Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Pierwszy Tydzień Wielkiego Postu 2 – 7 III 2020

Jezus przez czterdzieści dni pości i jest kuszony

NIEDZIELA: Rdz 2,7–9;3,1–7; Rz 5,12–19 albo Rz 5,12.17–19

Ewan­ge­lia Mt 4,1–11

Jezus przez czter­dzie­ści dni pości i jest kuszo­ny

Duch wypro­wa­dził Jezu­sa na pusty­nię, aby był kuszo­ny przez dia­bła. A gdy prze­po­ścił czter­dzie­ści dni i czter­dzie­ści nocy, odczuł w koń­cu głód. Wte­dy przy­stą­pił kusi­ciel i rzekł do Nie­go: Jeśli jesteś Synem Bożym, powiedz żeby te kamie­nie sta­ły się chle­bem. Lecz On mu odparł: Napi­sa­ne jest: „Nie samym chle­bem żyje czło­wiek, lecz każ­dym sło­wem, któ­re pocho­dzi z ust Bożych”. Wte­dy wziął Go dia­beł do Mia­sta Świę­te­go, posta­wił na naroż­ni­ku świą­ty­ni i rzekł Mu: Jeśli jesteś Synem Bożym, rzuć się w dół, jest prze­cież napi­sa­ne: „Anio­łom swo­im roz­ka­że o Tobie, a na rękach nosić Cię będą, byś przy­pad­kiem nie ura­ził swej nogi o kamień”. Odrzekł mu Jezus: Ale jest napi­sa­ne tak­że: „Nie będziesz wysta­wiał na pró­bę Pana, Boga swe­go”. Jesz­cze raz wziął Go dia­beł na bar­dzo wyso­ką górę, poka­zał Mu wszyst­kie kró­le­stwa świa­ta oraz ich prze­pych i rzekł do Nie­go: Dam Ci to wszyst­ko, jeśli upad­niesz i oddasz mi pokłon. Na to odrzekł mu Jezus: Idź precz, sza­ta­nie! Jest bowiem napi­sa­ne: „Panu Bogu swe­mu, będziesz odda­wał pokłon i Jemu same­mu słu­żyć będziesz”. Wte­dy opu­ścił Go dia­beł, a oto anio­ło­wie przy­stą­pi­li i usłu­gi­wa­li Mu.

Poczę­cie i naro­dze­nie Jezu­sa od same­go począt­ku było moc­nym zna­kiem Jego bli­sko­ści wobec czło­wie­ka. Po latach posta­wę tę w spo­sób uro­czy­sty Jezus potwier­dził przyj­mu­jąc chrzest w Jor­da­nie. Zba­wi­ciel nie potrze­bo­wał uświę­ce­nia  tam­tą wodą. To On uświę­cił wody Jor­da­nu i sta­nął  pośród grzesz­ni­ków. I oto po dniach wyczer­pu­ją­ce­go postu Pan sta­je wobec pro­po­zy­cji sza­ta­na, któ­ry uka­zu­je Zba­wi­cie­lo­wi wła­sne roz­wią­za­nie, wła­sny pro­gram dzia­ła­nia. Trzy pro­po­zy­cje: by zaspo­ko­ić głód, by sko­rzy­stać z pomo­cy anio­łów, by posiąść bogac­two świa­ta, kry­ją wspól­ny mia­now­nik. To dąże­nie, by stać się samo­dziel­nym, nie­za­leż­nym, by wyko­rzy­stać przed­sta­wio­ne moż­li­wo­ści do samo­re­ali­za­cji. Ten suk­ces powsta­je za cenę oddzie­le­nia się od innych, bo czło­wiek chce posłu­gi­wać się dobra­mi mate­rial­ny­mi, dru­gim czło­wie­kiem, a tak­że Bogiem do zbu­do­wa­nia wła­snej potę­gi. Jezus rady­kal­nie odrzu­ca tę dro­gę. Przy­szedł, by zbu­do­wać naj­głęb­szą soli­dar­ność z czło­wie­kiem dotknię­tym grze­chem. Tym samym pozor­na słusz­ność sza­tań­skich pro­po­zy­cji zosta­je zde­ma­sko­wa­na. Dziś Pan znów nas zachę­ca, byśmy nie szu­ka­li zba­wie­nia gdzie­kol­wiek. Jest ono tyl­ko w Nim.

PONIEDZIAŁEK Kpł 19,1–2.11–18; Mt 25,31–46

Sło­wo Boże: „Panie, kie­dy widzie­li­śmy Cię głod­nym i nakar­mi­li­śmy Cie­bie? Spra­gnio­nym i dali­śmy Ci pić? Kie­dy widzie­li­śmy Cię przy­by­szem i przy­ję­li­śmy Cię, lub nagim i przy­odzia­li­śmy Cię? Kie­dy widzie­li­śmy cię cho­rym lub w wię­zie­niu i przy­szli­śmy do Cie­bie?”.

Czy zasta­na­wia­my się nad obec­no­ścią Jezu­sa wśród nas? Jakie są pierw­sze sko­ja­rze­nia: Eucha­ry­stia, Kościół? Nie­któ­rzy dorzu­cą: sło­wo Boże, sakra­men­ty. Czy to wszyst­ko? Dziś Jezus przy­po­mi­na, że naszą odpo­wiedź trze­ba uzu­peł­nić. On jest obec­ny w czło­wie­ku potrze­bu­ją­cym, ubo­gim, cier­pią­cym. I nigdy dość przy­po­mi­na­nia o tej tajem­ni­czej obec­no­ści Pana, któ­ra wyda­je się być dla nas naj­bar­dziej kło­po­tli­wa. Ale Jezus nie prze­sta­je uczyć nas posta­wy soli­dar­no­ści, bo wie, jak to jest dla nas trud­ne.

WTOREK Iz 55,10–11; Mt 6,7–15

Sło­wo Boże: Jezus powie­dział do swo­ich uczniów: „Na modli­twie nie bądź­cie gada­tli­wi jak poga­nie. Oni myślą, że przez wzgląd na swe wie­lo­mów­stwo będą wysłu­cha­ni. Nie bądź­cie podob­ni do nich. Albo­wiem wie Ojciec wasz, cze­go wam potrze­ba, wpierw zanim Go popro­si­cie”.

Modli­twa – czy zasta­na­wia­my się, jakie jest jej miej­sce w naszym życiu? Jaka jest jej kon­dy­cja? Jeśli Jezus prze­strze­ga nas przed gada­tli­wo­ścią na modli­twie, to wie dosko­na­le, że modląc się wypo­wia­da­my sło­wa, ale chce nas prze­strzec przed kil­ko­ma nie­bez­pie­czeń­stwa­mi. Po pierw­sze. w modli­twie nie cho­dzi o to, byśmy się sobie podo­ba­li, byśmy czer­pa­li z niej samo­za­do­wo­le­nie. Po dru­gie, nie cho­dzi tu o jakieś magicz­ne for­mu­ły, któ­re zapew­nią sku­tecz­ność. Po trze­cie, na Bogu nic nie da się wymu­sić. Pamię­ta­jąc o tym, z pew­no­ścią udo­sko­na­li­my naszą modli­twę.

ŚRODA Syr 51,13–20; Łk 12,35–40

ŚWIĘTO ŚW. KAZIMIERZA

Sło­wo Boże: Niech będą prze­pa­sa­ne bio­dra wasze i zapa­lo­ne pochod­nie. A wy podob­ni do ludzi ocze­ku­ją­cych swe­go pana, kie­dy z uczty wesel­nej powró­ci, aby mu zaraz otwo­rzyć, gdy nadej­dzie i zako­ła­cze. Szczę­śli­wi owi słu­dzy, któ­rych pan zasta­nie czu­wa­ją­cych, gdy nadej­dzie.

Słu­dzy goto­wi otwo­rzyć swe­mu panu drzwi domu, gdy ten nadej­dzie. To posta­wa, któ­rej Pan ocze­ku­je od swych uczniów, od nas. Na czym pole­ga czu­wa­nie? Na dłuż­szą metę wyda­je się być męczą­cym. Ale tak napraw­dę cho­dzi tu o posta­wę ser­ca, któ­re jest otwar­te i skłon­ne do przy­ję­cia Pana, do przy­ję­cia Jego sło­wa i pod­ję­cia wyzna­czo­ne­go zada­nia. Otwo­rzyć drzwi, zna­czy otwo­rzyć ser­ce i umysł Jezu­so­wi. Cia­sne ser­ca i cia­sne umy­sły, zawę­żo­ne do przy­zwy­cza­jeń i utar­tych sche­ma­tów, są zaprze­cze­niem posta­wy czu­wa­nia.

CZWARTEK Est (Wlg) 14,1.3–5.12–14; Mt 7,7–12

Sło­wo Boże: Pro­ście, a będzie wam dane; szu­kaj­cie, a znaj­dzie­cie; kołacz­cie, a otwo­rzą wam. Albo­wiem każ­dy, kto pro­si, otrzy­mu­je; kto szu­ka, znaj­du­je; a koła­czą­ce­mu otwo­rzą. Gdy któ­re­go z was syn pro­si o chleb, czy jest taki, któ­ry poda mu kamień? Albo gdy popro­si o rybę, czy poda mu węża?

Jezus zachę­ca do wytrwa­łej modli­twy. To, że trze­ba się modlić, zwy­kle rozu­mie­my. To, że trze­ba się modlić wytrwa­le i dłu­go (bywa, że bar­dzo dłu­go), to już nie zawsze może­my zro­zu­mieć, tym bar­dziej zre­ali­zo­wać. Podzi­wia­my suk­ce­sy spor­tow­ców. Ale zanim kto­kol­wiek sta­nął na meda­lo­wym pod­wyż­sze­niu, musiał nie­zli­czo­ne godzi­ny wypeł­nić mor­der­czą pra­cą. Zwy­cięz­cy ducha: świę­ci i bło­go­sła­wie­ni to ludzie wiel­kiej, wytrwa­łej modli­twy, mozol­nie dzień za dniem zgi­na­ją­cy kola­na, wal­czą­cy z poku­są znie­chę­ce­nia.

PIĄTEK Ez 18,21–28; Mt 5,20–26

Sło­wo Boże: Jeśli więc przy­nie­siesz swój dar przed ołtarz i tam sobie przy­po­mnisz, że brat twój ma coś prze­ciw tobie, zostaw tam dar swój przed ołta­rzem, a naj­pierw idź i pojed­naj się z bra­tem swo­im. Potem przyjdź i dar swój ofia­ruj. Pogódź się szyb­ko ze swo­im prze­ciw­ni­kiem…

Jeśli mamy zamiar oka­zać życz­li­wość Bogu, to nie może­my zapo­mnieć o życz­li­wo­ści wobec czło­wie­ka. Bo ina­czej nasze ser­ce było­by roz­dwo­jo­ne, podzie­lo­ne, osta­tecz­nie nie­szcze­re. Wszak każ­dy ma jed­no ser­ce, któ­rym obej­mu­je Boga i czło­wie­ka. Nie­szcze­ra będzie życz­li­wość wobec jed­nej oso­by, gdy zara­zem to samo ser­ce zacho­wa nie­na­wiść wobec innych. Roz­dwo­je­nie ser­ca jest bole­sne – to cho­ro­ba poważ­nie znie­kształ­ca­ją­ca oso­bo­wość. Czło­wiek zdro­wy ducho­wo to czło­wiek o spój­nej oso­bo­wo­ści.

SOBOTA Pwt 26,16–19; Mt 5,43–48

Sło­wo Boże: Miłuj­cie waszych nie­przy­ja­ciół i módl­cie się za tych, któ­rzy was prze­śla­du­ją, aby­ście się sta­li syna­mi Ojca wasze­go, któ­ry jest w nie­bie; ponie­waż On spra­wia, że słoń­ce Jego wscho­dzi nad zły­mi i nad dobry­mi, i On zsy­ła deszcz na spra­wie­dli­wych i nie­spra­wie­dli­wych.

Miłość nie­przy­ja­ciół – tu wezwa­nie do miło­ści osią­ga swo­ją abso­lut­ną powszech­ność. To przy­ka­za­nie jest w cen­trum chrze­ści­jań­stwa. Dla­cze­go Jezus posta­wił poprzecz­kę tak wyso­ko? Bo On jest Synem, z nas uczy­nił swych bra­ci. Wpro­wa­dza nas mocą swej łaski na poziom dzie­ci Bożych. A Bóg miłu­je każ­de stwo­rze­nie. Dla Nie­go nie ist­nie­je wróg. Bo nawet jeśli ktoś sprze­ci­wia się Bogu, Bóg nie prze­sta­je widzieć w nim swo­je­go stwo­rze­nia. Pan zapra­sza nas do podob­nej posta­wy: nie odrzu­caj­my niko­go, nie dziel­my ludzi. Bośmy dzieć­mi jed­ne­go Ojca.

ks. Roman Sła­weń­ski