Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Wędrówki po Kresach

W Gagauzji też mieszkają Polacy

+++ fot. Marek A. KoprowskiMiej­scem, w któ­rym Lud­mi­ła Wole­wicz zazwy­czaj uma­wia się z gość­mi z Pol­ski jest cer­kiew w Kom­ra­cie. Znaj­du­je się ona przy głów­nej uli­cy mia­sta i jest jedy­ną w sto­li­cy Gagau­zji – auto­no­micz­ne­go rejo­nu wcho­dzą­ce­go w skład Moł­da­wii. Leży on 150 km na połu­dnie od Kiszy­nio­wa, zamiesz­ku­je go 165 tys. miesz­kań­ców, admi­ni­stra­cyj­nie skła­da się z 3 rejo­nów i 23 gmin. Choć for­mal­nie jest utwo­rzo­ny dla posza­no­wa­nia praw naro­do­wych Gagau­zów, sta­no­wi praw­dzi­wy tygiel kul­tur i naro­dów, któ­re obec­nie – po wal­cu sowie­ty­za­cji – zaczy­na­ją odzy­ski­wać swo­ją toż­sa­mość. W sumie zamiesz­ku­je go 156 naro­do­wo­ści. Są wśród nich tak­że Pola­cy, a Lud­mi­ła Wole­wicz jest pre­ze­sem ich sto­wa­rzy­sze­nia. Miesz­ka nie­da­le­ko cer­kwi, w dom­ku (któ­ry peł­ni też funk­cję biu­ra towa­rzy­stwa) przy jed­nej z bocz­nych uli­czek. Pani Lud­mi­ła to dziel­na, kipią­ca ener­gią kobie­ta – cór­ka Pola­ka i Gagauz­ki. Jest przed­sta­wi­ciel­ką poko­le­nia naj­now­szej pol­skiej emi­gra­cji w Moł­da­wii. Rodzi­na jej nie­ży­ją­ce­go już ojca pocho­dzi z Bia­ło­ru­si. Gdy z jej tere­nów, czy­li daw­nych Kre­sów Rze­czy­po­spo­li­tej, prze­pro­wa­dzo­no repa­tria­cję lud­no­ści pol­skiej, pra­wie wszy­scy wyje­cha­li do Pol­ski. Ojciec pani Lud­mi­ły nie mógł tego uczy­nić, ponie­waż wcze­śniej został powo­ła­ny do sowiec­kie­go woj­ska. Służ­bę woj­sko­wą odby­wał w Moł­da­wii, gdzie poznał swo­ją przy­szłą żonę. Wiel­ka miłość spo­wo­do­wa­ła, że posta­no­wił pozo­stać na zie­mi mię­dzy Dnie­strem a Pru­tem i tu zało­żyć rodzi­nę.
+++ Pani Lud­mi­ła nie­przy­pad­ko­wo zosta­ła lide­rem pol­skiej orga­ni­za­cji. W jej domu zawsze pano­wa­ła pol­ska atmos­fe­ra. Wyszła za mąż za Pola­ka, Sła­wo­mi­ra Wole­wi­cza, rezy­gnu­jąc jed­no­cze­śnie z panień­skie­go nazwi­ska Andrze­jew­ska. Z ich dwój­ki dzie­ci, cór­ka ukoń­czy­ła uni­wer­sy­tet w Kiszy­nio­wie, ale tak­że uczel­nię w Lubli­nie. Mia­ła moż­li­wość pozo­sta­nia w Pol­sce, lecz wró­ci­ła do Gagau­zji, gdzie cze­kał na nią uko­cha­ny. Nie zmar­no­wa­ła jed­nak stu­diów w kra­ju przod­ków ojca i w Kom­ra­cie tak­że pra­cu­je na rzecz odro­dze­nia pol­sko­ści. Syn stu­diu­je we Wro­cła­wiu infor­ma­ty­kę i dekla­ru­je, że zro­bi wszyst­ko, żeby w tym mie­ście pozo­stać. Pol­skie odro­dze­nie w Gagau­zji zaczę­ło się sto­sun­ko­wo póź­no – dopie­ro wte­dy, gdy pol­skie śro­do­wi­ska w Biel­cach, Styr­czy czy Kiszy­nio­wie znacz­nie już okrze­pły. Pola­kom z Gagau­zji uda­ło się jed­nak nad­ro­bić zale­gło­ści.
+++ – Gdy w 2004 r. w Kom­ra­cie powsta­ło “Sto­wa­rzy­sze­nie Pola­ków Gagau­zji”, nie­wie­le osób wie­rzy­ło w sens jego dzia­łal­no­ści – mówi jego pre­ze­ska Lud­mi­ła Wole­wicz. – Na począt­ku istot­nie było nas bar­dzo mało, bo zale­d­wie pięć rodzin. Dziś, po pię­ciu latach, nasze towa­rzy­stwo liczy już dwu­stu człon­ków i nie ma tygo­dnia, żeby ktoś nie przy­szedł i nie zain­te­re­so­wał się naszy­mi poczy­na­nia­mi, nie chciał wstą­pić w nasze sze­re­gi. Ludzie po pro­stu zoba­czy­li, że coś robi­my. Od razu spro­wa­dzi­li­śmy do Kom­ra­tu nauczy­ciel­kę języ­ka pol­skie­go, któ­ra bar­dzo nas wspo­mo­gła i zro­bi­ła ogrom­nie dużo dla odro­dze­nia i pro­pa­go­wa­nia pol­sko­ści w sto­li­cy Gagau­zji. Sygna­łem dla wszyst­kich, że idzie­my do przo­du było wysła­nie na stu­dia do Pol­ski pierw­sze­go dziec­ka z Kom­ra­tu…
+++ Dzię­ki Sto­wa­rzy­sze­niu w Kom­ra­cie kil­ka­set osób nauczy­ło się języ­ka przod­ków. Obec­nie np. w sied­miu gru­pach języ­ka pol­skie­go uczy się 75 osób. Nie wszy­scy bynaj­mniej to ucznio­wie szkół śred­nich czy pod­sta­wo­wych, któ­rzy chcie­li­by w przy­szło­ści sta­rać się o moż­li­wość stu­dio­wa­nia w Pol­sce. Wie­lu z nich to ludzie star­si. Naj­bar­dziej wie­ko­wym z nich jest 67-let­ni pan Krzy­ża­now­ski, któ­ry u kre­su swo­ich dni posta­no­wił nauczyć się języ­ka ojców. Czy­ni to już czwar­ty rok, wyka­zu­jąc dużą deter­mi­na­cję. Naj­więk­szym suk­ce­sem sto­wa­rzy­sze­nia wyda­je się jed­nak doko­na­nie prze­bu­dze­nia w świa­do­mo­ści naro­do­wej miesz­ka­ją­cych w Gagau­zji Pola­ków, czę­sto już daw­no zru­sy­fi­ko­wa­nych, któ­rzy zapo­mnie­li o swo­ich korze­niach.
+++ – Obec­nie sza­cu­je­my, że co szó­sty miesz­ka­niec Kom­ra­tu ma pol­skie korze­nie – twier­dzi pre­zes Wole­wicz. – Kom­rat zaś to prze­cież nie cała Gagau­zja. Pola­cy żyją na całym jej tere­nie. W naszym sto­wa­rzy­sze­niu mamy człon­ków, któ­rych przod­ko­wie osie­dli­li się w Gagau­zji po Powsta­niu Stycz­nio­wym. Nale­ży do nas np. pan Nowak, któ­ry, bada­jąc gene­alo­gię swo­jej rodzi­ny, zna­lazł, iż jego przo­dek osie­dlił się w Gagau­zji w 1864 r. z żoną i ośmio­ma syna­mi. Ci zało­ży­li swo­je rodzi­ny, któ­re tak­że były wie­lo­dziet­ne, co spra­wi­ło, że rodzi­na Nowa­ków znacz­nie się roz­ro­sła. Dziś w Kom­ra­cie bar­dzo dużo ludzi nosi nazwi­sko Nowak, choć uwa­ża się za Gagau­zów. Wie­lu Pola­ków z rodzi­ny Nowa­ków nie mogąc zna­leźć sobie Polek, żeni­ło się z Gagauz­ka­mi i przyj­mo­wa­ło ich opcję naro­do­wą. Obec­nie nie­któ­rzy wra­ca­ją do korze­ni, szu­ka­ją przod­ków. Jesz­cze w koń­cu lat sześć­dzie­sią­tych ub. w. w Kom­ra­cie miesz­ka­ła pani Zosia, mają­ca bar­dzo dużą pol­ską biblio­te­kę. W nie­dzie­lę zawsze zbie­ra­li się u niej miej­sco­wi Pola­cy. Chy­ba od cza­su do cza­su była tam tak­że odpra­wia­na Msza św., ale ja już tego nie pamię­tam, byłam wte­dy dziec­kiem i nie na wszyst­kie spo­tka­nia byłam przez rodzi­ców zabie­ra­na. Pani Zosia, nie­ste­ty, już daw­no nie żyje. Miesz­ka­nie, któ­re zaj­mo­wa­ła, dosta­ła inna rodzi­na, któ­ra jej biblio­te­ką pali­ła w pie­cu, więc nic z księ­go­zbio­ru nie oca­la­ło. Dzia­łal­ność sto­wa­rzy­sze­nia w Kom­ra­cie pobu­dzi­ła do dzia­ła­nia Pola­ków w innych mia­stach Gagau­zji. Odra­dza­niu się pol­sko­ści w Kom­ra­cie sprzy­ja nie­wąt­pli­wie życz­li­wa atmos­fe­ra ze stro­ny władz Gagau­zji. Lek­cje języ­ka pol­skie­go sto­wa­rzy­sze­nie pro­wa­dzi w pra­cow­ni urzą­dzo­nej w Liceum Moł­daw­skim, któ­re dla jej potrzeb udo­stęp­ni­ło jed­no z pomiesz­czeń, gdzie pier­wot­nie znaj­do­wa­ła się biblio­te­ka.
+++ – Stro­na pol­ska zna­ko­mi­cie wypo­sa­ży­ła nasz gabi­net języ­ko­wy, w rezul­ta­cie jest on naj­lep­szy w całej Gagau­zji – pod­kre­śla Lud­mi­ła Wole­wicz. – Gdy amba­sa­dor odwie­dził liceum i zoba­czył, że jego ucznio­wie wciąż mają pry­mi­tyw­ną toa­le­tę na podwór­ku, zdo­był środ­ki na zbu­do­wa­nie nowo­cze­snych sani­ta­ria­tów wewnątrz budyn­ku. Obec­nie z panią dyrek­tor Swie­tła­ną Sto­ja­no­wą myśli­my o następ­nych pro­jek­tach słu­żą­cych tej pla­ców­ce. Współ­pra­ca ukła­da się nam zna­ko­mi­cie, trak­tu­je ona pra­cow­nię języ­ka pol­skie­go i współ­dzia­ła­nie z naszym sto­wa­rzy­sze­niem jako wizy­tów­kę swo­jej pla­ców­ki. Jeże­li do Gagau­zji przy­jeż­dża­ją jakieś dele­ga­cje, zawsze odwie­dza­ją jej liceum, by zoba­czyć pra­cow­nię i występ nasze­go zespo­łu – liczy on czter­dzie­ści osób i od trzech lat jest naj­lep­szy wśród pol­skich zespo­łów w Moł­da­wii. Pro­wa­dzi go moja cór­ka, któ­ra w Lubli­nie ukoń­czy­ła pro­fe­sjo­nal­ne stu­dia z zakre­su tań­ca i etno­gra­fii. Wszy­scy oglą­da­ją­cy jego wystę­py nie mogą się nadzi­wić, że w Gagau­zji jest tej kla­sy pol­ski zespół i, że w ogó­le są w niej Pola­cy. Bar­dzo dobre sto­sun­ki mamy też z pre­zy­den­tem Gagau­zji Micha­iłem Far­mu­zau. Jest to bar­dzo mądry czło­wiek, odno­szą­cy się do Pola­ków z ogrom­nym sza­cun­kiem i życz­li­wo­ścią. Odro­dze­niu pol­sko­ści w Gagau­zji sprzy­ja też nie­wąt­pli­wie funk­cjo­no­wa­nie w Kom­ra­cie para­fii. Nie dys­po­nu­je ona jesz­cze świą­ty­nią, ale gro­ma­dząc wier­nych na modli­twie w wyna­ję­tych pomiesz­cze­niach wspo­ma­ga ich inte­gra­cję. Para­fię zało­żył ks. Sta­ni­sław Kucha­rek, Polak pocho­dzą­cy z rumuń­skiej Buko­wi­ny. Na wieść o tym, że jego roda­cy zało­ży­li w Kom­ra­cie sto­wa­rzy­sze­nie, któ­re aktyw­nie dzia­ła, posta­no­wił objąć ich opie­ką dusz­pa­ster­ską. Dwa razy w mie­sią­cu dojeż­dża do Kom­ra­tu, żeby odpra­wić dla Pola­ków Mszę św. Prak­ty­ka ta utrwa­li­ła się, choć ksiądz Kucha­rek opu­ścił już Moł­da­wię, a opie­kę nad Pola­ka­mi w Gagau­zji prze­jął rumuń­ski ksiądz, dojeż­dża­ją­cy z para­fii koło Kiszy­nio­wa. Jeste­śmy z jego posłu­gi bar­dzo zado­wo­le­ni, podob­nie jak wcze­śniej z posłu­gi ks. Kuchar­ka, któ­re­go do dziś z wdzięcz­no­ścią wspo­mi­na­my. Choć jest on Węgrem, miesz­ka­ją­cym w Rumu­nii, kie­dy zaczął do nas przy­jeż­dżać, przy­stą­pił do nauki języ­ka pol­skie­go i Mszę św. odpra­wia dla nas po pol­sku. Towa­rzy­szą mu zawsze dwie pol­skie sio­stry zakon­ne, z któ­ry­mi mamy dobry kon­takt.
+++ Pani Lud­mi­ła ma nadzie­ję, że dzia­łal­ność sto­wa­rzy­sze­nia przy­czy­ni się do tego, iż korzy­sta­jąc ze sprzy­ja­ją­cej atmos­fe­ry, jesz­cze wię­cej zamiesz­ku­ją­cych Gagau­zję Pola­ków, wró­ci do swych korze­ni. Uwa­ża, że wszy­scy powin­ni poznać histo­rię swo­ich rodzin, cie­szy się też, że wśród człon­ków sto­wa­rzy­sze­nia są star­si ludzie, któ­rzy dają mło­dym przy­kład.

Tekst i foto:
Marek A. Koprow­ski