „Wstań, idź do Nini­wy –  wiel­kie­go mia­sta – i upo­mnij ją…” A Jonasz wstał, aby uciec do Tar­szisz przed Panem. Zszedł do Jafy, zna­lazł okręt pły­ną­cy do Tar­szisz, uiścił należ­ną opła­tę i wsiadł na nie­go, by się nim udać do Tar­szisz, dale­ko od Pana.

Czy moż­na uciec przed Bogiem? Bóg jest wszech­moc­ny, jest Stwór­cą. Nie ist­nie­je naj­mniej­szy frag­ment prze­strze­ni, któ­ry nie był­by pod­da­ny Boże­mu wła­da­niu. Bo nawet sza­tan jest Panu pod­da­ny. A jed­nak czło­wiek dys­po­nu­je wol­ną wolą i może odwró­cić się od Boga. Może ponie­kąd „stwo­rzyć” prze­strzeń bez Boga. Może żyć w prze­ko­na­niu, że sam roz­wią­zu­je swo­je pro­ble­my bez licze­nia się ze zda­niem Stwór­cy. Że zbu­du­je swój dom według wła­sne­go pro­gra­mu. Ale to jest złu­dze­nie. Bo nad wszyst­kim roz­cią­ga się wła­da­nie Pana.

Wto­rek: Jon 3, 1–10; ; Łk 10, 38–42

Sło­wo Boże: Z roz­ka­zu kró­la i dostoj­ni­ków zarzą­dzo­no i ogło­szo­no w Nini­wie, co nastę­pu­je: „Nie­chaj każ­dy odwró­ci się od swe­go złe­go postę­po­wa­nia i od nie­pra­wo­ści, któ­rą popeł­nia swo­imi ręka­mi. Kto wie, może się odwró­ci i uli­tu­je Bóg, odstą­pi od zapal­czy­wo­ści swe­go gnie­wu, i nie zgi­nie­my?”

Miesz­kań­cy Nini­wy usły­sze­li, że nad­cho­dzą nie­uchron­ne kary, jako sku­tek popeł­nio­nych nie­pra­wo­ści. Przy­szłość ryso­wa­ła się dra­ma­tycz­nie. Czy moż­na było coś zmie­nić, sko­ro pro­rok ogła­szał nie­uchron­ne wyro­ki Boże? Oka­zu­je się, że zapo­wiedź nie­szczęść była upo­mnie­niem, któ­re zosta­ło zro­zu­mia­ne i przy­ję­te. Roz­po­czął się czas poku­ty. I wej­rzał Bóg na czy­ny całe­go ludu, i oka­zał miło­sier­dzie. Poku­ta całe­go ludu i rzą­dzą­cych ura­to­wa­ła wszyst­kich. Czy potra­fi­my dziś jako wspól­no­ta wejść na dro­gę poku­ty para­fial­nej, kościel­nej, naro­do­wej?

Śro­da: Jon 4, 1–11; Łk 11, 1–4

Sło­wo Boże: Gdy Bóg prze­ba­czył Nini­wi­tom, nie podo­ba­ło się to Jona­szo­wi i obu­rzył się… Rzekł Pan: „Tobie żal krze­wu, któ­re­go nie upra­wia­łeś i nie wyho­do­wa­łeś, któ­ry w nocy wyrósł i w nocy zgi­nął. A czyż Ja nie powi­nie­nem oka­zać lito­ści Nini­wie, wiel­kie­mu mia­stu. Gdzie znaj­du­je się wię­cej niż sto dwa­dzie­ścia tysię­cy ludzi?”

W prze­ba­cze­niu kry­je się praw­dzi­wa moc, któ­rą śmia­ło moż­na nazwać stwór­czą. Bóg, któ­ry w swej isto­cie jest Stwór­cą, bo każ­de­mu stwo­rze­niu daje począ­tek i póź­niej pod­trzy­mu­je w ist­nie­niu, stwa­rza na nowo tak­że przez prze­ba­cze­nie. I oto ten wspa­nia­ły czyn może się czło­wie­ko­wi nie podo­bać. Małość ludz­kie­go ser­ca może być tak wiel­ka, iż nie­przy­chyl­nie patrzy­my na oka­za­ne innym prze­ba­cze­nie. Lęk o wła­sną pozy­cję nisz­czy zdol­ność bycia wspa­nia­ło­myśl­nym. Zazdrość jest bar­dzo złym dorad­cą.

Czwar­tek: Ml 3, 13–20a; Łk 11, 5–13

Sło­wo Boże: Wte­dy zoba­czy­cie róż­ni­cę mię­dzy spra­wie­dli­wym a nie­go­dziw­cem, pomię­dzy tym, któ­ry słu­ży Bogu, a tym, któ­ry Mu nie słu­ży. Bo oto nad­cho­dzi dzień palą­cy jak piec, a wszy­scy pysz­ni i wszy­scy czy­nią­cy nie­pra­wość będą sło­mą, więc spa­li ich ten nad­cho­dzą­cy dzień, mówi Pan Zastę­pów.

Czy dzi­siaj może­my wła­ści­wie roze­znać war­tość ludz­kich czy­nów? Jedy­nie w przy­bli­że­niu. Stąd Pan zale­ca powścią­gli­wość w oce­nie innych. Dopie­ro sąd Boga odsło­ni praw­dę ludz­kich czy­nów. To jedy­ny do koń­ca spra­wie­dli­wy sąd, w któ­rym oca­lo­ne zosta­nie naj­mniej­sze dobro i pry­śnie każ­de złu­dze­nie, a nie­pra­wość zosta­nie potę­pio­na. Oce­nia­jąc samych sie­bie, czyń­my to szcze­rze i odważ­nie. Bo dziś wyzna­ny błąd spo­tka się z miło­sier­dziem. Ale ukry­ty, kie­dyś na pew­no spo­tka się ze spra­wie­dli­wo­ścią.

Pią­tek: Jl 1, 13–15; 2, 1–2; Łk 11, 15–26

Sło­wo Boże: Prze­pasz­cie się i płacz­cie, kapła­ni; pod­nie­ście lament, słu­dzy ołta­rza, wejdź­cie i nocuj­cie w worach, słu­dzy Boga moje­go, bo odmó­wio­no domo­wi Boga wasze­go ofia­ry pokar­mo­wej i płyn­nej. Uświęć­cie się przez post, zwo­łaj­cie uro­czy­ste zgro­ma­dze­nie, zbierz­cie star­ców, wszyst­kich miesz­kań­ców kra­ju do domu Pana.

Dys­po­nu­je­my całym zesta­wem czy­nów, któ­re mogą wyra­żać poku­tę w spo­sób widocz­ny. Lecz wszyst­kie zewnętrz­ne czy­ny pokut­ne: rezy­gna­cja z pokar­mu i popiół, i sto­so­wa­ne kie­dyś wory pokut­ne są uza­sad­nio­ne, gdy docho­dzi do nawró­ce­nia ser­ca. Odejść od grze­chu, zacho­wać spra­wie­dli­wość, usza­no­wać głos Boga obja­wio­ny w przy­ka­za­niach i naucza­niu Kościo­ła, zoba­czyć potrze­bu­ją­cych i roze­znać wła­sną zdol­ność nie­sie­nia pomo­cy – z tego zbu­do­wa­na jest praw­dzi­wa poku­ta.

Sobo­ta: Jl 4, 12–21; Łk 11, 27–28

Sło­wo Boże: Słoń­ce i księ­życ się zaćmią, a gwiaz­dy świa­tłość swą utra­cą. A Pan zagrzmi z Syjo­nu i z Jeru­za­lem głos swój tak pod­nie­sie, że nie­bio­sa i zie­mia zadrżą. Pan jest uciecz­ką swe­go ludu i osto­ją synów Izra­ela. „I pozna­cie, że Ja jestem Pan, Bóg wasz, co miesz­kam na Syjo­nie, górze mojej świę­tej”.

Zwy­kle lubi­my cho­dzić utar­ty­mi dro­ga­mi. Dla wygo­dy posłu­gu­je­my się sche­ma­ta­mi w myśle­niu i dzia­ła­niu. I dla­te­go trud­no jest nam sobie wyobra­zić, by mogły rady­kal­nie zmie­nić się oko­licz­no­ści, któ­re wyzna­cza­ją codzien­ny rytm nasze­go życia. Dopie­ro gdy przy­cho­dzi zaska­ku­ją­ca zmia­na: jak trwa­ła utra­ta zdro­wia, cier­pie­nie czy śmierć bli­skiej oso­by, zaczy­na­my mozol­nie i czę­sto nie bez bun­tu ukła­dać nowy porzą­dek. I wte­dy doce­nić może­my jeden pew­nik: Bóg jest jedy­ną nie­wzru­szo­ną osto­ją i kre­sem nasze­go ist­nie­nia.

ks. Roman Sła­weń­ski