Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Dwudziesty Trzeci Tydzień Zwykły 9 – 14 IX 2019

Kto nie wyrzeka się wszystkiego, nie może być uczniem Jezusa

NIEDZIELA: Mdr 9,13–18b; Flm 9b–10.12–17

Ewan­ge­lia Łk 14,25–33

Kto nie wyrze­ka się wszyst­kie­go, nie może być uczniem Jezu­sa

Wiel­kie tłu­my szły z Jezu­sem. On zwró­cił się i rzekł do nich: Jeśli kto przy­cho­dzi do Mnie, a nie ma w nie­na­wi­ści swe­go ojca i mat­ki, żony i dzie­ci, bra­ci i sióstr, nad­to i sie­bie same­go, nie może być moim uczniem. Kto nie nosi swe­go krzy­ża, a idzie za Mną, ten nie może być moim uczniem. Bo któż z was, chcąc zbu­do­wać wie­żę, nie usią­dzie wpierw, a nie obli­cza wydat­ków, czy ma na wykoń­cze­nie? Ina­czej gdy­by zało­żył fun­da­ment, a nie zdo­łał­by wykoń­czyć, wszy­scy patrząc na to zaczę­li­by drwić z nie­go: “Ten czło­wiek zaczął budo­wać, a nie zdo­łał wykoń­czyć”. Albo któ­ry król, mając wyru­szyć, aby sto­czyć bitwę z dru­gim kró­lem, nie usią­dzie wpierw i nie roz­wa­ży, czy w dzie­sięć tysię­cy ludzi może sta­wić czo­ło temu, któ­ry z dwu­dzie­stu tysią­ca­mi nad­cią­ga prze­ciw nie­mu? Jeśli nie, wypra­wia posel­stwo, gdy tam­ten jest jesz­cze dale­ko, i pro­si o warun­ki poko­ju. Tak więc nikt z was, kto nie wyrze­ka się wszyst­kie­go, co posia­da, nie może być moim uczniem.

Trud­ne są Jezu­so­we sło­wa o nie­na­wi­ści wobec naj­bliż­szych. Jak je rozu­mieć? Otóż Jezus ostrze­ga nas przed bał­wo­chwal­stwem, któ­re może nas nie­po­strze­że­nie znisz­czyć. Jeśli kocha­my, win­ni­śmy roze­zna­wać dro­gi miło­ści wobec Jezu­sa, z Jezu­sem, wsłu­chu­jąc się w Jego sło­wo. Nigdy wbrew Jezu­so­wi. Wszak Jezus kocha bli­skie­go nam czło­wie­ka bar­dziej niż my. I dla­te­go ocze­ku­je, że spo­sób nasze­go odnie­sie­nia do innych, do naj­bliż­szych, będzie kształ­to­wa­ny w naszym ser­cu wła­ści­wie, to zna­czy z Jego pomo­cą. Jeśli będzie­my budo­wać naszą rela­cję z pomi­nię­ciem tego, co mówi nasz Pan, szyb­ko wej­dzie­my na bez­dro­ża ludz­kich roz­wią­zań. Rów­nież na bez­dro­ża miło­ści.

 

PONIEDZIAŁEK Kol 1,24–2,3; Łk 6,6–11

Sło­wo Boże: Chcę bowiem, aby­ście wie­dzie­li, jak wiel­ką wal­kę toczę o was, o tych, któ­rzy są w Laody­cei, i o tych wszyst­kich, któ­rzy nie widzie­li mnie oso­bi­ście, aby ich ser­ca dozna­ły pokrze­pie­nia, aby przez miłość wyucze­ni, osią­gnę­li peł­nię zro­zu­mie­nia, w całym jego bogac­twie, i głęb­sze pozna­nie tajem­ni­cy Boga – Chry­stu­sa.

 Apo­stoł Paweł mówi o wal­ce ducho­wej, któ­rą podej­mu­je dla dobra swych bra­ci w wie­rze. Tak­że tych, któ­rych nie zna oso­bi­ście. Wal­ka ta przyj­mu­je kształt cier­pie­nia. Nie zna­my jej szcze­gó­łów. Waż­ne jest jed­no: nasz Pan cier­piał dla nasze­go zba­wie­nia. Zakoń­czył cier­pie­nie śmier­cią na krzy­żu. Ale już pod krzy­żem dalej cier­piał Kościół – wów­czas w oso­bie Maryi. I nadal Kościół cier­pi z tą samą inten­cją: by czło­wiek doszedł do peł­ni pozna­nia Chry­stu­sa, czy­li do odkry­cia pra­gnień Jezu­so­we­go Ser­ca, któ­re spro­wa­dzi­ły Go na zie­mię i na krzyż.

WTOREK Kol 2,6–15; Łk 6,12–19

Sło­wo Boże: Jak prze­ję­li­ście naukę o Chry­stu­sie Jezu­sie jako Panu, tak dalej w Nim  postę­puj­cie: zapu­ście w Nie­go korze­nie i na Nim dalej  buduj­cie, i umac­niaj­cie się w wie­rze, jak was nauczo­no, peł­ni wdzięcz­no­ści. Bacz­cie, aby was ktoś nie zagar­nął w nie­wo­lę przez tę filo­zo­fię będą­cą wie­rut­nym oszu­stwem, opar­tą na ludz­kiej tyl­ko tra­dy­cji…

Więź czło­wie­ka wie­rzą­ce­go z Jezu­sem ma kształt zako­rze­nie­nia. Ten pro­sty obraz mówi o tym, że wie­rzą­cy nie jest w sta­nie funk­cjo­no­wać bez Jezu­sa, podob­nie jak żad­na rośli­na nie jest w sta­nie żyć bez korze­nia. Korzeń musi być żywy, zdro­wy, cią­gle wzmac­nia­ny i odna­wia­ny. Tak też jest z naszą rela­cją z Jezu­sem: wyma­ga ona nie­ustan­ne­go odna­wia­nia. Tym bar­dziej jest to waż­ne, gdy obok nas poja­wia się roz­ma­itość poglą­dów, któ­re są wyłącz­nie ludz­ki­mi wymy­sła­mi. Wyda­ją się atrak­cyj­ne i pocią­ga­ją wie­lu – nie­ste­ty pocią­ga­ją ku prze­pa­ści.

ŚRODA Kol 3,1–11; Łk 6,20–26

Sło­wo Boże: Jeśli­ście razem z Chry­stu­sem powsta­li z mar­twych, szu­kaj­cie tego, co w górze, gdzie prze­by­wa Chry­stus, zasia­da­ją­cy po pra­wi­cy Boga. Dąż­cie do tego, co w górze, nie do tego, co na zie­mi… Zadaj­cie więc śmierć temu, co jest przy­ziem­ne w waszych człon­kach: roz­pu­ście, nie­czy­sto­ści, lubież­no­ści, złej żądzy i chci­wo­ści, bo ona jest bał­wo­chwal­stwem.

Nie ma praw­dzi­wej wol­no­ści bez zma­ga­nia się z ciem­ną stro­ną swej oso­bo­wo­ści. A że taka ist­nie­je, nie trze­ba prze­ko­ny­wać. Zjed­no­cze­nie z Chry­stu­sem zobo­wią­zu­je do wal­ki z tym wszyst­kim, co przy­ziem­ne. Warun­kiem pro­wa­dze­nia wal­ki z wła­sną sła­bo­ścią jest uczci­wość. Jest to zdol­ność pro­ste­go i jasne­go nazy­wa­nia sła­bo­ści sła­bo­ścią, a grze­chu grze­chem, bez cie­nia uspra­wie­dli­wia­nia. Przy­wią­za­nie do wła­snych pożą­dań Paweł nie waha się nazwać bał­wo­chwal­stwem – fun­da­men­tal­nym grze­chem, któ­ry jest zna­kiem odrzu­ce­nia żywe­go Boga.

CZWARTEK Kol 3,12–17; Łk 6,27–38

Sło­wo Boże: Oblecz­cie się w ser­decz­ne miło­sier­dzie, dobroć, poko­rę, cichość, cier­pli­wość, zno­sząc jed­ni dru­gich i wyba­cza­jąc sobie nawza­jem, jeśli­by ktoś miał coś do zarzu­ce­nia  dru­gie­mu… Na to zaś wszyst­ko przy­oblecz­cie miłość, któ­ra jest wię­zią dosko­na­ło­ści. A ser­ca­mi waszy­mi niech rzą­dzi pokój Chry­stu­so­wy.

Wymie­nio­ne przez Apo­sto­ła cechy two­rzą coś na kształt żywe­go orga­ni­zmu na pozio­mie ludz­kie­go ducha. Poszcze­gól­ne cno­ty: miło­sier­dzie, poko­ra, cichość, cier­pli­wość to jak­by współ­dzia­ła­ją­ce ze sobą orga­ny; połą­czo­ne win­ny być miło­ścią, któ­ra two­rzy coś na kształt krwio­bie­gu. Orga­nizm zbu­do­wa­ny z cnót pro­mie­niu­je świa­tłem poko­ju. Wła­śnie obec­ność poko­ju w ser­cu jest wskaź­ni­kiem przy­lgnię­cia do Chry­stu­sa. Czło­wiek złą­czo­ny wia­rą i miło­ścią z Jezu­sem zacho­wu­je jed­no­znacz­ność swych dzia­łań i zara­zem nie­sie innym pokój.

PIĄTEK 1 Tm 1,1–2.12–14; Łk 6,39–42

Sło­wo Boże: Dzię­ki skła­dam Temu, któ­ry mnie umoc­nił, Chry­stu­so­wi Jezu­so­wi, nasze­mu Panu, że uznał mnie za god­ne­go wia­ry, sko­ro prze­zna­czył do posłu­gi sobie mnie, daw­niej bluź­nier­cę, prze­śla­dow­cę i oszczer­cę. Dostą­pi­łem jed­nak miło­sier­dzia, ponie­waż dzia­ła­łem z nie­świa­do­mo­ścią, w nie­wie­rze.

Apo­stoł Paweł odkrył rzecz wyjąt­ko­wej wagi: praw­dzi­wie moc­nym moż­na być tyl­ko mocą Chry­stu­sa. Zro­zu­miał to, gdy z łaski Zba­wi­cie­la otrzy­mał dar wia­ry. Gdy wcze­śniej zda­ło mu się, że jest moc­ny – bo dys­po­nu­jąc popar­ciem fary­ze­uszów siał strach wśród chrze­ści­jan – upadł na zie­mię powa­lo­ny mocą Zmar­twych­wsta­łe­go. Bło­go­sła­wio­ny upa­dek, przez któ­ry uczy­my się przyj­mo­wać moc Jezu­sa. Gdy otwie­ra się w nas prze­strzeń sła­bo­ści, któ­rą może wypeł­nić nasz Pan. A czy­ni to zawsze, gdy z odkry­tą sła­bo­ścią przy­cho­dzi­my do Nie­go.

SOBOTA Lb 21,4b–9; lub Flp 2,6–11; J 3,13–17

Sło­wo Boże: Chry­stus Jezus, ist­nie­jąc w posta­ci Bożej, nie sko­rzy­stał ze spo­sob­no­ści, aby na rów­ni być z Bogiem, lecz ogo­ło­cił same­go sie­bie, przy­jąw­szy postać słu­gi, sta­jąc się podob­nym  do ludzi. A w zewnętrz­nej posta­ci uzna­ny za czło­wie­ka, uni­żył same­go sie­bie, sta­ją się posłusz­nym aż do śmier­ci – i to śmier­ci krzy­żo­wej.

Chry­stus, któ­ry był Bogiem, pod­jął decy­zję, by stać się jak czło­wiek – uni­żył same­go sie­bie. Adam, pierw­szy czło­wiek w raju prze­ciw­nie: był czło­wie­kiem, któ­ry zechciał być jak Bóg. Ta decy­zja i idą­cy za nią czyn, wie­lo­krot­nie pona­wia­ny w życiu każ­de­go czło­wie­ka, odsła­nia­ją dra­mat całej ludz­ko­ści. Z kolei decy­zja i czyn Jezu­sa są boską odpo­wie­dzią na ludz­ki błąd. Grzesz­na decy­zja Ada­ma była jego poni­że­niem, z któ­re­go nie mógł się podźwi­gnąć. Jezu­so­we uni­że­nie jest decy­zją, by sta­nąć przy nas i z nami powstać do chwa­ły, któ­ra na nas cze­ka w domu Ojca.

ks. Roman Sła­weń­ski