Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Dwunasty Tydzień Zwykły 24 – 29 VI 2019

Wyznanie wiary w Chrystusa i zapowiedź męki

NIEDZIELA: Za 12,10–11; Ga 3,26–29

Ewan­ge­lia Łk 9,18–24

Wyzna­nie wia­ry w Chry­stu­sa i zapo­wiedź męki
Gdy Jezus modlił się na osob­no­ści, a byli z Nim ucznio­wie, zwró­cił się do nich z zapy­ta­niem: Za kogo uwa­ża­ją Mnie tłu­my? Oni odpo­wie­dzie­li: Za Jana Chrzci­cie­la; inni za Elia­sza; jesz­cze inni mówią, że któ­ryś z daw­nych pro­ro­ków zmar­twych­wstał. Zapy­tał ich: A wy za kogo Mnie uwa­ża­cie? Piotr odpo­wie­dział: Za Mesja­sza Boże­go. Wte­dy suro­wo im przy­ka­zał i napo­mniał ich, żeby niko­mu o tym nie mówi­li. I dodał: Syn Czło­wie­czy musi wie­le wycier­pieć: będzie odrzu­co­ny przez star­szych, arcy­ka­pła­nów i uczo­nych w Piśmie; będzie zabi­ty, a trze­cie­go dnia zmar­twych­wsta­nie. Potem mówił do wszyst­kich: Jeśli kto chce iść za Mną, niech się zaprze same­go sie­bie, niech co dnia weź­mie swój krzyż i niech Mnie naśla­du­je. Bo kto chce zacho­wać swo­je życie, stra­ci je, a kto stra­ci swe życie z mego powo­du, ten je zacho­wa.

Fun­da­men­tal­ny pro­blem dzi­siej­szej Ewan­ge­lii to pyta­nie o toż­sa­mość Jezu­sa. Naj­pierw sam Pan: w jaki spo­sób rozu­mie sie­bie same­go, jak roz­po­zna­je, kim jest? Łukasz mówi o modli­twie, któ­rą Pan  prze­ży­wa na osob­no­ści. To w spo­tka­niu z Ojcem, poprzez odkry­wa­nie, budo­wa­nie bli­skiej – śmia­ło moż­na powie­dzieć – intym­nej rela­cji może sie­bie rozu­mieć, może rozu­mieć swo­je posłan­nic­two. Mając jasną samo­świa­do­mość, zwra­ca się do uczniów z tym samym pyta­niem. Naj­pierw pada­ją twier­dze­nia, któ­re są opi­nia­mi roż­nych osób, być może przy­pad­ko­wych, ale jed­nak zain­te­re­so­wa­nych oso­bą Jezu­sa. Jest w tym jakieś ziar­no praw­dy – wska­zu­ją bowiem na Boże posłan­nic­two Zba­wi­cie­la. Jed­nak­że są to opi­nie bar­dzo nie­pre­cy­zyj­ne. I wte­dy pada kolej­ne pyta­nie: a wy za kogo Mnie uwa­ża­cie? Licz­ba mno­ga wska­zu­je, że Jezus pyta wspól­no­tę. Jezus pyta zatem Kościół. I w imie­niu Kościo­ła odpo­wie­dzi udzie­la Piotr. Z Boże­go natchnie­nia udzie­la pra­wi­dło­wej odpo­wie­dzi. I tak jest do dziś. To Piotr w imie­niu Kościo­ła wciąż ma to samo zada­nie od Pana. Kolej­ne­mu poko­le­niu musi pomóc zro­zu­mieć, kim jest Jezus.

PONIEDZIAŁEK Iz 49,1–6; Dz 13,22–26; Łk 1,57–66.80

UROCZYSTOŚĆ NARODZENIA ŚW. JANA CHRZCICIELA

Sło­wo Boże: Powo­łał mnie Pan już z łona mej mat­ki… I rzekł mi: „Ty jesteś Słu­gą moim, Izra­elu, w tobie się roz­sła­wię”. Ja zaś mówi­łem: „Próż­no się tru­dzi­łem, na dar­mo i na nic zuży­łem me siły. Lecz moje pra­wo jest u Pana i moja nagro­da u Boga mego”. Wsła­wi­łem się w oczach Pana, Bóg mój stał się moją siłą.

Tak widział swo­je życie jeden z naj­bar­dziej zna­nych i wpły­wo­wych pro­ro­ków – Iza­jasz. Rozu­miał, że Boże powo­ła­nie było fun­da­men­tem wszyst­kie­go, co póź­niej nastą­pi­ło. Otóż Bóg ma pra­wo powo­łać czło­wie­ka. Już w łonie mat­ki widzi każ­de­go z nas i zna nasze imię, zanim ono poja­wi się na ustach mat­ki i ojca. Zna imię, to zna­czy zna oso­bę. Bóg powo­łu­je oso­bę do ist­nie­nia, bo przy­go­to­wał już zada­nie – powo­ła­nie. Czło­wiek musi je roz­po­znać, a póź­niej ogło­sić wszyst­kim, co Bóg mu uczy­nił. Speł­nia­jąc powo­ła­nie gło­si wiel­kość Boga. W nas Bóg chce być „sław­ny”.

WTOREK Rdz 13,2.5–18; Mt 7,6.12–14

Sło­wo Boże: Rzekł Abram do Lota: „Nie­chaj nie będzie spo­ru mię­dzy nami, mię­dzy paste­rza­mi moimi i paste­rza­mi two­imi, bo prze­cież jeste­śmy krew­ny­mi. Wszak cały ten kraj stoi przed tobą otwo­rem. Jeże­li pój­dziesz w lewo, ja pój­dę w pra­wo, a jeże­li ty pój­dziesz w pra­wo, ja – w lewo”.

Gdy poja­wi­ła się rodzin­na i jesz­cze bar­dziej ple­mien­na kłót­nia o tere­ny pastwi­sko­we, Abram dał wyraź­nie poznać swo­ją wiel­ko­dusz­ność. Pro­po­nu­je roz­dzie­le­nie stad, pra­cow­ni­ków, całych ple­mion. Ale Loto­wi pozo­sta­wia decy­zję co do wybo­ru naj­lep­sze­go tere­nu. Patriar­cha nie zabie­gał o lep­sze warun­ki życia. Wie­dział bowiem, że naj­cen­niej­sze­go i tak nie tra­ci, bo tym było Boże bło­go­sła­wień­stwo. Mógł żyć skrom­niej, w trud­niej­szym oto­cze­niu, ale cóż to zna­czy­ło wobec Bożej Obiet­ni­cy – dobrze znał war­tość Bożej łaski.

ŚRODA Rdz 15,1–12.17–18; Mt 7,15–20

Sło­wo Boże: Pan tak powie­dział do Abra­ma pod­czas widze­nia: „Nie oba­wiaj się, Abra­mie, bo Ja jestem two­im obroń­cą; nagro­da two­ja będzie sowi­ta”. Abram rzekł: „O Panie, mój Boże, na cóż mi ona, sko­ro zbli­żam się do kre­su mego życia, nie mając potom­ka; przy­szłym zaś spad­ko­bier­cą mojej majęt­no­ści jest Dama­sceń­czyk Elie­zer”.

Wła­ści­wie całe swe życie pod­po­rząd­ko­wał Abram sło­wu, któ­re usły­szał od Boga. Tyle już lat był posłusz­ny Bożym wska­za­niom, a tu znów przy­cho­dzi trud­na chwi­la: patrzy na swo­je bogac­two i pod­da­je się zwąt­pie­niu. Mija­ją lata, a on nie ma potom­ka. I oto Pan pona­wia swą obiet­ni­cę. Tym razem wybie­ra for­mę szcze­gól­nie uro­czy­stą – zawie­ra przy­mie­rze. Dzie­je się wła­ści­wie rzecz nie­zwy­kła: Stwór­ca skła­da zobo­wią­za­nie wobec stwo­rze­nia. Czy­ta­jąc sło­wo Boże dziś, może­my podob­nie odkryć Boże obiet­ni­ce. Nic nie stra­ci­ły one ze swej aktu­al­no­ści.

CZWARTEK Rdz 16,1–12.15–16; Mt 7,21–29

Sło­wo Boże: Rze­kła więc Saraj do Abra­ma: „Ponie­waż Pan zamknął  mi łono, abym nie rodzi­ła, zbliż się do mojej nie­wol­ni­cy; może z niej będę mia­ła dzie­ci”. Abra­ma usłu­chał rady Saraj. Saraj, żona Abra­ma, wzię­ła zatem nie­wol­ni­cę Hagar, Egip­cjan­kę, i dała ją za żonę mężo­wi swe­mu… Abram zbli­żył się do Hagar i ta sta­ła się brze­mien­ną.

Mimo iż Bóg uro­czy­ście potwier­dził swe obiet­ni­ce przy­mie­rzem, ser­ce Abra­ma, a jesz­cze bar­dziej ser­ce Saraj opa­no­wa­ła nie­cier­pli­wość. I oto Saraj posta­no­wi­ła „pomóc” Bogu, pod­su­wa­jąc mężo­wi nie­wol­ni­cę. Już wkrót­ce prze­ko­na­ła się, że był to trop fał­szy­wy. Nie­wol­ni­ca wzbi­ła się w pychę, a Saraj prze­ży­ła upo­ko­rze­nie. Tak dzie­je się, gdy czło­wiek szu­ka roz­wią­za­nia jak­by „obok” Boże­go zamy­słu. Tak rodzi się grzech, któ­ry zawsze upo­ka­rza czło­wie­ka. Choć wcze­śniej wyda­wał się być dosko­na­łym roz­wią­za­niem dla naszej trud­nej sytu­acji.

PIĄTEK Ez 34,11–16; Rz 5,5–11; Łk 15,3–7

UROCZYSTOŚĆ NAJŚWIĘTSZEGO SERCA PANA JEZUSA

Sło­wo Boże: Tak mówi Pan Bóg: „Oto Ja sam będę szu­kał moich owiec i będę spra­wo­wał nad nimi pie­czę. Jak pasterz doko­nu­je prze­glą­du swo­jej trzo­dy, gdy znaj­dzie się wśród roz­pro­szo­nych owiec, tak Ja doko­nam prze­glą­du moich owiec i uwol­nię je ze wszyst­kich miejsc, dokąd się roz­pro­szy­ły w dni ciem­ne i mrocz­ne”.

Owce same się roz­pra­sza­ją. Ale nie­ste­ty same powró­cić już nie potra­fią. Jedy­nie Pasterz cier­pli­wie gro­ma­dzi je z powro­tem. Roz­pro­sze­nie owiec, roz­pro­sze­nie ludzi po bez­dro­żach, to ich ciem­ne i mrocz­ne dni – bo praw­dzi­wie grzech wpro­wa­dza w nasze życie ciem­ność. Czę­sto tak wiel­ką, że nie spo­sób zna­leźć dro­gi powrot­nej. Jedy­nie Pan, nasz Pasterz, może nas ura­to­wać. To On odnaj­du­je nas w naszym zagu­bie­niu, któ­re wią­że się nie­od­łącz­nie z nie­wo­lą. Dla­te­go Pan odnaj­du­jąc uwal­nia z kaj­dan zła. W tym tru­dzie Jego miłość jest nie­wy­czer­pa­na.

SOBOTA Dz 12,1–11; 2 Tm 4,6–9.17–18; Mt 16,13–19

UROCZYSTOŚĆ ŚWIĘTYCH APOSTOŁÓW PIOTRA I PAWŁA

Sło­wo Boże: Wtem zja­wił się anioł Pań­ski i świa­tłość zaja­śnia­ła w celi. Trą­ciw­szy Pio­tra w bok, obu­dził  go i powie­dział: „Wstań szyb­ko!”. Rów­no­cze­śnie z rąk Pio­tra opa­dły kaj­da­ny. „Prze­pasz się i włóż san­da­ły!” – powie­dział mu anioł. A gdy to zro­bił rzekł do nie­go: „Narzuć płaszcz i chodź za mną!”.

Piotr był w wię­zie­niu i spał. Podwój­ne ogra­ni­cze­nie. A Jezus ocze­ki­wał cze­goś inne­go. Dla­te­go anioł trą­cił Pio­tra w bok. Bywa­ją takie sytu­acje, że potrze­bu­je­my prze­bu­dze­nia. I musi­my wyjść z wię­zie­nia. Potrzeb­ny jest nam wysłan­nik Boga, by nas trą­cić, obu­dzić i na nowo wezwać do kon­kret­ne­go zada­nia. Nie lubi­my być trą­ca­ni, a prze­cież może to być dla nas zba­wien­ne. Nie­jed­no ude­rze­nie spa­da­ją­ce na nas nie­ocze­ki­wa­nie może być bło­go­sła­wień­stwem. W tym ude­rze­niu tak­że jest miłość Ojca, któ­ry na nas cze­ka i wzy­wa na dro­gę.

 ks. Roman Sła­weń­ski