Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Najważniejszą modlitwą jest Msza św. (1) Tajemnica Eucharystii

Eucharystia /fot. pixabay

Bóg jest pierw­szy we wszyst­kim, tak­że w naszym prze­ży­wa­niu Mszy świę­tej. Są bowiem oso­by, któ­re dzię­ki łasce Bożej uczest­ni­czą w spo­sób bar­dzo owoc­ny w Eucha­ry­stii. Wystar­czy im otwar­tość i wier­ność wobec natchnień. Nie mają za sobą stu­diów teo­lo­gicz­nych ani żad­ne­go kur­su litur­gicz­ne­go wpro­wa­dze­nia czy jakiej­kol­wiek „pomo­cy”. Inni szu­ka­ją wciąż jakie­goś wytłu­ma­cze­nia, dobre­go opra­co­wa­nia, sta­ra­ją się dużo wie­dzieć i zro­zu­mieć, a mimo to wciąż męczą się w trak­cie obrzę­dów litur­gicz­nych. W isto­cie rze­czy cho­dzi o to, by w cza­sie Mszy świę­tej spo­tkać się z Bogiem, otwo­rzyć na tę łaskę, któ­ra zosta­ła nam dana, a następ­nie pozwo­lić się prze­mie­nić. Gdy łaska prze­ży­wa­nej Eucha­ry­stii trwa i prze­mie­nia nas w życiu codzien­nym, powin­ni­śmy dzię­ko­wać Bogu i pozwo­lić Mu się dalej pro­wa­dzić.

W dzie­jach Kościo­ła w bar­dzo róż­ny spo­sób poma­ga­no wier­nym uczest­ni­czyć we Mszy świę­tej. Do dziś zacho­wa­ły się wspa­nia­łe kate­che­zy z pierw­szych wie­ków chrze­ści­jań­stwa, któ­rych celem było wta­jem­ni­cze­nie ochrzczo­ne­go w Eucha­ry­stię, jej tajem­ni­ce i sym­bo­le. Pięć­dzie­siąt lat temu nato­miast kró­lo­wa­ły msza­li­ki, któ­re zawie­ra­ły tekst Mszy św. w języ­ku łaciń­skim i pol­skim. Rów­no­cze­śnie były w uży­ciu takie modli­tew­ni­ki, któ­re zabie­ra­ło się ze sobą na Mszę świę­tą i czy­ta­ło się odpo­wied­nie roz­wa­ża­nie do danej czę­ści litur­gii. Po Sobo­rze Waty­kań­skim II wyda­wa­ło się, że wystar­czy odpra­wiać Mszę św. w języ­ku zro­zu­mia­łym dla uczest­ni­ków i posze­rzyć zakres czy­tań z Pisma Świę­te­go. Póź­niej poja­wi­ły się róż­ne­go rodza­ju dosto­so­wa­nia litur­gii, któ­rych celem było takie jej kształ­to­wa­nie, by była ona jak naj­bar­dziej zbli­żo­na do śro­do­wi­ska, myśle­nia i wraż­li­wo­ści uczest­ni­ków. Były więc „Msze bito­we”, „Msze na łonie natu­ry”, „Msze z udzia­łem zwie­rząt”. To tyl­ko nie­któ­re z podej­mo­wa­nych dzia­łań. Nie­raz jed­nak oka­zy­wa­ło się, że przy tym zagu­bio­no wła­śnie to, co istot­ne dla tajem­ni­cy Eucha­ry­stii.

Wyda­je się, że kate­che­za mista­go­gicz­na, oso­bi­ste świa­dec­two i uwzględ­nia­nie zako­rze­nie­nia współ­cze­sne­go czło­wie­ka to kie­run­ki, w któ­rych moż­na szu­kać moż­li­wo­ści wta­jem­ni­cze­nia dzi­siej­sze­go uczest­ni­ka Eucha­ry­stii w to, co mu się wyda­je być – i fak­tycz­nie jest – z inne­go świa­ta. W niniej­szym opra­co­wa­niu spoj­rzy­my na tajem­ni­cę Eucha­ry­stii z kil­ku punk­tów widze­nia. Jeże­li przy­naj­mniej nie­któ­re z nich pomo­gą nam w odna­le­zie­niu się w tej tajem­ni­cy i lep­szym prze­ży­wa­niu Mszy świę­tej, trze­ba ufać, że resz­ty dopeł­ni Duch Świę­ty, jedy­ny pew­ny prze­wod­nik w wie­rze.

Bar­dzo waż­ny list od Ojca

W pew­nej rodzi­nie ojciec musiał wyje­chać za gra­ni­cę, bo nigdzie nie mógł zna­leźć pra­cy. W Pol­sce zosta­ła żona z dwój­ką dzie­ci. To ona zobo­wią­za­ła męża, by przy­naj­mniej raz na tydzień usiadł i napi­sał list do domu. Ona też potra­fi­ła zadbać o to, by list męża był odpo­wied­nio trak­to­wa­ny, a wię­zi dzie­ci z ojcem nie osła­bły, ale raczej umac­nia­ły się. Obmy­śli­ła więc swo­isty obrzęd, a wszyst­ko zmie­rza­ło do tego, by dzie­ci prze­ży­wa­ły obec­ność ojca przez posła­ny do nich list. Gdy listo­nosz przy­no­sił list z zagra­ni­cy, dzie­ci wie­dzia­ły, że w tym dniu będzie uro­czy­sta kola­cja. List cze­kał na otwar­cie aż do wie­czo­ra. Wów­czas wszy­scy gro­ma­dzi­li się przy sto­le, jedli z nie­cier­pli­wo­ścią i cze­ka­li na koniec. Wresz­cie ktoś otwie­rał koper­tę i zaczy­nał czy­tać list. Słu­cha­li więc o tym, jak szu­ka pra­cy, póź­niej gdzie pra­cu­je, jakich pozna­je ludzi i jakie odwie­dza nowe miej­sca. Gdy któ­reś z dzie­ci cze­goś nie rozu­mia­ło, wów­czas mama to wyja­śnia­ła. Jeże­li w liście bra­ko­wa­ło wyraź­ne­go zapew­nie­nia o tym, że ojciec o nich cią­gle myśli i tęsk­ni za nimi, ona to doda­wa­ła od sie­bie. Czy­ta­nie listu koń­czy­ło się zawsze jego uca­ło­wa­niem przez wszyst­kich i odło­że­niem do spe­cjal­nej skrzy­necz­ki, w któ­rej była już wcze­śniej­sza kore­spon­den­cja. Zawsze też wspól­nie ukła­da­no list, w któ­rym dzie­ci opo­wia­da­ły o sobie, o tym, co dzie­je się w domu, i zapew­nia­ły, że bar­dzo pra­gną, by ich ojciec wró­cił jak naj­prę­dzej. Dzie­ci zawsze mogły też podejść do skrzy­necz­ki z kore­spon­den­cją od ojca i odczy­tać sobie któ­ryś z wcze­śniej­szych listów. Nie trze­ba doda­wać, że gdy po dwóch latach nie­obec­no­ści ojciec wró­cił do domu, nie był oso­bą obcą, ale bar­dzo ocze­ki­wa­ną. To, co zro­bi­ła ta mądra kobie­ta, przy­po­mi­na prak­ty­kę zna­ną w Koście­le od dwóch tysię­cy lat.

Odkąd Chry­stus usta­no­wił Eucha­ry­stię i pole­cił powta­rzać w niej sło­wa i gesty z Ostat­niej Wie­cze­rzy, Kościół posta­no­wił, że zawsze będzie się czy­tać Pismo Świę­te. Nie całe, ale jakiś frag­ment. Czy­ni się to po to, by za każ­dym razem uczest­ni­cy Eucha­ry­stii mogli się prze­ko­ny­wać o miło­ści Boga, o Jego dzia­ła­niu na korzyść Jego ludu czy wybra­nych przez Nie­go ludzi. Dla­te­go w pierw­szych wie­kach nie­któ­rzy nazy­wa­li Pismo Świę­te listem Boga do ludzi; listem, któ­ry trze­ba daw­ko­wać, a więc czy­tać po kawał­ku, ze zro­zu­mie­niem, nie­raz z wyja­śnie­niem, ale zawsze po to, by się po raz kolej­ny prze­ko­nać o tym, jaki jest Bóg wobec ludzi.

Na każ­dej Mszy świę­tej jest czy­ta­nie z dwóch lub trzech ksiąg biblij­nych. Czy­ta się odpo­wied­ni frag­ment wyzna­czo­ny na kon­kret­ną nie­dzie­lę albo dany dzień. Homi­lia, któ­rą po Ewan­ge­lii wygła­sza kapłan, ma na celu wyja­śnić to, co mogło być nie­zro­zu­mia­łe w czy­ta­niach z Pisma Świę­te­go. Ma zaś być ona tak gło­szo­na, by słu­cha­cze nabra­li prze­ko­na­nia, że przed chwi­lą mówił do nich kocha­ją­cy Ojciec, zatro­ska­ny o ich życie, poucza­ją­cy ich i zachę­ca­ją­cy do postę­po­wa­nia god­ne­go dzie­ci Bożych. Czy­ta­nie Pisma Świę­te­go i homi­lia kapła­na ma miej­sce w cza­sie Mszy świę­tej, a więc Uczty, któ­ra nabie­ra sen­su dla uczest­ni­ków wła­śnie poprzez sło­wo Boże. Kie­dy więc przy­cho­dzi­my na Eucha­ry­stię, potrze­ba, byśmy pra­gnę­li słu­chać sło­wa Boże­go, byli otwar­ci jak na sło­wa naj­lep­sze­go Ojca i chcie­li je przy­jąć do ser­ca.

Ojco­wie Sobo­ru Waty­kań­skie­go II (…) wyra­zi­li pra­gnie­nie, by «stół Sło­wa» sze­ro­ko otwo­rzył wier­nym skar­biec Pisma Świę­te­go. (…) W czter­dzie­ści lat po Sobo­rze Rok Eucha­ry­stii może być dla wspól­not chrze­ści­jań­skich dobrą oka­zją do zwe­ry­fi­ko­wa­nia tego aspek­tu. Nie wystar­cza bowiem odczy­ty­wa­nie frag­men­tów biblij­nych w języ­ku zro­zu­mia­łym, jeśli nie jest ono poprze­dzo­ne odpo­wied­nim przy­go­to­wa­niem, poboż­nie wysłu­cha­ne, w mil­cze­niu medy­to­wa­ne, co jest koniecz­ne, by sło­wo Boże dotknę­ło życia i je oświe­ci­ło” (List apo­stol­ski Jana Paw­ła II na Rok Eucha­ry­stii Mane nobi­scum Domi­ne, 13).

ks. bp Roman Pin­del, „Gdy już przy­sze­dłeś na Mszę świę­tą”, wyd. DW „Rafa­el”