Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Kolejne pytania o spowiedź świętą

pytania o spowiedź świętą

Cały Kościół się cie­szy, gdy wier­ni chcą cho­dzić Dro­ga­mi Pana Boga, gdy słu­cha­ją Pana Boga i chcą wpro­wa­dzać w codzien­ne życie Jego Sło­wo. Cie­szą też wszyst­kie pyta­nia nad­sy­ła­ne przez Czy­tel­ni­ków, a zwłasz­cza te, któ­rą doty­czą sakra­men­tu poku­ty i pojed­na­nia, bo to świad­czy o chę­ci wzra­sta­nia. Przed­sta­wi­li­śmy te pyta­nia kapła­no­wi, przed któ­re­go kon­fe­sjo­na­łem zawsze jest kolej­ka. Wyda­je się, że peni­ten­ci – w róż­nym wie­ku – sami wyda­ją o nim opi­nię. Ów kapłan, ze wzglę­du na cha­rak­ter posłu­gi, chciał pozo­stać ano­ni­mo­wy. Usza­nuj­my tę proś­bę.

Zacznij­my od pyta­nia:  jak Ksiądz by okre­ślił swo­je prio­ry­te­ty: co jest naj­waż­niej­sze w posłu­dze spo­wied­ni­ka?

Powie­dział to św. Jan Paweł II, gdy mówił o Koście­le: „dro­gą Kościo­ła jest czło­wiek”. Czło­wiek jest naj­waż­niej­szy, jego decy­zje i pra­gnie­nie wzra­sta­nia w łasce. Zarów­no te decy­zje, któ­rych potem żału­je, jak i te, któ­re sta­ją się moto­rem roz­wo­ju. Trze­ba pomóc z pierw­szych wypro­wa­dzić mądre wnio­ski – prze­stro­gi, a te dru­gie dyna­mi­zo­wać, trak­to­wać jak mądrze wybra­ne wska­zów­ki.

To brzmi podob­nie do rela­cji z pro­ce­su psy­cho­te­ra­pii; czym się róż­ni spo­wied­nic­two od psy­cho­te­ra­pii?

Róż­ni­ca jest w fun­da­men­cie – celem spo­wie­dzi jest wzra­sta­nie w łasce, przy­bli­ża­nie się do Pana Boga, a w cen­trum psy­cho­te­ra­pii jest stan psy­chicz­ny czło­wie­ka – pacjen­ta. Spo­wiedź ma przy­bli­żać do Pana Jezu­sa, a psy­cho­te­ra­pia poma­ga spo­tkać i przy­jąć sie­bie same­go. Nie każ­dy peni­tent potrze­bu­je psy­cho­te­ra­pii, a ten, któ­ry potrze­bu­je, zwy­kle jej nie unik­nie, mimo świę­tych spo­wie­dzi i dobrych spo­wied­ni­ków. Poza tym spo­wied­nik nie jest spe­cja­li­stą od psy­cho­te­ra­pii i nie powi­nien „wtrą­cać się” w nie­swo­je kom­pe­ten­cje.

A jak z tym spo­wied­ni­kiem? Nie może być przy­pad­ko­wy, ten, któ­ry wła­śnie ma dyżur w kon­fe­sjo­na­le?

Ufa­jąc Bożej łasce, wystar­czy przy­pad­ko­wy spo­wied­nik. Ale musi­my pamię­tać, że Pan Bóg obda­rzył nas roz­trop­no­ścią i zale­cił korzy­sta­nie z daru rozu­mu. Wol­no, a cza­sem trze­ba rozej­rzeć się za spo­wied­ni­kiem, któ­ry „nam pasu­je”, zwy­kle wybie­ra­my spo­śród tych, któ­rych spo­tka­li­śmy przy­pad­kiem. A „na dłuż­szą metę”, to sta­łe­mu nie trze­ba wszyst­kie­go od począt­ku za każ­dym razem opo­wia­dać, on zna moje roz­ter­ki i zwy­cię­stwa. Zwy­kle też wybie­ra­my takie­go spo­wied­ni­ka, któ­ry nas naj­bar­dziej ubo­ga­ca, jest wyma­ga­ją­cy, a jed­no­cze­śnie wyro­zu­mia­ły.

Ale prze­cież w spo­wie­dzi waż­ny jest i spo­wied­nik, i peni­tent. Czy mogę jakoś pomóc/pomagać spo­wied­ni­ko­wi, aby „był dobry”?

Pierw­sza i uni­wer­sal­na zasa­da: modlić się za spo­wied­ni­ka, nawet jeśli sto­ję przed kon­fe­sjo­na­łem, w któ­rym sie­dzi zupeł­nie obcy kapłan. A im bar­dziej zaufam jed­ne­mu, tym bar­dziej ota­czam modli­twą jego posłu­gę. Dru­gą zasa­dą jest posłu­szeń­stwo, czy­li mówie­nie w taki spo­sób, jaki okre­śla spo­wied­nik (cho­dzi o szcze­gó­ły i spo­sób wyzna­wa­nia grze­chów, np. skru­pu­lan­to­wi spo­wied­nik zale­ci omi­ja­nie szcze­gó­łów i tego trze­ba się trzy­mać).

Wła­śnie, a co ma zro­bić skru­pu­lant, czy­li np. oso­ba, któ­rej sumie­nie „każe” bar­dzo czę­sto poja­wiać się przed kon­fe­sjo­na­łem?

Takie oso­by powin­ny spo­wia­dać się – w mia­rę moż­li­wo­ści – u jed­ne­go kapła­na. On będzie umiał okre­ślić opty­mal­ną czę­stość spo­wie­dzi i ich treść.

A prze­ciw­nie: jak ktoś bar­dzo daw­no nie korzy­stał ze spo­wie­dzi, bo albo się boi, albo wsty­dzi, albo „nie czu­je potrze­by spo­wia­da­nia się”?

 Zacznę od ostat­niej czę­ści pyta­nia: zwy­kle taką sytu­ację dobrze ilu­stru­je oso­ba, któ­ra prze­sta­je jeść, bo nie odczu­wa gło­du. Leka­rze bez wąt­pie­nia taką sytu­ację nazwą cho­ro­bą i będą szu­ka­li rady – tra­dy­cja Kościo­ła pod­po­wia­da, że każ­dy powi­nien w swo­im roz­wo­ju korzy­stać z tego sakra­men­tu, nawet jeśli – psy­cho­lo­gicz­nie – tej „potrze­by” nie „odczu­wa”. Na pew­no taka sytu­acja wyma­ga głęb­sze­go zasta­no­wie­nia. Moż­na sko­rzy­stać z lek­tu­ry bar­dzo boga­tej pro­po­zy­cji – książ­ki i Inter­net. Na pew­no pomo­że szcze­ra roz­mo­wa z oso­bą, któ­rej ufa­my, a któ­ra sama korzy­sta w swym roz­wo­ju z regu­lar­nej spo­wie­dzi.

Nawią­zu­jąc do począt­ku tego pyta­nia, mogę z pew­no­ścią stwier­dzić, że i wstyd i lęk są nor­mal­ny­mi emo­cja­mi, towa­rzy­szą chy­ba każ­de­mu czło­wie­ko­wi w mniej­szym lub więk­szym stop­niu. Raczej nie pra­cu­je­my nad tym, by je usu­nąć, ale by umieć prze­ła­mać, prze­zwy­cię­żyć. Pewien zna­ny misjo­narz zwykł był mówić, że naj­trud­niej­si peni­ten­ci to tacy, któ­rzy zupeł­nie się nie boją ani nie wsty­dzą. Poma­ga tu wspo­mnia­na już modli­twa za spo­wied­ni­ka, za prze­bieg spo­wie­dzi, modli­twa o wła­sną dro­gę do świę­to­ści.

Jak czę­sto nale­ży się spo­wia­dać?

Odpo­wiedź naj­po­praw­niej­sza to „na tyle czę­sto, by w każ­dej Mszy Świę­tej moż­na było w peł­ni uczest­ni­czyć, czy­li przy­jąć Komu­nię Świę­tą”. Zna­my tra­dy­cję comie­sięcz­nej spo­wie­dzi, kle­ry­cy w semi­na­riach spo­wia­da­ją się zwy­kle co dwa tygo­dnie. Osta­tecz­nie zale­ży to od ryt­mu i dyna­mi­zmu życia, od roz­wo­ju ducho­we­go, moż­na – gdy mamy wąt­pli­wo­ści – zapy­tać spo­wied­ni­ka.

Zadam jesz­cze jed­no pyta­nie, być może trze­ba by było od nie­go zacząć: „jak dobrze przy­go­to­wać się do spo­wie­dzi?

Może i dobrze, że tym pyta­niem zakoń­czy­my naszą roz­mo­wę – będzie to oka­zja do pod­su­mo­wa­nia. Na pew­no myśląc o spo­wie­dzi trze­ba przede wszyst­kim pamię­tać, że jest to sakra­ment, czy­li oso­bi­ste spo­tka­nie z Panem Jezu­sem, któ­ry w ten spo­sób chce oka­zy­wać Swo­je Miło­sier­dzie. A więc naj­waż­niej­sze jest spo­tka­nie. Dzien­nicz­ku Sio­stry Fau­sty­ny czy­ta­my o try­bu­na­le Miło­sier­dzia – to okre­śle­nie przy­po­mi­na, że nasze życie jest oce­nia­ne przez Pana Boga, w duchu Jego Miło­ści. Spe­cja­li­ści mówią, że spo­wiedź jest ele­men­tem wyda­rzeń pas­chal­nych, jest takim sądem, w któ­rym czło­wiek może przy­jąć prze­ba­cze­nie, ale – wpa­tru­jąc się w Miłość – to prze­ba­cze­nie sta­je się prze­mie­nia­ją­ce.

Zwy­kle mówi się o przy­go­to­wa­niu dal­szym i bliż­szym, ja bym do tego dodał styl życia – prze­cież spo­wiedź ma się ści­śle wią­zać z naszą codzien­no­ścią, ma na nią zna­czą­co wpły­wać. War­to pamię­tać, że czło­wiek otrzy­mał od Pana Boga dar roz­trop­no­ści, przez spo­sób trak­to­wa­nia tego, co nas ota­cza, da się unik­nąć wie­lu grze­chów. Jest w bre­wia­rzu pewien hymn, w któ­rym jed­na ze zwro­tek jest uło­żo­na w for­mie ryt­micz­nej modli­twy:

Dusza niech miło­ścią pło­nie

Nie pod­da­jąc się poku­sie,

Któ­ra przez nas dopusz­czo­na,

Moc odbie­ra rozu­mo­wi.

Nie nale­ży prze­ży­wać swo­ich chwil w poczu­ciu zagro­że­nia, nie trze­ba obse­syj­nie wszę­dzie dopa­try­wać się pokus, ale – zacho­wu­jąc roz­trop­ność – po pro­stu „nie wcho­dzi­my w poku­sę”, by nas nie ośle­pi­ła swym złud­nym bla­skiem.

Przy­go­to­wa­nie dal­sze, to takie spoj­rze­nie na życie, w któ­rym przy­glą­da­my się nie tyl­ko wyda­rze­niom, ale też naszym inten­cjom i zamia­rom w taki spo­sób, aby widzieć je w per­spek­ty­wie przy­bli­ża­nia się do zba­wie­nia. Moż­na na każ­dy dzień spo­koj­nie patrzeć (na przy­kład w codzien­nym rachun­ku sumie­nia) pod kątem kie­run­ku: do cze­go pro­wa­dzi moja myśl, sło­wo, uczy­nek.

Przy­go­to­wa­nie bliż­sze, zawsze poprze­dzo­ne modli­twą, ma uświa­do­mić, co mnie odda­la­ło, a co przy­bli­ża­ło do Pana Boga. Naj­le­piej przy­go­to­wać się w wie­czór poprze­dza­ją­cy samą spo­wiedź.

Bar­dzo dzię­ku­je­my — Redak­cja