Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Eucharystia daje życie

Droga krzyżowa

Sta­cja I Jezus ska­za­ny na śmierć przez Piła­ta

Wszy­scy krzy­czą: „Na krzyż z Nim”. A On stoi spo­koj­nie i mil­czy. Trwa. Jego Obec­ność wobec każ­de­go czło­wie­ka, niczym wiecz­na lamp­ka nad taber­na­ku­lum. Jezus dostęp­ny o każ­dej porze. Przy­cho­dzą­cy do każ­de­go, kto Go szcze­rze wzy­wa.

Przed dro­gą krzy­żo­wą Jezus mil­czał, bo chciał, aby ci, któ­rzy krzy­cze­li, sami sie­bie mogli usły­szeć. Wsłu­chaj się w swo­je ser­ce, wła­sne moty­wa­cje, czę­ste osą­dy Boga i bliź­nie­go. Usłysz sie­bie w mil­cze­niu Jezu­sa. Szu­kaj Jezu­sa w Jego naj­święt­szej Obec­no­ści.

Sta­cja II: Jezus bie­rze krzyż na ramio­na

Jezus mil­czał tak­że po to, aby wśród krzy­ku ludz­kie­go osą­du usły­szeć głos Ojca. Nie chciał stra­cić łącz­no­ści z Tym, od któ­re­go czer­pał siłę do dal­szej dro­gi. Pokor­nie i łagod­nie zgo­dził się wziąć na swo­je bar­ki krzyż – znak hań­by i prze­stęp­stwa.  Nie skar­żył się, że za cięż­ki, że to nie­spra­wie­dli­we, że na to nie zasłu­gu­je…

Każ­dą modli­twę roz­po­czy­na­my zna­kiem krzy­ża. Czy­ni­my na swo­im cie­le znak Jezu­sa. Duży, wyra­zi­sty, świa­do­my – to na nim zawi­sło nasze Zba­wie­nie.

Sta­cja III: Jezus upa­da pod krzy­żem

Spo­wia­dam się Bogu wszech­mo­gą­ce­mu, że bar­dzo zgrze­szy­łem: myślą, mową, uczyn­kiem i zanie­dba­niem…”. Pod­czas każ­dej Eucha­ry­stii wspo­mi­na­my wła­sne sła­bo­ści, wpad­ki i upad­ki. Nie dla­te­go, żeby roz­dra­py­wać rany, ale by przy­po­mnieć sobie upad­ki Jezu­sa pod cię­ża­rem naszych prze­wi­nień. Upa­dek Jezu­sa był bole­sny i nie­przy­jem­ny.

Dro­ga krzy­żo­wa Jezu­sa nie jest histo­rią upad­ków, ale opo­wie­ścią o cią­głym powsta­wa­niu z upad­ków. „Niech się zmi­łu­je nad nami Bóg wszech­mo­gą­cy i odpu­ściw­szy nam grze­chy dopro­wa­dzi nas do życia wiecz­ne­go”.

Sta­cja IV: Jezus spo­ty­ka Swą Mat­kę

Miłość rodzi­ców do dzie­ci i dzie­ci do rodzi­ców kształ­tu­je się wie­le lat. W mło­do­ści nie­unik­nio­ne są napię­cia i awan­tu­ry, któ­re pro­wa­dzą czę­sto do mat­czy­nych łez. Naj­trud­niej kochać tych, któ­rzy są nam naj­bliż­si. War­to modlić się za swo­ją rodzi­nę – ich nikt nie zastą­pi.

Eucha­ry­stia to wspól­no­ta ochrzczo­nych, któ­rzy wspól­nie szu­ka­ją Jezu­sa. Nie bądź­my dla sie­bie obcy, cho­ciaż ano­ni­mo­wo­ści do koń­ca nie unik­nie­my. Popa­trz­my na sto­ją­cych obok nas w kościel­nej ław­ce z życz­li­wo­ścią, jak na sio­stry i bra­ci, rodzeń­stwo, z któ­ry­mi uwiel­bia­my Boga.

Sta­cja V: Szy­mon Cyre­nej­czyk poma­ga nieść krzyż Jezu­so­wi

Mogło się wyda­wać, że żad­ne­go pożyt­ku z nie­go nie będzie. Ot, przy­pad­ko­wy przy­cho­dzień, zmu­szo­ny do pomo­cy Jezu­so­wi. To nie była bez­in­te­re­sow­na pomoc z wła­snej woli, a jed­nak wspo­mi­na­my go w nabo­żeń­stwie od dwóch tysię­cy lat.

Znak poko­ju w litur­gii wyda­je się zapla­no­wa­ny, może nawet wymu­szo­ny. Zrób wszyst­ko, aby dzię­ki two­je­mu zna­ko­wi poko­ju czło­wiek sto­ją­cy obok cie­bie poczuł się tro­chę lepiej.

Sta­cja VI: Wero­ni­ka ocie­ra twarz Chry­stu­so­wi

Wero­ni­ka pomo­gła sama z sie­bie. Jed­nym dotknię­ciem chu­s­ty twa­rzy Jezu­sa, oka­za­ła Mu ser­ce, tro­skę i doda­ła otu­chy. Małe gesty, mają­ce ogrom­ne zna­cze­nie nie tyl­ko dla dal­sze­go roz­wo­ju, ale przede wszyst­kim zwy­kłe­go szczę­ścia. Jakiż świat był­by lep­szy, gdy­by­śmy sobie zdej­mo­wa­li cię­ża­ry, zamiast ich dokła­dać.

Każ­da Msza świę­ta przy­no­si nową łaskę, „por­cję siły”, inspi­ra­cję do życia. Słu­cha­jąc Ewan­ge­lii otwórz­my się na moż­li­wość aktu­ali­za­cji jej w codzien­nym życiu. Niech Sło­wo Boże nas doty­ka i spra­wia ulgę.

Sta­cja VII: Jezus zno­wu upa­da pod krzy­żem

Łatwo stra­cić sens, nadzie­ję, pew­ność sie­bie. „Upa­da­my wte­dy, gdy nasze życie prze­sta­je być codzien­nym zdu­mie­niem”. Znie­chę­ce­nie przy­gnia­ta nie­raz bar­dziej niż fizycz­ne nie­do­ma­ga­nia. Praw­do­po­dob­nie zły duch pod­su­wał Mu poku­sę znie­chę­ce­nia. Pew­ne jest jed­nak, że myślał wte­dy o celu dro­gi – naszym zba­wie­niu.

Na począt­ku Mszy świę­tej kapłan wypo­wia­da modli­twę zwa­ną „kolek­ta” (od łac. zbie­rać). Roz­po­czy­na ją sło­wa­mi „módl­my się”, po któ­rych powin­na nastą­pić chwi­la ciszy. To moment na zebra­nie wszyst­kich próśb i dzięk­czy­nień obec­nych w świą­ty­ni. Niech nasze modli­twy będą ukie­run­ko­wa­ne na zba­wie­nie, aby nasze cele spo­tka­ły się z celem Mistrza.

Sta­cja VIII: Jezus pocie­sza pła­czą­ce nie­wia­sty z Jero­zo­li­my

Miło jest mieć oczy wil­got­ne ze szczę­ścia. Łzy rado­ści spły­wa­ją wol­no i są prze­zro­czy­ste. Łzy przy­kro­ści są cięż­kie i zapra­wio­ne gory­czą. Tyl­ko ktoś szla­chet­ny potra­fi czy­tać z łez i rozu­mieć ser­ce bliź­nie­go. Jezus tak potra­fił. On patrzył na łzy i uczył kobie­ty, jak żyć.

Śpie­wa­my na Mszy świę­tej: „Bło­go­sła­wio­ny, któ­ry idzie w imię Pań­skie”. Jeste­śmy szczę­ścia­rza­mi, ponie­waż nie­za­leż­nie od sta­nu ducha może­my iść za Jezu­sem. Zauważ­my, że wiel­kim darem jest Jego Obec­ność, że wycho­dzi­my z Eucha­ry­stii nakar­mie­ni, aby w imię Jezu­sa docie­rać się („oswa­jać”) w codzien­no­ści.

Sta­cja IX: Jezus upa­da pod krzy­żem po raz trze­ci

Zda­rza­ją się upad­ki, któ­rych sami jeste­śmy win­ni. Takie bolą szcze­gól­nie. Kon­se­kwen­cje złych wybo­rów. Boli pycha, przy­gnia­ta głu­po­ta, para­li­żu­je strach, a nie­raz tak­że zawsty­dza wła­sne zaśle­pie­nie. Wcze­śniej czy póź­niej nie­po­słu­szeń­stwo Bogu i ludziom zwy­kle się msz­czą.

Pod­czas każ­dej Mszy świę­tej mówi­my pokor­nie: „Panie, nie jestem godzien, abyś przy­szedł do mnie, ale powiedz tyl­ko sło­wo, a będzie uzdro­wio­na moja dusza”. Niech to będzie wyraz szcze­rej poko­ry i ufno­ści Bogu w Jego Ewan­ge­lię.

Sta­cja X: Jezus odar­ty z szat

Jezu­sa odar­to z szat bru­tal­nie. Dziś wystar­czy sku­sić czło­wie­ka drob­ny­mi – wyda­wa­ło­by się – poku­sa­mi, aby przy­na­glić go do zdję­cia szat dziec­ka Boże­go. Nie­swo­jo czu­je­my się bez ubra­nia i bez god­no­ści. Broń­my bia­łej sza­ty, któ­rą w sakra­men­cie Chrztu świę­te­go zało­żył sam Jezus.

Pod­czas aktu poku­ty sta­je­my w praw­dzie, bez masek. Z god­no­ścią dziec­ka Boże­go uzna­je­my, że jeste­śmy sła­by­mi, grzesz­ni­ka­mi. Nie cho­dzi jed­nak o eks­hi­bi­cjo­nizm i pozba­wia­nie się god­no­ści. Pokor­nie przy­zna­je­my, że wciąż szu­ka­my Pana Boga i Jego miło­sier­dzia, bo bez Nie­go jeste­śmy po pro­stu cien­kie Bol­ki.

Sta­cja XI: Jezus przy­bi­ty do krzy­ża

Instynkt samo­za­cho­waw­czy każe się bro­nić, sprze­ci­wić, wal­czyć. Jezus dał się ubi­czo­wać – o wie­le wię­cej niż prze­wi­dy­wa­ło rzym­skie pra­wo. Wytrzy­mał drwi­ny straż­ni­ków wię­zien­nych, któ­rzy koro­no­wa­li Go na kró­la. Był pro­wa­dzo­ny na Gol­go­tę jak bara­nek na rzeź. Dał się poło­żyć na krzy­żu. Pozwo­lił roz­cią­gnąć ramio­na na poprzecz­nej bel­ce i wbić w nad­garst­ki gwoź­dzie. Dla­cze­go? Bo kocha.

Bło­go­sła­wie­ni, któ­rzy zosta­li wezwa­ni na Jego ucztę.

Sta­cja XII: Jezus umie­ra na krzy­żu

Jezus umie­rał spo­koj­nie. Tyl­ko zie­mia się trzę­sła, zasło­na Przy­byt­ku roz­dar­ła, słoń­ce zaćmi­ło, a na zebra­nych padł bla­dy strach. Jest taka łaciń­ska sen­ten­cja: „Krzyż stoi, a świat się krę­ci”. Krzyż wpi­sa­ny jest w histo­rię ludz­ko­ści. Bez nie­go nie moż­na zro­zu­mieć życia czło­wie­ka ani dzie­jów świa­ta.

Kapłan codzien­nie wypo­wia­da sło­wa kon­se­kra­cji, dokład­nie te same, co Mistrz w Wie­czer­ni­ku: To jest bowiem Cia­ło moje, któ­re za was i za wie­lu będzie wyda­ne. To jest Krew moja, nowe­go i wiecz­ne­go przy­mie­rza, któ­ra za was i za wie­lu będzie wyla­na na odpusz­cze­nie grze­chów. Każ­de­go dnia doko­nu­je się bez­kr­wa­wa Ofia­ra Gol­go­ty.

Sta­cja XIII: Zdję­cie Jezu­sa z krzy­ża

Drze­wo hań­by i śmier­ci sta­ło się miej­scem chwa­ły i zwy­cię­stwa Jezu­sa. To znak naj­więk­szej miło­ści i nie­za­chwia­nej wia­ry w wolę Ojca. Wyko­na­ło się.

Chłod­na noc, Gol­go­ta pusto­sze­je, pod Krzy­żem naj­bliż­sze gro­no. Cia­ło Wszech­moc­ne­go zdej­mu­je Mat­ka, zwy­kła kobie­ta, któ­ra powie­dzia­ła Bogu „Tak”. Gdzie podzia­li się pozo­sta­li? Ode­szli zasmu­ce­ni albo wystra­sze­ni? Gdzie ja się podzie­wam?

Baran­ku Boży, któ­ry gła­dzisz grze­chy świa­ta, zmi­łuj się nad nami. Mało tego – obdarz nas poko­jem. Chce­my być przy Tobie, na dobre i na złe.

Sta­cja XIV: Zło­że­nie Jezu­sa do gro­bu

Koniec przy­go­dy z Jezu­sem? Wyko­na­ło się? To dopie­ro począ­tek!

Idź­cie w poko­ju Chry­stu­sa. Wyjdź­cie ze świą­ty­ni i idź­cie do swo­ich domów, rodzin, miejsc pra­cy, śro­do­wisk, w któ­rych żyje­cie. Mów­cie im: Przy­bli­ży­ło się Kró­le­stwo Boże! Gło­śmy na prze­róż­ne spo­so­by, że Jezus zmar­twych­wstał, żyje i pro­wa­dzi swój Kościół.

Nakar­mie­ni Bożą obec­no­ścią pod­czas Mszy świę­tej, bądź­my apo­sto­ła­mi Jezu­sa. Niech świa­dec­two nasze­go życia będzie iskrą miło­sier­dzia, któ­ra poru­szy świat na nowo! Każ­de­go dnia!

Ks. Kamil Fal­kow­ski