Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

O. Stanisław Olbrycht Podjął dzieło Męczenników

O. Stanisław Olbrycht

Iść tam, gdzie nikt nie chce iść. Wybie­rać to, co trud­ne, ale Panu Bogu miłe” – to mot­to życio­we o. Sta­ni­sła­wa Olbrych­ta. Fran­cisz­ka­nin od ponad czter­dzie­stu lat jest misjo­na­rzem. Jest ostat­nim fran­cisz­kań­skim misjo­na­rzem, któ­ry do Ame­ry­ki Połu­dnio­wej popły­nął jesz­cze stat­kiem towa­ro­wym, a nie pole­ciał samo­lo­tem. Na począt­ku swo­jej misyj­nej dro­gi pra­co­wał w Boli­wii, a następ­nie w Peru, w Paria­co­to, dokąd wyje­chał nie­dłu­go po śmier­ci bł. Zbi­gnie­wa Strzał­kow­skie­go i bł. Micha­ła Tomasz­ka, w 1993 roku.

 Bez­po­śred­nio po męczeń­stwie Ojców, z powo­du panu­ją­ce­go zagro­że­nia ze stro­ny sen­de­ry­stów, w Paria­co­to nie było na sta­łe żad­ne­go kapła­na. Pierw­szym fran­cisz­ka­ni­nem, któ­ry pod­jął pra­cę w nie­spo­koj­nym nadal cza­sie w Paria­co­to, był wła­śnie o. Sta­ni­sław. Jak pod­kre­śla, kult jego współ­bra­ci wciąż się roz­wi­ja, a do ich gro­bu przy­by­wa­ją tysią­ce piel­grzy­mów. – Są oni postrze­ga­ni jako ci, któ­rzy poma­ga­ją w wal­ce z ter­ro­ry­zmem i z nie­na­wi­ścią – mówi fran­cisz­ka­nin.

Zagro­że­nia

Misjo­narz o. Sta­ni­sław był w Paria­co­to, gdy ojco­wie Strzał­kow­ski i Toma­szek zaczy­na­li tam pra­cę, a potem przy­był na ich pogrzeb. Ojciec Olbrycht opo­wie­dział nam, jak wyglą­dał pierw­szy cud bło­go­sła­wio­nych Męczen­ni­ków – pod­czas uro­czy­sto­ści pogrze­bo­wych, przy jed­nym z męż­czyzn tam zgro­ma­dzo­nych, zna­le­zio­no mate­ria­ły wybu­cho­we, któ­re miał zamiar zde­to­no­wać w koście­le para­fial­nym. – Uda­ło się go zde­ma­sko­wać, zatrzy­mać, a ludzie uzna­li to za cud Męczen­ni­ków – mówi.

Ojciec Olbrycht opo­wia­dał, że zaraz po pogrze­bie poja­wi­li się męż­czyź­ni, któ­rzy chcie­li zabrać fran­cisz­ka­nom misje, mówiąc, że po śmier­ci ojców ona umar­ła wraz z nimi. „Księ­ża zgi­nę­li, misja umar­ła” – argu­men­to­wa­li. Wszy­scy wie­dzie­li, że są to ter­ro­ry­ści ze „Świe­tli­ste­go Szla­ku”, któ­rzy nie rozu­mie­li, że Kościół to nie tyl­ko kapła­ni, ale przede wszyst­kim wier­ni. Kościół jed­nak na to się nie zgodził.W pierw­szą rocz­ni­cę śmier­ci Męczen­ni­ków, w kaplicz­ce im poświę­co­nej poja­wi­ły się napi­sy: „Śmierć współ­pra­cow­ni­kom księ­ży”. Zagro­że­nie było real­ne. – Byłem świad­kiem, kie­dy przy­je­cha­ła piel­grzym­ka, a wraz z nią eki­pa poli­cyj­na, któ­ra naj­pierw roz­pra­co­wa­ła teren. Obszu­ka­li wszyst­kie zakąt­ki i dopie­ro wte­dy piel­grzy­mi mogli się zbli­żyć do miej­sca śmier­ci Męczen­ni­ków – opo­wia­da ojciec Olbrycht.

W 1994 roku do Paria­co­to przy­je­chał na osie­ro­co­ną pla­ców­kę ojciec Olbrycht i wzno­wił dzia­ła­nie misji. – Mot­to moje­go postę­po­wa­nia brzmi: „Iść, gdzie nikt nie chce iść, wybie­rać to, co trud­ne, ale Panu Bogu miłe” – wyzna­je. Dziś para­fia w Paria­co­to obej­mu­je 73 andyj­skie wio­ski. W Peru w czte­rech miej­sco­wo­ściach miesz­ka i pra­cu­je obec­nie dzie­się­ciu Pola­ków i pię­ciu Peru­wiań­czy­ków – dwóch z nich pra­cu­je na Kubie.

Piel­grzy­mi

Fran­cisz­ka­nie po raz kolej­ny roz­po­czę­li posłu­gę w andyj­skiej para­fii. Od same­go począt­ku wzię­li sobie do ser­ca sło­wa wska­zów­ki miej­sco­we­go bisku­pa, któ­ry radził, by do żad­nej wio­ski nie przy­jeż­dża­li bez zapro­sze­nia miej­sco­wej lud­no­ści. Takie zapro­sze­nie świad­czy­ło bowiem o tym, że wier­ni mają pozwo­le­nie od ter­ro­ry­stów „Świe­tli­ste­go Szla­ku” na orga­ni­za­cję swo­ich nabo­żeństw i nie gro­zi im nie­bez­pie­czeń­stwo z ich stro­ny. – Prze­ko­na­li­śmy się, że nie dostar­cza­my powo­dów do prze­śla­do­wań, jeśli tyl­ko żyje­my roz­trop­nie, nie kry­ty­ku­je­my sytu­acji poli­tycz­nej w Peru i nie dopro­wa­dza­my do kon­fron­ta­cji – mówi ojciec Olbrycht.

– Począt­ko­wo przy­jazd do Paria­co­to był oce­nia­ny przez piel­grzy­mów jako ryzy­kow­ny, ale z cza­sem nasza sta­ła obec­ność w tym miej­scu spo­wo­do­wa­ła, że zaczę­ły przy­jeż­dżać więk­sze gru­py, nawet pro­sząc o noc­leg. Na ruch piel­grzym­ko­wy wpły­nął pro­ces beaty­fi­ka­cyj­ny i beaty­fi­ka­cja o. Tomasz­ka i o. Strzał­kow­skie­go. Naszym głów­nym zada­niem i tro­ską jest stwo­rze­nie obec­nie odpo­wied­nich warun­ków do przyj­mo­wa­nia piel­grzy­mów – pod­kre­śla o. Olbrycht.

Jak wyja­śnia fran­cisz­ka­nin, naj­wię­cej wier­nych odwie­dza Paria­co­to w maju, pod­czas uro­czy­sto­ści odpu­sto­wych w para­fii, w sierp­niu w rocz­ni­cę śmier­ci pol­skich misjo­na­rzy, a gru­py mło­dzie­ży przy­go­to­wu­ją­cej się do Bierz­mo­wa­nia przy­jeż­dża­ją na reko­lek­cje we wrze­śniu, paź­dzier­ni­ku i listo­pa­dzie.

– O. Toma­szek i o. Strzał­kow­ski w pierw­szym rzę­dzie są uwa­ża­ni za tych, któ­rzy poma­ga­ją w wal­ce z ter­ro­ry­zmem i z nie­na­wi­ścią. Na to wska­zu­ją modli­twy, proś­by i dzięk­czy­nie­nia, któ­re wpły­wa­ją do naszej misji – mówi misjo­narz i od razu pod­kre­śla, że Paria­co­to jest postrze­ga­ne w Peru jako miej­sce „inte­gra­cji spo­łecz­nej i naro­do­wej”.

Patro­ni kru­cja­ty prze­ciw ter­ro­ry­zmo­wi

Brat Jan Hru­szo­wiec, pro­mo­tor kul­tu Męczen­ni­ków z Paria­co­to wyja­śnia, że dziś reli­kwie fran­cisz­kań­skich misjo­na­rzy męczen­ni­ków są obec­nie w 350 miej­scach na świe­cie, z cze­go ok. 200 w Pol­sce. – W maju 2016 r. powsta­ła kru­cja­ta różań­co­wa prze­ciw­ko ter­ro­ry­zmo­wi i coraz wię­cej osób do niej przy­stę­pu­je. Jej patro­na­mi są o. Toma­szek i o. Strzał­kow­ski. Z róż­nych stron świa­ta otrzy­mu­je­my sygna­ły, że ludzie modlą się i doświad­cza­ją tego, że bra­cia strze­gą ich przed róż­ny­mi rodza­ja­mi ter­ro­ry­zmu i prze­mo­cy, tak­że tej w życiu codzien­nym – mówił br. Hru­szo­wiec.

Fran­cisz­ka­nie o. Zbi­gniew Strzał­kow­ski i o. Michał Toma­szek roz­po­czę­li pra­cę misyj­ną w peru­wiań­skim Paria­co­to w 1989 r. Zgi­nę­li 9 sierp­nia 1991 r., zabi­ci przez ter­ro­ry­stów z ugru­po­wa­nia Sen­de­ro Lumi­no­so strza­ła­mi w tył gło­wy. O. Strzał­kow­ski miał 33 lata, o. Toma­szek – 31. W 2015 r. zosta­li beaty­fi­ko­wa­ni w Chim­bo­te w Peru. 7 czerw­ca przy­pa­da ich litur­gicz­ne wspo­mnie­nie.

Jak wyja­śnia ojciec Sta­ni­sław Olbrycht, bł. Michał Toma­szek jest waż­ną posta­cią dla mło­dzie­ży i dla rodzin zało­żo­nych przez jego daw­nych wycho­wan­ków, a bł. Zbi­gniew Strzał­kow­ski przez lud andyj­ski postrze­ga­ny jest jako „ten, któ­ry leczy”, bo za życia opa­try­wał ludziom rany. Obaj bra­cia uwa­ża­ni są za tych, któ­rzy poma­ga­ją w wal­ce z ter­ro­ry­zmem i nie­na­wi­ścią.

Mie­czy­sław Pabis