Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Jedenasty Tydzień Zwykły 17 – 22 VI 2019

URCZYSTOŚĆ NAJŚWIĘTSZEJ TRÓJCY

NIEDZIELA: Prz 8,22–31; Rz 5,1–5

Ewan­ge­lia J 16,12–15

Wszyst­ko, co ma Ojciec, jest moje.

Duch z moje­go weź­mie i wam oznaj­mi

Jezus powie­dział swo­im uczniom:

Jesz­cze wie­le mam wam do powie­dze­nia, ale teraz jesz­cze znieść nie może­cie. Gdy zaś przyj­dzie On, Duch Praw­dy, dopro­wa­dzi was do całej praw­dy. Bo nie będzie mówił od sie­bie, ale powie wszyst­ko, cokol­wiek sły­szy, i oznaj­mi wam rze­czy przy­szłe. On Mnie oto­czy chwa­łą, ponie­waż z moje­go weź­mie i wam oznaj­mi. Wszyst­ko, co ma Ojciec, jest moje. Dla­te­go powie­dzia­łem, że z moje­go bie­rze i wam obja­wi.

UROCZYSTOŚĆ TRÓJCY ŚWIĘTEJ

Uro­czy­stość Naj­święt­szej Trój­cy zapra­sza nas, by spoj­rzeć na wza­jem­ne wię­zi osób Bożych i na ich dzia­ła­nie w Koście­le. Bo o tym mówi krót­ki tekst z Ewan­ge­lii św. Jana. Duch Świę­ty jest Duchem Praw­dy, któ­ry pro­wa­dzi do pozna­nia – jak zapo­wia­da Jezus – „całej praw­dy”. Cóż to za praw­da? Nie cho­dzi tu o gro­ma­dze­nie wie­dzy, któ­ra zaspo­ka­ja­ła­by pra­gnie­nia ludz­kie­go inte­lek­tu. Praw­dą, któ­rej winien pra­gnąć czło­wiek, któ­rą chciał też prze­ka­zać Jezus, jest On sam. To pozna­nie Jezu­sa, w kon­se­kwen­cji pro­wa­dzą­ce do wia­ry w Jezu­sa, jest peł­nią praw­dy. I do tej peł­ni, to zna­czy do coraz głęb­szej wia­ry, coraz peł­niej­szej ufno­ści pro­wa­dzić chce Duch Świę­ty. Rzecz zna­mien­na: Duch bie­rze z Jezu­sa, Jezus bie­rze z Ojca. Wza­jem­ne udzie­la­nie wewnątrz Trój­cy uka­zu­je dosko­na­łą bli­skość tych świę­tych Osób (zgod­nie ze sta­ro­żyt­ną sym­bo­li­ką). I teraz w Koście­le – żyje­my bowiem w cza­sie Kościo­ła – to wza­jem­ne udzie­la­nie obej­mu­je też czło­wie­ka. A to ozna­cza, że mimo iż jeste­śmy tyl­ko stwo­rze­nia­mi, zosta­li­śmy dopusz­cze­ni do bli­sko­ści wyjąt­ko­wej, bo bie­rze­my z Ojca i Syna, i Ducha Świę­te­go. Mając tego świa­do­mość może­my tyl­ko Trój­cę Świę­tą uwiel­biać i wyra­żać nie­ustan­ne dzięk­czy­nie­nie.

PONIEDZIAŁEK 2 Kor 6,1–10; Mt 5,38–42

 Sło­wo Boże: Nie dając niko­mu spo­sob­no­ści do zgor­sze­nia, aby nie wyszy­dzo­no naszej posłu­gi, oka­zu­je­my się słu­ga­mi Boga przez wszyst­ko: przez wiel­ką cier­pli­wość, wśród utra­pień, prze­ciw­no­ści i uci­sków, w chło­stach, w wię­zie­niach, pod­czas roz­ru­chów, w tru­dach, noc­nych czu­wa­niach i w postach…

Czło­wiek praw­dzi­wie wie­rzą­cy w świe­tle wia­ry postrze­ga swo­je życie, poszcze­gól­ne zda­rze­nia i osią­ga­ne suk­ce­sy, jak i poraż­ki. I dla­te­go we wszyst­kim dostrze­ga moż­li­wość nie tyl­ko bycia z Bogiem, ale tak­że słu­że­nia Bogu. Ta moż­li­wość rodzi się nie z zewnętrz­nych oko­licz­no­ści, ani nawet wro­dzo­nych talen­tów czy nie­prze­cięt­nych moż­li­wo­ści. Paweł Apo­stoł uczy, że każ­dy czyn, każ­da sytu­acja, rów­nież ta nie­prze­wi­dy­wal­na, któ­ra – wyda­je się – jest prze­szko­dą, mogą być udo­sko­na­lo­ne dobrą inten­cją tak, iż odda­ją chwa­łę Bogu.

WTOREK 2 Kor 8,1–9; Mt 5,43–48

Sło­wo Boże: Dono­si­my wam bra­cia, o łasce Bożej, jakiej dostą­pi­ły Kościo­ły w Mace­do­nii, jak to w dotkli­wej pró­bie uci­sku ura­do­wa­ły się bar­dzo i skraj­ne ich ubó­stwo zaja­śnia­ło bogac­twem pro­sto­ty. Według moż­li­wo­ści, a nawet – zaświad­czam to – ponad swe moż­li­wo­ści, oka­za­li oni goto­wość współ­dzia­ła­nia w posłu­dze na rzecz świę­tych.

Czy ubó­stwo jest gra­ni­cą, któ­ra unie­moż­li­wia czy­nie­nie miło­sier­dzia? Bynaj­mniej. Miło­sier­dzie jest bowiem pochod­ną wraż­li­we­go ser­ca, a nie sta­nu posia­da­nia. Wie­le przy­kła­dów uczy, że ubo­dzy potra­fią wspa­nia­ło­myśl­nie wspo­móc potrze­bu­ją­cych. Być może lepiej rozu­mie­ją, co zna­czy brak środ­ków do życia, być może poprzez swój nie­do­sta­tek bar­dziej posie­dli sztu­kę ufa­nia Bogu. Jed­no jest pew­ne: spek­ta­ku­lar­ne przy­kła­dy boga­tych, roz­da­ją­cych swój mają­tek, nie zmie­nią fak­tu, że to wła­śnie ubo­dzy naj­bar­dziej potra­fią sobie wza­jem­nie pomóc.

ŚRODA 2 Kor 9,6–11; Mt 6,1–6.16–18

 Sło­wo Boże: Kto ską­po sie­je, ten ską­po i zbie­ra, kto zaś hoj­nie sie­je, ten hoj­nie też zbie­rać będzie. Każ­dy niech prze­to postą­pi tak, jak mu naka­zu­je jego wła­sne ser­ce, nie żału­jąc i nie czu­jąc się przy­mu­szo­nym, albo­wiem rado­sne­go daw­cę miłu­je Bóg. A Bóg może zlać na was całą obfi­tość łaski…

Jest posta­wa, któ­ra wypły­wa z miło­ści i jest szcze­gól­nie pięk­na – to hoj­ność. I to o niej mówi dziś Apo­stoł. Otóż każ­dy czło­wiek poprzez swo­je czy­ny jest jak siew­ca wrzu­ca­ją­cy ziar­no w zie­mię. Jeśli wsie­wa­my ziar­no dobrej jako­ści, może­my spo­dzie­wać się tak­że dobre­go plo­nu. Dobrym ziar­nem są z pew­no­ścią miłość, prze­ba­cze­nie, zaufa­nie wobec Boga, soli­dar­ność mię­dzy brać­mi, miło­sier­dzie, pokój. Trze­ba mieć odwa­gę hoj­nie sza­fo­wać tym ziar­nem, choć­by­śmy nie widzie­li plo­nów. One przyj­dą w sto­sow­nym cza­sie. Bo nad tym czu­wa sam Pan.

CZWARTEK Rdz 14,18–20; 1 Kor 11,23–26; Łk 9,11b–17

UROCZYSTOŚĆ NAJŚWIĘTSZEGO CIAŁA I KRWI CHRYSTUSOWEJ

Sło­wo Boże: Mel­chi­ze­dek, król Sza­le­mu, wyniósł chleb i wino; a ponie­waż był on kapła­nem Boga Naj­wyż­sze­go, bło­go­sła­wił Abra­ma, mówiąc: „Niech będzie bło­go­sła­wio­ny Abram przez Boga Naj­wyż­sze­go, Stwór­cę nie­ba i zie­mi! Niech będzie bło­go­sła­wio­ny Bóg Naj­wyż­szy, któ­ry w twe ręce wydał two­ich wro­gów!”.

Abram odno­si zwy­cię­stwo. Spo­ty­ka tajem­ni­cze­go kapła­na Mel­chi­ze­de­ka. Ten wypo­wia­da dzięk­czyn­ną modli­twę. Dzię­ku­je Bogu za suk­ces patriar­chy i dalej pro­si o bło­go­sła­wień­stwo dla nie­go. W ten spo­sób uczy Abra­ma wła­ści­we­go spoj­rze­nia na swe życie i osią­ga­ne suk­ce­sy. W odpo­wie­dzi na modli­twę kapła­na Abram skła­da dzięk­czyn­ną ofia­rę – dzie­sią­tą część zdo­by­tych dóbr. Rzecz nie leży jed­nak w ilo­ści zło­żo­nych ofiar. Cho­dzi tu o posta­wę – o wdzięcz­ność, któ­ra spra­wia, że uzna­je­my sku­tecz­ność Boże­go dzia­ła­nia w naszym życiu.

PIĄTEK 2 Kor 11,18.21b–30; Mt 6,19–23

Sło­wo Boże: Ponie­waż wie­lu chlu­bi się według cia­ła – i ja będę się chlu­bił. Jeże­li inni zdo­by­wa­ją się na odwa­gę – mówię jak sza­lo­ny – to i ja się odwa­żam… Są słu­ga­mi Chry­stu­sa? Zdo­bę­dę się na sza­leń­stwo: Ja jesz­cze bar­dziej! Bar­dziej przez tru­dy, bar­dziej przez wię­zie­nia; dale­ko bar­dziej przez chło­sty, przez czę­ste nie­bez­pie­czeń­stwa śmier­ci.

Cho­dzi o wia­ry­god­ność gło­szą­ce­go Ewan­ge­lię. Dziś jest to spra­wa szcze­gól­nej wagi. Czym moż­na legi­ty­mi­zo­wać swo­je ewan­ge­li­za­cyj­ne upraw­nie­nia? Kto lub co daje pra­wo gło­sze­nia sło­wa? Zwy­kle czy­ny mówią wystar­cza­ją­co dużo, by zro­zu­mieć i popraw­nie oce­nić sytu­ację. Jed­nak Apo­stoł idzie krok dalej. W chwi­li, gdy nie­któ­rzy zane­go­wa­li jego pra­wo do naucza­nia, nie waha się przy­wo­łać ogro­mu wła­sne­go cier­pie­nia. To moc­ny argu­ment. Wobec takich fak­tów sło­wa nie­wie­le już zna­czą. Siła gło­su, jakim jest ofia­ra, nie potrze­bu­je komen­ta­rza.

SOBOTA 2 Kor 12,1–10; Mt 6,24–34

Sło­wo Boże: Naj­chęt­niej więc będę się chlu­bił z moich sła­bo­ści, aby zamiesz­ka­ła we moc Chry­stu­sa. Dla­te­go mam upodo­ba­nie w moich sła­bo­ściach, w obe­lgach, w nie­do­stat­kach, w prze­śla­do­wa­niach, w uci­skach z powo­du Chry­stu­sa. Albo­wiem ile­kroć nie­do­ma­gam, tyle­kroć jestem moc­ny.

Tam gdzie poja­wia się sła­bość czło­wie­ka – a gdzie się nie poja­wia? – tam więk­szym bla­skiem może zaja­śnieć moc Zba­wi­cie­la. Lecz zale­ży to od czło­wie­ka, któ­ry pozwa­la Bogu dzia­łać w swo­im życiu. Im bar­dziej czło­wiek jest nie­zdol­ny do pod­ję­cia jakie­goś zada­nia i zacho­wu­je tego świa­do­mość, tym sku­tecz­niej może takim czło­wie­kiem posłu­gi­wać się Chry­stus. Pod­sta­wo­wą prze­szko­dą w reali­za­cji Bożych zamy­słów jest bowiem ludz­ka pycha, czy­li prze­ko­na­nie, że sam mam naj­lep­szy pomysł na roz­wią­za­nie trud­nej sytu­acji.

ks. Roman Sła­weń­ski