Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Najważniejszą modlitwą jest Msza św. (3) Jedno dobre spotkanie może wiele zmienić

fot. "Eucharystia" Biały Kruk

Co robić, gdy przyj­mu­je­my Komu­nię świę­tą? Jak się modlić i co mówić? Czy wystar­czy odmó­wić goto­we modli­twy z jakiejś ksią­żecz­ki? By odpo­wie­dzieć na te i podob­ne pyta­nia, trze­ba zacząć od stwier­dze­nia, że w Komu­nii świę­tej spo­ty­ka­my się z Jezu­sem. Aby wie­dzieć, jak ono powin­no wyglą­dać, przyj­rzyj­my się jed­ne­mu ze spo­tkań, któ­re opi­su­je św. Łukasz w swo­jej Ewan­ge­lii (19,1–10).

W mie­ście Jery­cho miesz­kał bar­dzo boga­ty czło­wiek. Przez ludzi uwa­ża­ny był za grzesz­ni­ka. Ponad­to były trzy powo­dy, dla któ­rych potę­pia­no jego postę­po­wa­nie. Po pierw­sze był urzęd­ni­kiem, i to wyso­kiej ran­gi, pra­cu­ją­cym dla oku­pan­ta. Zbie­rał podat­ki od Żydów i prze­ka­zy­wał je Rzy­mia­nom. Po dru­gie, wyko­ny­wa­ny przez nie­go zawód spra­wiał, że z punk­tu widze­nia prze­pi­sów reli­gii żydow­skiej był on cały czas nie­czy­sty. Pra­wo Moj­że­szo­we i żydow­ska tra­dy­cja reli­gij­na zabra­nia­ły wyko­ny­wa­nia bar­dzo wie­lu rze­czy, któ­re on czy­nił. Po trze­cie wresz­cie, opi­nia publicz­na żyła w prze­ko­na­niu, że cel­ni­cy oszu­ku­ją i pozy­sku­ją dodat­ko­we docho­dy dla sie­bie. Do dzi­siaj zacho­wa­ły się pro­to­ko­ły kon­tro­li cel­ni­ków z cza­sów rzym­skich i wska­zu­ją one, że wie­lu cel­ni­ków było rze­czy­wi­ście nie­uczci­wych.

Pew­ne­go dnia do mia­sta Jery­cho miał przy­być Jezus, zna­ny już Nauczy­ciel i Pro­rok. Na wia­do­mość o tym Zache­usz posta­no­wił, że koniecz­nie musi zoba­czyć tego Jezu­sa, dowie­dzieć się, kim On jest. Poja­wił się jed­nak poważ­ny pro­blem: taki sam zamiar miał wiel­ki tłum ludzi, zgro­ma­dzo­ny przy dro­dze, któ­rą Jezus miał prze­cho­dzić. Zache­usz, czło­wiek nie­wy­so­ki, nie miał szans, by cokol­wiek zoba­czyć. Pozo­sta­ło mu szu­kać jakie­goś wyj­ścia. On, boga­ty, zapew­ne odpo­wied­nio ubra­ny, wyszedł po pro­stu na drze­wo rosną­ce przy tej wła­śnie dro­dze. Kie­dy Jezus prze­cho­dził przez tłum, zatrzy­mał się pod drze­wem, na któ­rym sie­dział Zache­usz. Mało tego, jak­by go znał i bar­dzo sza­no­wał, wpro­sił się do nie­go jako gość, mówiąc: „Zache­uszu, zejdź pręd­ko, albo­wiem dziś muszę się zatrzy­mać w two­im domu”.

Musia­ło to zasko­czyć potę­pia­ne­go powszech­nie cel­ni­ka. Pospie­szył jed­nak do domu i pole­cił przy­go­to­wać ucztę dla Jezu­sa i tych, któ­rzy z Nim zechcą przy­jąć zapro­sze­nie. Gdy Jezus i pozo­sta­li goście byli w jego domu, na zewnątrz zebrał się tłum ludzi, któ­rzy ani myśle­li prze­kro­czyć pro­gu domu Zache­usza. Mało tego, zwró­ci­li się oni prze­ciw Jezu­so­wi, mówiąc o Nim z wyrzu­tem: „Do grzesz­ni­ka poszedł w gości­nę”. Tym­cza­sem w domu Zache­usza doszło do jego oso­bi­ste­go spo­tka­nia z Jezu­sem. Zache­usz, widząc jak bar­dzo kom­pro­mi­tu­je swo­im życiem zna­ko­mi­te­go Gościa, zde­cy­do­wał się na nie­zwy­kłą dekla­ra­cję: „Panie, oto poło­wę mego mająt­ku daję ubo­gim, a jeśli kogo w czym skrzyw­dzi­łem, zwra­cam poczwór­nie”. Ludzi taka dekla­ra­cja musia­ła bar­dzo zdzi­wić, bo pew­nie byli wcze­śniej świad­ka­mi przy­wią­za­nia tego czło­wie­ka do swo­je­go bogac­twa.

Dla Jezu­sa jed­nak naj­waż­niej­sza była prze­mia­na. Dla­te­go wypo­wie­dział nie­zwy­kłe sło­wa: „Dziś zba­wie­nie sta­ło się udzia­łem tego domu, gdyż i on jest synem Abra­ha­ma”. Tym samym Jezus zapew­nił Zache­usza, że ma pra­wo spo­dzie­wać się zba­wie­nia, jak wszy­scy spra­wie­dli­wi w Izra­elu. Nie­zwy­kła prze­mia­na czło­wie­ka pod wpły­wem jed­ne­go spo­tka­nia z Jezu­sem. Jeże­li jed­nak wie­rzy się, że to ten sam Jezus przy­cho­dzi w Komu­nii świę­tej, to podob­na prze­mia­na życia może się doko­nać w cza­sie każ­dej Eucha­ry­stii. Warun­kiem jest wia­ra, że to Jezus, Zba­wi­ciel, Pan życia i Nauczy­ciel rze­czy­wi­ście przy­cho­dzi do każ­de­go oso­bi­ście.

Po dru­gie, świa­do­mość wybra­nia przez Jezu­sa, wyróż­nie­nia przez Nie­go poprzez łaskę pra­gnie­nia przy­stą­pie­nia do Komu­nii. To nic, że rów­no­cze­śnie mogą przy­stę­po­wać tysią­ce. To nic, że czło­wiek trwa w łasce za cenę wiel­kie­go wysił­ku i wyrze­czeń. Nigdy nie moż­na powie­dzieć, że Komu­nia świę­ta się „nale­ży”.

Po trze­cie, potrzeb­na jest uczci­wość wobec wła­sne­go życia, w któ­rym jest zawsze spo­ro do upo­rząd­ko­wa­nia, nawet gdy codzien­nie przy­stę­pu­je się do Komu­nii świę­tej. Im bar­dziej prze­ży­wa się wyróż­nie­nie i nie­za­słu­żo­ne obda­ro­wa­nie przez Jezu­sa, a rów­no­cze­śnie dostrze­ga obsza­ry grze­chu, sła­bo­ści i bez­rad­no­ści wobec nich, tym bar­dziej będą wspa­nia­ło­myśl­ne pra­gnie­nia, sło­wa i dekla­ra­cja czło­wie­ka wypo­wia­da­ne po przy­ję­ciu Komu­nii świę­tej. Gdy powie się: „Panie, już nigdy…”, „Panie, posta­na­wiam…”, „Panie, wejdź w tą sytu­ację, bo sam sobie nie mogę pora­dzić”, wów­czas moż­na usły­szeć w ser­cu: „Dziś jesteś na naj­lep­szej dro­dze do zba­wie­nia”.

Czyż zatem nie moż­na by Roku Eucha­ry­stii uczy­nić okre­sem, w któ­rym wspól­no­ty die­ce­zjal­ne i para­fial­ne w spo­sób szcze­gól­ny posta­ra­ją się zara­dzić czyn­ną bra­ter­ską pomo­cą któ­rejś z tak licz­nych form ubó­stwa na naszym świe­cie? (…) Nie może­my się łudzić: tyl­ko po wza­jem­nej miło­ści i tro­sce o potrze­bu­ją­cych zosta­nie­my roz­po­zna­ni jako praw­dzi­wi ucznio­wie Chry­stu­sa (por. J 13,35; Mt 25,31–46). To wła­śnie jest kry­te­rium, według któ­re­go będzie mie­rzo­na auten­tycz­ność naszych cele­bra­cji eucha­ry­stycz­nych” (List apo­stol­ski Jana Paw­ła II na Rok Eucha­ry­stii Mane nobi­scum Domi­ne, 28).

ks. bp Roman Pin­del, „Gdy już przy­sze­dłeś na Mszę świę­tą”, DW „Rafa­el”