Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Ze świętymi za pan brat

fot. arch.Św. Urszula Ledóchowska
Słoneczny promyk świętej radości

Wspo­mnie­nie: 29 maja
Żyła w latach: 1865–1939

Patron­ka Sie­ra­dza

+++ [pullquote]Cudem beaty­fi­ka­cyj­nym było uzdro­wie­nie w 1946 r. z nie­do­krwi­sto­ści zani­ko­wej ze ska­zą krwo­tocz­ną mało­płyt­ko­wą uszu­lan­ki SJK Danu­ty Mag­da­le­ny Paw­lak. Sio­stra cier­pia­ła na tę cho­ro­bę od 1938. W 1946 stan cho­rej był tak poważ­ny, że spo­dzie­wa­no się jej rychłej śmier­ci. 6 lute­go 1946 roku sio­stry zde­cy­do­wa­ły roz­po­cząć nowen­nę do Ser­ca Jezu­so­we­go za wsta­wien­nic­twem mat­ki Urszu­li Ledó­chow­skiej. Bła­ga­ły Boga o uzdro­wie­nie s. Danu­ty. Nie­za­leż­nie od nich, w nocy z 5 na 6 lute­go s. Danu­ta ujrza­ła we śnie mat­kę Urszu­lę, któ­ra pole­ci­ła jej odpra­wie­nie nowen­ny do Ser­ca Jezu­so­we­go, prze­po­wia­da­jąc kolej­ne eta­py nagłe­go i defi­ni­tyw­ne­go cofa­nia się obja­wów cho­ro­bo­wych oraz cał­ko­wi­te odzy­ska­nie sił w ostat­nim dniu nowen­ny. Ostat­nie­go dnia nowen­ny sio­stra była już cał­ko­wi­cie zdro­wa! Uzdro­wie­nie było nagłe, cał­ko­wi­te i trwa­łe. Dru­gi cud doty­czył cudow­ne­go uzdro­wie­nia ręki mistrza cie­siel­skie­go Jana Koło­dziej­skie­go. Wyda­rzył się on rów­nież w 1946 r. Za cud kano­ni­za­cyj­ny uzna­no ura­to­wa­nie przed śmier­tel­nym pora­że­niem prą­dem 14-let­nie­go Danie­la Gajew­skie­go. Wyda­rze­nie mia­ło miej­sce w Oża­ro­wie Mazo­wiec­kim w 1996 r. a od pew­nej śmier­ci ura­to­wa­ła chłop­ca sama obja­wia­ją­ca się mu… mat­ka Urszula.[/pullquote]Julia Ledó­chow­ska – bo imię Urszu­la było jej imie­niem zakon­nym – przy­szła na świat w Austrii, w głę­bo­ko wie­rzą­cej ary­sto­kra­tycz­nej rodzi­nie Pola­ka Anto­nie­go Ledó­chow­skie­go i Szwaj­car­ki Józe­fi­ny Salis–Zizers. Zawsze weso­łą i uśmiech­nię­tą dziew­czyn­kę nazy­wa­no „pro­my­kiem sło­necz­nym”. Kie­dy mia­ła 18 lat jej rodzi­na powró­ci­ła z emi­gra­cji poli­tycz­nej w Austrii, osie­dla­jąc się w Lip­ni­cy Muro­wa­nej k. Boch­ni.
Julia była nie­zwy­kłą dziew­czy­ną. Trosz­czy­ła się o bied­nych, pie­lę­gno­wa­ła cho­rych, kate­chi­zo­wa­ła; dzię­ki niej dwóch wiej­skich chłop­ców zosta­ło kapła­na­mi. Wia­ra, któ­rą wynio­sła z domu rodzin­ne­go, zaowo­co­wa­ła powo­ła­niem. W 1886 r. wszech­stron­nie wykształ­co­na Julia wstą­pi­ła do klasz­to­ru sióstr Urszu­la­nek w Kra­ko­wie – zako­nu, któ­re­go szcze­gól­nym cha­ry­zma­tem było wycho­wy­wa­nie dziew­cząt w duchu chrze­ści­jań­skim. Już jako zakon­ni­ca Urszu­la zosta­ła nauczy­ciel­ką i wycho­waw­czy­nią, by w 1904 r. objąć funk­cję prze­ło­żo­nej kra­kow­skiej wspól­no­ty. Trosz­cząc się przede wszyst­kim o stu­diu­ją­ce w Kra­ko­wie stu­dent­ki, utwo­rzy­ła dla nich pierw­szy w Pol­sce inter­nat oraz powo­ła­ła do ist­nie­nia Soda­li­cję Mariań­ską.
W 1907 r. mat­ka Urszu­la, pobło­go­sła­wio­na na tę misję przez Piu­sa X, przy­by­ła do Peters­bur­ga, by pokie­ro­wać w tym mie­ście inter­na­tem dla dziew­cząt przy gim­na­zjum św. Kata­rzy­ny. Trzy lata póź­niej – razem z towa­rzy­szą­cy­mi jej sio­stra­mi zało­ży­ła – w rosyj­skiej, ale zamiesz­ki­wa­nej głów­nie przez Finów Kare­lii, pry­wat­ne gim­na­zjum z inter­na­tem dla dziew­cząt zwa­ne Marien­tah­ti (Gwiaz­da Morza). Kie­dy po wybu­chu I woj­ny świa­to­wej wła­dze car­skie naka­za­ły jej opu­ścić Rosję, uda­ła się do Szwe­cji, zakła­da­jąc pod Sztok­hol­mem szko­łę języ­ków obcych dla dziew­cząt, Soda­li­cję Mariań­ską dla szwedz­kich kobiet, a tak­że pierw­szy szwedz­ki mie­sięcz­nik kato­lic­ki „Sol­gim­tar” („Pro­my­ki słoń­ca”). Misyj­ne dro­gi powio­dły ją wkrót­ce do Danii, gdzie w Aal­borg powo­ła­ła do ist­nie­nia dom dziec­ka dla sie­rot po przy­by­łych do Danii pol­skich emi­gran­tach zarob­ko­wych.
+++ Była wiel­ką pol­ską patriot­ką. Orga­ni­zo­wa­nie licz­nych pla­có­wek wycho­waw­czych łączy­ła z pra­cą na rzecz znie­wo­lo­nej Ojczy­zny. Orga­ni­zo­wa­ła odczy­ty, zapo­zna­jąc Duń­czy­ków, Szwe­dów i Nor­we­gów z histo­rią oraz kul­tu­rą nasze­go kra­ju i ze wszyst­kich sił wspie­ra­ła dąże­nia Pol­ski do nie­pod­le­gło­ści. Po odzy­ska­niu przez nasz kraj nie­pod­le­gło­ści, mat­ka Urszu­la wraz ze swo­imi duń­ski­mi sie­ro­ta­mi powró­ci­ła do Pol­ski. Pie­nią­dze potrzeb­ne na zakup pierw­sze­go domu zgro­ma­dze­nia w Pnie­wach k. Pozna­nia prze­ka­zał jej… nor­we­ski kon­sul. Wła­śnie w Pnie­wach mat­ka Urszu­la powo­ła­ła do ist­nie­nia nowe Zgro­ma­dze­nie Sióstr Urszu­la­nek Ser­ca Jezu­sa Kona­ją­ce­go. Jego cha­ry­zma­tem sta­ło się skrom­ne życie połą­czo­ne z pra­cą na rzecz ubo­gich oraz dzie­ci i mło­dzie­ży. Na prze­strze­ni kolej­nych lat pod auspi­cja­mi „sza­rych urszu­la­nek” w Pol­sce i na Kre­sach Wschod­nich utwo­rzo­ne zosta­ły 24 przed­szko­la i dzie­ciń­ce, 14 świe­tlic, 9 domów dziec­ka, 7 burs i inter­na­tów, 2 inter­na­ty aka­de­mic­kie oraz 8 szkół róż­ne­go typu. Urszu­lan­ki sza­re pro­wa­dzi­ły kuch­nie dla ubo­gich, orga­ni­zo­wa­ły kur­sy zawo­do­we, zakła­da­ły czy­tel­nie i biblio­te­ki, wspo­ma­ga­ły bez­ro­bot­nych. Dzia­łal­ność zgro­ma­dze­nia zosta­ła doce­nio­na przez ówcze­sne wła­dze RP, któ­re przy­zna­ły mat­ce Urszu­li Krzyż Ofi­cer­ski Orde­ru Odro­dze­nia Pol­ski i Krzyż Nie­pod­le­gło­ści. Mat­ka Urszu­la zmar­ła w Rzy­mie (gdzie zało­ży­ła kolej­ny dom urszu­la­nek) trzy mie­sią­ce przed wybu­chem II woj­ny świa­to­wej – 29 maja 1939 r. Umie­ra­ła w opi­nii świę­to­ści, a gdy w 2 lata po śmier­ci otwar­to jej trum­nę – jej cia­ło było w sta­nie nie­na­ru­szo­nym. Sie­dem lat póź­niej – za jej wsta­wien­nic­twem – wyda­rzy­ły się dwa pierw­sze cuda. Mat­ka Urszu­la zosta­ła beaty­fi­ko­wa­na przez Ojca Świę­te­go Jana Paw­ła II w 1983 r. 20 lat póź­niej w Rzy­mie zosta­ła kano­ni­zo­wa­na. Jej cia­ło znaj­du­je się obec­nie w Pnie­wach.

***

+++ Trze­ba nad­mie­nić, że wszy­scy Ledó­chow­scy byli bar­dzo gor­li­wy­mi kato­li­ka­mi i wiel­ki­mi pol­ski­mi patrio­ta­mi. Sio­stra Julii, bł. Maria Tere­sa zało­ży­ła Soda­li­cję św. Pio­tra Kla­we­ra – zgro­ma­dze­nie zaj­mu­ją­ce się dzia­łal­no­ścią misyj­ną w Afry­ce. Jej bra­cia: Słu­ga Boży Wło­dzi­mierz – prze­ło­żo­nym gene­ral­nym zako­nu Jezu­itów, zaś Igna­cy – gene­ra­łem Woj­ska Pol­skie­go, zgła­dzo­nym w 1945 r. w hitle­row­skim obo­zie kon­cen­tra­cyj­nym. Stry­jem Julii był kard. Mie­czy­sław Ledó­chow­ski – abp gnieź­nień­sko-poznań­ski, Pry­mas Pol­ski, obroń­ca pol­sko­ści Wiel­ko­pol­ski, dziad­kiem gen. Igna­cy Ledó­chow­ski – uczest­nik powsta­nia listo­pa­do­we­go i kam­pa­nii napo­le­oń­skiej.

***

+++ [pullquote]Czy wiesz, że… św. Urszu­la Ledó­chow­ska zaję­ła czwar­te miej­sce w inter­ne­to­wym ple­bi­scy­cie na „Polkę wszech cza­sów”, zor­ga­ni­zo­wa­nym w 2011 r. przez Muzeum Histo­rii Pol­ski i maga­zyn histo­rycz­ny „Mówią wie­ki”. Wyprze­dzi­ły ją tyl­ko Maria Skło­dow­ska-Curie, gen. Elż­bie­ta Zawac­ka i Ire­na Sendlerowa.[/pullquote]Urszula Ledó­chow­ska uwa­ża­ła, że naj­lep­szą dro­gą do Boga jest peł­nie­nie uczyn­ków miło­sier­dzia. „Kochaj­cie Pana Jezu­sa bar­dzo, bar­dzo – nie sło­wem, ale czy­nem, czy­nem miło­ści bliź­nie­go, tej pokor­nej miło­ści, peł­nej poświę­ce­nia!” – nawo­ły­wa­ła, nama­wia­jąc do pra­cy na rzecz „sze­rze­nia Kró­le­stwa Boże­go” i do pomo­cy wszyst­kich świec­kich: „Ci, któ­rzy posia­da­ją wie­dzę, niech pra­cu­ją dla potrze­bu­ją­cych nauki Chry­stu­so­wej. Ci, któ­rzy posia­da­ją mają­tek, niech wspie­ra­ją tę naj­droż­szą cząst­kę Kościo­ła Chry­stu­so­we­go – ubo­gich, wdo­wy, sie­ro­ty, cho­rych. Ci, któ­rzy mają ser­ce czu­łe dla bied ludz­kich, niech nio­są sło­wa pocie­chy nie­szczę­śli­wym. Niech każ­dy według swej moż­no­ści pra­cu­je nad tym, by świę­ci­ło się Imię Boże, by przy­szło Kró­le­stwo Boże, by speł­nia­ła się zawsze i wszę­dzie wola Boża”.
+++ Była wiel­ką czci­ciel­ką Eucha­ry­stii. W 1925 r. zało­ży­ła pierw­sze w Pol­sce koło Kru­cja­ty Eucha­ry­stycz­nej. „Cen­trum oko­ło któ­re­go całe życie nasze powin­no się obra­cać – to Komu­nia świę­ta. W niej łączy­my się jak naj­ści­ślej z Jezu­sem, któ­ry chce być pokar­mem sła­bej duszy naszej, by ją wzmoc­nić do wal­ki o nie­bo” – prze­ko­ny­wa­ła.
+++ Była rów­nież nie­zwy­kle pogod­ną oso­bą. Bez zbyt­niej prze­sa­dy moż­na ją nazwać „apo­stoł­ką chrze­ści­jań­skiej rado­ści”. Oto co pisa­ła o rado­ści i uśmie­chu: „Czy ja mogę być apo­sto­łem? Co ja mogę zro­bić dla dusz? Poda­ję wam tu apo­stol­stwo, któ­re od was nie doma­ga się cięż­kiej pra­cy, wiel­kich umar­twień i tru­dów, apo­stol­stwo, któ­re szcze­gól­nie dziś, w naszych cza­sach, bar­dzo jest pożą­da­ne, potrzeb­ne i sku­tecz­ne, mia­no­wi­cie apo­stol­stwo uśmie­chu. (…) Do tego potrze­ba har­tu duszy, siły woli i złą­cze­nia z Bogiem. Śmiać się, kie­dy dobrze się dzie­je, kie­dy życie two­je peł­ne rado­ści, kie­dyś oto­czo­ny ser­ca­mi kocha­ją­cy­mi – to nie sztu­ka, ale mieć sta­ły uśmiech na twa­rzy, zawsze, gdy słoń­ce świe­ci albo gdy deszcz pada, w zdro­wiu lub cho­ro­bie, w powo­dze­niu albo kie­dy wszyst­ko idzie na opak – to nie­ła­two! Uśmiech ten świad­czy, że dusza twa w Ser­cu Bożym czer­pie tę cią­głą pogo­dę, że umiesz zapo­mi­nać o sobie, pra­gnąc być dla innych pro­my­kiem szczę­ścia. Idź­cie w świat z uśmie­chem na ustach, idź­cie roz­sie­wać tro­chę szczę­ścia po tej łez doli­nie, uśmie­cha­jąc się do wszyst­kich, ale szcze­gól­nie do smut­nych, do znie­chę­co­nych życiem, do upa­da­ją­cych pod cię­ża­rem krzy­ża, uśmie­cha­jąc się do nich tym jasnym uśmie­chem, któ­ry mówi o dobro­ci Bożej. Przy­po­mi­naj­cie im, że choć czar­ne chmu­ry zewsząd nagro­ma­dzo­ne, to zawsze, pod­no­sząc oczy do góry, czu­je się cud­ny, choć mały skra­wek błę­ki­tu, z któ­re­go Boże szczę­ście zsy­ła pro­myk wiecz­no­ści, co goi rany, łago­dzi smu­tek, nadzie­ją roz­ja­śnia życie docze­sne, do Boga pod­no­si. Uśmie­chaj­cie się, bądź­cie sło­necz­ka­mi, roz­sy­ła­ją­cy­mi naoko­ło pro­my­ki cie­pła, świa­tła i Boże­go szczę­ścia…”.

Hagio­gra­phus