Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Na ostatniej prostej

Na ostatniej prostej

Kie­dy rząd usi­ło­wał rato­wać Pusz­czę Bia­ło­wie­ską przed kor­ni­kiem, pod­niósł się nie­opi­sa­ny rwe­tes: to ludzie mie­nią­cy się eko­lo­ga­mi, zamiast bro­nić drzew, wal­czy­li o oca­le­nie kor­ni­ka. Bo moty­wa­cją akty­wi­stów, któ­rzy wolą dopro­wa­dzić do śmier­ci pra­daw­ny bór niż odno­wić go przez wycin­ki i sadze­nie nowych drew, jest czy­sta ide­olo­gia.

Prze­ciw­ko Rze­czy­po­spo­li­tej posta­wi­li na nogi całą Euro­pę, a anty­pol­ską histe­rię zawle­kli nawet za Atlan­tyk. Obłu­da i fałsz „eko­lo­gów”, któ­rzy nigdy nie uczy­li się bio­lo­gii, za to wie­dzą, że trze­ba nisz­czyć „dyk­ta­tu­rę” w Pol­sce, się­gnę­ła zeni­tu w ostat­nim cza­sie, gdy wła­dze War­sza­wy, rzą­dzo­nej przez PO, spu­ści­ły ście­ki do Wisły.

27 sierp­nia doszło do awa­rii rur dwóch kolek­to­rów odpro­wa­dza­ją­cych ście­ki z lewo­brzeż­nej War­sza­wy do oczysz­czal­ni „Czaj­ka” na pra­wym brze­gu ‒ zaczę­to więc odpro­wa­dzać je wprost do rze­ki. Pre­zy­dent mia­sta, słyn­ny z zami­ło­wa­nia do natu­ry ini­cja­tor budo­wy w cen­trum sto­li­cy beto­no­wej pusty­ni z kil­ko­ma więd­ną­cy­mi kwiat­ka­mi („Stre­fy relak­su” w huku sznu­rów samo­cho­dów), nie widział pro­ble­mu. ‒ Sytu­acja jest kon­tro­lo­wa­na ‒ mówił i zapew­niał, że niko­mu nic nie gro­zi, a woda w kra­nach nada­je się do picia. Reak­cję rzą­du: natych­mia­sto­we posta­wie­nie na nogi wszyst­kich służb, wezwa­nie na pomoc woj­ska, budo­wę awa­ryj­ne­go ruro­cią­gu na moście pon­to­no­wym i uszczel­nie­nie go we wrze­śniu, czy­li powstrzy­ma­nie kata­stro­fy, przed­sta­wi­cie­le opo­zy­cji okrzyk­nę­li „grą” przed wybo­ra­mi par­la­men­tar­ny­mi.

Tym­cza­sem do rze­ki tra­fi­ły bli­sko trzy mln ton nie­czy­sto­ści. Poli­ty­cy PO głu­si byli na argu­men­ty, że bły­ska­wicz­na akcja była koniecz­na, bo paskudz­twa pły­ną­ce z nur­tem nie znik­nę­ły­by cudow­nym spo­so­bem za rogat­ka­mi War­sza­wy, lecz tra­fi­ły­by do kolej­nych ośrod­ków, a wresz­cie do Bał­ty­ku. Gdy­by pre­zy­den­tem sto­li­cy był poli­tyk pra­wi­co­wy, z obu­rze­nia zatrzę­sły­by się gru­be ryby Unii Euro­pej­skiej. Żąda­no by wyja­śnień i kaja­nia się, obrzu­co­no by Pol­skę ste­kiem bło­ta, doda­jąc ‒ jak zawsze, bez sen­su ‒ tra­dy­cyj­ne zarzu­ty o „sza­le­ją­cym bez­pra­wiu”, „dła­wie­niu wol­no­ści sło­wa” i „uci­ska­niu mniej­szo­ści sek­su­al­nych”.

Zatro­ska­ni o przy­szłość pla­ne­ty dzia­ła­cze Gre­en­pe­ace nie zająk­nę­li się ani sło­wem o zagro­że­niu zatru­ciem fau­ny i flo­ry rzecz­nej (ludzie ich prze­cież nie inte­re­su­ją), bowiem zaję­ci byli blo­ko­wa­niem w gdań­skim por­cie stat­ku z węglem z Mozam­bi­ku. W ogniu wal­ki ide­olo­gicz­nej wspię­li się na dźwi­gi w ter­mi­na­lu węglo­wym i zatrzy­ma­li ich pra­cę. Nie zauwa­ży­li wpraw­dzie, że węgiel prze­zna­czo­ny był dla Czech, a nie Pol­ski ‒ powin­ni zatem byli ulo­ko­wać się gdzie indziej. Może w Niem­czech, gdzie spa­la się naj­wię­cej węgla?

Ata­ki na Rzecz­po­spo­li­tą, któ­ra wybi­ja się na nie­za­leż­ność eko­no­micz­ną od rosyj­skiej ropy ‒ w cza­sie gdy Euro­pa tę ropę łyka i robi na tym inte­res ‒ a tak­że opór przed pod­po­rząd­ko­wa­niem się unij­nym dyrek­ty­wom o ogra­ni­cze­niu emi­sji dwu­tlen­ku węgla, stwo­rzy­ły wokół nas złą atmos­fe­rę. Razem z Węgra­mi zosta­li­śmy już osą­dze­ni i ska­za­ni. Wyrok brzmi: daw­na wła­dza musi wró­cić, bo tyl­ko ona zapew­ni Euro­pie Środ­ko­wow­schod­niej post­ko­lo­nial­ny sta­tus.

Ale cza­sy, gdy pewien zna­ny poli­tyk cało­wał kanc­lerz Ange­lę Mer­kel po rękach, a wła­dze pol­skie bar­dziej się przej­mo­wa­ły wła­snym wize­run­kiem na Zacho­dzie niż inte­re­sem kra­ju, minę­ły ‒ miej­my nadzie­ję ‒ bez­pow­rot­nie. Teraz Pol­ska zna­la­zła się na linii fron­tu roz­dzie­la­ją­cej pogań­ską cywi­li­za­cję śmier­ci, cha­osu i anty­war­to­ści od świa­ta tra­dy­cyj­nych zasad chrze­ści­jań­skich. Nie pierw­szy raz w histo­rii musi­my wybie­rać, ratu­jąc wła­sną toż­sa­mość reli­gij­ną, naro­do­wą i kul­tu­ro­wą. Bo jeśli wybie­rze­my źle, któż nas oca­li?

Anna Zechen­ter