Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Tydzień liturgiczny

PIĄTY TYDZIEŃ WIELKIEGO POSTU 11–16 IV 2011

PONIEDZIAŁEK:
Dn 13,41–62; J 8,12–20

+++ Jezus nachy­liw­szy się pisał pal­cem po zie­mi. A kie­dy w dal­szym cią­gu Go pyta­li, pod­niósł się i rzekł do nich: “Kto z was jest bez grze­chu, niech pierw­szy rzu­ci na nią kamień”. I powtór­nie nachy­liw­szy się, pisał na zie­mi. Kie­dy to usły­sze­li, wszy­scy jeden po dru­gim zaczę­li odcho­dzić, poczy­na­jąc od star­szych. I pozo­stał tyl­ko Jezus i kobie­ta, sto­ją­ca na środ­ku… Rzekł do niej Jezus: “I Ja cie­bie nie potę­piam. Idź, a od tej chwi­li już nie grzesz”.
+++ W każ­dym, kto spo­glą­da na Jezu­sa piszą­ce­go pal­cem po zie­mi, poja­wia się pra­gnie­nie, by poznać, co się tam na pale­styń­skiej zie­mi poja­wi­ło, sko­ro oskar­ży­cie­le tak szyb­ko ochło­nę­li z widocz­ne­go wzbu­rze­nia i jeden po dru­gim się wyco­fa­li. Jed­nak Pan nie ujaw­nił nam tego. Widocz­nie nie jest to nam potrzeb­ne. Nato­miast na pew­no potrze­bu­je­my rze­tel­ne­go namy­słu i to namy­słu w świe­tle wia­ry, zanim wypo­wie­my jakie­kol­wiek sło­wo oskar­że­nia wobec dru­gie­go czło­wie­ka. Jezu, naucz nas odpo­wie­dzial­no­ści za każ­de sło­wo: mówio­ne, pisa­ne, czy­ta­ne.

WTOREK:
Lb 21,4–9; J 8,21–30

+++ Rzekł więc do nich Jezus: “Gdy wywyż­szy­cie Syna Czło­wie­cze­go, wte­dy pozna­cie, że JA JESTEM i że Ja nic od sie­bie nie czy­nię, ale że to mówię, cze­go Mnie Ojciec nauczył. A Ten, któ­ry Mnie posłał, jest ze Mną: nie pozo­sta­wił Mnie same­go, bo Ja zawsze czy­nię to, co się Jemu podo­ba”. Gdy to mówił, wie­lu uwie­rzy­ło w Nie­go.
+++ Jezus ujaw­nia naj­wyż­sze zaufa­nie, jakim darzy swe­go Ojca w nie­bie. Potra­fi dosko­na­le odczy­ty­wać wolę Ojca i teraz mówi o tym publicz­nie. Odkry­wa naj­głęb­szą jed­ność swych pra­gnień z pra­gnie­nia­mi Ojca. To świa­dec­two ma moc prze­mia­ny ludz­kich serc. Ewan­ge­li­sta stwier­dza, że wie­lu uwie­rzy­ło w Jezu­sa wła­śnie wów­czas, gdy Zba­wi­ciel uka­zał swe zjed­no­cze­nie z Ojcem i zaufa­nie w Nim pokła­da­ne. I my rów­nież, pogłę­bia­jąc zaufa­nie do Boga, mamy szan­sę pocią­gnąć ludz­kie ser­ca do wia­ry.

ŚRODA:
Dn 3,14–20.91–92.95; J 8,31–42

+++ Zapraw­dę, zapraw­dę powia­dam wam: Każ­dy, kto popeł­nia grzech, jest nie­wol­ni­kiem grze­chu. A nie­wol­nik nie prze­by­wa w domu na zawsze, lecz Syn prze­by­wa na zawsze. Jeże­li więc Syn was wyzwo­li, wów­czas będzie­cie rze­czy­wi­ście wol­ni. Wiem, że jeste­ście potom­stwem Abra­ha­ma, ale wy usi­łu­je­cie Mnie zabić, bo nie przyj­mu­je­cie mojej nauki. Gło­szę to, co widzia­łem u mego Ojca, wy czy­ni­cie to, coście sły­sze­li od wasze­go ojca.
+++ Co dopie­ro wie­lu uwie­rzy­ło Jezu­so­wi, a natych­miast poja­wia się zupeł­nie odmien­na reak­cja: opór wobec słów Zba­wi­cie­la, odrzu­ce­nie Jego świa­dec­twa i jesz­cze wię­cej – chęć usu­nię­cia nie­wy­god­ne­go mów­cy. Dla­cze­go tak się dzie­je? Bo oto Jezus odsła­nia znie­wo­le­nie fary­zej­skich serc. Przy­wią­za­ni do grze­chu – sta­li się nie­wol­ni­ka­mi. A jako nie­wol­ni­cy nie mogą postą­pić ina­czej, jak tyl­ko znisz­czyć nie­wy­god­ne­go świad­ka. Roz­wią­za­nie tyl­ko pozor­nie sku­tecz­ne. Czy nie lepiej przy­znać się przed sobą, że jeste­śmy nie­wol­ni­ka­mi swych nawy­ków i przy­wią­zań? Potrze­ba tyl­ko odważ­nej decy­zji.

CZWARTEK:
Rdz 17,3–9; J 8,51–59

+++ Odpo­wie­dział Jezus: “Jeże­li Ja sam sie­bie ota­czam chwa­łą, chwa­ła moja jest niczym. Ale jest Ojciec mój, któ­ry Mnie chwa­łą ota­cza, o któ­rym wy mówi­cie: Jest naszym Bogiem, ale wy Go nie zna­cie. Ja Go jed­nak znam. Gdy­bym powie­dział, że Go nie znam, był­bym podob­nie jak wy kłam­cą. Ale Ja Go znam i sło­wo Jego zacho­wu­ję. Abra­ham, ojciec wasz, roz­ra­do­wał się z tego, że ujrzał mój dzień, ujrzał go i ucie­szył się”.
+++ To poważ­ny zarzut, mówią wszak: “Jest naszym Bogiem”, a nie zna­ją Go. Z tej też racji pobłą­dzi­li. Mimo że stu­dio­wa­li Pisma wię­cej niż więk­szość ówcze­snej spo­łecz­no­ści Izra­ela, nie zna­li swe­go Stwór­cy wystar­cza­ją­co głę­bo­ko, by roz­po­znać Jego Syna. Zanie­dba­nie pozna­wa­nia Ojca zawsze nara­żać będzie na nie­bez­pie­czeń­stwo błą­dze­nia, bo wów­czas łatwo wła­sne upodo­ba­nia, wła­sne pomy­sły nazy­wać wolą Boga. Stąd już tyl­ko krok do grze­chu. Może nawet zbrod­ni.

PIĄTEK:
Jr 20,10–13; J 10,31–42

+++ Żydzi porwa­li kamie­nie, aby Jezu­sa uka­mie­no­wać. Odpo­wie­dział im Jezus: “Uka­za­łem wam wie­le dobrych czy­nów pocho­dzą­cych od Ojca. Za któ­ry z tych czy­nów chce­cie Mnie uka­mie­no­wać?”. Odpo­wie­dzie­li Mu Żydzi: “Nie chce­my Cię kamie­no­wać za dobry czyn, ale za bluź­nier­stwo, za to, że Ty będąc czło­wie­kiem, uwa­żasz sie­bie za Boga”.
+++ Nie po raz pierw­szy fary­ze­usze podej­mu­ją pró­bę znisz­cze­nia Jezu­sa. I tym razem znów bez­sku­tecz­nie. Bo nie była to jesz­cze godzi­na śmier­ci Syna Boże­go, jesz­cze nie nade­szła peł­nia cza­su. Bóg ma swo­je pla­ny i mimo iż może­my ulec wra­że­niu, że coś dzie­je się jak­by poza Bogiem, wbrew Bogu, to spoj­rze­nie na oskar­że­nia fary­ze­uszów musi nas nauczyć, że nic nie dzie­je się bez udzia­łu Stwór­cy. A sko­ro tak – to nie pod­daj­my się zwąt­pie­niu, widząc sytu­acje, któ­re moc­no nie­po­ko­ją i wywo­łu­ją poczu­cie bez­rad­no­ści.

SOBOTA:
Ez 37,21–28; J 11,45–57

+++ Wów­czas jeden z nich, Kaj­fasz, któ­ry w owym roku był naj­wyż­szym kapła­nem, rzekł do nich: “Wy nic nie rozu­mie­cie i nie bie­rze­cie tego pod uwa­gę, że lepiej jest dla was, gdy jeden czło­wiek umrze za lud, niż miał­by zgi­nąć cały naród”. Tego jed­nak nie powie­dział sam od sie­bie, ale jako naj­wyż­szy kapłan w owym roku wypo­wie­dział pro­roc­two, że Jezus miał umrzeć za naród…
+++ Te same sło­wa, a jak­że róż­nie mogą być odczy­ta­ne. Kaj­fasz rozu­miał je w sen­sie poli­tycz­nym. Jako gracz w świe­cie poli­ty­ki, odczy­tał ich poli­tycz­ne zna­cze­nie. Ale ta kal­ku­la­cja oka­za­ła się chy­bio­na. Bo Kaj­fasz przede wszyst­kim był kapła­nem i sytu­ację swe­go naro­du oraz dzia­ła­nie Jezu­sa winien był czy­tać w świe­tle wia­ry. Choć pre­cy­zyj­nie ujął sens Jezu­so­wej śmier­ci jako ofia­ry za wie­lu, nic nie zro­zu­miał. Wyda­rze­nia mają sens poli­tycz­ny, spo­łecz­ny, eko­no­micz­ny, ale nie zapo­mi­naj­my, że mają też wymiar reli­gij­ny. Nade wszyst­ko reli­gij­ny!

ks. Roman Sła­weń­ski