Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Osiemnasty Tydzień Zwykły 5 – 10 VIII 2019

Marność dóbr doczesnych

NIEDZIELA: Koh 1,2; 2,21–23; Kol 3,1–5.9–11

Ewan­ge­lia Łk 12,13–21

Mar­ność dóbr docze­snych

Ktoś z tłu­mu powie­dział do Jezu­sa: Nauczy­cie­lu, powiedz moje­mu bra­tu, żeby się podzie­lił ze mną spad­kiem. Lecz On mu odpo­wie­dział: Czło­wie­ku, któż Mię usta­no­wił sędzią albo roz­jem­cą nad wami? Powie­dział też do nich: Uwa­żaj­cie i strzeż­cie się wszel­kiej chci­wo­ści, bo nawet gdy ktoś opły­wa we wszyst­ko, życie jego nie jest zależ­ne od jego mie­nia. I powie­dział im przy­po­wieść: Pew­ne­mu zamoż­ne­mu czło­wie­ko­wi dobrze obro­dzi­ło pole. I roz­wa­żał sam w sobie: “Co tu począć? Nie mam gdzie pomie­ścić moich zbio­rów”. I rzekł: “Tak zro­bię: zbu­rzę moje spi­chle­rze, a pobu­du­ję więk­sze i tam zgro­ma­dzę wszyst­ko zbo­że i moje dobra. I powiem sobie: Masz wiel­kie zaso­by dóbr, na dłu­gie lata zło­żo­ne; odpo­czy­waj, jedz, pij i uży­waj”. Lecz Bóg rzekł do nie­go: “Głup­cze, jesz­cze tej nocy zażą­da­ją two­jej duszy od cie­bie; komu więc przy­pad­nie to, coś przy­go­to­wał?”. Tak dzie­je się z każ­dym, kto skar­by gro­ma­dzi dla sie­bie, a nie jest boga­ty przed Bogiem.

Co naj­le­piej zabez­pie­czy moją przy­szłość? Są tacy, któ­rzy za naj­waż­niej­sze uzna­ją gro­ma­dze­nie kolej­nych dóbr, tak by wystar­czy­ło na nie­pew­ne cza­sy. O tych Jezus mówi, że są głup­ca­mi. W co zatem inwe­sto­wać? W miłość. W budo­wa­nie wię­zi z Bogiem i z inny­mi ludź­mi. Zabez­pie­cze­niem nasze­go życia na przy­szłość nie są dobra mate­rial­ne, nie jest tak­że czło­wiek. Jedy­nym sen­sow­nym zabez­pie­cze­niem przy­szło­ści jest Stwór­ca, Jego miłość. Zba­wia nas – czy­li ratu­je nas – nie nasza zapo­bie­gli­wość, widocz­na w gro­ma­dze­niu tego, co potrzeb­ne do życia, ale miłość Ojca, któ­ra nasy­ca naj­głęb­szą tęsk­no­tę czło­wie­ka jako oso­by, tęsk­no­tę za praw­dzi­wą miło­ścią. Dra­mat naszych cza­sów pole­ga na tym, że wie­lu nie potra­fi zna­leźć praw­dzi­wej miło­ści, zbu­do­wać praw­dzi­wych wię­zi, spo­tkać wła­ści­wej OSOBY.

PONIEDZIAŁEK Lb 11,4b–15; Mt 14,13–21

Sło­wo Boże: Na pusty­ni syno­wie Izra­ela mówi­li: „Któż nam da mię­sa, aby­śmy jedli? Wspo­mi­na­my ryby, któ­re dar­mo jedli­śmy w Egip­cie, ogór­ki, melo­ny, pory, cebu­lę i czo­snek. Teraz zaś jeste­śmy wycień­cze­ni, nie mamy nic, nie widzi­my nicze­go prócz man­ny”… Moj­żesz usły­szał, że lud narze­ka rodzi­na­mi – każ­da u wej­ścia do swe­go namio­tu.

Jed­na z trud­niej­szych puła­pek na dro­dze ku wol­no­ści ser­ca to tęsk­no­ta za utra­co­nym świa­tem nie­wo­li. Wspo­mnie­nia są wybiór­cze: nie ma sło­wa o nie­wo­li, pozo­stał obraz zaspo­ko­jo­nej przy­jem­no­ści. Dla­te­go dosta­tek Egip­tu mógł wygrać w star­ciu z trud­ny­mi wyma­ga­nia­mi dro­gi do Zie­mi Obie­ca­nej. I tak jest wie­lo­krot­nie. Tęsk­ni­my za czy­stym sumie­niem. Ale gdy trze­ba pła­cić wyso­ką cenę, by zacho­wać pra­wość, nazbyt chęt­nie wra­ca­my do łatwych roz­wią­zań, bo cena zda­je się być za wyso­ka. To poważ­na poku­sa.

WTOREK Dn 7,9–10.13–14; 2 P 1,16–19; Łk 9,28b–36

ŚWIĘTO PRZEMIENIENIA PAŃSKIEGO

Sło­wo Boże: Patrza­łem w noc­nych widze­niach, a oto na obło­kach nie­ba przy­by­wa jak­by Syn Czło­wie­czy. Pod­cho­dzi do Przed­wiecz­ne­go i wpro­wa­dza­ją Go przed Nie­go. Powie­rzo­no Mu pano­wa­nie, chwa­łę i wła­dzę kró­lew­ską, a słu­ży­ły Mu wszyst­kie naro­dy, ludy i języ­ki. Pano­wa­nie Jego jest wiecz­nym pano­wa­niem.

Kil­ka wie­ków przed przyj­ściem Jezu­sa pro­rok w widze­niu ujrzał ocze­ki­wa­ne­go Zba­wi­cie­la, któ­ry w zupeł­nie nie­zro­zu­mia­ły wów­czas spo­sób łączył cechy ludz­kie i Boskie: Syn Czło­wie­czy jest Panem abso­lut­nym, z wła­dzą, któ­ra nie ma koń­ca. Wiel­ka tajem­ni­ca oso­by Boga-Czło­wie­ka pozo­sta­je trud­ną rów­nież i dla nas, bo wyma­ga zacho­wa­nia ducho­wej har­mo­nii. Nasza poboż­ność win­na cecho­wać się wiel­kim sza­cun­kiem wobec Chry­stu­sa, któ­ry jest Synem Boga, i zara­zem głę­bo­ką zaży­ło­ścią, bo prze­cież stał się jed­nym z nas.

ŚRODA Lb 13,1–2a.25–14,1.26–29.34–35; Mt 15,21–28

Sło­wo Boże: Pan prze­mó­wił znów do Moj­że­sza i Aaro­na i rzekł: „Jak dłu­go mam zno­sić to prze­wrot­ne zgro­ma­dze­nie szem­rzą­ce prze­ciw Mnie? Sły­sza­łem szem­ra­nie Izra­eli­tów prze­ciw Mnie. Powiedz im: Na moje życie – mówi Pan – postą­pię z wami według sło­wa, któ­re­ście wypo­wie­dzie­li przede Mną. Tru­py wasze zale­gną pusty­nię…”.

O miło­sier­nym Bogu sły­szy­my dziś na co dzień. Karzą­cy Bóg nie­zbyt pasu­je do naszych wyobra­żeń. Dla­cze­go Bóg roz­ma­wia­ją­cy z Izra­eli­ta­mi jest – nie bój­my się powie­dzieć – pamię­tli­wy? Nie, nie tak rzecz wyglą­da. Otóż Żydzi pomi­mo tylu już cudow­nych doświad­czeń pomo­cy ze stro­ny Boga nie pomy­śle­li, by znów pro­sić Go o łaskę. Otrzy­ma­li tak wie­le, teraz zaczę­li narze­kać. A Stwór­ca cał­kiem zwy­czaj­nie pozwo­lił, by speł­ni­ły się ich pla­ny. I to sta­ło się już wystar­cza­ją­cą karą. Wie­lo­krot­nie naj­bar­dziej bolą skut­ki naszych głu­pich decy­zji.

CZWARTEK Lb 20,1–13; Mt 16,13–23

Sło­wo Boże: Zebrał Moj­żesz wraz z Aaro­nem zgro­ma­dze­nie  przed ska­łą i wte­dy rzekł do nich: „Słu­chaj­cie, wy bun­tow­ni­cy! Czy potra­fi­my z tej ska­ły wypro­wa­dzić dla was wodę?”. Następ­nie pod­niósł Moj­żesz rękę i ude­rzył dwa razy laską w ska­łę. Wte­dy woda wypły­nę­ła tak obfi­cie, że mógł się napić zarów­no lud, jak i jego bydło.

Kolej­na sytu­acja kry­zy­so­wa. Na pusty­ni bra­ku­je wody. Jaka jest reak­cja ludu? Narze­ka­nie. Bunt. Podej­rze­nia, że ktoś chce wszyst­kich wytra­cić. Nikt, a przy­naj­mniej nie­wie­lu pamię­ta, że Pan jest ze swo­im ludem. Że już wie­lo­krot­nie dawał dowo­dy swej obec­no­ści i sku­tecz­nie zara­dzał trud­no­ściom. Tak trud­no było zaufać. Tak trud­no jest zaufać Bogu tak­że nam. O wie­le łatwiej ufa­my wła­snej zarad­no­ści. Dopie­ro przy­ci­śnię­ci do mury zaczy­na­my ufać. Albo bun­to­wać się.  A prze­cież zaufa­nie Panu win­no być czymś zwy­czaj­nym w codzien­no­ści.

PIĄTEK Oz 2,16b.17b.21–22; Mt 25,1–13

ŚWIĘTO ŚW. TERESY BENEDYKTY OD KRZYŻA

Sło­wo Boże: To mówi Pan: „Wypro­wa­dzę oblu­bie­ni­cę na pusty­nię i prze­mó­wię do jej ser­ca. I tam odpo­wie Mi jak w dniu, w któ­rym wycho­dzi­ła z zie­mi egip­skiej. I poślu­bię cię sobie na wie­ki, poślu­bię przez spra­wie­dli­wość i pra­wo, przez miłość i miło­sier­dzie. Poślu­bię cię sobie przez wier­ność, a poznasz Mnie”.

Ogar­nię­ty Bożym Duchem pro­rok mówi o pla­nach Pana, o tęsk­no­cie, któ­ra jest w Bogu. Pan pra­gnie wypro­wa­dzić duszę na pusty­nię. Dla­cze­go tak: prze­cież to miej­sce wyjąt­ko­wo trud­ne. Otóż Bogu cho­dzi o wyłącz­ność w miło­ści. Trze­ba ser­cem podą­żyć na pusty­nię, to zna­czy pozo­sta­wić wszel­kie inne upodo­ba­nia, przy­wią­za­nia i tęsk­no­ty, by cał­ko­wi­cie zwró­cić się do swe­go Stwór­cy. To sza­le­nie trud­ne zada­nie, ale tego pra­gnie Pan. Tak pro­wa­dzi tych, któ­rzy Mu ufa­ją, któ­rzy krok po kro­ku przyj­mu­ją Jego łaskę i przez to chcą iść wciąż dalej.

SOBOTA Mdr 3,1–9 lub 2 Kor 9,6–10; J 12,24–26

ŚWIĘTO ŚW. WAWRZYŃCA DIAKONA

Sło­wo Boże: Kto ską­po sie­je, ten i ską­po zbie­ra, kto zaś hoj­nie sie­je, tej hoj­nie zbie­rać będzie. Każ­dy niech prze­to postą­pi tak, jak mu naka­zu­je jego wła­sne ser­ce, nie żału­jąc i nie czu­jąc się przy­mu­szo­nym, albo­wiem rado­sne­go daw­cę miłu­je Bóg. A Bóg może zlać na was całą obfi­tość łaski…

Praw­dzi­wą rewo­lu­cję ducha prze­żył Apo­stoł Naro­dów, gdy z gor­li­we­go fary­ze­usza, skłon­ne­go z naj­więk­szą dokład­no­ścią wypeł­niać prze­pi­sy pra­wa, prze­szedł do posta­wy, któ­rą zna­mio­nu­je mia­ra ser­ca. Dla­te­go dziś Paweł zachę­ca, byśmy postę­po­wa­li, jak nam naka­zu­je ser­ce. Bo nie ma jed­nej mia­ry dla wszyst­kich. Duch Boży pro­wa­dzi każ­de­go wła­ści­wą mu dro­gą. Stąd tak róż­no­rod­na w swym kształ­cie jest świę­tość. Jeśli odkry­je­my mia­rę ser­ca, to zro­zu­mie­my, na czym pole­ga hoj­ność i według jej mia­ry będzie­my postę­po­wać.

 ks. Roman Sła­weń­ski