Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Powrót Sprawiedliwych z Berna

Powrót Sprawiedliwych z Berna

Kon­stan­ty Rokic­ki, pol­ski kon­sul w Ber­nie pod­czas II woj­ny świa­to­wej, spę­dził ostat­nie lata przed śmier­cią w 1958 roku w szwaj­car­skich przy­tuł­kach dla ubo­gich, a jego grób w Lucer­nie został zrów­na­ny z zie­mią, bo nie miał kto opła­cać miej­sca na cmen­ta­rzu. Nazwi­ska 3 263 Żydów oca­lo­nych dzię­ki pasz­por­tom fał­szo­wa­nym przez pol­skich dyplo­ma­tów w Szwaj­ca­rii i wypeł­nia­nych rów­nież jego ręką, opu­bli­ko­wał pod koniec ubie­głe­go roku Insty­tut Pilec­kie­go w War­sza­wie. Kto na świe­cie zna nazwi­ska ludzi, któ­rzy w latach 1941‒1943 dostar­cza­li oso­bom zagro­żo­nym lewe papie­ry laty­no­ame­ry­kań­skie?

Bada­nia pro­wa­dzo­ne wspól­nie z Żydow­skim Insty­tu­tem Histo­rycz­nym, Muzeum Auschwitz-Bir­ke­nau i IPN dowo­dzą, że pod­czas woj­ny gro­no sku­pio­ne wokół amba­sa­do­ra RP w Szwaj­ca­rii, Alek­san­dra Łado­sia, wysta­wi­ło doku­men­ty dla 8,3‒11,7 tys. Żydów. Gru­pę two­rzy­li ‒ obok Alek­san­dra Łado­sia ‒ jego zastęp­ca Ste­fan Rynie­wicz, kon­sul Kon­stan­ty Rokic­ki i atta­ché pol­skie­go posel­stwa Juliusz Kühl. Współ­dzia­ła­li z dzia­ła­cza­mi orga­ni­za­cji żydow­skich: Abra­ha­mem Sil­ber­sche­inem oraz Cha­imem Eis­sem.

Opra­co­wa­nie „Lista Łado­sia” jest pierw­szą pró­bą odtwo­rze­nia nazwisk posia­da­czy „pasz­por­tów życia”. Sys­tem pro­duk­cji doku­men­tów, choć nie­for­mal­ny, dzia­łał spraw­nie. Rokic­ki sku­po­wał for­mu­la­rze in blan­co od kon­su­la Para­gwa­ju Rudol­fa Hüglie­go i wspól­nie z Rynie­wi­czem, a może też z Küh­lem, wypeł­niał je dany­mi dostar­czo­ny­mi przez żydow­skich part­ne­rów. Ci prze­my­ca­li doku­men­ty mię­dzy Szwaj­ca­rią a oku­po­wa­ną Euro­pą. Fał­szy­we pasz­por­ty odno­szo­no znów do kon­su­la­tów połu­dnio­wo­ame­ry­kań­skich, by je opie­czę­to­wy­wać.

Począt­ko­wo ope­ra­cja Łado­sia oraz jego pod­wład­nych doty­czy­ła poje­dyn­czych osób. Gdy jed­nak w 1942 roku roz­po­czął się holo­caust na ska­lę prze­my­sło­wą, weszli w kon­takt z orga­ni­za­cja­mi żydow­ski­mi. Pasz­por­ty tra­fia­ły do oby­wa­te­li Pol­ski, Holan­dii, Sło­wa­cji i Węgier oraz Żydów z Nie­miec. Z cza­sem wyko­rzy­sty­wać zaczę­to doku­men­ty peru­wiań­skie, hon­du­ra­skie, a nawet haitań­skie. Chro­ni­ły one Żydów z gett przed wywie­zie­niem do komór gazo­wych, bo Niem­cy kie­ro­wa­li ich do obo­zów dla inter­no­wa­nych, gdzie wie­lu prze­trwa­ło.

Myli się ten, kto twier­dzi, że dyplo­ma­ci nie ryzy­ko­wa­li. W neu­tral­nej Szwaj­ca­rii roiło się wów­czas od agen­tów nie­miec­kich, a miej­sco­we wła­dze nie były życz­li­wie nasta­wio­ne do poczy­nań Pola­ków. Akcję pro­wa­dzo­no zatem w głę­bo­kiej kon­spi­ra­cji ‒ tak głę­bo­kiej, że przez całe dzie­siąt­ki lat mało kto o niej sły­szał. Gdy jesie­nią 1943 roku podej­rze­nia szwaj­car­skiej poli­cji doty­czą­ce zaan­ga­żo­wa­nia pol­skich dyplo­ma­tów zosta­ły potwier­dzo­ne, amba­sa­do­ro­wi Łado­sio­wi uda­ło się prze­ko­nać gospo­da­rzy, by przy­mknę­li oczy na te poczy­na­nia. Wybro­nił współ­pra­cow­ni­ków, przy­zna­jąc, że wie o ich dzia­ła­niach i sam im je zle­cił. Sło­wem ‒ wziął odpo­wie­dzial­ność na sie­bie. W spra­wę wpro­wa­dzo­ny był Rząd RP na Uchodź­stwie, któ­ry typo­wał oso­by wyma­ga­ją­ce ratun­ku.

W kwiet­niu zeszłe­go roku Yad Vashem przy­znał tytuł Spra­wie­dli­we­go wśród Naro­dów Świa­ta Kon­stan­te­mu Rokic­kie­mu, ale jego rodzi­na odmó­wi­ła przy­ję­cia meda­lu, żąda­jąc wyja­śnie­nia spra­wy pozo­sta­łych człon­ków Gru­py Ber­neń­skiej. Na powąz­kow­skiej uro­czy­sto­ści uczcze­nia pamię­ci amba­sa­do­ra Łado­sia w grud­niu 2018 roku zabra­kło wysłan­ni­ka amba­sa­dy Izra­ela. Z tru­dem prze­bi­ja się praw­da o pol­skich Spra­wie­dli­wych ‒ dla­te­go mrów­cza pra­ca archi­wi­stów ma tak wiel­kie zna­cze­nie. Jeśli sami nie zadba­my o pamięć, zwy­cię­ży nar­ra­cja J. T. Gros­sa, że Pola­cy „pod­czas woj­ny zabi­li wię­cej Żydów niż Niem­ców”. A histo­ria para­gwaj­skich pasz­por­tów z Ber­na nie docze­ka się fil­mu tej ran­gi, co „Lista Schin­dle­ra” Ste­ve­na Spiel­ber­ga.

Anna Zechen­ter