Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Młodość wypatrzona u dziadków

Młodość wypatrzona u dziadków/fot. pixabay.pl

Przez wie­le ostat­nich lat moż­na było odnieść wra­że­nie, że już zupeł­nie minę­ły cza­sy nie tyl­ko wie­lo­po­ko­le­nio­wych rodzin, ale nie­za­stą­pio­nej roli bab­ci i dziad­ka w wycho­wa­niu mło­de­go poko­le­nia, w ucze­niu miło­ści. Bo kto ma tyle cza­su dla wnu­cząt, kto umie tak się poświę­cać, choć siły już nie pozwa­la­ją na wszyst­ko… Wszyst­ko, co może­my prze­czy­tać poni­żej, pocho­dzi od naszych czy­tel­ni­ków, we wspa­nia­ły spo­sób obser­wu­ją­cych świat.

Praw­dzi­wa mło­dość

Gdy byłam w liceum wyda­wa­ło mi się, że jestem mło­da. Ale w poło­wie liceum zorien­to­wa­łam się, jak bar­dzo się myli­łam. Ale po kolei… Mój tata nagle zacho­ro­wał, leka­rze zdia­gno­zo­wa­li ostrą bia­łacz­kę, wszy­scy byli zdru­zgo­ta­ni, mama – cze­mu nikt się nie dzi­wił – wła­ści­wie go nie odstę­po­wa­ła. „Trze­ba było tyl­ko zro­bić coś ze mną” – tak mi powie­dzia­no. Nawet zro­zu­mia­łam. Mia­łam wpraw­dzie sie­dem­na­ście lat, ale żad­ne­go pomy­słu na życie, a zwłasz­cza na czas waka­cji. No bo szko­ła, co by o niej nie mówić, czas orga­ni­zu­je.

Były dys­ku­sje w rodzi­nie, aż wresz­cie zade­cy­do­wa­no: bab­cia wpro­wa­dzi się do nasze­go domu. Nie­któ­rzy mówi­li, że bab­cia scho­ro­wa­na, po trzech zawa­łach, ale nie było lep­szej kan­dy­da­tu­ry. Już na wej­ściu bab­cia mak­sy­mal­nie nas zasko­czy­ła: powie­dzia­ła: „już pew­nie nie­wie­le życia mi zosta­ło, a tak się skła­da, że się teraz dosko­na­le czu­ję, będzie­my wspól­nie speł­niać marze­nia moje­go dzie­ciń­stwa”.

I napraw­dę była mło­da, chy­ba młod­sza ode mnie. Mia­ła dwu­let­ni samo­chód, mia­ła pra­wo jaz­dy i jakieś dobrze dobra­ne pastyl­ki. Chy­ba nigdy w życiu nie mia­łam tak ostrej dys­cy­pli­ny każ­de­go powsze­dnie­go dnia: kła­dły­śmy się wcze­śnie, „bo jak się rano wsta­nie, to dzień jest dłuż­szy”. Naj­pierw odwie­dzi­ły­śmy wszyst­kie zapla­no­wa­ne przez bab­cię sank­tu­aria, ale tak poboż­nie było przez oko­ło 10 dni. Potem przy­szedł czas na pięk­ne jezio­ra i wspa­nia­łe lasy. Bab­cia w mło­do­ści była har­cer­ką, potem instruk­tor­ką i ma dosko­na­łą orien­ta­cję w tere­nie – ani razu nie zabłą­dzi­ły­śmy w naj­gęst­szym nawet lesie. A odpo­czy­wa­jąc – robi­ły­śmy prze­two­ry z tego, co uzbie­ra­ły­śmy w lasach. Cza­sem, kon­tem­plu­jąc pięk­no przy­ro­dy, zatrzy­ma­ły­śmy się na brze­gu jakiejś wody: koń­czy­ło się to zwy­kle jakąś zło­wio­ną ryb­ką.

Minę­ło już kil­ka lat. Tata szczę­śli­wie po prze­szcze­pie wró­cił do zdro­wia, Mama odży­ła i ze zdzi­wie­niem zauwa­ży­ła, że obie z bab­cią odmłod­nia­ły­śmy. Bab­cia nadal żyje, ja po stu­diach wyszłam za mąż i cze­kam, aż będę mogła popro­sić, by bab­cia uczy­ła mło­do­ści moje dzie­ci – nikt o tym nie wie wię­cej.

Beata

Myśmy odkry­li to wcze­śniej

Od kil­ku lat czy­ta się coraz wię­cej o „nowym pomy­śle”, czy­li o tym, że domy zamiesz­ka­łe przez oso­by sędzi­we sta­wia się bli­sko aka­de­mi­ków, że do domów dziec­ka zapra­sza się senio­rów i dla obu grup oka­zu­je się to bar­dzo owoc­ne roz­wią­za­nie.

Jeste­śmy rodzi­ną zastęp­czą dla kil­kor­ga dzie­ci, a do tego nie jest bez zna­cze­nia, że obo­je z mężem dość wcze­śnie stra­ci­li­śmy rodzi­ców. „Od zawsze” odczu­wa­li­śmy brak trze­cie­go, tego naj­star­sze­go poko­le­nia. No i kie­dyś, przed świę­ta­mi, pod­czas ogło­szeń na nie­dziel­nej Mszy świę­tej usły­sze­li­śmy zachę­tę, by poszcze­gól­ni para­fia­nie, rodzi­ny i oso­by samot­ne pod­ję­ły się odwie­dza­nia Domu Senio­ra, któ­ry znaj­du­je się na tere­nie naszej para­fii. Oświe­ci­ło nas. Od tego cza­su życie w naszej rodzi­nie zmie­ni­ło się. Nie tyl­ko wte­dy, przed świę­ta­mi, nie tyl­ko poje­dyn­cze odwie­dzi­ny… Od tam­te­go cza­su pen­sjo­na­riu­sze Domu Senio­ra sta­li się nie­mal naszy­mi domow­ni­ka­mi. „Spi­na­ją się”, gdy chcą nas odwie­dzić, a nasze dzie­ci sta­ra­ją się dobrze wypaść. Mówi się, że sta­rość cha­rak­te­ry­zu­je się narze­ka­niem, a my może­my śmia­ło zaświad­czyć, że nikt nie mówi tylu miłych słów co nasi „dziad­ko­wie” płci oboj­ga. A mło­dzi na co dzień uczą się sza­cun­ku dla wie­dzy i mądro­ści „sta­rusz­ków”. Wypró­bo­wa­li­śmy pomysł, któ­ry sta­je się mod­ny na Zacho­dzie.

Zofia ze Ste­fa­nem u boku i gro­mad­ką dzie­ci

Odno­wio­ny urok daw­nych cza­sów

Miesz­ka­my w duuuużym domu i jest nas 12 osób: dziad­ko­wie i dwie ich cór­ki z rodzi­na­mi: jed­na z nas ma dwój­kę, a dru­ga czwór­kę dzie­ci. Zadba­li­śmy, by każ­da z trzech rodzin mia­ła osob­ne wej­ście, wspól­ne jest tyl­ko podwór­ko. Ale tak prze­bu­do­wy­wa­li­śmy dom, by pomię­dzy poszcze­gól­ny­mi miesz­ka­nia­mi był jeden wspól­ny salon, o wymia­rach pro­por­cjo­nal­nych do potrzeb rodzi­ny. Tam się spo­ty­ka­my, nie zawsze wszy­scy, ale tam jest rodzaj nasze­go sank­tu­arium, miej­sce nie­mal świę­te. Dzię­ki temu mamy u nas chy­ba coś, co zagi­nę­ło w wie­lu śro­do­wi­skach: rodzi­nę wie­lo­po­ko­le­nio­wą. Dziad­ko­wie, naj­mniej obcią­że­ni fizycz­nie, nie­ustan­nie czu­ją się odpo­wie­dzial­ni za całą rodzi­nę, bo choć każ­dy podej­mu­je wła­sne decy­zje, to ich wła­śnie pyta­my o radę. Oni poma­ga­ją roz­strzy­gać spra­wy, w któ­rych mamy odmien­ne poglą­dy. No i jest u nas coś, co w Koście­le jest nie­zwy­kle waż­ne: posłu­szeń­stwo. Moż­na mieć wła­sne zda­nie, ale nie­kie­dy dla wspól­ne­go dobra trze­ba je zatrzy­mać dla sie­bie. Jakoś się tego trzy­ma­my już nie­mal dzie­sięć lat i wyda­je się, że dosko­na­le rozu­mie­my, jakie są zale­ty wza­jem­nej goto­wo­ści do pomo­cy, jak waż­na jest umie­jęt­ność zamilk­nię­cia i jak wie­le dają wspól­ne chwi­le spę­dza­ne przy sto­le, a nawet przed tele­wi­zo­rem. Tak jak w wie­lu fir­mach, wspól­nie pla­nu­je­my urlo­py: zawsze ktoś jest w domu, ktoś pod­le­je kwia­ty, zadba o zamknię­cie okna, gdy jest burza. Dziad­ko­wie czę­sto zapra­sza­ją do sie­bie i chy­ba nie mają szans, by kie­dy­kol­wiek czu­li się samot­ni, oczy­wi­ście śred­nie poko­le­nie czę­sto jest zaję­te, ale młod­sze wpa­da do dziad­ków zarów­no z pyta­nia­mi doty­czą­cy­mi prac domo­wych, ale też jak się ubrać na bal albo by potre­no­wać przed szkol­ny­mi zawo­da­mi sza­cho­wy­mi.

No i wszy­scy poma­ga­my dbać dziad­kom o zdro­wie, chce­my, by jak naj­dłu­żej trwał cud naszej rodzi­ny!

Rodzi­na z Wiel­ko­pol­ski

 

Sio­stra Kry­sty­na