Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Gregorianka? Zmarli będą Ci wdzięczni!

Gregorianki

Gre­go­rian­ka to popu­lar­na nazwa Mszy św. gre­go­riań­skiej, czy­li 30 Mszy św. odpra­wia­nych nie­prze­rwa­nie przez 30 kolej­nych dni w inten­cji jed­nej oso­by zmar­łej. To naj­sku­tecz­niej­szy spo­sób pomo­cy oso­bom zmar­łym, pozwa­la­ją­cy na skró­ce­nie mąk czyść­co­wych i przy­bli­że­nie ich do peł­ne­go zjed­no­cze­nia z Bogiem, a jed­no­cze­śnie naj­lep­szy „pre­zent”, jaki może­my im ofia­ro­wać.

Tra­dy­cja odpra­wia­nia gre­go­rian­ki się­ga VII w. i wią­że się z oso­bą papie­ża św. Grze­go­rza I Wiel­kie­go, będą­ce­go wcze­śniej opa­tem bene­dyk­tyń­skie­go klasz­to­ru św. Andrze­ja na Mons Caelius w Rzy­mie. Kie­dy jesz­cze spra­wo­wał tę zakon­ną funk­cję, pew­ne­go dnia u jed­ne­go z mni­chów, cięż­ko cho­re­go Justu­sa (Justy­na), zna­le­zio­no trzy zło­te duka­ty. Jako że sta­no­wi­ło to jaw­ne wykro­cze­nie prze­ciw­ko regu­le i ślu­bo­wi ubó­stwa, któ­re Justus skła­dał, św. Grze­gorz uka­rał mni­cha wyda­jąc zakaz odwie­dza­nia go. Naka­zał rów­nież pocho­wać go po śmier­ci… na śmiet­ni­ku poza klasz­to­rem i – na wiecz­ną jego prze­wi­nie­nia pamiąt­kę – wrzu­cić mu do gro­bu zna­le­zio­ne duka­ty. Gdy cho­ry dowie­dział się, dla­cze­go bra­cia go nie odwie­dza­ją i jaki ma być los jego cia­ła po śmier­ci, oka­zał ogrom­ny żal za swój grzech, wyspo­wia­dał się, przy­jął sakra­men­ty świę­te i „w wiel­kiej poku­cie ser­ca życie zakoń­czył”. Po śmier­ci – głów­nie dla przy­kła­du dla innych – nakaz św. Grze­go­rza został jed­nak zre­ali­zo­wa­ny. Wszyst­ko zakoń­czy­ło się jed­nak dla Justu­sa aż nazbyt szczę­śli­wie.

Teraz mam się dobrze!

Gdy po śmier­ci Justu­sa upły­nę­ło dni trzy­dzie­ści – pisał św. Grze­gorz w swo­ich słyn­nych „Dia­lo­gach” – począ­łem się lito­wać nad zmar­łym bra­tem, a roz­wa­ża­jąc jego strasz­ne męki czyść­co­we, wezwa­łem Pre­cjo­za, prze­ło­żo­ne­go klasz­to­ru tego i smut­ny rze­kłem: Dłu­go już brat nasz męczy się w ogniu; powin­ni­śmy mu litość oka­zać i co może­my dopo­móc, aby był wyba­wio­ny. Idź więc i prze­strze­gaj, aby od dnia dzi­siej­sze­go przez trzy­dzie­ści dni, bez prze­rwy, Msze św. były za nie­go ofia­ro­wa­ne. On też zaraz odszedł i roz­ka­zu usłu­chał. Gdy­śmy zaś czym innym byli zaję­ci, i dni mija­ją­cych nie zacho­wa­li (racho­wa­li?), ten­że brat zmar­ły, nocy pew­nej, poka­zał się w widze­niu bra­tu swe­mu Kopio­zo­wi. Ten ujrzaw­szy go zapy­tał się: Cóż bra­cie, jak się masz? Na co ten­że odpo­wie­dział: Dotąd źle się mia­łem, lecz teraz mam się dobrze, ponie­waż dzi­siaj do wspól­no­ści z Bogiem przy­ję­ty zosta­łem. Kopio­zus za dnia bra­ciom to oznaj­mił. Zakon­ni­cy uważ­nie obli­czy­li dni – oka­za­ło się, że wła­śnie w tym dniu odpra­wio­no za nie­go trzy­dzie­stą Mszę świę­tą”.

Na stro­nie inter­ne­to­wej zamiesz­czo­ne są wyłącz­nie frag­men­ty wybra­nych arty­ku­łów, po resz­tę zapra­sza­my do lek­tu­ry papie­ro­wej wer­sji nasze­go Tygo­dni­ka.

Hen­ryk Bej­da