Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Działam, jeżdżę, uczę się i szukam

Marta Radziszowska, świecka misjonarka

Z szes­na­sto­let­nią Mar­tą Radzi­szow­ską, świec­ką misjo­nar­ką, któ­ra pod­ję­ła decy­zję o wyjeź­dzie do Kazach­sta­nu, roz­ma­wia Mał­go­rza­ta Pabis

Jak doszło do tego, że pod­ję­łaś decy­zję o wyjeź­dzie na misje?

Temat misji zaczął prze­wi­jać się w moim życiu odkąd dołą­czy­łam do wspól­no­ty „Regnum Chri­sti”. Gru­pa mło­dzie­ży co roku w okre­sie Wiel­kiej Nocy jeź­dzi poma­gać w przy­go­to­wa­niach do tych świąt ludziom w potrze­bie. Jesz­cze rok temu nie myśla­łam o tym, że mogę uczest­ni­czyć w misjach. W tym cza­sie prze­ży­łam tak­że kurs „Alfa”, co na pew­no pomo­gło mi pogłę­bić moją rela­cję z Panem Bogiem, i odważ­niej pod­jąć decy­zję o wyjeź­dzie na misje, naj­pierw do Rumu­nii, a teraz do Kazach­sta­nu.

Dla­cze­go Kazach­stan?

Jest tam wie­lu Pola­ków, któ­rych przod­ko­wie byli prze­sie­dle­ni w cza­sie zabo­rów i kolej­nych wojen świa­to­wych. Potrze­bu­ją oni kon­tak­tu z Pola­ka­mi i pol­sko­ścią. Czu­ją się tam samot­ni, zapo­mnia­ni. Chce­my im dać cho­ciaż na chwi­lę tro­chę rado­ści i cie­pła, poroz­ma­wiać, zapy­tać co u nich. To wyda­je się tak nie­wie­le, ale ci ludzie cze­ka­ją.

Na czym będzie pole­gać Two­ja pra­ca na misjach?

 Mie­li­śmy do wybo­ru róż­ne posłu­gi. Nie­któ­rzy będą budo­wać plac zabaw, inni remon­to­wać domy, jesz­cze inni malo­wać ścia­ny. Co odważ­niej­si zgło­si­li się do pomo­cy przy reha­bi­li­ta­cji star­szych osób. Ja pomo­gę w ogro­dzie oraz w opie­ce nad dziec­kiem jed­nej z pań, któ­rej rodzi­na już wkrót­ce przy­je­dzie na sta­łe do Pol­ski! To dla więk­szo­ści z nich naj­więk­sze marze­nie. Ponad­to przy­go­to­wa­li­śmy pan­to­mi­mę, któ­rą poka­że­my pod­czas piel­grzym­ki cho­rych. Pro­wa­dzi­my też pół­ko­lo­nie dla dzie­cia­ków i uczy­my języ­ka pol­skie­go. Jeste­śmy tam jed­nak przede wszyst­kim dla­te­go, żeby spę­dzić czas z ludź­mi, poroz­ma­wiać, czy wysłu­chać.

Jak się przy­go­to­wy­wa­łaś do wyjaz­du?

Żeby wyje­chać do Kazach­sta­nu trze­ba było poje­chać wcze­śniej na misje gdzieś bli­żej – do Rumu­nii albo na Litwę. W tym roku dziew­czy­ny poje­cha­ły do Rumu­nii. Tam poma­ga­li­śmy w para­fii w Nowym Soloń­cu i odwie­dzi­li­śmy domy wier­nych. Czę­sto były to oso­by star­sze, porzu­co­ne przez rodzi­ny, scho­ro­wa­ne, bez pie­nię­dzy i wspar­cia rodzi­ny. Poma­ga­li­śmy im prze­żyć Tri­du­um Pas­chal­ne. Oprócz tego przed wyjaz­dem mamy spo­tka­nia, na któ­rych oma­wia­my nasze posłu­gi oraz uczy­my się rosyj­skich modlitw i śpie­wów. Jed­nak naj­wię­cej dają­cym przy­go­to­wa­niem jest modli­twa. Bez niej na pew­no nic się nie uda.

Jesteś mło­dą oso­bą. Czym jest dla Cie­bie wia­ra w Pana Boga?

Jak pani powie­dzia­ła, jestem mło­dą oso­bą. Wia­ra jest dla mnie opar­ciem, Bóg przy­ja­cie­lem, bez któ­re­go nie dała­bym sobie rady. Jestem pew­na, że to dzię­ki Nie­mu roz­wią­zu­ję swo­je pro­ble­my. Wiem, że do Nie­go mogę się zawsze zwró­cić, że On mnie wysłu­cha. Nie będzie na mnie zły, nie potę­pi. W doj­ściu do tego bar­dzo pomógł mi kurs „Alfa”, któ­ry pole­cam nie tyl­ko oso­bom szu­ka­ją­cym wia­ry, ale też tym pew­nym ist­nie­nia Boga. Na praw­dę poma­ga on zmie­nić punkt widze­nia i dostrzec to, na co dotych­czas nie zwra­ca­ło się uwa­gi.

Czy Twoi zna­jo­mi wie­dzą, że jesteś oso­bą wie­rzą­cą? Wia­ra to nie obciach?

 Obciach? Oczy­wi­ście że nie! Cho­dzę do szko­ły kato­lic­kiej, dzia­łam w róż­nych wspól­no­tach, jeż­dżę na reko­lek­cje. Zaj­mu­je to dużą część moje­go życia i nie potra­fię o tym nie mówić. Więk­szość moich zna­jo­mych też jest z tych śro­do­wisk. Dla­te­go tema­ty wia­ry są dla nas „nor­mal­ne” i sta­no­wią ele­ment życia (podob­nie jak ciu­chy i chło­pa­ki :-).

Czy ten wyjazd to jed­no­ra­zo­wa przy­go­da czy jakiś plan na życie?

Jesz­cze nie wiem co będę robi­ła w życiu. Cytu­jąc moje­go kole­gę, „dobrze, że Bóg ma plan na moje życie, bo ja go nie mam”. Cze­kam na to, co ześle mi Pan. Nie wyklu­czam żad­nej opcji. Jed­nak nie sie­dzę w domu i nie cze­kam na olśnie­nie. Dzia­łam, jeż­dżę, uczę się i szu­kam. Mam nadzie­ję, że wkrót­ce znaj­dę to, co chcę robić w życiu, a kto wie, może to wła­śnie będzie dzia­łal­ność misyj­na…

A jak tu na miej­scu, w kra­ju, ewan­ge­li­zu­jesz?

Jestem for­ma­tor­ką w kato­lic­kim klu­bie „Eve­rest”. Temu poświę­cam naj­wię­cej cza­su. Mamy pod opie­ką gru­pę dziew­czyn w wie­ku od jede­na­stu do pięt­na­stu lat. Pro­wa­dzi­my dla nich kon­fe­ren­cje, wspól­nie się modli­my, dys­ku­tu­je­my na róż­ne tema­ty. Poma­ga­my im w trud­nych momen­tach, jeste­śmy przy­ja­ciół­ka­mi. One widzą w nas auto­ry­te­ty, nie moż­na o tym zapo­mnieć. Dla­te­go sta­ram się na co dzień świad­czyć o obec­no­ści Chry­stu­sa w moim życiu. Wyda­je mi się, że to jest pew­ne­go rodza­ju ewan­ge­li­za­cja. Poka­zu­ję swo­im przy­kła­dem, jak może wyglą­dać chrze­ści­ja­nin i że nie jest to tyl­ko nud­ne kle­pa­nie Różań­ca.

Dzię­ku­ję za roz­mo­wę.

Mał­go­rza­ta Pabis