Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Wokół tragedii smoleńskiej

Trzy zmartwychwstania

Na życze­nie Czy­tel­ni­ków publi­ku­je­my obszer­ne frag­men­ty homi­lii ks. abp. Sta­ni­sła­wa Gądec­kie­go, wice­prze­wod­ni­czą­ce­go Kon­fe­ren­cji Epi­sko­pa­tu Pol­ski, wygło­szo­nej pod­czas Mszy św. w inten­cji ofiar kata­stro­fy smo­leń­skiej 10 kwiet­nia 2011 r. w War­sza­wie.
+++ Dzi­siej­sza V Nie­dzie­la Wiel­kie­go Postu zbie­ga się z pierw­szą rocz­ni­cą kata­stro­fy smo­leń­skiej (10. 04. 2010). Kata­stro­fy, w któ­rej zgi­nę­li wybit­ni i zasłu­że­ni dla Ojczy­zny Pola­cy (…).
+++ Wszy­scy oni zgi­nę­li pra­gnąc uczcić ofia­ry katyń­skie i zwró­cić uwa­gę na zbrod­nię ludo­bój­stwa, jakie­go – z woli Sta­li­na – doko­na­no na pol­skich ofi­ce­rach w Rosji w 1940 roku. (…)
+++ Kata­stro­fa pod Smo­leń­skiem – naj­więk­sza z pol­skich tra­ge­dii w okre­sie poko­ju – dowio­dła, że pamięć może wie­le kosz­to­wać. Zwłasz­cza kie­dy na jed­ną śmierć nakła­da się dru­ga. Ale wła­śnie dzię­ki owej wier­nej pamię­ci kłam­stwo katyń­skie sta­ło się jaw­ne opi­nii publicz­nej na całym świe­cie.
+++ Już choć­by z tego tytu­łu – my, Pola­cy – jeste­śmy dłuż­ni­ka­mi ofiar tej kata­stro­fy. W pierw­szą rocz­ni­cę tego wyda­rze­nia – jak przed rokiem – pra­gnie­my oddać im hołd. Czu­je­my się ducho­wo zwią­za­ni z tymi, któ­rzy zgi­nę­li, ponie­waż to nie śmierć roz­dzie­la ludzi, ale brak miło­ści. (…) Chce­my – w świa­tłach Sło­wa Boże­go – jesz­cze raz spoj­rzeć na to, co się sta­ło i z wia­rą bła­gać Boga o życie wiecz­ne dla tych zmar­łych. (…)
Zmar­twych­wsta­nie ducha
+++ Naj­pierw zatrzy­maj­my się przy zmar­twych­wsta­niu ducha. Czę­sto jed­nost­ko­we nie­szczę­ścia poprze­dzo­ne są wcze­śniej­szym, wspól­nym dra­ma­tem całe­go spo­łe­czeń­stwa. W przy­po­mnia­nej nam dzi­siaj wizji, pro­rok Eze­chiel zwra­ca się z orę­dziem nadziei do zała­ma­nych i zre­zy­gno­wa­nych Żydów, prze­by­wa­ją­cych w nie­wo­li babi­loń­skiej (586–538 przed Chr.). „I posta­wił mnie pośród doli­ny. Była ona peł­na kości. […] i oto było ich na obsza­rze doli­ny bar­dzo wie­le. Były one zupeł­nie wyschłe” (Ez 37,1–2). (…)
+++ „Synu Ada­ma, czy kości te powró­cą zno­wu do życia?” – zapy­tał Bóg pro­ro­ka (Ez 37,3). (…) Pro­rok odpo­wia­da (…) wia­rą, roz­po­czy­na­jąc ów – bez­sen­sow­ny z punk­tu widze­nia ludz­kiej logi­ki – dia­log z suchy­mi kość­mi: „Wyschłe kości, słu­chaj­cie sło­wa Pana!”. I oto nagle, nie­wy­obra­żal­ne sta­je się moż­li­we (…). Sło­wo Boże odtwo­rzy­ło cia­ła, lecz były one jesz­cze bez życia.
+++ Wte­dy Bóg powie­dział do mnie: „Pro­ro­kuj do ducha, pro­ro­kuj, o synu czło­wie­czy, i mów do ducha: Tak powia­da Pan Bóg: Z czte­rech wia­trów przy­bądź, duchu, i powiej po tych pobi­tych, aby oży­li”. Wte­dy pro­ro­ko­wa­łem tak, jak mi naka­zał, i duch wstą­pił w nich, a oży­li i sta­nę­li na nogach – woj­sko bar­dzo, bar­dzo wiel­kie” (Ez 37,7–10). Ze śmier­ci wyło­ni­ło się życie. Nastą­pi­ło ducho­we odro­dze­nie naro­du. (…) Istot­nie, „naród ginie, gdy znie­pra­wia swo­je­go ducha – naród rośnie, gdy duch jego coraz bar­dziej się oczysz­cza; tego żad­ne siły zewnętrz­ne nie zdo­ła­ją znisz­czyć!” (Jan Paweł II, Homi­lia na Jasnej Górze, 19.06.1983).
+++ Owa potrze­ba oży­wie­nia „wyschłych kości” powra­ca cyklicz­nie w histo­rii ludów i naro­dów. Sami prze­cież byli­śmy tego świad­ka­mi w naszej Ojczyź­nie. Czyż nie ist­nie­je ana­lo­gia mię­dzy sło­wa­mi Eze­chie­la („Z czte­rech wia­trów przy­bądź, duchu, i powiej po tych pobi­tych, aby oży­li”) a sło­wa­mi Jana Paw­ła II wypo­wie­dzia­ny­mi tutaj, w War­sza­wie? („I wołam ja, syn pol­skiej zie­mi, a zara­zem ja – Jan Paweł II, papież, wołam z całej głę­bi tego tysiąc­le­cia, wołam w przed­dzień Świę­ta Zesła­nia, wołam wraz z wami wszyst­ki­mi: Niech zstą­pi Duch Twój! Niech zstą­pi Duch Twój! Niech zstą­pi Duch Twój! I odno­wi obli­cze zie­mi. Tej Zie­mi!” – Homi­lia na Pla­cu Zwy­cię­stwa, 2.06.1979).
+++ To war­szaw­skie woła­nie o nowe Zesła­nie Ducha, któ­re było naj­wy­raź­niej skie­ro­wa­ne do Pol­ski, zosta­ło nazwa­ne „trzę­sie­niem zie­mi”. Pozor­nie nie­na­ru­szal­ny sys­tem, któ­ry przez ponad 30 lat dzier­żył wła­dzę abso­lut­ną w naszej Ojczyź­nie, narzu­ca­jąc swo­je ate­istycz­ne cre­do, stał się nagle bez­sil­nym świad­kiem zachwia­nia swo­jej ide­olo­gii. W epo­ce gło­du Ducha – bo gło­du spra­wie­dli­wo­ści, poko­ju, miło­ści, dobro­ci, męstwa, odpo­wie­dzial­no­ści, god­no­ści czło­wie­ka – te sło­wa obu­dzi­ły pol­skie spo­łe­czeń­stwo z kil­ku­dzie­się­cio­let­nie­go uśpie­nia. Przy­czy­ni­ły się do wzmoc­nie­nia poczu­cia wol­no­ści i soli­dar­no­ści wśród zastra­szo­nych ludzi, któ­rzy czu­li się osa­mot­nie­ni, zmar­gi­na­li­zo­wa­ni, czę­sto nie­na­wi­dzą­cy sie­bie nawza­jem. (…) To, co się sta­ło w następ­nych latach w Euro­pie Wschod­niej, nie było­by moż­li­we bez tego war­szaw­skie­go Zesła­nia Ducha Świę­te­go na obumar­ły ducho­wo naród. Dzię­ki Ducho­wi, któ­ry powiał na Pla­cu Zwy­cię­stwa, sytu­acja prze­cięt­ne­go Pola­ka ule­gła rady­kal­nej zmia­nie. Poja­wi­ło się tylu wspa­nia­łych ludzi. Ujaw­ni­ła się goto­wość do poświę­ceń, do pono­sze­nia ryzy­ka, bez­in­te­re­sow­ność, wza­jem­na życz­li­wość. Zaczyn odno­wy moral­nej. Powrót do porzu­co­nych war­to­ści. Pró­by budo­wa­nia cze­goś od nowa, po omac­ku, czę­sto naiw­ne i nie­po­rad­ne, ale z nadzie­ją.
+++ A dzi­siaj? Dzi­siaj – po następ­nych ponad 30 latach od tam­te­go wskrze­sze­nia – naród potrze­bu­je znacz­nie potęż­niej­sze­go tchnie­nia Ducha, ponie­waż tym razem Eze­chie­lo­wa doli­na zda­je się zapeł­niać nie tyle wyschły­mi kość­mi, ile pro­chem, któ­ry po nich pozo­stał.
+++ Odno­si­ło się wra­że­nie, że z soli­dar­no­ścio­wej erup­cji naro­dzi się nowa Pol­ska. Tym­cza­sem wyso­ka tem­pe­ra­tu­ra opa­dła. Wie­lu war­to­ścio­wych, szla­chet­nych ludzi, któ­rzy dzia­ła­li z odda­niem w latach soli­dar­no­ścio­we­go zry­wu, znie­chę­ci­ło się; ode­szli lub zepchnię­to ich na mar­gi­nes. Roz­po­czę­ła się wyprze­daż nie­daw­nych ide­ałów. Zaczę­ły domi­no­wać oso­bi­ste ambi­cje i pła­ski mate­ria­lizm. Odro­dzo­nej Ojczyź­nie zaczę­ło bra­ko­wać skrzy­deł. Nie uda­ło się uzdro­wić życia spo­łecz­ne­go. Wręcz prze­ciw­nie. Korzy­sta­jąc z depra­wu­ją­cych wzor­ców prze­szło­ści, stwo­rzył się aspo­łecz­ny kodeks zacho­wań pozba­wio­ny wszel­kich hamul­ców. Zabra­kło sca­la­ją­cej idei pań­stwa.
+++ Zabra­kło spo­iwa łączą­ce­go wszyst­kich Pola­ków, bez wzglę­du na poglą­dy, wia­rę i inne róż­ni­ce. Zabra­kło jed­no­czą­cej siły spraw­czej. Nasze pań­stwo sta­ło się are­ną nie­usta­ją­cych igrzysk pro­wa­dzo­nych przez zwal­cza­ją­ce się par­tie, par­tyj­ki, w któ­rych liczy się jedy­nie zdo­by­cie wła­dzy, wygra­na w wybo­rach i podział łupów.
+++ Gospo­dar­ka wol­no­ryn­ko­wa – bez żad­nej ety­ki – zamie­nia się w bez­względ­ną wal­kę dra­pież­ni­ków kosz­tem bied­nie­ją­cej i pozba­wio­nej szans popra­wy bytu tej czę­ści spo­łe­czeń­stwa, któ­ra nie potra­fi­ła się zna­leźć w nowej rze­czy­wi­sto­ści. Zapa­no­wa­ło nie­pi­sa­ne przy­zwo­le­nie na ego­istycz­ne urzą­dza­nie sobie życia, bez żad­nych moral­nych barier i bez wzglę­du na szko­dy, jakie to przy­no­si wspól­no­cie. Ten cho­ry model kon­sump­cyj­ny, niby wol­no­ryn­ko­wej wol­no­ści, dusi, tru­je i odczło­wie­cza. Rela­ty­wizm, apo­te­oza suk­ce­su, bogac­twa, miraż łatwe­go życia bez roz­te­rek sumie­nia – oto pro­po­no­wa­na wizja przy­szło­ści.
+++ W tym sta­nie rze­czy sku­tecz­nym sojusz­ni­kiem w ogłu­pia­niu spo­łe­czeń­stwa sta­ły się sko­mer­cja­li­zo­wa­ne lub upar­tyj­nio­ne media, pro­po­nu­ją­ce styl życia pła­skie­go, bez­dusz­ne­go, pozba­wio­ne­go wyż­szych aspi­ra­cji. Medial­ny obszar wpły­wów pod­le­ga zażar­tej wal­ce par­tyj­nej, gdzie zanikł jaki­kol­wiek inny cel. Zale­wa nas potok dys­ku­sji, pole­mik, debat peł­nych wza­jem­nych pomó­wień i oskar­żeń i dema­go­gicz­ne­go pusto­sło­wia. A z tego wyła­nia się obraz spo­łe­czeń­stwa w dużej mie­rze ogo­ło­co­ne­go z wyż­szych aspi­ra­cji, cynicz­ne­go i bez­i­de­owe­go (…) To wszyst­ko jest nagie i przej­rzy­ste przed Boży­mi oczy­ma. (…)
+++ Co powie­dzie­li­by na to ci zmar­li w Katy­niu i pod Smo­leń­skiem? Z jaką nie­wy­po­wie­dzia­ną proś­bą zwró­ci­li­by się dzi­siaj do nas? Odpo­wiedź brzmi: Jeśli chce­cie dorów­nać waszym przod­kom, musi­cie mie­rzyć napraw­dę wyso­ko (por. Lech Kaczyń­ski, Do Polo­nii w Mia­mi, 2008).
Zmar­twych­wsta­nie cia­ła
+++ Ale pośród dzi­siej­szych czy­tań jest też i dru­gi akt; poru­sza­ją­ca sce­na oży­wie­nia Łaza­rza. Powsta­nie z mar­twych już nie ducho­we, ale cie­le­sne, już nie całe­go naro­du, ale poje­dyn­cze­go czło­wie­ka. (…)
+++ Cho­ciaż nasz Pan oka­zał swo­ją Boską potę­gę w nie­zli­czo­nych cudach i zna­kach, to jed­nak w spo­sób szcze­gól­ny obja­wił ją pod­czas wskrze­sze­nia Łaza­rza. Ten znak – podob­nie jak inne Jego cuda – miał swój wymiar mate­rial­ny i ducho­wy; widzial­ny i nie­wi­dzial­ny. Dzie­łem widzial­nym było wskrze­sze­nie Łaza­rza do życia. Dzie­łem nie­wi­dzial­nym – naro­dzi­ny wia­ry w ser­cach dotąd nie­wie­rzą­cych w Nie­go Żydów. Po wskrze­sze­niu Łaza­rza wie­lu uwie­rzy­ło w Nie­go. Uzna­li bowiem, że roz­ka­zy­wa­nie śmier­ci nie leży w gra­ni­cach moż­li­wo­ści natu­ry ludz­kiej, leży nato­miast w moż­li­wo­ściach natu­ry Bożej. (…)
+++ Kata­stro­fa smo­leń­ska przy­po­mnia­ła nam raz jesz­cze, że my, Pola­cy, mamy trud­ne dzie­je, zwłasz­cza na prze­strze­ni ostat­nich stu­le­ci. Bole­sne doświad­cze­nia Katy­nia i wszyst­kich innych miejsc nazi­stow­skich i sowiec­kich kaź­ni z cza­sów II woj­ny świa­to­wej tyl­ko to potwier­dza­ją, wyostrza­jąc naszą wraż­li­wość na pod­sta­wo­we pra­wa czło­wie­ka i naro­du; zwłasz­cza pra­wa do wol­no­ści, do suwe­ren­ne­go bytu, do posza­no­wa­nia wol­no­ści sumie­nia i reli­gii. Musi­my o tym pamię­tać. Nie może­my na to wszyst­ko spu­ścić kur­ty­ny mil­cze­nia, ponie­waż ci, któ­rzy nie pamię­ta­ją o prze­szło­ści, ska­za­ni są na jej powta­rza­nie. Ale z tej prze­szło­ści musi­my brać ogień, a nie popio­ły.
+++ Gdy giną dziel­ni w naro­dzie, rodzi się potrze­ba wycho­wa­nia nowe­go poko­le­nia; wycho­wa­nia mło­dych, zdol­nych do służ­by publicz­nej. Potrze­ba wycho­wa­nia ludzi cechu­ją­cych się wiel­kim inte­lek­tem, roz­trop­no­ścią, szcze­ro­ścią, inte­gral­no­ścią moral­ną, miło­ścią do czło­wie­ka i poli­tycz­ną odwa­gą. Zdol­nych do słu­cha­nia w sku­pie­niu, do budo­wa­nia mostów poro­zu­mie­nia, nie lęka­ją­cych się nowo­ści i zmian. Patrzą­cych dalej niż tyl­ko w per­spek­ty­wie kolej­ne­go szcze­bla wła­snej karie­ry czy chę­ci robie­nia dobre­go wra­że­nia na innych. Zdol­nych do prze­zwy­cię­że­nia poku­sy wyko­rzy­sty­wa­nia dóbr publicz­nych w celu wzbo­ga­ce­nia nie­wiel­kiej gru­py osób, lub zdo­by­cia poplecz­ni­ków. Zdol­nych do odrzu­ce­nia sto­so­wa­nia dwu­znacz­nych lub nie­do­zwo­lo­nych środ­ków do zdo­by­cia, utrzy­ma­nia bądź powięk­sza­nia wła­dzy za wszel­ką cenę. Zdol­nych do dzia­ła­nia w trud­nych cza­sach i cięż­kich warun­kach z odwa­gą i w opar­ciu o dłu­go­fa­lo­wą wizję. Mają­cych na uwa­dze nie tyl­ko sie­bie samych, wła­sną pozy­cję i powo­dze­nie, ale rów­nież los przy­szłych poko­leń. Pol­ska cią­gle potrze­bu­je ludzi sumie­nia.
Zmar­twych­wsta­nie duszy
+++ W dzi­siej­szych czy­ta­niach mówi się tak­że o trze­cim rodza­ju zmar­twych­wsta­nia, a mia­no­wi­cie o codzien­nym wskrze­sze­niu auten­tycz­nie chrze­ści­jań­skiej duszy. (…)
+++ „Czy nie zmie­szał się Chry­stus nad gro­bem Łaza­rza – powie św. Augu­styn – rów­nież po to, aby i cie­bie nauczyć, że i ty musisz zadrżeć, gdy widzisz sie­bie zgnę­bio­ne­go i miaż­dżo­ne­go ogro­mem grze­chów. Przyj­rza­łeś się sobie, uzna­łeś się za win­ne­go i powie­dzia­łeś sobie: […] Wysłu­cha­łem słów Ewan­ge­lii i wzgar­dzi­łem nimi. Zosta­łem ochrzczo­ny, a mimo to cią­gle popeł­niam te same grze­chy. Cóż naj­lep­sze­go robię? Dokąd zmie­rzam? Jak mogę się zmie­nić? Kie­dy to mówisz, drży Chry­stus, gdyż w tobie drży wia­ra. To drże­nie daje nadzie­ję zmar­twych­wsta­nia” (Tract. in Joh. 49,19).
+++ Kon­se­kwen­cją tego zmar­twych­wsta­nia jest pojed­na­nie spo­łecz­ne w imię praw­dy i miło­ści. I dla­te­go trze­ba sobie dzi­siaj posta­wić pew­ne pyta­nia. Co zmie­ni­ła kata­stro­fa smo­leń­ska w moim życiu oso­bi­stym? Co ona zmie­ni­ła w każ­dym z nas? Jak zmie­ni­ła patrze­nie na życie i śmierć? Na moje miej­sce codzien­ne, ducho­we zmar­twych­pow­sta­nie? Na służ­bę rodzi­nie? Na służ­bę Ojczyź­nie? Na pra­gnie­nie zjed­no­cze­nia, poko­ju i zgo­dy?
+++ Gdy­by zaś ona nic nie zmie­ni­ła, świad­czy­ło­by to o tym, że owi pomar­li tak ode­szli jak przy­szli i że tru­dzi­li się na próż­no; że na dar­mo i na nic zuży­li swo­je siły. Jeże­li więc ktoś ma coś prze­ciw­ko tobie lub cię obra­ził, spró­buj mu naj­pierw prze­ba­czyć. Prze­ba­cze­nie jest trud­ną miło­ścią; miło­ścią, któ­ra przej­mu­je ini­cja­ty­wę. W żad­nym wypad­ku nie odsu­waj się od nie­go i nie uni­kaj go. Nie odsu­waj się od czło­wie­ka w mil­cze­niu. W ten spo­sób sta­jesz się tyl­ko zawzię­ty i czy­nisz sie­bie współ­win­nym, bo odma­wiasz bliź­nie­mu szan­sy na popra­wę. Poko­naj prze­szko­dę, któ­ra wie­lu wyda­je się nie do poko­na­nia i poszu­kaj oka­zji do roz­mo­wy w czte­ry oczy. Jeże­li mimo to nie uda się wam dojść do poro­zu­mie­nia, spy­taj, czy jest goto­wy do prze­dys­ku­to­wa­nia spra­wy w obec­no­ści oso­by trze­ciej. Jeśli do tego z życz­li­wo­ścią dołą­czysz swo­ją modli­twę, uczy­ni­łeś wszyst­ko, co moż­li­we, dla pojed­na­nia. (…)