Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Pierwszy Tydzień Zwykły 13 – 18 I 2020

Chrzest Jezusa

NIEDZIELA: Iz 42,1–4.6–7; Dz 10,34–38

Ewan­ge­lia Mt 3,13–17

Chrzest Jezu­sa

Jezus przy­szedł z Gali­lei nad Jor­dan do Jana, żeby przy­jąć od nie­go chrzest. Lecz Jan powstrzy­my­wał Go, mówiąc: To ja potrze­bu­ję chrztu od Cie­bie, a Ty przy­cho­dzisz do mnie? Jezus mu odpo­wie­dział: Ustąp teraz, bo tak godzi się nam wypeł­nić wszyst­ko, co spra­wie­dli­we. Wte­dy Mu ustą­pił. A gdy Jezus został ochrzczo­ny, natych­miast wyszedł z wody. A oto otwo­rzy­ły się nad Nim nie­bio­sa i ujrzał ducha Boże­go zstę­pu­ją­ce­go jak gołę­bi­ca i przy­cho­dzą­ce­go nad Nie­go. A głos z nie­ba mówił: Ten jest mój Syn umi­ło­wa­ny, w któ­rym mam upodo­ba­nie.

ŚWIĘTO CHRZTU PAŃSKIEGO

Natych­miast po chrzcie, któ­ry przy­jął Jezus, otwar­ło się nie­bo. Powsta­je jak­by kory­tarz, przez któ­ry zstę­pu­je Duch Świę­ty i sły­chać głos Ojca. Jest to kory­tarz ratun­ko­wy – przez Jezu­sa, któ­ry sta­nął pośród nas, jako jeden z nas, Duch Świę­ty może dotrzeć do nas i głos Ojca sta­je się bar­dziej sły­szal­ny. Jest tak, bo tak chce Stwór­ca. Bóg w Trzech Oso­bach jed­nym zgod­nym gło­sem, jed­nym zgod­nym czy­nem – w sumie jed­ną miło­ścią, któ­ra jest peł­nią miło­ści, zwra­ca się do czło­wie­ka. Ten ratun­ko­wy kory­tarz od tam­te­go cza­su pozo­sta­je otwar­ty dla każ­de­go z nas. Trze­ba jedy­nie zwy­czaj­nie sta­nąć obok Jezu­sa, by ratu­nek ten przy­jąć.

PONIEDZIAŁEK 1 Sm 1,1–8; Mk 1,14–20

Sło­wo Boże: Prze­cho­dząc obok Jezio­ra Gali­lej­skie­go ujrzał Szy­mo­na i bra­ta Szy­mo­no­we­go, Andrze­ja, jak zarzu­ca­li sieć w jezio­ro; byli bowiem ryba­ka­mi. I rzekł do nich Jezus: „Pójdź­cie za Mną, a spra­wię, że sta­nie­cie się ryba­ka­mi ludzi”. I natych­miast zosta­wi­li sie­ci i poszli za Nim.

Naro­dze­nie Jezu­sa było fak­tem jaw­nym. Tak samo pokłon Mędr­ców. Po latach potwier­dze­niem tego był Jezu­so­wy chrzest w Jor­da­nie. To wszyst­ko two­rzy kolej­ne eta­py ujaw­nia­nia przez Jezu­sa swej obec­no­ści i posłan­nic­twa. Żyje­my w świe­cie, w któ­rym obec­ność Boga nie jest czymś oczy­wi­stym. W Jezu­sie Bóg łagod­nie poko­nu­je tę nie­oczy­wi­stość. Wezwa­nie uczniów jest tego moc­nym zna­kiem. Jezus zwra­ca się do kon­kret­nych osób, by zapro­po­no­wać im pro­gram życia. I ci muszą pod­jąć fun­da­men­tal­ną decy­zję: uwie­rzyć i pójść, czy też nie. Tu nie ma przy­mu­su.

WTOREK 1 Sm 1,9–20; Mk 1,21–28

Sło­wo Boże: Był wła­śnie w syna­go­dze czło­wiek opę­ta­ny przez ducha nie­czy­ste­go. Zaczął on gło­śno wołać: „Cze­go chcesz od nas, Jezu­sie Naza­rej­czy­ku? Przy­sze­dłeś nas zgu­bić. Wiem, kto jesteś: Świę­ty Boga”. Lecz Jezus roz­ka­zał mu suro­wo: „Milcz i wyjdź z nie­go!”. Wte­dy duch nie­czy­sty zaczął nim mio­tać i z gło­śnym krzy­kiem wyszedł z nie­go.

Czło­wiek opę­ta­ny przez ducha nie­czy­ste­go tra­ci w spo­sób oczy­wi­sty dla innych zdol­ność samo­dziel­ne­go funk­cjo­no­wa­nia. Wyko­nu­je ruchy, któ­re nie są jego rucha­mi. Wypo­wia­da sło­wa, któ­re nie są jego sło­wa­mi. To wszyst­ko jest wymu­szo­ne. Znie­wo­lo­ny czło­wiek nie ma innej moż­li­wo­ści. I oto przy­cho­dzi Jezus – jed­nym sło­wem wypę­dza złe­go ducha. Czło­wiek odzy­sku­je wol­ność. Co z nią zro­bi? Nie wie­my, co zro­bił bez­i­mien­ny z Ewan­ge­lii. Wie­my nato­miast, że my sami win­ni­śmy otwo­rzyć jesz­cze moc­niej ser­ca dla Jezu­sa.

ŚRODA 1 Sm 3,1–10.19–20; Mk 1,29–39

Sło­wo Boże: Nad ranem, kie­dy było jesz­cze ciem­no, wstał, wyszedł i udał się na miej­sce pustyn­ne, i tam się modlił. Pośpie­szył za Nim Szy­mon z towa­rzy­sza­mi, a gdy Go zna­leź­li, powie­dzie­li Mu: „Wszy­scy Cię szu­ka­ją”. Lecz On rzekł do nich: „Pójdź­my gdzie indziej, do sąsied­nich miej­sco­wo­ści, abym i tam mógł nauczać”.

Wyda­wa­ło się, że na nic już nie ma cza­su, bo tylu ludzi, tylu potrze­bu­ją­cych, tak wie­le spraw do zała­twie­nia. A wszyst­kie waż­ne. I do tego zwy­czaj­ne zmę­cze­nie. A jed­nak Jezus potra­fił wstać wcze­śnie rano, wręcz jesz­cze w nocy, by w miej­scu osob­nym pod­jąć modli­twę. Gdy odnaj­du­ją Go ucznio­wie, Jezus bez cie­nia wąt­pli­wo­ści mówi, dokąd pój­dą. Ta pew­ność odno­śnie tego, co dalej robić, rodzi się z modli­twy. Gdy swo­je pla­ny potra­fi­my przed­sta­wić Jezu­so­wi, to pokój ser­ca jest zna­kiem, że Pan ten plan bło­go­sła­wi.

CZWARTEK 1 Sm 4,1–11; Mk 1,40–45

Sło­wo Boże: Pew­ne­go dnia przy­szedł do Jezu­sa trę­do­wa­ty i upadł­szy na kola­na, pro­sił Go: „Jeśli zechcesz, możesz mnie oczy­ścić”. A Jezus zdję­ty lito­ścią, wycią­gnął rękę, dotknął go i rzekł do nie­go: „Chcę, bądź oczysz­czo­ny”. Natych­miast trąd go opu­ścił i został oczysz­czo­ny (…) A ludzie zewsząd scho­dzi­li się do Nie­go.

Doświad­czo­ny cho­ro­bą trę­do­wa­ty nie utra­cił nadziei. Choć nikt nie dawał mu naj­mniej­szej szan­sy na wyzdro­wie­nie, to jed­nak gdy tyl­ko poja­wi­ła się choć­by nikła szan­sa na lep­szy los, popro­sił – zapew­ne nie po raz pierw­szy. Bez natar­czy­wo­ści, ale z wiel­ką poko­rą i zaufa­niem. I widocz­ną wia­rą w moż­li­wo­ści Jezu­sa. Proś­ba oka­za­ła się sku­tecz­na. Jak dłu­go cze­kał na tę chwi­lę? Nie wie­my. Osta­tecz­nie nie jest to tak bar­dzo waż­ne. Liczy się to, że nie zre­zy­gno­wał ze swe­go dąże­nia (może nawet marze­nia). Potra­fił być deli­kat­ny i zara­zem nie­ustę­pli­wy.

PIĄTEK 1 Sm  8,4–7.10–22; Mk 2,1–12

Sło­wo Boże: I przy­szli do Jezu­sa z para­li­ty­kiem, któ­re­go nio­sło czte­rech. Nie mogąc z powo­du tłu­mu przy­nieść go do Nie­go, odkry­li dach nad miej­scem, gdzie Jezus się znaj­do­wał, i przez otwór spu­ści­li nosze, na któ­rych leżał para­li­tyk. Jezus widząc ich wia­rę, rzekł do para­li­ty­ka: „Dziec­ko, odpusz­czo­ne są two­je grze­chy”.

Trze­ba było śmia­łej decy­zji, by wziąć spa­ra­li­żo­wa­ne­go na nosze i spu­ścić przed Jezu­sem przez otwór w dachu. Trze­ba było szu­kać nie­zwy­czaj­nej dro­gi, by dostać się do Pro­ro­ka z Naza­re­tu. Wia­ra poka­za­ła spo­sób dotar­cia do upra­gnio­ne­go miej­sca, miłość pozwo­li­ła poko­nać wszel­kie trud­no­ści. I nas wia­ra zapro­wa­dzi tam, gdzie Jezus będzie mógł oka­zać nam miło­sier­dzie, a miłość pozwo­li nie zra­żać się prze­ciw­no­ścia­mi. Oby tyl­ko były wystar­cza­ją­co moc­ne i żar­li­we. Oby­śmy mogli zna­leźć ludzi boga­tych wia­rą i miło­ścią.

SOBOTA 1 Sm 9,1–4.17–19;10,1a; Mk 2,13–17

Sło­wo Boże: Gdy Jezus sie­dział przy sto­le, wie­lu cel­ni­ków i grzesz­ni­ków sie­dzia­ło razem z Jezu­sem i Jego ucznia­mi. Wie­lu bowiem było tych, któ­rzy szli za Nim. Nie­któ­rzy ucze­ni w Piśmie, spo­śród fary­ze­uszów, widząc, że je z grzesz­ni­ka­mi i cel­ni­ka­mi mówi­li do Jego uczniów: „Cze­mu On je i pije z cel­ni­ka­mi i grzesz­ni­ka­mi?”.

Cel­ni­cy i grzesz­ni­cy. To nie jest naj­lep­sze towa­rzy­stwo dla czło­wie­ka dba­ją­ce­go o swo­ją repu­ta­cję. Tym­cza­sem Jezus sie­dzi z tymi ludź­mi, trze­ba powie­dzieć wprost: z mar­gi­ne­sem spo­łecz­nym. Cze­go Jezus szu­ka w krę­gu poten­cjal­nych prze­stęp­ców? Szu­ka czło­wie­ka. Szu­ka czło­wie­ka zagu­bio­ne­go, ducho­wo cho­re­go, z pokrę­co­nym życio­ry­sem… O kogo tu cho­dzi? Wbrew pozo­rom, to nie ten ktoś obok, ten inny. To ja. To mnie, zagu­bio­ne­go, zra­nio­ne­go wła­snym błę­dem szu­ka Pan. Panie, oto jestem tu, ja grzesz­nik. Przyjdź.

ks. Roman Sła­weń­ski