Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Tydzień liturgiczny

CZWARTY TYDZIEŃ WIELKIEGO POSTU 4–9 IV 2011

PONIEDZIAŁEK:
Iz 65,17–21; J 4,43–54

+++ Jezus wyszedł z Sama­rii i udał się do Gali­lei. Jezus wpraw­dzie sam stwier­dził, że pro­rok nie dozna­je czci we wła­snej ojczyź­nie. Kie­dy jed­nak przy­był do Gali­lei, Gali­lej­czy­cy przy­ję­li Go, ponie­waż widzie­li wszyst­ko, co uczy­nił w Jero­zo­li­mie w cza­sie świąt. I oni bowiem przy­by­li na świę­to. Następ­nie przy­był powtór­nie do Kany Gali­lej­skiej, gdzie przed­tem prze­mie­nił wodę w wino.
+++ To było zasko­cze­nie. Choć tego się nie spo­dzie­wał, przy­ję­to Go w Gali­lei. Był u sie­bie, pośród roda­ków. I oka­za­li Mu gościn­ność. A jesz­cze nie tak daw­no zamie­rza­li strą­cić Go ze ska­ły, na któ­rej sta­ło ich mia­sto. I znów minie nie­wie­le cza­su, a będą się Go wypie­ra­li. Oto gra ludz­kich nastro­jów: wystar­czy chwi­la, by zmie­ni­ły się upodo­ba­nia, by wróg oka­zał przy­jaźń, przy­ja­ciel stał się wro­giem. To nie­bez­piecz­ne. Bo nie­bez­piecz­ny jest czło­wiek, któ­re­go kro­ka­mi kie­ru­je chwi­lo­we upodo­ba­nie.

WTOREK:
Ez 47,1–9.12; J 5,1–3a.5–16

+++ Gdy Jezus ujrzał leżą­ce­go i poznał, że cze­ka już dłu­gi czas, rzekł do nie­go: “Czy chcesz stać się zdro­wym?”. Odpo­wie­dział Mu cho­ry: “Panie, nie mam czło­wie­ka, aby mnie wpro­wa­dził do sadzaw­ki, gdy nastą­pi poru­sze­nie wody. Gdy ja sam już docho­dzę, inny scho­dzi przede mną”. Rzekł do nie­go Jezus: “Wstań, weź swo­je łoże i chodź”. Natych­miast wyzdro­wiał ów czło­wiek, wziął swo­je łoże i cho­dził.
+++ Nadzie­ja i bez­rad­ność na prze­mian wypeł­nia­ły ser­ce cho­re­go czło­wie­ka. Nadzie­ja, bo poru­szo­na woda wciąż przy­no­si­ła komuś uzdro­wie­nie. A bez­rad­ność – bo nie miał czło­wie­ka, któ­ry by pomógł. I oto teraz Jezus pyta: Czy chcesz stać się zdro­wym? Prze­cież, jak notu­je Ewan­ge­li­sta, Jezus widział, że cho­ry cze­ka już dłu­gi czas. A jed­nak nie omiesz­kał zapy­tać o rzecz, wyda­je się oczy­wi­stą. Dla­cze­go? Bo czę­sto na oczy­wi­ste pyta­nia nie ma rów­nie oczy­wi­stej odpo­wie­dzi.

ŚRODA:
Iz 49,8–15; J 5,17–30

+++ Zapraw­dę, zapraw­dę powia­dam wam: Syn nie mógł­by nicze­go czy­nić sam od sie­bie, gdy­by nie widział Ojca czy­nią­ce­go. Albo­wiem to samo, co On czy­ni, podob­nie i Syn czy­ni. Ojciec bowiem miłu­je Syna i uka­zu­je Mu to wszyst­ko, co On sam czy­ni, i jesz­cze więk­sze dzie­ła uka­że Mu, aby­ście się dzi­wi­li. Albo­wiem jak Ojciec wskrze­sza umar­łych i oży­wia, tak rów­nież i Syn oży­wia tych, któ­rych chce.
+++ Jezus pre­cy­zyj­nie wypeł­nia zamia­ry Ojca. Wola Jezu­sa i wola Ojca to jed­no. Czyn Syna jest wier­nym odbi­ciem czy­nu Ojca. Dosko­na­ła jed­ność, har­mo­nia, zespo­le­nie. Gdzie tkwi źró­dło owej jed­no­ści? Bo “Ojciec miłu­je Syna” i wszyst­ko Mu uka­zu­je. Pra­gnie­nie, by wypeł­niać wolę Boga kie­ro­wa­ło wie­lo­ma ludź­mi, lecz tyl­ko ci, któ­rzy odkry­li więź miło­ści ze Stwór­cą, mogli pójść tą dro­gą bez­piecz­nie. Gdy bra­ku­je miło­ści i zaufa­nia, pró­ba wędro­wa­nia po dro­gach woli Bożej sta­je się nie­moż­li­wa.

CZWARTEK:
Wj 32,7–14; J 5,31–47

+++ Bada­cie Pisma, ponie­waż sądzi­cie, że w nich zawar­te jest życie wiecz­ne: to one dają o Mnie świa­dec­two. A prze­cież nie chce­cie przyjść do Mnie, aby mieć życie. Nie odbie­ram chwa­ły od ludzi, ale wiem o was, że nie macie w sobie miło­ści Boga. Przy­sze­dłem w imie­niu Ojca mego, a nie przy­ję­li­ście Mnie. Gdy­by jed­nak przy­był kto inny we wła­snym imie­niu, to byście go przy­ję­li.
+++ To jeden z naj­po­waż­niej­szych zarzu­tów: gor­li­wi bada­cze Pisma usły­sze­li, że nie ma w nich miło­ści Boga Ojca. Dys­po­no­wa­li wie­dzą, pozna­li świę­te księ­gi, prze­stu­dio­wa­li zapo­wie­dzi pro­ro­ków, poświę­ci­li tej pra­cy wie­le cza­su, a jed­nak nie doszli do celu. Wręcz prze­ciw­nie: usły­sze­li, że nie chcą dojść do źró­dła życia. Jak mogło dojść do tak zdu­mie­wa­ją­ce­go błę­du? Bo zagu­bi­li poczu­cie tego, co waż­ne, a co naj­waż­niej­sze.

PIĄTEK:
Mdr 2,1a.12–22; J 7,1–2.10.25–30

+++ Nie­któ­rzy z miesz­kań­ców Jero­zo­li­my mówi­li: “Czyż to nie jest Ten, któ­re­go usi­łu­ją zabić? A oto jaw­nie prze­ma­wia i nic Mu nie mówią. Czyż­by zwierzch­ni­cy napraw­dę się prze­ko­na­li, że On jest Mesja­szem? Prze­cież my wie­my, skąd On pocho­dzi, nato­miast gdy Mesjasz przyj­dzie, nikt nie będzie wie­dział, skąd jest”.
+++ Jed­ną z tych rze­czy, któ­re unie­moż­li­wia­ją czło­wie­ko­wi ducho­wy roz­wój, jest ilu­zja. Wyda­je się, że wie­my, że rozu­mie­my, że nic wię­cej już nas nie zasko­czy… Tym­cza­sem boga­ty świat wia­ry i głę­bo­kich doświad­czeń pozo­sta­je nie odkry­ty. Ilu­zo­rycz­na modli­twa, ilu­zo­rycz­na miłość, ilu­zo­rycz­ne prze­ba­cze­nie, ilu­zo­rycz­na bli­skość, ilu­zo­rycz­na wier­ność… Każ­da war­tość może pozo­stać zasło­nię­ta jej ilu­zo­rycz­ną kopią. Panie, broń przed jakim­kol­wiek złu­dze­niem.

SOBOTA:
Jr 11,18–20; J 7,40–53

+++ Wró­ci­li straż­ni­cy do kapła­nów i fary­ze­uszów, a ci rze­kli do nich: “Cze­mu­ście Go nie poj­ma­li?”. Straż­ni­cy odpo­wie­dzie­li: “Nigdy jesz­cze nikt nie prze­ma­wiał tak, jak Ten czło­wiek prze­ma­wia”. Odpo­wie­dzie­li im fary­ze­usze: “Czyż i wy dali­ście się zwieść?”.
+++ Straż­ni­cy wysła­ni, by poj­mać Jezu­sa, pod­da­ją się nie­zwy­kłe­mu wra­że­niu, jakie wywo­łu­je Pro­rok z Naza­re­tu. Nie dla­te­go, że są nie­wy­kształ­ce­ni lub podat­ni na emo­cje. Po pro­stu nie ma w nich uprze­dzeń. Słu­cha­jąc, zaczy­na­ją rozu­mieć, że mają do czy­nie­nia z czymś, co znacz­nie prze­ra­sta prze­cięt­ne poucze­nia z syna­gog; że spo­tka­li Kogoś, kto swo­im auto­ry­te­tem prze­wyż­sza wszyst­kich, któ­rych dotąd słu­cha­li. To był począ­tek – to mógł być począ­tek ich dro­gi wia­ry. Czy poszli dalej? Praw­do­po­dob­nie powró­ci­li do miej­sca, z któ­re­go wyszli. Zmar­no­wa­na łaska…

ks. Roman Sła­weń­ski