Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Na pielgrzymkowym szlaku Pielgrzymka – wyjątkowy czas

Wymarsz krakowskiej pielgrzymki

Waka­cje to rów­nież czas piel­grzym­ko­wy. Tysią­ce ludzi z całej Pol­ski, ale tak­że z zagra­ni­cy, pie­szo wędru­ją do miejsc świę­tych. Naj­wię­cej pąt­ni­ków corocz­nie wyru­sza do Tro­nu Kró­lo­wej Pol­ski – na Jasną Górę.

Wśród piel­grzy­mów wypa­trzeć moż­na pol­skich bisku­pów. Tra­dy­cyj­nie na piel­grzy­mi szlak wyru­sza w tym roku ks. abp Grze­gorz Ryś. Jak mówi Metro­po­li­ta Łódz­ki, piel­grzym­ka jest prze­pięk­nym obra­zem Kościo­ła. – Kościół jest wspól­no­tą uczniów Jezu­sa, któ­rzy idą za Nim dro­gą. Kościół na począt­ku tak był nawet nazy­wa­ny: „dro­ga”. O dro­dze ma poję­cie ktoś, kto nią cho­dzi. Nie cho­dzi o to, żeby się naczy­tać i pooglą­dać obraz­ki, ale o to, żeby się wybrać. I to nie jest dro­ga dla same­go cho­dze­nia. To jest dro­ga, któ­ra ma swój cel, ma swo­je­go prze­wod­ni­ka, a jest nim Jezus Chry­stus, a my idzie­my i słu­cha­my, kie­dy nas w dro­dze uczy – wyja­śnia ks. abp Ryś i doda­je, że piel­grzym­ka stwa­rza oka­zję, by posłu­chać Go dłu­żej, w więk­szym sku­pie­niu, żeby dać Mu tro­chę cza­su, bo go cią­gle nie mamy w cią­gu roku. – Myślę, że moż­na te kil­ka dni dać Jezu­so­wi, żeby miał szan­sę coś waż­ne­go do nas powie­dzieć i żeby Go posłu­chać. Na piel­grzym­ce jest Eucha­ry­stia, oka­zja do spo­wie­dzi, wspól­na modli­twa Kościo­ła, obfi­tość sło­wa Jezu­so­we­go – pod­kre­śla hie­rar­cha, któ­ry do tego doświad­cze­nia zapra­sza. – Sam cho­dzę wie­le lat i sobie to chwa­lę – wyzna­je.

W 36. Pie­szej Pra­skiej Piel­grzym­ce Rodzin w tym roku wędro­wać będzie ks. bp Marek Solar­czyk z War­sza­wy. W mediach spo­łecz­no­ścio­wych moż­na zna­leźć spe­cjal­nie na tę oka­zję nagra­ny fil­mik – zapro­sze­nie. Ks. bp Solar­czyk mówi o wędro­wa­niu do Mat­ki Bożej, jako o cudow­nym doświad­cze­niu wia­ry, wspól­no­ty Kościo­ła, rów­nież mło­do­ści i rodzin. – To jest ten wyjąt­ko­wy czas – mówi.

Odpro­wa­dzał pąt­ni­ków

Przed laty zna­ny per­ku­si­sta zespo­łu „Skal­do­wie”, Jan Budzia­szek, był z dala od Kościo­ła. Ten, któ­ry na co dzień nazy­wa­ny był „krzy­wy Jan Budzia­szek – wytwór­nia fla­szek”, nawró­cił się w cza­sie zupeł­nie nie­pla­no­wa­nej piel­grzym­ki na Jasną Górę. – W sierp­niu 1984 roku gości­łem w domu piel­grzym­kę z Nie­miec – opo­wia­da Budzia­szek. – Mło­dzi ludzie wybie­ra­li się na pie­szą piel­grzym­kę do Czę­sto­cho­wy. Mie­li bar­dzo dużo baga­ży, toteż posta­no­wi­łem ich odpro­wa­dzić na Wawel. Była pięk­na pogo­da, więc posze­dłem w klap­kach i pod­ko­szul­ku. Po wło­że­niu baga­ży na samo­cho­dy mia­łem wró­cić do domu. Coś mi jed­nak pod­szep­nę­ło, żebym poszedł na Mszę świę­tą. W jej trak­cie przy­szła kolej­na myśl: „a może prze­szedł­byś się kawa­łek przez mia­sto. Wró­cisz auto­bu­sem”. Dosze­dłem… do pierw­sze­go noc­le­gu w Smar­dzo­wi­cach. Tam ktoś poży­czył mi koc i prze­spa­łem się w sto­do­le. Rano chcia­łem podejść tyl­ko do pierw­szej krzy­żów­ki, żeby auto­bu­sem wró­cić do Kra­ko­wa. I tak krok po kro­ku przez sześć dni sze­dłem do Czę­sto­cho­wy. Bez szczo­tecz­ki do zębów, bez krom­ki chle­ba – opo­wia­da.

Dla muzy­ka jed­nym z naj­waż­niej­szych momen­tów tej piel­grzym­ki była trwa­ją­ca bar­dzo dłu­go dro­ga od jasno­gór­skich murów do kapli­cy Mat­ki Bożej. – Sze­dłem na koń­cu pierw­szej gru­py. Dru­ga gru­pa była pol­sko-wło­ska. Jej człon­ko­wie przez całą dro­gę odma­wia­li Róża­niec. Wła­śnie wte­dy zro­dzi­ła się kolej­na myśl: „po powro­cie do Kra­ko­wa spę­dzę pięt­na­ście dni odma­wia­jąc kolej­ne tajem­ni­ce różań­co­we”. Po powro­cie szu­ka­łem róż­nej lite­ra­tu­ry o Różań­cu, dużo czy­ta­łem i tak powsta­ły moje pierw­sze roz­wa­ża­nia różań­co­we – wyzna­je.

Co rok w dro­dze

Tra­dy­cją w życiu pani Iza­be­li jest to, że w waka­cje bie­rze urlop i wyru­sza na piel­grzy­mi szlak na Jasną Górę. W dzie­ciń­stwie stra­ci­ła mamę i tam odna­la­zła Mamę. Pierw­szy raz wyru­szy­ła już jako mło­da dziew­czy­na. – Muszę powie­dzieć, że na począt­ku tro­chę się tego oba­wia­łam, że śpi się gdzieś po sto­do­łach, w nie­zna­nym miej­scu, u nie­zna­nych ludzi. Nie wie­dzia­łam, jakie po dro­dze są warun­ki higie­nicz­ne. Wyda­wa­ło mi się to wszyst­ko nie do pogo­dze­nia – wspo­mi­na.

Dała się jed­nak prze­ko­nać, gdy oso­by z jej oto­cze­nia, któ­re poszły na pierw­szą kra­kow­ską piel­grzym­kę, opo­wie­dzia­ły jej o tym, cze­go doświad­czy­ły w dro­dze. – W następ­nych latach już uczest­ni­czy­łam w piel­grzym­kach. I rze­czy­wi­ście to, co wte­dy prze­ży­wa­łam, prze­szło moje ocze­ki­wa­nia. To był czas tzw. real­ne­go socja­li­zmu, wal­ki „Soli­dar­no­ści”, rodze­nia się świa­do­mo­ści. I wów­czas w cza­sie kon­fe­ren­cji dawa­no nam, mło­dym ludziom, wycho­wa­nie patrio­tycz­ne i reli­gij­ne. To było dla nas budu­ją­ce. Dla mnie szcze­gól­nym prze­ży­ciem było to, że pozna­łam ogrom­ną życz­li­wość ludzi – zazna­cza pani Iza­be­la i doda­je: – Wła­ści­wie kie­dy tyl­ko mogę, każ­de­go nie­mal roku wyru­szam w dro­gę na Jasną Górę. Idę jak­by zdać rela­cję ze swo­je­go życia, z całe­go roku i pro­sić o następ­ne łaski.

Mło­dzi Szwe­dzi

Przed laty w dro­gę wyru­szy­li bliź­nia­cy – Mate­usz i Kac­per. Mło­dzi męż­czyź­ni o pol­skich korze­niach na co dzień miesz­ka­ją w Szwe­cji. – Nasza bab­cia wycho­wa­ła nasze­go tatę w wie­rze, a nasi rodzi­ce prze­ka­za­li ją nam. Od dziec­ka całą rodzi­ną klę­ka­li­śmy do pacie­rza. To w nas zosta­ło – mówi Mate­usz.

Mło­dzień­cy w swo­im życiu prze­ży­li wie­le trud­nych chwil. Gdy mie­li pięt­na­ście lat, zmar­ła ich mama. – To było bar­dzo trud­ne doświad­cze­nie. Bar­dzo pła­ka­li­śmy, tęsk­ni­li­śmy za nią. Nigdy jed­nak nie mie­li­śmy pre­ten­sji, żalu do Pana Boga o to, że nam ją zabrał. Kil­ka godzin po śmier­ci mamy byli­śmy w koście­le na Mszy świę­tej i modli­li­śmy się za nią – pod­kre­śla Kac­per. A Mate­usz doda­je, że wła­śnie w takich trud­nych chwi­lach czło­wie­ko­wi bar­dzo poma­ga wia­ra.

Po śmier­ci mamy, bab­cia chłop­ców – pani Kry­sty­na – przy­wio­zła ich do Pol­ski i zapro­wa­dzi­ła na Jasną Górę. – Nie wiem, jak to się sta­ło, ale uda­ło się nam dotrzeć przed sam obraz Mat­ki Bożej, choć w kapli­cy było strasz­nie dużo ludzi. Bab­cia poka­za­ła nam Mary­ję i powie­dzia­ła: „Od tej pory to jest wasza Mama”. Bar­dzo tam z Kac­prem pła­ka­li­śmy. Wte­dy też w pew­nym momen­cie poczu­łem czy­jąś dłoń na ramie­niu i usły­sza­łem sło­wa: „Wszyst­ko będzie dobrze”. To był głos, któ­ry sły­sza­łem w duszy – wyzna­je Mate­usz i doda­je, że po tej wizy­cie życie ich rodzi­ny znów zaczę­ło się ukła­dać.

Bab­cia chłop­ców, pod­su­mo­wu­jąc nie­ja­ko całą roz­mo­wę, mówi: – Ja wciąż pole­cam wszyst­kie moje dzie­ci i wnu­ki Mat­ce Bożej. Kie­dy tyl­ko przy­la­tu­ję do Pol­ski, jadę na Jasną Górę, by przed obli­czem Maryi wypła­kać tro­ski, opo­wie­dzieć Jej o pro­ble­mach, ale tak­że i rado­ściach. Wiem, że Ona ma nas wszyst­kich pod swo­ją opie­ką.

Nie­zwy­kłe doświad­cze­nie

Takich przy­kła­dów moż­na poka­zy­wać tysią­ce. Każ­dy piel­grzym to prze­cież osob­na histo­ria. A ci, któ­rzy już kie­dyś wędro­wa­li w skwa­rze, w desz­czu, w zmę­cze­niu, ale tak­że i w rado­ści wspól­no­ty, wie­dzą, że pie­sza piel­grzym­ka to doświad­cze­nie bez­cen­ne. Nie da się go porów­nać z niczym innym. Łzy same pcha­ją się do oczu, gdy po kil­ku­dnio­wej wędrów­ce sta­je się u stóp Jasnej Góry, a potem patrzy się w oczy „Czar­nej Madon­ny”.

Mał­go­rza­ta Pabis