Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Ze świętymi za pan brat

Sługa Boży Miguel Manara – wyznawca

Służyłem Babilonowi…

fot. http: //www.santa-caridad.esŻył w latach: 1627–1679Data śmier­ci: 9 maja

+++ „Nie pra­co­wa­łem dni sze­ściu, nie dopeł­ni­łem dzie­ła żad­ne­go / zaś siód­me­go dnia bluź­ni­łem, plwa­jąc na ludzi i Boga. Nie czci­łem ojca mego, ani mat­ki mojej: / Mój ojciec prze­klął mię, a mat­ka z bole­ści umar­ła. / Kła­ma­łem. Rze­kłem sto­kroć miłu­ję, gdy w ser­cu mia­łem zły śmiech / ale kłam­ca może odwo­łać to, co rzekł, / a ja, – jakoż odwo­łam, com uczy­nił? Kra­dłem. Kra­dłem nie­win­ność. Ale skru­szo­ny zło­czyń­ca powra­ca / a ja, ja zwró­cić krzyw­dy mej nie mogę. / Zabi­ja­łem. I ofia­ry moje są czar­ne grze­chem moim wobec Boga /a ich roz­pu­sta mię kala. / Pożą­da­łem domu bliź­nie­go mego. Nawet / pod­ło­ży­łem ogień pod dom bliź­nie­go mego. / A to był dom, któ­re­go nie odbu­do­wać mura­rzom! / Uczy­ni­łem to wszyst­ko, uczy­ni­łem to wszyst­ko mój ojcze. / A wów­czas, na zawro­cie złej dro­gi mojej zja­wi­ła się kobie­ta. / Była cicha, jako sen wody i pięk­na, jako miód w pla­strze jaśnie­je, / nie­win­na, jako uśmiech malucz­kich. / I poczę­ła mi mówić o Bogu i nauczy­ła modli­twy. / Wie­czo­rem powta­rza­łem za nią pacierz, jak dziec­ko. / Giro­la­ma imię tej kobie­ty, mój ojcze. / Giro­la­ma Caril­lo de Men­do­za imię żony mojej, mój ojcze” – tak, według, żyją­ce­go na prze­ło­mie XIXXX w., poety i dra­ma­tur­ga, brzmia­ła spo­wiedź tytu­ło­we­go boha­te­ra miste­rium „Migu­el Mana­ra”. Poeta twór­czo roz­wi­nął samo­oskar­że­nie Mana­ry zawar­te w jego testa­men­cie: „Słu­ży­łem Babi­lo­no­wi i jego księ­ciu dia­błu tysięcz­ny­mi ohy­da­mi, pychą, nie­czy­sto­ścią, prze­kleń­stwa­mi, skan­da­la­mi, rabun­ka­mi, życiem, któ­re­go grze­chy i nik­czem­no­ści nie mają koń­ca” a tak­że napis, jaki naka­zał on umie­ścić na swo­im gro­bie: „Tu leżą kości i pro­chy naj­gor­sze­go z ludzi, jacy byli na tym świe­cie. Módl­cie się za nie­go do Boga”.
+++ Nie taki jed­nak był ów hisz­pań­ski „dia­beł” strasz­ny, jak sam sie­bie „malo­wał”. Jego dra­ma­tycz­ne wyzna­nie (i wypły­wa­ją­ca zeń „czar­na legen­da”) – jak pisze pol­ski bio­graf Mana­ry – ks. Andrzej Wit­ko „nie znaj­du­je potwier­dze­nia w zezna­niach świad­ków pro­ce­su infor­ma­cyj­ne­go odno­śnie życia i cnót Mana­ry, któ­rzy pod­kre­śla­li jego reli­gij­ność, szcze­gól­ne nabo­żeń­stwo do Mat­ki Bożej i Eucha­ry­stii, czy­stość oraz posta­wę miło­sier­dzia”. „Tego nauczy­li go rodzi­ce – pisze dalej ks. Wit­ko – a zwłasz­cza mat­ka, któ­ra prze­ka­za­ła swe­mu syno­wi grun­tow­ną edu­ka­cję reli­gij­ną. Już w wie­ku mło­dzień­czym codzien­nie miał on odma­wiać Róża­niec, czę­sto też towa­rzy­szył ojcu w roz­dzie­la­niu chle­ba ubo­gim”.

***

+++ Migu­el Mana­ra Vicen­te­lo de Leca y Colo­na przy­szedł na świat w Sewil­li, w bar­dzo zamoż­nej szla­chec­kiej rodzi­nie. Był dzie­wią­tym spo­śród dzie­się­cior­ga dzie­ci Toma­sa i Jero­ni­my. Jego ojciec był „spe­dy­to­rem Indii”. W tej – sły­ną­cej z poboż­no­ści i miło­sier­dzia – rodzi­nie nie­zwy­kle czę­stym gościem była… śmierć. We wcze­snym dzie­ciń­stwie zmar­ło czwo­ro dzie­ci, gdy Migu­el miał sześć lat ode­szła do wiecz­no­ści jego czter­na­sto­let­nia sio­stra, a sie­dem lat póź­niej – mie­siąc po mie­sią­cu – dwaj star­si bra­cia. Migu­el miał 21 lat, kie­dy żywot zakoń­czył jego ojciec. Mło­dy szlach­cic został gło­wą rodzi­ny, któ­ra z 12 osób „stop­nia­ła” do czte­rech – jego, mat­ki i dwóch sióstr. Wszedł wte­dy w posia­da­nie ogrom­ne­go mająt­ku, a na doda­tek od 13 już lat był człon­kiem eli­tar­ne­go zako­nu mili­tar­ne­go Cala­tra­vy. Być może wte­dy „woda sodo­wa” ude­rzy­ła mu nie­co do gło­wy. Ale dłu­go nie „szu­miał”, bo kil­ka zale­d­wie mie­się­cy po śmier­ci ojca poślu­bił mło­dą szlach­cian­kę z Gra­na­dy – wspo­mnia­ną w utwo­rze Miło­sza „Giro­la­mę”, czy­li Jero­ni­mę Marię Anto­nię Caril­lo de Men­do­za y Castril­lo. W 1651 r. król mia­no­wał Mana­rę pro­win­cja­łem Świę­te­go Brac­twa i jed­nym z alka­dów więk­szych (bur­mi­strzów) Sewil­li. W 1661 r. dotknę­ło go kolej­ne nie­szczę­ście – po 13 latach mał­żeń­stwa, w wie­ku 33 lat zmar­ła jego uko­cha­na żona. Jej śmierć zapo­cząt­ko­wa­ła dra­ma­tycz­ny zwrot w życiu męż­czy­zny. Odbył „ducho­we reko­lek­cje” i spo­wiedź z całe­go życia w klasz­to­rze kar­me­li­tów bosych, a potem zaczął zacho­wy­wać się tak „jak gdy­by żył w zako­nie kon­tem­pla­cyj­nym”.

***

+++ Dzię­ki swo­jej przed­się­bior­czo­ści i nie­spo­ży­tej ener­gii, nie­ustę­pli­wo­ści i środ­kom finan­so­wym, któ­re posia­dał – odno­wił i wpro­wa­dził „w naj­więk­szy okres splen­do­ru i chwa­ły” sewil­skie Brac­two Miło­sier­dzia – La Cari­dad (wstą­pił do nie­go w 1662 r., a już rok póź­niej został jego prze­ło­żo­nym; zre­da­go­wał też nową regu­łę). Kon­fra­ter­nia począt­ko­wo zaj­mo­wa­ła się jedy­nie grze­ba­niem stra­co­nych ska­zań­ców oraz bie­da­ków, a jego człon­ka­mi była sewil­ska eli­ta. Mana­ra roz­sze­rzył dzia­łal­ność Brac­twa two­rząc przy­tu­łek, infir­me­rię, a póź­niej ini­cju­jąc budo­wę wiel­kie­go szpi­ta­la La San­ta Cari­dad dla bied­nych i żebra­ków (pie­lę­gno­wa­no w nim ponad 500 bie­da­ków i piel­grzy­mów oraz 20 nie­ule­czal­nie cho­rych, któ­rych nie chcia­ły przy­jąć inne pla­ców­ki), gru­pę sani­ta­riu­szy mają­cych za zada­nie prze­no­sze­nie cho­rych i opusz­czo­nych do szpi­ta­la, poboż­ne sto­wa­rzy­sze­nie Bra­ci Poku­ty, przy­chod­nię lekar­ską dla bie­da­ków, zor­ga­ni­zo­wał rów­nież for­ma­cję reli­gij­ną dla pod­opiecz­nych. Resz­tę życia poświę­cił rów­nież roz­bu­do­wie sie­dzi­by Brac­twa oraz budo­wie kościo­ła La Cari­dad, według stwo­rzo­nej przez same­go sie­bie kon­cep­cji wystro­ju, do reali­za­cji któ­rej zaan­ga­żo­wał naj­wy­bit­niej­szych sewil­skich arty­stów, m.in. Bar­to­lo­me Este­ba­na Muril­lo. Brac­two Miło­sier­dzia sta­ło się wkrót­ce cen­trum życia reli­gij­ne­go Sewil­li, a sam Mana­ra „wiel­kim sewil­skim jał­muż­ni­kiem”. Hoj­nie wspie­rał dat­ka­mi finan­so­wy­mi bied­nych (wspo­ma­gał też tych, któ­rzy wsty­dzi­li się pro­sić o pomoc oraz potrze­bu­ją­ce dziew­czę­ta), kar­mił głod­nych (bywa­ło, że wyda­wał dwa­dzie­ścia tysię­cy racji żyw­no­ścio­wych za jed­nym razem!). Dwa razy z Brac­twem anga­żo­wał się w pro­wa­dzo­ne przez jed­ne­go z jezu­itów misje, któ­re zaowo­co­wa­ły nawró­ce­niem i ochrzcze­niem wie­lu sewil­skich Maurów.[pullquote]W morzu trosk bogacz żyje zato­pio­ny; Bied­ne­go zawsze nie­do­sta­tek dusi; Wład­cę pochleb­stwo tuma­ni i kusi; Żywo­ta smut­kiem pasterz przy­gnie­cio­ny. Żoł­nierz choć try­um­fu syty, zatrwo­żo­ny; Uczo­ny w świec­kim poży­tek znać musi; Mędr­cy zapo­bie­gli­wi wiel­ce, ale głu­si; Nie­mo­ta żyje, w służ­bie nie­speł­nio­ny. I duchow­ne­mu życie jest wię­zie­niem; A robot­ni­ka mozół pra­cy kosi; Lecz śmierć każ­de­go ugo­ści obfi­cie. Czym śmierć jest? Od zmy­słów wyzwo­le­niem. Wszak żyć to jak­by cierp­ką śmierć kto zno­sił; Umie­rać zaś naj­słod­sze zyskać życie. sonet Migu­ela Mana­ry, wyku­ty na kamien­nej tablicy[/pullquote]

***

+++ fot. http: //www.santa-caridad.esWaż­nym ele­men­tem ducho­wo­ści Mana­ry – któ­ry porzu­ca­jąc pałac zamiesz­kał osta­tecz­nie w skrom­nej celi w przy­tuł­ku, odda­jąc się nie tyl­ko dzie­łom miło­sier­dzia, ale tak­że modli­twie i asce­zie – były roz­my­śla­nia o śmier­ci. Dał im wyraz w iko­no­gra­fii znaj­du­ją­cej się w koście­le – m.in. w słyn­nych „hie­ro­gli­fach śmier­ci” Juana de Val­de­sa Leala i w swo­im naj­więk­szym dzie­le – „Roz­pra­wie o praw­dzie”. W „Roz­pra­wie” Mana­ra pisał o śmier­ci, strasz­li­wym Sądzie Osta­tecz­nym, dwóch dro­gach, z któ­rych jed­na wie­dzie do zba­wie­nia, a dru­ga do potę­pie­nia, a tak­że o środ­kach pro­wa­dzą­cych do szczę­śli­wo­ści wiecz­nej – odrzu­ce­niu świa­ta i peł­nie­niu dzieł miło­sier­dzia. Migu­el dozna­wał ponoć obja­wień doty­czą­cych wspo­mnia­nych tema­tów, a jego modli­twie towa­rzy­szy­ły eks­ta­zy. „Miał śnić też – pisze ks. Wit­ko – o kon­kret­nych sumach potrzeb­nych do reali­za­cji dzieł miło­sier­dzia, któ­re w spo­sób nie­po­ję­ty wkrót­ce otrzy­my­wał”. Przy­pi­su­je się mu uzdro­wie­nia, cudow­ne roz­mno­że­nie psze­ni­cy i pie­nię­dzy.

***

+++ Sewil­ski jał­muż­nik zmarł w opi­nii świę­to­ści w wie­ku 52 lat, po wie­lu latach cier­pień, spo­wo­do­wa­nych bóla­mi wnętrz­no­ści i wyso­ki­mi gorącz­ka­mi. Pocho­wa­no go tak jak chciał – bez trum­ny, w gołej zie­mi, boso i odzia­ne­go jedy­nie w płaszcz kawa­le­ra zako­nu Cala­tra­vy. Obec­nie toczy się jego pro­ces beaty­fi­ka­cyj­ny.

Hagio­gra­phu­so­prac. w opar­ciu o: „Kul­tu­ra arty­stycz­na sie­dem­na­sto­wiecz­nej Sewil­li.
A Don Migu­el Mana­ra i jego dzie­ło”, red. A. Witko,Wydawnictwo „AA”, Kra­ków