Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Patrząc w oczy chorym i cierpiącym

Papież Franciszek

Świa­to­wy Dzień Cho­re­go, obcho­dzo­ny 11 lute­go, to dobra oka­zja do reflek­sji nad sytu­acją fizycz­ną, psy­chicz­ną i ducho­wą osób star­szych, nie­jed­no­krot­nie cho­rych i samot­nych. Jak o nich dbać i czy fak­tycz­nie „sta­rość się Panu Bogu nie uda­ła”? To dobra oka­zja, aby roz­pa­lić w sobie empa­tię i poczu­cie soli­dar­no­ści z tymi, któ­rzy źle się mają.

W łącz­no­ści z Kościo­łem

Żaden cho­ry i samot­ny czło­wiek nie powi­nien czuć się wyłą­czo­ny ze wspól­no­ty Kościo­ła. Oso­by cho­re są cen­ny­mi człon­ka­mi wspól­no­ty para­fial­nej. Ileż modlitw za cały Kościół podej­mu­ją. Nie­raz widzia­łem wytar­te pacior­ki różań­ca i wygnie­cio­ne kart­ki z ksią­żecz­ki do nabo­żeństw. Star­si i scho­ro­wa­ni opo­wia­da­ją o swo­jej modli­twie nie tyl­ko za naj­bliż­szych, ale też innych potrze­bu­ją­cych. Naj­czę­ściej nie myślą wte­dy o sobie. Spo­ty­kam się z wiel­ką rado­ścią, gdy pro­szę oso­by cho­re o modli­twę w inten­cji kon­kret­ne­go mał­żeń­stwa, któ­re prze­cho­dzi kry­zys, albo kan­dy­da­tów do Bierz­mo­wa­nia, któ­rzy mają nie­co „pod gór­kę” do kościo­ła. Pani Edy­ta mawia, że łączy się w ten spo­sób z Męką Jezu­sa. Przez tę soli­dar­ność łatwiej jest jej zro­zu­mieć, na czym pole­ga­ło poświę­ce­nie Pana pod­czas Dro­gi Krzy­żo­wej i ukrzy­żo­wa­nia.

O tych, co pod­no­szą na duchu

Dzień Cho­re­go doty­czy tak­że pra­cow­ni­ków służ­by zdro­wia. Leka­rze, pie­lę­gniar­ki i inne oso­by z per­so­ne­lu szpi­tal­ne­go doty­ka­ją codzien­nie cier­pią­ce­go cia­ła i duszy. To wiel­ki zaszczyt i odpo­wie­dzial­ność, ponie­waż w każ­dym sła­bym i cier­pią­cym jest obec­ny Jezus Chry­stus. Każ­dy z nas chciał­by być leczo­ny przez kogoś, kto nie odrzu­ci, nie brzy­dzi się czło­wie­kiem, ale z deli­kat­no­ścią opa­trzy rany.

Roz­ma­wia­łem pod­czas kolę­dy z panią, któ­ra przez wie­le lat pra­co­wa­ła jako pie­lę­gniar­ka w szpi­ta­lu psy­chia­trycz­nym. Zasta­na­wia­li­śmy się nad tym, jak wiel­ki dra­mat prze­ży­wa­ją pacjen­ci z uszczerb­kiem na zdro­wiu psy­chicz­nym. Ich nie widać tak czę­sto, ponie­waż nie­jed­no­krot­nie są odizo­lo­wa­ni od resz­ty spo­łe­czeń­stwa w zamknię­tych szpi­ta­lach. Wspo­mi­na pust­kę w oczach i brak moż­li­wo­ści kon­tak­tu; nie moż­na nawet pod­nieść ich na duchu. Sam bywa­łem nie­raz w odwie­dzi­nach u cho­rych w takich szpi­ta­lach. Za każ­dym razem wycho­dzi­łem „cho­ry”, w wiel­kim przy­bi­ciu i bez­rad­no­ści wobec wie­lu pacjen­tów, mija­nych na kory­ta­rzach, za kra­tą przy drzwiach wej­ścio­wych, ubra­nych w spe­cjal­ny kaftan.

Przy oka­zji tego tek­stu, war­to chy­lić czo­ła przed każ­dym leka­rzem, pie­lę­gniar­ką i salo­wą, któ­rzy z tro­ską i zaan­ga­żo­wa­niem pod­cho­dzą do pacjen­tów. Podzię­kuj­my dziś Bogu za tych ludzi, pomó­dl­my się za nich. Oby nigdy nie zapo­mnie­li Przy­się­gi Hipo­kra­te­sa z począt­ku swo­jej medycz­nej karie­ry. Nato­miast jako chrze­ści­ja­nie, aby widzie­li w pacjen­tach twarz cier­pią­ce­go Jezu­sa i z deli­kat­no­ścią Mu słu­ży­li.

Sakra­men­tal­ny dotyk Boga

Bar­dzo kon­kret­nym wspar­ciem wobec cho­rych jest sakra­ment Namasz­cze­nia Cho­rych. Cho­ru­je ktoś wśród was? Niech spro­wa­dzi kapła­nów Kościo­ła, by się modli­li nad nim i nama­ści­li go ole­jem w imię Pana. A modli­twa peł­na wia­ry będzie dla cho­re­go ratun­kiem i Pan go podźwi­gnie, a jeśli­by popeł­nił grze­chy, będą mu odpusz­czo­ne (Jk 5,14–15).

Chciał­bym zwró­cić uwa­gę na nazwę. Nie mówi­my o sakra­men­cie prze­zna­czo­nym dla tych, któ­rym śmierć zaglą­da w oczy i któ­ry myl­nie nazy­wa­ny jest nie­raz ostat­nim namasz­cze­niem. Sakra­ment Namasz­cze­nia Cho­rych jest dla zdro­wych ludzi, któ­rzy pra­gną umoc­nie­nia i (być może) uzdro­wie­nia. Może być przyj­mo­wa­ny wie­lo­krot­nie.

War­to pamię­tać, że nie są to cza­ry i magia. Cho­ry nie zawsze od razu i nie zawsze w ogó­le odzy­ska zdro­wie. Jed­nak będzie mu o wie­le łatwiej znieść cier­pie­nie, ponie­waż otrzy­mu­je pomoc Boga w kon­kret­nym doty­ku Boga: sakra­men­cie.

Dobra ducho­we

Wie­rzy­my, że Jezus jest przy nas w prze­róż­nych sytu­acjach – rado­snych i smut­nych. Nie­ustan­nie obda­ro­wu­je nas łaska­mi i wspie­ra w poczy­na­niach. Każ­de cier­pie­nie ma sens – to praw­da, o ile ufa­my w Jezu­so­wą obec­ność przy cier­pią­cych. Cier­pie­nie samo w sobie wca­le nie uszla­chet­nia. Sakra­ment cho­rych umac­nia czło­wie­ka w cier­pie­niu – aby nie upadł na duchu i nie uległ poku­sie.

Wie­lu z nas modli się za bli­skich: o cud uzdro­wie­nia, o dobrą śmierć, o męż­ną wal­kę z cho­ro­bą. Wspól­ną inten­cją każ­dej z nich jest dobro fizycz­ne i ducho­we cho­re­go. Pew­na pani pyta­ła mnie kie­dyś, czy to po ludz­ku wła­ści­we, że pro­si Boga o zabra­nie jej mamy z tego świa­ta, ze wzglę­du na bar­dzo cięż­ką cho­ro­bę. Odpo­wiedź jest trud­na, podob­nie jak temat wal­ki z cho­ro­bą na gra­ni­cy śmier­ci. Z jed­nej stro­ny dobrze wie­my, że śmierć jest nie­unik­nio­na, z dru­giej zaś pra­gnie­my cie­szyć się obec­no­ścią bli­skich jak naj­dłu­żej. Pan Bóg wie, kie­dy czło­wie­ka wezwać do Sie­bie.

Hero­si wier­no­ści

Gdy­by­śmy mie­li prze­pro­wa­dzać „casting na cier­pie­nie”, Hiob i Nick Vuji­cic nie­wąt­pli­wie sta­nę­li­by na podium. Obaj uczą nas hero­izmu w zaufa­niu Bogu i cie­sze­nia się z życia, nie­za­leż­nie od dra­ma­tycz­nych oko­licz­no­ści.

Księ­ga Hio­ba jest nie tyle o ludz­kim cier­pie­niu, co raczej posta­wie czło­wie­ka wobec Boga, w obli­czu cier­pie­nia. Biblij­ny Hiob miał w życiu wszyst­ko: licz­ną i szczę­śli­wą rodzi­nę, przy­ja­ciół, mają­tek i zdro­wie wła­śnie. Pew­ne­go dnia Bóg zgo­dził się, aby Sza­tan zabrał mu wszyst­ko, co miał, udo­wad­nia­jąc Stwór­cy, jako­by nasz boha­ter miło­wał Go tyl­ko ze wzglę­du na powo­dze­nie. Oskar­ży­ciel (tak nazy­wa­ny jest tutaj Sza­tan) odbie­ra mu bydło, pola, dzie­ci, aż w koń­cu zsy­ła trąd, któ­ry nie tyl­ko przy­spa­rza mu cier­pie­nia, ale tak­że wyklu­cza ze spo­łecz­no­ści. Przy­ja­cie­le pod­po­wia­da­li, aby przy­znał, że zgrze­szył wobec Boga, a żona radzi­ła nawet zło­rze­cze­nie. Hiob przez cały czas był wier­ny. Doczy­taj­cie sami, jak zakoń­czy­ła się pró­ba jego wia­ry.

Z kolei Nick Vuji­cic (ur. 1982 r.) to austra­lij­ski ewan­ge­li­za­tor i mów­ca moty­wa­cyj­ny. Uro­dził się z rzad­ką cho­ro­bą – zespo­łem tetra-ame­lia, czy­li cał­ko­wi­tym wro­dzo­nym bra­kiem koń­czyn.  W wie­ku ośmiu lat pró­bo­wał popeł­nić samo­bój­stwo przez uto­pie­nie się. Póź­niej zro­zu­miał, że może inspi­ro­wać innych, dając wia­rę i nadzie­ję. Zro­zu­miał, że nie jest jedy­nym nie­peł­no­spraw­nym i posta­no­wił zawal­czyć o sie­bie. Nauczył się pisać, uży­wa­jąc pal­ców u sto­py, cze­sać, golić, odbie­rać tele­fon, a nawet grać na per­ku­sji. W 2012 r. oże­nił się i w tej chwi­li jest ojcem czwór­ki dzie­ci. Na całym świe­cie pro­wa­dzi pre­lek­cje na temat nie­peł­no­spraw­no­ści, moty­wa­cji i wia­ry w Boga. Mówi o sobie, że jest szczę­śli­wy.

 Ks. Kamil Fal­kow­ski