Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Niniwa 2.0

Niniwa 2.0/rys. J. Socha

Każ­dy grzech, któ­ry poja­wia się w Koście­le, rani nie tyl­ko same­go Chry­stu­sa, ale tak­że doty­ka i krzyw­dzi każ­de­go z nas. Bez wyjąt­ku. Nie ina­czej jest z owym strasz­nym grze­chem nie­któ­rych (i z pew­no­ścią bar­dzo nie­wie­lu) naszych paste­rzy oraz z grze­cha­mi zanie­cha­nia inter­wen­cji w przy­pad­ku tych, któ­rzy powin­ni zare­ago­wać.

To praw­da, że prze­cież nie wszy­scy o nich wie­dzie­li­śmy, że pew­ne rze­czy dosłow­nie nie mie­ści­ły się nam w gło­wach, że w więk­szo­ści żyli­śmy w cie­plar­nia­nej ułu­dzie, że co jak co, ale pol­skie­go, „sil­ne­go” Kościo­ła to nie doty­czy. W koń­cu i nas dopa­dło. Czy zro­bi­li­śmy wszyst­ko żeby temu zapo­biec? Czy inter­we­nio­wa­li­śmy, jeśli zauwa­ży­li­śmy coś nie­po­ko­ją­ce­go lub choć­by modli­li­śmy się za naszych paste­rzy? Jeśli tak, to tym bar­dziej jeste­śmy dzi­siaj wstrzą­śnię­ci. Jeśli nie… cóż… mądry Polak po szko­dzie.

Bar­dzo lubię ewan­ge­licz­ne porów­na­nie Kościo­ła do żywe­go orga­ni­zmu – do cia­ła – Mistycz­ne­go Cia­ła Chry­stu­sa. I lubię wycią­gać z tego wnio­ski. Cóż bowiem robi­my gdy roz­bo­li nas jakiś organ, gdy poja­wi się na nim podej­rza­na narośl? To jasne i pro­ste: idzie­my do leka­rza. Tyl­ko on może posta­wić pra­wi­dło­wą dia­gno­zę i wska­zać środ­ki zarad­cze. A kto w naszym przy­pad­ku jest naj­lep­szym z leka­rzy? Nie, wca­le nie biskup ani nawet nie papież, ale sam Jezus Chry­stus. A On już nie raz – poprzez Mary­ję – wska­zy­wał nam naj­lep­szy z moż­li­wych środ­ków zarad­czych. Co nim jest? Poku­ta, poku­ta i jesz­cze raz poku­ta! Coś, o czym coraz czę­ściej – i coraz chęt­niej – zapo­mi­na­my; coś, co wie­lu uwa­ża za prze­ży­tek, za eks­po­nat z kato­lic­kie­go skan­se­nu prak­tyk i idei.

Tym­cza­sem trzy razy „poku­ta” wołał Anioł w Fati­mie. Mało tego: dzier­żył w  dło­ni ogni­sty miecz i wska­zy­wał ręką zie­mię! (nie­ste­ty pew­nie i to nie napa­wa nas już dziś lękiem, podob­nie zresz­tą jak i Boża spra­wie­dli­wość, pie­kło czy czy­ściec). O poku­tę ape­lo­wa­ła Mary­ja w Lour­des. Wezwa­nie do poku­ty poja­wia­ło się zresz­tą pod­czas pra­wie każ­de­go – uzna­ne­go przez Kościół – obja­wie­nia maryj­ne­go.

I wła­śnie poku­ty trze­ba nam dzi­siaj jak nigdy dotąd. Potrze­ba auten­tycz­ne­go nawró­ce­nia, prze­pra­sza­nia Boga nie tyl­ko za nasze, ale tak­że za cudze grze­chy, umar­twień i postów, ofia­ro­wy­wa­nia Bogu naszych cier­pień oraz przy­kro­ści, jakie nas doty­ka­ją, zadość­uczy­nie­nia itp. Współ­cze­sny świat, Euro­pę i – nie okła­muj­my się – rów­nież Pol­skę, bez cie­nia prze­sa­dy porów­nać mogli­by­śmy do sta­ro­żyt­nej Nini­wy, w któ­rej roz­pa­no­szy­ła się nie­pra­wość. Wypa­da nam zatem posłu­chać współ­cze­snych Jona­szy i wzo­rem nini­wian nie dys­ku­to­wać i nie mędr­ko­wać, nie oskar­żać, nie osą­dzać, nie rzu­cać kamie­nia­mi (bo któż z nas „jest bez winy”?), ale upo­ko­rzyć się, przy­wdziać pokut­ne wory, posy­pać gło­wy popio­łem i – jak tyl­ko potra­fi­my – pocie­szać smu­cą­ce­go się z powo­du naszych prze­win Boga. Tyl­ko w ten spo­sób – a nie przez zwy­kły ludz­ki wymiar spra­wie­dli­wo­ści – może­my wypro­sić u Boga ratu­nek, miło­sier­dzie dla nas i dla całe­go świa­ta, zba­wie­nie zagu­bio­nych dusz.

I dziw­ne jest, ale ów „znak cza­su” – owo wezwa­nie do poku­ty – naj­le­piej odczy­ta­li w ostat­nich latach Hisz­pa­nie. W kra­ju tym bowiem brac­twa pokut­ne rosną dziś jak grzy­by po desz­czu. W 1998 r. było tam ok. milio­na pokut­ni­ków, a dziś jest ich trzy razy wię­cej. Czy pój­dzie­my w ich śla­dy? Czy zacznie­my poku­to­wać – suro­wo i auten­tycz­nie? Trze­ba! Naj­wyż­szy czas!

Hen­ryk Bej­da