Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Mistrzowie pobożności Eucharystycznej

Święty Maksymilian Kolbe

Świę­ty Mak­sy­mi­lian Maria Kol­be miał w sobie głę­bo­ką cześć do Eucha­ry­stii, całe godzi­ny spę­dzał przed Naj­święt­szym Sakra­men­tem, z Chry­stu­sa czer­pał moc. „Wystar­czy­ło­by tyl­ko raz przy­jąć Pana Jezu­sa do swe­go ser­ca, aby się uświę­cić” – to jego myśl, któ­ra wypły­wa­ła z prze­ko­na­nia, że Eucha­ry­stia jest „szczy­tem dnia, szczy­tem miło­ści i świę­to­ści”.

Cześć do Eucha­ry­stii św. Mak­sy­mi­lian wyniósł z domu rodzin­ne­go. Był Ryce­rzem Nie­po­ka­la­nej i to Ona uczy­ła go ado­ra­cji Pana Jezu­sa i wta­jem­ni­czy­ła w ser­decz­ne zjed­no­cze­nie z Jezu­sem. Pół­to­ra mie­sią­ca przed świę­ce­nia­mi kapłań­ski­mi zapi­sał: „Miłość Pana Jezu­sa w Prze­naj­święt­szym Sakra­men­cie (Hostii) ponad wszyst­ko. On jest dla nas wszyst­kim”, a po latach w cza­sie reko­lek­cji że „Eucha­ry­stia jest mocą duszy”. Mszę świę­tą pry­mi­cyj­ną odpra­wił w Rzy­mie w inten­cji zdo­by­cia pal­my męczeń­skiej i łaski apo­stol­stwa. Wie­dział, że to wła­śnie w cza­sie Mszy św. moż­na wypro­sić wie­le łask dla sie­bie i innych.

Św. Mak­sy­mi­lian głę­bo­ko wie­rzył w to, że Chry­stus jest real­nie obec­ny pod posta­cią Chle­ba i Wina. Zachę­cał więc do czę­ste­go przy­stę­po­wa­nia do Komu­nii Świę­tej. Mówił: „Boję się nie śmier­ci, lecz grze­chu”. Dla­cze­go? Bo wie­dział, że grzech nie pozwo­li mu przy­jąć do ser­ca Pana Jezu­sa. Wska­zy­wał, że aby god­nie przy­jąć Chry­stu­sa, trze­ba naj­pierw przy­stą­pić do Sakra­men­tu Poku­ty, a potem pro­sić Nie­po­ka­la­ną, aby jak naj­le­piej przy­go­to­wa­ła do zjed­no­cze­nia z Jej Synem.

Sam po Komu­nii Świę­tej zata­piał się w modli­twie, uwiel­biał Chry­stu­sa. Wie­dział, że w tym wła­śnie momen­cie naj­bar­dziej z Nim się jed­no­czy. Oce­niał, że jest to naj­cen­niej­szy czas w jego życiu.

Pod­czas dorocz­nych reko­lek­cji uczy­nił posta­no­wie­nie, że pół dnia będzie przy­go­to­wy­wał się do Komu­nii Świę­tej, a dru­gie pół dnia dzię­ko­wał za nią. Pisał: „Jakaż to łaska dana ludziom i jaka ich god­ność, że mogą uczest­ni­czyć we Mszy św. i przy­stę­po­wać do Komu­nii św.! Ona jest dostęp­na dla wszyst­kich bez wyjąt­ku. Okres, kie­dy Pan Jezus pozo­sta­je w nas pod posta­cia­mi sakra­men­tal­ny­mi, jest naj­droż­szym cza­sem w całym dniu. (…) Dusza wów­czas jest żywym taber­na­ku­lum, mało powie­dzieć taber­na­ku­lum, jest czymś wię­cej. Wte­dy dusza Pana Jezu­sa jed­no­czy się z naszą duszą i sta­je się duszą naszej duszy. Pojąć tego nie może­my, odczuć może­my tyl­ko skut­ki. Ogrom­nie waż­ną modli­twą jest słu­cha­nie Mszy św. i ado­ra­cja Naj­święt­sze­go Sakra­men­tu”.

On wie­dział, jak dobrze się przy­go­to­wać do Mszy św. Zosta­wił nam swo­ją radę w liście z 1935 roku: „Nie ma lep­sze­go przy­go­to­wa­nia do Komu­nii św., jak całą tę spra­wę oddać Nie­po­ka­la­nej (…). Ona naj­le­piej przy­go­tu­je nasze ser­ce i będzie­my pew­ni, że szczyt przy­jem­no­ści Jezu­so­wi spra­wi­my, że naj­więk­szą miłość wte­dy Mu oka­że­my” .

W pismach św. Mak­sy­mi­lia­na znaj­du­je się i taka wska­zów­ka, któ­ra mówi, że naj­lep­szym przy­go­to­wa­niem i dzięk­czy­nie­niem po Eucha­ry­stii jest dobre wypeł­nie­nie codzien­nych obo­wiąz­ków i w mia­rę moż­no­ści czę­ste odwie­dza­nie Pana Jezu­sa ukry­te­go w Naj­święt­szym Sakra­men­cie.

Prze­ży­wa­nie tajem­ni­cy Męki Pań­skiej

Ojciec Pio był roz­mo­dlo­nym, żywym obra­zem Chry­stu­sa Ukrzy­żo­wa­ne­go. Zakon­nik dzię­ki łasce modli­twy zadzi­wił cały świat swo­im gor­li­wym prze­ży­wa­niem Mszy świę­tej.

Wszy­scy, któ­rzy uczest­ni­czy­li w Eucha­ry­stii spra­wo­wa­nej przez Ojca Pio zgod­nie mówi­li, że jest mężem wytrwa­łej modli­twy. Jan Paweł II pod­czas swe­go poby­tu w San Gio­van­ni Roton­do w dniu 23 maja 1987 roku powie­dział, że Msza św. była dla Ojca Pio „źró­dłem i szczy­tem, punk­tem opar­cia oraz ośrod­kiem całe­go życia i dzia­ła­nia. Świę­ty we Mszy św. widział całą Kal­wa­rię, prze­ży­wał ją jako wstrzą­sa­ją­cą tajem­ni­cę Męki Pań­skiej”. Zawsze z wiel­kim odda­niem przy­go­to­wy­wał się do Eucha­ry­stii, roz­my­ślał i modlił się wcze­śniej na różań­cu. Pod­czas Mszy św. w chwi­li wypo­wia­da­nia słów: „Spo­wia­dam się…” był sku­pio­ny i wzru­szo­ny, skła­dał wów­czas na ołta­rzu wszyst­kie grze­chy świa­ta. Naj­bo­le­śniej prze­ży­wał moment prze­isto­cze­nia, zwłasz­cza w cza­sie Wiel­kie­go Postu. Ojciec Pio wten­czas był bla­dy, spo­co­ny i drżał, a jego wzrok był utkwio­ny w bia­łej Hostii, któ­rą trzy­mał w dło­niach. Z jego ran na rękach wypły­wa­ła krew, a cały kościół wypeł­niał się nie­zwy­kłym zapa­chem, jaki wydzie­la­ły styg­ma­ty. Pod­czas wypo­wia­da­nia słów: „To jest Cia­ło moje…, To jest kie­lich Krwi mojej”, moż­na było zoba­czyć, że Świę­ty rze­czy­wi­ście uczest­ni­czy w tra­ge­dii Gol­go­ty, a Msza św. praw­dzi­wie sta­wa­ła się Męką Zba­wi­cie­la. Ojciec Pio tak wspo­mi­nał ten moment: „…ude­rze­nia moje­go ser­ca sta­ją się moc­niej­sze, gdy prze­by­wam z Jezu­sem w Eucha­ry­stii. Nie­raz wyda­je mi się, że ser­ce chcia­ło­by mi wysko­czyć z pier­si. Gdy jestem przy ołta­rzu, czu­ję nie­kie­dy dziw­ny ogień, któ­ry wypeł­nia całą moją oso­bę, nie­ste­ty, nie jestem w sta­nie opi­sać go sło­wa­mi”. Bar­dzo waż­nym momen­tem dla Ojciec Pio była Komu­nia Świę­ta. Powie­dział kie­dyś: „Gdy­bym któ­re­goś dnia został pozba­wio­ny Komu­nii Świę­tej – umarł­bym”. Pod­czas Eucha­ry­stii odpra­wia­nych przez Ojca Pio nie­jed­no­krot­nie zda­rza­ły się cuda, uwol­nie­nia od złych duchów i nawró­ce­nia osób, któ­re ode­szły od Kościo­ła lub z nim wal­czy­ły.

Na stro­nie inter­ne­to­wej zamiesz­czo­ne są wyłącz­nie frag­men­ty wybra­nych arty­ku­łów, po resz­tę zapra­sza­my do lek­tu­ry papie­ro­wej wer­sji nasze­go Tygo­dni­ka.

Mał­go­rza­ta Pabis, Joan­na Bana­sik