Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Historia we wspomnieniach

Niech Wam Bóg przebaczy”

+++ Hieronim Dekutowski „Zapora” (pierwszy z lewej) i Zdzisław Broński „Uskok” w lipcu 1947 roku) (fot. arch. IPN)Poni­żej przed­sta­wia­my frag­ment “Pamięt­ni­ka” Zdzi­sła­wa Broń­skie­go “Usko­ka” (1912–1949), uczest­ni­ka walk z Niem­ca­mi we wrze­śniu 1939 roku, zakoń­czo­nych dla nie­go nie­wo­lą, z któ­rej zbiegł. Pod oku­pa­cją nie­miec­ką wal­czył w Armii Kra­jo­wej, m.in. w 27 Wołyń­skiej Dywi­zji Pie­cho­ty Armii Kra­jo­wej. Po wkro­cze­niu wojsk sowiec­kich kon­ty­nu­ował wal­kę w struk­tu­rach Obwo­du Zrze­sze­nia “Wol­ność i Nie­pod­le­głość” Lubar­tów, pod­le­ga­jąc bez­po­śred­nio jed­ne­mu z naj­słyn­niej­szych dowód­ców anty­ko­mu­ni­stycz­ne­go pod­zie­mia na Lubelsz­czyź­nie, cicho­ciem­ne­mu płk. Hie­ro­ni­mo­wi Deku­tow­skie­mu “Zapo­rze” (1915–1947). Zdzi­sław Broń­ski “Uskok” był kawa­le­rem Krzy­ża Vir­tu­ti Mili­ta­ri i Krzy­ża Walecz­nych. Pre­zy­dent Lech Kaczyń­ski odzna­czył go Krzy­żem Koman­dor­skim z Gwiaz­dą Orde­ru Odro­dze­nia Pol­ski. Pamięt­nik, któ­ry pisał w latach 1941–1949 roku, dostał się w ręce Urzę­du Bez­pie­czeń­stwa – po jego śmier­ci – zaś opu­bli­ko­wa­ny został przez Insty­tut Pamię­ci Naro­do­wej w 2004 roku. Zdzi­sław Broń­ski “Uskok”, “Pamięt­nik (1941 – maj 1949)”, wstęp, redak­cja nauko­wa i opra­co­wa­nie doku­men­tów Sła­wo­mir Pole­szak, edy­cja tek­stu Andrzej T. Fili­pek, Maciej Sobie­raj, War­sza­wa 2004, s. 219–228. Zamiesz­czo­ny frag­ment opi­su­je repre­sje, jakie komu­ni­stycz­ny Urząd Bez­pie­czeń­stwa sto­so­wał wobec lud­no­ści wiej­skiej podej­rza­nej o wspie­ra­nie pod­zie­mia nie­pod­le­gło­ścio­we­go, co niczym nie róż­ni­ło się od metod z cza­su oku­pa­cji nie­miec­kiej. Jed­no­cze­śnie jest ilu­stra­cją żar­li­wej wia­ry pro­stych ludzi, tak tra­gicz­nie doświad­cza­nych.
+++ IV [19]48 r. Otrzy­ma­łem mel­du­nek o sto­so­wa­niu przez UB nowych metod słu­żą­cych do gnę­bie­nia “faszy­stów”. Oto w Wiel­ką Nie­dzie­lę, w Char­lę­żu zde­mo­lo­wa­no dwa gospo­dar­stwa. Pod pre­tek­stem doko­na­nia rewi­zji “za bro­nią i ban­dy­ta­mi”, poroz­wa­la­no cał­ko­wi­cie pie­ce, kuch­nie i komi­ny, zerwa­no pod­ło­gi i sufi­ty oraz powy­ry­wa­no z rama­mi okna i drzwi, podziu­ra­wio­no dachy. Meble poroz­bi­ja­no tak, by sta­ły się nie­zdat­ne do użyt­ku, a wszyst­kie naczy­nia kuchen­ne i domo­we doszczęt­nie potłu­czo­no i zwa­lo­no w miesz­ka­niu w wiel­ką kupę gru­zu. W owym gru­zie zna­la­zły się tak­że arty­ku­ły spo­żyw­cze: mąka, kasza, jaja, cukier, tłusz­cze, chleb, sól, itd. oraz odzież, pościel, wszel­kie papie­ry, foto­gra­fie i obra­zy reli­gij­ne. Po doko­na­niu tego dzie­ła znisz­cze­nia spo­rzą­dzo­no pro­to­kół o prze­pro­wa­dzo­nej “rewi­zji”, pod­czas któ­rej nic podej­rza­ne­go nie zna­le­zio­no. Pro­to­kół musie­li pod­pi­sać gospo­da­rze. Czy mogli nie pod­pi­sać? A cóż by im dało wzbra­nia­nie się? Przede wszyst­kim nie pyta­no, czy mają jakieś zastrze­że­nia, a zresz­tą… Docho­dzić spra­wie­dli­wo­ści w sto­sun­ku do UB, to zna­czy zna­leźć się w roli jagnię­cia, któ­re przed wil­czym try­bu­na­łem chcia­ło się bro­nić od napa­ści wil­ków. Prze­ra­żo­nym domow­ni­kom – na zapy­ta­nie, co mają ze sobą zro­bić! – odpo­wie­dzia­no: “Może­cie się uto­pić. Tutaj dla was miej­sca nie ma”. Rze­czy­wi­ście, ci ludzie muszą gdzieś emi­gro­wać. Ubej­cy z łatwo­ścią będą roz­wa­lać to, co oni z tru­dem wybu­du­ją. I może ktoś powie, że to nie zmie­rza do koł­cho­zów? Na pod­kre­śle­nie zasłu­gu­je fakt, że zaj­ście to mia­ło miej­sce w dzień wiel­kie­go świę­ta reli­gij­ne­go. Czy może ktoś powie, że to nie jest wymy­słem mózgu żydow­skie­go?
+++ IV [19]48 r. Moja kocha­na rodzi­na ma prze­ze mnie masę utra­pie­nia! Nie wiem, jak oce­nić sto­pień mojej winy w tym wypad­ku, ale fakt ten przy­spa­rza mi zmar­twie­nia i nie­jed­no­krot­nie odczu­wam nie­mal­że wyrzu­ty sumie­nia. Ma to miej­sce w chwi­lach sła­bo­ści i zwąt­pie­nia, któ­re udzie­la mi się od ludzi. Bo wal­ka trwa już całe lata, kosz­tu­je wie­le ofiar i tru­dów. A kie­dy przyj­dzie zwy­cię­stwo? I czy w ogó­le przyj­dzie?

* * *

+++ 30 V [19]48 r. Ubej­cy zde­mo­lo­wa­li kil­ka gospo­darstw na tere­nie gmin Ludwiń i Łęcz­na. Mię­dzy inny­mi spo­tka­ło to rodzi­nę “Wik­to­ra” i moją sio­strę Sie­gie­do­wą. Obie te rodzi­ny będą już teraz osta­tecz­nie zmu­szo­ne do opusz­cze­nia swo­ich domów i swo­ich stron. Tra­gi­ko­micz­ny prze­bieg mia­ły te zaj­ścia w tych dwóch miej­scach:
+++ Świę­co­na woda na dia­bła…
+++ Przed dom “faszy­stow­ski” zajeż­dża cię­ża­rów­ka z ubej­ca­mi. Dzie­je się to w bia­ły dzień, w małym mia­stecz­ku, wśród gęsto krę­cą­cej się lud­no­ści. Było­by rze­czą śmiesz­ną pozo­ro­wać rewi­zję za ban­dy­ta­mi i bro­nią, gdyż taka rewi­zja mia­ła miej­sce w tym domu już kil­ka­na­ście razy, więc “komi­nia­rze” (od roz­wa­la­nia komi­nów) przy­stę­pu­ją do dzie­ła bez cere­gie­li. Więk­szość [z] nich jest porząd­nie wsta­wio­na, nie wyłą­cza­jąc spra­wu­ją­ce­go komen­dę porucz­ni­ka Gola z lubel­skie­go UB, nota­be­ne zna­ne­go z daw­nych cza­sów zło­dzie­ja. Cał­kiem trzeź­wy jest jeden “pan komi­niarz”, bej­lis [syno­nim zdraj­cy i mor­der­cy – JS] z kapra­wy­mi ocza­mi i gar­ba­tym nosem. Jest ubra­ny w ele­ganc­ki uni­form woj­sko­wy, lecz nie ma żad­nych odznak, on potrze­bu­je mieć w sobie coś tajem­ni­cze­go. Bej­lis ów ma pod pachą tecz­kę – potrze­bu­je być urzę­do­wy – i mówi mało, ale gesta­mi wyda­je instruk­cje Golo­wi. Hoło­ta opa­dła dom i wtar­gnę­ła do środ­ka. W domu znaj­do­wa­ła się tyl­ko cho­ra gospo­dy­ni w łóż­ku. Resz­ta domow­ni­ków w porę się ulot­ni­ła.
+++ – Gdzie mąż, gdzie syno­wie? – wrza­snął Gol. Gospo­dy­ni była już do takich odwie­dzin przy­zwy­cza­jo­na i dosta­tecz­nie nimi zmę­czo­na, by reago­wać na nie jakim­kol­wiek żyw­szym uczu­ciem.
+++ – Mąż w Lubli­nie. O synach nic nie wiem. Już wam to tyle razy mówi­łam. Cho­ra jestem przez was! Daj­cie mi spo­kój – odpar­ła powo­li kobie­ta i odwró­ci­ła twarz w inną stro­nę. Była bar­dzo poboż­na i nawet w tej chwi­li w ręku trzy­ma­ła róża­niec. Nad jej łóż­kiem był mały ołta­rzyk z świę­co­ną wodą, kagan­kiem, kru­cy­fik­sem… Nie liczą­ca jesz­cze 50 lat kobie­ta była tak cięż­ko życiem ostat­nich lat doświad­czo­na i zła­ma­na, iż naj­lep­sze uko­je­nie znaj­do­wa­ła w modli­twie, do pra­cy była już za sła­ba.
+++ – Cho­ra, sta­ra k…a! Ale jesz­cze dziś by tań­co­wa­ła za zwy­cię­stwo faszy­stów. Hej, chłop­cy. W kozły broń i przy­go­to­wać się do rewi­zji! – zawar­czał Gol.
+++ Ubej­cy odło­ży­li broń, poczę­li uzbra­jać się w sie­kie­ry, drą­gi, haki, piły itp. Przy­bo­ry znaj­du­ją­ce się pod ręką. Naj­pierw napad­nię­to na kaflo­wy piec, jeden z ryce­rzy ze sło­wa­mi: “Wyłaź sku…synu z pie­ca!” – grzmot­nął sie­kie­rą w kafle. Inni mu dopo­mo­gli i po chwi­li piec zdru­zgo­ta­no, a miesz­ka­nie wypeł­nia­ło się tuma­na­mi kurzu i sadzy. “Okna!” – ryk­nął któ­ryś. Zabrzę­cza­ły szy­by, zatrzesz­cza­ły ramy i w miej­scu okien pozo­sta­ły obskur­ne otwo­ry, przez któ­re kurz wydo­by­wał się na zewnątrz.
+++ Kobie­ta patrzy­ła na to z łóż­ka sze­ro­ko roz­war­ty­mi z prze­ra­że­nia oczy­ma. Usta jej poru­sza­ły się nie­znacz­nie, wyda­jąc ciche sło­wa: “Jezu, Jezu! Mat­ko Boska! Koniec świa­ta!”. Nie sły­sza­ła gru­biań­skich prze­kleństw i wyzwisk, któ­ry­mi ją obrzu­ca­no. Wyzwisk tak wyra­fi­no­wa­nych, że zna­cze­nia ich pojąć było trud­no. Widzia­ła tyl­ko, że na pod­ło­dze, z któ­rej też kil­ka desek wyrą­ba­no, rośnie jakiś okrop­nie smut­ny w swo­im wido­ku stos. Na stos ten bestial­skie ręce zrzu­ca­ją w sta­nie już znisz­czo­nym wszyst­ko to, co pra­cą tylu dłu­gich lat uciu­ła­ło się i nagro­ma­dzi­ło przy domo­wym ogni­sku. Z brzę­kiem pada­ją naczy­nia i zamie­nia­ją się w sko­ru­py. Sko­ru­py mie­sza­ją się z porwa­ny­mi foto­gra­fia­mi rodzin­ny­mi i strzę­pa­mi por­tre­tów jej męża i syna nie­bosz­czy­ka. “O Jezu! Czy tym ludziom obce jest uczu­cie sza­cun­ku dla pamią­tek dro­gich ser­cu, ser­cu mat­ki?”. W oczach zaszkli­ły się jej łzy…
+++ Wła­ści­wie prze­sta­ła odróż­niać już, co się doko­ła niej dzie­je. Łoskot sie­kier i pił burzą­cych sufit i dach, trzask roz­bi­ja­nych o ścia­nę słoi i bute­lek z zapa­sa­mi spi­żar­nia­ny­mi, rąba­nie drzwi, szaf z ubra­nia­mi, sto­łów i krze­seł – wszyst­ko to zle­wa­ło się w jej uszach w jeden okrop­ny cha­os znisz­cze­nia, któ­ry skur­czem żalu za gar­dło chwy­tał. I w pier­siach jakiś ból wywo­ły­wał…
+++ Bej­lis z tecz­ką pod pachą tyl­ko od cza­su do cza­su zaglą­dał do wnę­trza i poro­zu­mie­wał się z Golem, po czym robiąc dyplo­ma­tycz­ną minę, para­do­wał na oczach gawie­dzi. Raz tyl­ko rzu­cił bar­dzo złe spoj­rze­nie na ludzi, gdy na widok walą­ce­go się na dach komi­na ktoś krzyk­nął w uli­cy: “Niech żyje plan odbu­do­wy kra­ju!”. “Reak­cja” – pomy­ślał zapew­ne bej­lis – oby­wa­tel Adam Rud­nic­ki, z domu Abra­ham Rozen­berg.
+++ W miesz­ka­niu tym­cza­sem “komi­nia­rze” nie próż­no­wa­li. Widok utra­pio­nej kobie­ty i jej bole­sne a poboż­ne wes­tchnie­nia były tyl­ko powo­dem do kpin i szy­derstw “komi­nia­rzy”.
+++ – Zabie­raj, sta­ra, swo­je świę­to­ści i ucie­kaj z łóż­ka, bo cię razem z łóż­kiem wywró­ci­my – przy­ga­dy­wa­li jej i zda­wa­ło się, że są bli­scy wyko­na­nia tego zamia­ru. Jeden zbli­żył się do noc­nej szaf­ki sto­ją­cej przy łóż­ku i tak zama­szy­ście ją otwo­rzył, że się wywró­ci­ła. Sto­ją­ca na szaf­ce figur­ka Mat­ki Boskiej z jakie­goś kru­che­go mate­ria­łu, spa­da­jąc ude­rzy­ła w poła­ma­ne krze­sło i roz­pry­sła się w kawa­łecz­ki. Widok ten prze­jął zgro­zą kobie­tę: “O Boże, to sza­ta­ny!” – szep­nę­ła i unio­sła się na łóż­ku. Następ­nie się­gnę­ła do ołta­rzy­ka i zdję­ła kru­cy­fiks oraz naczy­nie ze świę­co­ną wodą i pal­mą. Trzy­ma­jąc to wszyst­ko, spu­ści­ła nogi na zie­mię i sta­nę­ła przy łóż­ku. Nacią­gnię­ty przed­tem dłu­gi szla­frok, roz­pusz­czo­ne wło­sy i trzy­ma­ne w rękach przed­mio­ty nada­wa­ły jej na tle panu­ją­ce­go wokół znisz­cze­nia i krę­cą­cych się pobru­dzo­nych zbi­rów jakiś nie­sa­mo­wi­ty wygląd. “Komi­nia­rze” prze­rwa­li zaję­cie i z zain­te­re­so­wa­niem poczę­li się jej przy­pa­try­wać, przy­pusz­cza­jąc, że ma zamiar opu­ścić miesz­ka­nie.
+++ – Naresz­cie się namy­śli­łaś, sta­ra cho­le­ro. Jaz­da stąd! – wark­nął któ­ryś. Ale ona nie wyszła. Usta­wi­ła świę­co­ną wodę na łóż­ku i uję­ła w lewą rękę pal­mę, a w pra­wą kru­cy­fiks, któ­ry z namasz­cze­niem uca­ło­wa­ła. Następ­nie ze sło­wa­mi: “Niech Wam Bóg prze­ba­czy…” poczę­ła powo­li kru­cy­fik­sem robić wiel­ki znak krzy­ża w stro­nę “komi­nia­rzy”. “Komi­nia­rze” zro­bi­li strasz­ne głu­pie miny i spu­ści­li oczy w zie­mię, nie wie­dząc, co robić dalej. Sam Gol począł się nie­znacz­nie wyco­fy­wać ku drzwiom. A gdy kobie­ta zanu­rza­ła powo­li pal­mę w świę­co­nej wodzie, wszy­scy dość cha­otycz­nie wynie­śli się z miesz­ka­nia. Coś ich wynio­sło! Gol poga­dał z Bej­li­sem i odje­cha­li.
+++ Zdzi­sław Broń­ski “Uskok”, “Pamięt­nik (1941 – maj 1949)”, War­sza­wa 2004

wybrał Jaro­sław Sza­rek