Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Ze świętymi za pan brat

Św. Blan­dy­na – męczen­ni­ca

fot. arch.Uwieńczona
koroną nieskazitelności

Wspo­mnie­nie: 2 czerw­ca
Żyła w: II w.
+++ Blan­dy­na była pięk­ną, małą i sła­bo­wi­tą, ale nie­zwy­kle dziel­ną kobie­tą. Jako nie­wol­ni­ca wraz ze swo­ją panią miesz­ka­ła w Galii – w Lyonie (Lug­du­num), któ­ry znaj­do­wał się w II w. pod wła­dzą Rzy­mian. Blan­dy­na pocho­dzi­ła praw­do­po­dob­nie – jak więk­szość zamiesz­ku­ją­cych to mia­sto chrze­ści­jan, któ­rym prze­wo­dził biskup Poty­nus – z grec­ko­ję­zycz­ne­go Wscho­du. Przy­szło jej żyć w wyjąt­ko­wo trud­nym dla Cesar­stwa Rzym­skie­go okre­sie. Pod pano­wa­niem Mar­ka Aure­liu­sza i Lucju­sza Weru­sa toczo­no cią­głe woj­ny, a cesar­stwo nawie­dzi­ło wie­le klęsk żywio­ło­wych – pla­ga sza­rań­czy, epi­de­mia dżu­my, poża­ry, głód itp. Oczy­wi­ście odpo­wie­dzial­no­ścią za wszyst­kie te klę­ski pogań­ska tłusz­cza obar­cza­ła zazwy­czaj chrze­ści­jan.
+++ Nie ina­czej sta­ło się w Lyonie, gdzie miej­sco­wy try­bun – pod­bu­rzo­ny przez tłum i pogań­skich kapła­nów – naka­zał aresz­to­wać wszyst­kich wyznaw­ców Chry­stu­sa. Począt­ko­wo sądzo­no ich przed sądem miej­skim, ale nie miał on mocy podej­mo­wa­nia wią­żą­cych decy­zji. Te mógł pod­jąć cesar­ski namiest­nik, któ­ry wolał jed­nak odwo­łać się do same­go cesa­rza. Cesarz tych chrze­ści­jan, któ­rzy byli Rzy­mia­na­mi kazał ściąć, nie­wol­ni­ków i przed­sta­wi­cie­li innych nacji rzu­cić „ad bestias” (dzi­kim zwie­rzę­tom), a tych, któ­rzy zapar­li się wia­ry naka­zał uwol­nić. Ci, któ­rzy zosta­li ska­za­ni na śmierć „ad bestias”, uczest­ni­czy­li w krwa­wych igrzy­skach w cza­sie pogań­skich świąt.

***

+++ Opis męczeń­stwa chrze­ści­jan – „nie­wol­ni­ków Chry­stu­so­wych” – z Lyonu i Wien­ny (Vien­ne) jest jed­nym z naj­cen­niej­szych wcze­sno­chrze­ści­jań­skich świa­dectw. List ten (przy­to­czo­ny przez Euze­biu­sza z Ceza­rei w jego „Histo­rii kościel­nej”) dato­wa­ny jest na rok 177. Opi­su­je róż­no­ra­kie posta­wy – od tych, któ­rzy peł­ni odwa­gi i wia­ry bez żad­nych wąt­pli­wo­ści, a nawet z rado­ścią idą na śmierć, do tych, któ­rzy począt­ko­wo się zała­mu­ją, wyrze­ka­jąc się wia­ry, a nawet zezna­jąc nie­praw­dę prze­ciw­ko swo­im współ­bra­ciom i współ­sio­strom, a któ­rzy po pew­nym cza­sie – pod wpły­wem ich boha­ter­stwa i miło­sier­dzia – powra­ca­ją do Chry­stu­sa i giną wraz z nimi, do tych, „w któ­rych nigdy nie było naj­mniej­sze­go śla­du wia­ry, któ­rzy nigdy nie sza­no­wa­li sza­ty godo­wej, ani nie myśle­li o bojaź­ni Bożej, któ­rzy raczej już całym życiem bluź­ni­li reli­gii, jed­nym sło­wem: syno­wie zatra­ce­nia”. War­to nad­mie­nić, że chrze­ści­jan oskar­ża­no m.in. o kani­ba­lizm (o urzą­dza­nie tzw. uczt tie­stej­skich, pod­czas któ­rych… zabi­ja­no oble­pio­ne cia­stem nie­mow­lę­ta, a następ­nie liza­no ich krew i je spo­ży­wa­no), a tak­że o życie w związ­kach kazi­rod­czych i orgie sek­su­al­ne. Oczy­wi­ście oskar­że­nia te nie mia­ły żad­ne­go związ­ku z rze­czy­wi­sto­ścią.

***

+++ Św. Blan­dy­na zna­la­zła się w gro­nie tych chrze­ści­jan, któ­rzy twier­dzi­li że „cier­pie­nia obec­ne­go cza­su są niczym wobec przy­szłej chwa­ły, któ­ra ma się w nich obja­wić”. Ludzie ci „przede wszyst­kim (…) znie­śli boha­ter­sko nie­zli­czo­ne krzyw­dy ze stro­ny całe­go ludu: krzy­ki, bicie, włó­cze­nie, gra­bież, kamie­no­wa­nie, wię­zie­nie, jed­nym sło­wem wszyst­ko z czym zazwy­czaj motłoch roz­wście­czo­ny wystę­pu­je prze­ciw­ko swym wro­gom i nie­przy­ja­cie­lom”. Przez Blan­dy­nę – jak czy­ta­my w świa­dec­twie – „poka­zał Chry­stus, że to co się ludziom wyda­je mizer­ne, nie­po­zor­ne i nik­czem­ne, to wła­śnie Bóg uwa­ża za god­ne wiel­kiej chwa­ły, bo pło­nie ku Nie­mu miło­ścią prze­ja­wia­ją­cą się w mocy, a nie cheł­pią­cą się w zwod­ni­czej ułu­dzie”.
+++ „Wszy­scy byli­śmy peł­ni oba­wy, a jej panią co do cia­ła, któ­ra rów­nież razem z męczen­ni­ka­mi sta­wa­ła do boju, ogar­nął nie­po­kój, że Blan­dy­na nie będzie mogła zdo­być się na wyzna­nie [wia­ry] z powo­du cia­ła swe­go sła­bo­ści. Było w niej jed­nak tyle mocy, że opraw­com siły usta­wa­ły i wyczer­pa­nie ogar­nia­ło tych, co ją po kolei kato­wa­li od rana do wie­czo­ra, tak że sami się uzna­wa­li za poko­na­nych, bo już zgo­ła nie wie­dzie­li, jakie jej jesz­cze zadać męczar­nie, i dzi­wi­li się, że życie z niej nie ule­cia­ło. Całe jej cia­ło bowiem było poroz­dzie­ra­ne i pootwie­ra­ne. Opraw­cy oświad­cza­li, że już jeden rodzaj tor­tu­ry mógł ją życia pozba­wić, a cóż dopie­ro tyle i tak wiel­kich katu­szy. Tym­cza­sem bło­go­sła­wio­na męczen­ni­ca, jak dziel­ny szer­mierz, z wyzna­wa­nia nowe czer­pa­ła siły. Jej wzmoc­nie­niem, odpo­czyn­kiem i znie­czu­le­niem zno­szo­nych cier­pień były sło­wa: Jestem chrze­ści­jan­ką i nic się u nas zdroż­ne­go nie dzie­je (…)”.

***

+++ Blan­dy­na – tak jak inni chrze­ści­ja­nie – doświad­czy­ła zamknię­cia w ciem­ni­cy i „w miej­scu nad wyraz wstręt­nym”, „roz­cią­ga­nia nóg w dybach” oraz wszel­kich innych katu­szy. Wraz z inny­mi chrze­ści­ja­na­mi, któ­rzy nie byli Rzy­mia­na­mi, zapro­wa­dzo­no ją „do amfi­te­atru na pastwę dzi­kich zwie­rząt i na publicz­ne wido­wi­sko dla nie­ludz­kich pogan”. Zawie­szo­no ją „na palu i odda­no na pastwę pusz­czo­nych na nią dzi­kich zwie­rząt. Gdy ją tak bojow­ni­cy widzie­li wiszą­cą, jak gdy­by na krzy­żu, i gdy sły­sze­li jak się gło­śno modli­ła, nabie­ra­li więk­szej odwa­gi, bo wśród wal­ki oglą­da­li na żywe oczy w swej sio­strze Tego, któ­ry za nich został ukrzy­żo­wa­ny, by w wier­nych swo­ich wpo­ić prze­ko­na­nie, iż każ­dy, kto cier­pi dla chwa­ły Chry­stu­so­wej, ma zapew­nio­ne wie­ku­iste obco­wa­nie z Bogiem żywym. Gdy jej wów­czas żad­ne zwie­rzę nie tknę­ło, zdję­to ją z pala i zno­wu wrzu­co­no do wię­zie­nia. Zosta­ła zacho­wa­na na inną wal­kę, by jesz­cze w licz­niej­szych bojach odnieść zwy­cię­stwo, i tak na węża zdra­dli­we­go ścią­gnąć nie­ubła­ga­ny wyrok potę­pie­nia, by być otu­chą dla bra­ci, ona mała, sła­ba i wzgar­dzo­na, przy­oble­czo­na w Chry­stu­sa, wiel­kie­go i nie­zmo­żo­ne­go Bojow­ni­ka, pogrom­cę Prze­ciw­ni­ka w tak wie­lu zapa­sach, uwień­czo­na koro­ną nie­ska­zi­tel­no­ści”.

***

+++ „Po tym wszyst­kim [m.in. po pode­rżnię­ciu gar­deł zachę­ca­ją­cym chrze­ści­jan do wytrwa­nia w wie­rze Atta­lo­sa i Alek­san­dra] ostat­nie­go dnia zapa­sów, wpro­wa­dzo­no zno­wu Blan­dy­nę, a z nią razem Pon­ti­ko­sa, chło­pię naj­wy­żej pięt­na­sto­let­nie. Przy­pro­wa­dza­no ich zresz­tą codzien­nie, by patrze­li na męki dru­gich. Przy­mu­sza­no ich tedy do przy­się­gi na boż­ki, a ponie­waż byli nie­złom­ni i oka­zy­wa­li tyl­ko pogar­dę, tłum uniósł się prze­ciw­ko nim taką wście­kło­ścią, [że już] nie miał lito­ści dla wie­ku chło­pię­cia, ani wzglę­du na płeć nie­wie­ścią. Wyda­no ich na wszyst­kie katu­sze i prze­pro­wa­dzo­no przez cały krąg męczar­ni, by ich kolej­no zmu­sić do przy­się­gi, lecz mimo wszyst­ko opraw­cy nie mogli tego dopiąć. Otóż Pon­ti­kos, krze­pio­ny przez sio­strę tak, że nawet poga­nie spo­strze­gli, że była jego pocie­chą i mocą, zniósł męż­nie wszyst­kie katu­sze i oddał ducha swe­go.
+++ Bło­go­sła­wio­na Blan­dy­na wresz­cie, ze wszyst­kich ostat­nia, jak mat­ka prze­zac­na, któ­ra wla­ła otu­chę dzie­ciom swo­im i zwy­cię­stwem opro­mie­nio­ne do Kró­la je wysła­ła przed sobą, prze­cier­pia­ła wszyst­kie wal­ki swych dzie­ci i skwa­pli­wie wresz­cie do nich pobie­gła, peł­na rado­ści i wese­la z tej swo­jej podró­ży, jak gdy­by ją woła­no na ucztę wesel­ną, a nie rzu­ca­no na pastwę dzi­kich zwie­rząt. Prze­szła przez biczo­wa­nie, przez bestie, przez kra­tę roz­pa­lo­ną, a wresz­cie wło­żo­no ją do sie­ci i pod­rzu­co­no byko­wi. Zwie­rzę mio­ta­ło nią dość dłu­go, ona zaś nawet nie czu­ła, co się z nią dzie­je, bo żyła nadzie­ją i pew­no­ścią dóbr przy­rze­czo­nych i roz­ma­wia­ła z Chry­stu­sem. Wresz­cie ją zarżnię­to, a nawet sami poga­nie przy­zna­wa­li, że żad­na z ich nie­wiast nigdy tyle tak strasz­nych nie wycier­pia­ła męczar­ni”.

***

+++ Bez­boż­ni­cy znę­ca­li się nie tyl­ko nad chrze­ści­ja­na­mi, ale tak­że nad ich zwło­ka­mi – pil­no­wa­no by ich nie pogrze­ba­no, by pożar­ły je psy. „Zwło­ki męczen­ni­ków zosta­ły tedy zupeł­nie zhań­bio­ne, i przez sześć dni leża­ły pod gołym nie­bem, potem je spa­lo­no, a popio­ły bez­boż­ni­cy wrzu­ci­li do rze­ki Roda­nu pły­ną­cej w pobli­żu, by nie pozo­sta­ły po nich na zie­mi nawet naj­mniej­sze szcząt­ki. Tak zro­bi­li, jak gdy­by mogli poko­nać Boga, a męczen­ni­ków pozba­wić odro­dze­nia”.

Hagio­gra­phus