Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Tydzień liturgiczny

TRZECI TYDZIEŃ WIELKIEGO POSTU 28 III –2 IV 2011

PONIEDZIAŁEK:
2 Krl 5,1–15a; Łk 4,24–30

+++ Kie­dy Jezus przy­szedł do Naza­re­tu, prze­mó­wił do ludu w syna­go­dze: “Zapraw­dę powia­dam wam: Żaden pro­rok nie jest mile widzia­ny w swo­jej ojczyź­nie… Wie­lu trę­do­wa­tych było w Izra­elu za pro­ro­ka Eli­ze­usza, a żaden z nich nie został oczysz­czo­ny, tyl­ko Syryj­czyk Naaman”. Na te sło­wa wszy­scy w syna­go­dze unie­śli się gnie­wem. Porwa­li Go z miej­sca, wyrzu­ci­li Go z mia­sta…
+++ Ponio­sła ich ambi­cja. Ktoś ośmie­lił się wytknąć im zakła­ma­nie. Zabo­la­ło tak bar­dzo, że roz­są­dek gdzieś się skrył, a czy­na­mi ich pokie­ro­wał gniew. A prze­cież to bar­dzo zły prze­wod­nik. Czy ktoś tego nie wie? Wie­my o tym. A jed­nak po wie­lo­kroć pod­da­je­my się i pozwa­la­my, by gniew dyk­to­wał nam kon­kret­ne gesty, myśli, sło­wa, czy­ny. Być może komuś poma­ga licze­nie do dzie­się­ciu. Lecz tak napraw­dę jedy­nym lekar­stwem na gniew jest poko­ra. Szko­da, że tak nie­do­ce­nia­na.

WTOREK:
Dn 3,25.34–43; Mt 18,21–35

+++ Wte­dy pan jego wezwał go przed sie­bie i rzekł: “Słu­go nie­go­dzi­wy, daro­wa­łem ci cały ten dług, ponie­waż mnie pro­si­łeś. Czyż więc i ty nie powi­nie­neś był uli­to­wać się nad swym współ­słu­gą, jak ja uli­to­wa­łem się nad tobą?”. I unie­sio­ny gnie­wem pan jego kazał wydać go katom, dopó­ki mu całe­go dłu­gu nie odda. Podob­nie uczy­ni wam Ojciec mój nie­bie­ski, jeże­li każ­dy z was nie prze­ba­czy z ser­ca swe­mu bra­tu.
+++ Obda­ro­wa­ny prze­ba­cze­niem nie potra­fił prze­ba­czyć swe­mu dłuż­ni­ko­wi. Będąc w potrze­bie popro­sił o dar nie­wy­obra­żal­nie wiel­ki i… otrzy­mał bez naj­mniej­sze­go waha­nia. Gdy przy­szło mu poda­ro­wać nie­wiel­ki dług, bez­względ­nie chciał wymu­sić wszyst­ko do ostat­nie­go gro­sza. Oto czło­wiek, któ­ry doświad­czył wiel­kiej prze­ba­cza­ją­cej miło­ści, a jed­nak nie roz­po­znał jej, bo ser­ce jego pozo­sta­ło sku­te ego­izmem. Tu jest dra­mat. Obda­ro­wa­ni nie roz­po­zna­je­my miło­ści.

ŚRODA:
Pwt 4,1.5–9; Mt 5,17–19

+++ Nie sądź­cie, że przy­sze­dłem znieść Pra­wo albo Pro­ro­ków. Nie przy­sze­dłem znieść, ale wypeł­nić. Zapraw­dę bowiem powia­dam wam: Dopó­ki nie­bo i zie­mia nie prze­mi­ną, ani jed­na jota, ani jed­na kre­ska nie zmie­ni się w Pra­wie, aż się wszyst­ko speł­ni. Kto­kol­wiek więc zniósł­by jed­no z tych przy­ka­zań, choć­by naj­mniej­sze, i uczył­by tak ludzi, ten będzie naj­mniej­szy w kró­le­stwie nie­bie­skim. A kto je wypeł­nia i uczy wypeł­niać, ten będzie wiel­ki w kró­le­stwie nie­bie­skim.
+++ To waż­ne świa­dec­two: Jezus nie ma zamia­ru wpro­wa­dzać rewo­lu­cji w tym wszyst­kim, co dotych­czas mówił Bóg swe­mu naro­do­wi. Nie będzie odwo­ły­wał wcze­śniej­szych posta­no­wień. Jego misja jest jasna – przy­był wypeł­nić odwiecz­ne Boże zamie­rze­nia. Owszem, to speł­nie­nie było rady­kal­ne, jak żad­ne inne wcze­śniej­sze dzia­ła­nie Boga, ale wpi­sy­wa­ło się w całość zbaw­cze­go pla­nu. Bogu nie moż­na odmó­wić kon­se­kwen­cji. W każ­dej chwi­li pro­wa­dzi nas ku speł­nie­niu.

CZWARTEK:
Jr 7,23–28; Łk 11,14–23

+++ Jezus wyrzu­cał złe­go ducha, któ­ry był nie­my. A gdy zły duch wyszedł, nie­my zaczął mówić i tłu­my były zdu­mio­ne. Lecz nie­któ­rzy z nich rze­kli: “Przez Bel­ze­bu­ba, wład­cę złych duchów, wyrzu­ca złe duchy”. Inni zaś, chcąc Go wysta­wić na pró­bę, doma­ga­li się od Nie­go zna­ku z nie­ba.
+++ Wyrzu­ca­jąc złe­go ducha Jezus spo­ty­ka się z oskar­że­nia­mi o pak­to­wa­nie ze Złym. Słusz­ne oskar­że­nia są woła­niem o spra­wie­dli­wość. Ale bez­myśl­ne są krzy­kiem bez­rad­ne­go, prze­stra­szo­ne­go czło­wie­ka, któ­ry posta­no­wił bro­nić się za wszel­ką cenę. Po co? Nie wia­do­mo. By po pro­stu się bro­nić. Bo nie chce ustą­pić na krok. Bo mu wstyd. Bo mógł­by coś stra­cić. Albo zbyt dużo musiał­by zmie­nić. A może nawet musiał­by przy­znać się, że błą­dził. Lepiej oko­pać się na swo­jej pozy­cji i… i co dalej?

PIĄTEK:
Oz 14,2–10; Mk 12,28b–34

+++ Rzekł Mu uczo­ny w Piśmie: “Bar­dzo dobrze, Nauczy­cie­lu, słusz­nieś powie­dział, bo Jeden jest i nie ma inne­go prócz Nie­go. Miło­wać Go całym ser­cem, całym umy­słem i całą mocą i miło­wać bliź­nie­go jak sie­bie same­go dale­ko wię­cej zna­czy niż wszyst­kie cało­pa­le­nia i ofia­ry”.
+++ Ucze­ni w Piśmie podą­ża­li za Jezu­sem, bynaj­mniej nie z zamia­rem przy­łą­cze­nia się do Nie­go. Raczej polo­wa­li na Jego potknię­cie. Tym­cza­sem jeden z nich, pozba­wio­ny uprze­dzeń odkrył, że z Jezu­sem moż­na się poro­zu­mieć, a nawet z Nim zgo­dzić. Bo jeśli ceni się miłość i dobrze rozu­mie kon­se­kwen­cje wia­ry, moż­na się zna­ko­mi­cie poro­zu­mieć. Tego doświad­czył uczo­ny w Piśmie. Dro­ga do poro­zu­mie­nia pro­wa­dzi śla­dem wyzna­czo­nym przez miłość. Innej nie znaj­dzie­my.

SOBOTA:
Oz 6,1–6; Łk 18,9–14

+++ Nato­miast cel­nik stał z dale­ka i nie śmiał nawet oczu wznieść ku nie­bu, lecz bil się w pier­si i mówił: “Boże, miej litość dla mnie, grzesz­ni­ka”. Powia­dam wam: Ten odszedł do domu uspra­wie­dli­wio­ny, nie tam­ten. Każ­dy bowiem, kto się wywyż­sza, będzie poni­żo­ny, a kto się uni­ża, będzie wywyż­szo­ny.
+++ Jak dobrze się modlić? Oto jed­na z istot­nych wska­zó­wek. Potrzeb­na jest poko­ra ser­ca. Sta­jąc przed Bogiem musi­my uznać swo­ją kon­dy­cję, to zna­czy swe uwi­kła­nie w grzech. Zawsze sta­je­my wobec Boga w pozy­cji grzesz­ni­ków. I dla­te­go bła­ga­my o litość, o miło­sier­dzie, o prze­ba­cze­nie. Mszę świę­tą roz­po­czy­na­my od przy­wo­ła­nia obec­no­ści Bożej i wyzna­nia swych win. Lita­nie rów­nież roz­po­czy­na­my bła­gal­nym wezwa­niem: Panie, zmi­łuj się… Bo jak ina­czej sta­nąć przed swo­im Stwór­cą?

ks. Roman Sła­weń­ski