Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Historia we wspomnieniach

By nie poddawać się pokusienowej Targowicy

28 maja 1981 roku zmarł Pry­mas Pol­ski ks. kard. Ste­fan Wyszyń­ski. W jego pogrze­bie uczest­ni­czy­ło kil­ka­set tysię­cy wier­nych. Odszedł w momen­cie szcze­gól­nie dra­ma­tycz­nym dla Pol­ski. W dwa tygo­dnie po zama­chu na Ojca Świę­te­go Jana Paw­ła II oraz w apo­geum soli­dar­no­ścio­wej odno­wy, nad któ­rą zbie­ra­ły się coraz czar­niej­sze chmu­ry. Pry­mas Tysiąc­le­cia, sześć dni przed śmier­cią, żegna­jąc się z Kon­fe­ren­cją Bisku­pów powie­dział: „Jeśli zosta­wiam wam jakiś pro­gram, to jest nim Mary­ja”. Pół godzi­ny po poda­niu przez radio infor­ma­cji o śmier­ci ks. kard. Wyszyń­skie­go, w war­szaw­skich kościo­łach roz­brzmia­ły dzwo­ny. Na bra­mie pry­ma­sow­skiej rezy­den­cji przy ul. Mio­do­wej wywie­szo­no fla­gi spo­wi­te kirem. Wie­czo­rem trum­nę prze­nie­sio­no do kościo­ła semi­na­ryj­ne­go, gdzie uro­czy­stej Mszy św. prze­wod­ni­czył ks. kard. Fran­ci­szek Machar­ski. W homi­lii ks. bp Bro­ni­sław Dąbrow­ski powie­dział, iż „odszedł od nas arcy­pa­sterz zali­cza­ny do naj­więk­szych pry­ma­sów w dzie­jach Ojczy­zny. Ura­to­wał wol­ność Kościo­ła i duszę naro­du. I jeśli dziś Pol­ska jest Pol­ską – to zasłu­ga wła­śnie Jego, Pry­ma­sa, któ­ry postę­po­wał zgod­nie z dewi­zą Soli Deo per Mariam – Same­mu Bogu przez Mary­ję”. Poni­żej przed­sta­wia­my kil­ka frag­men­tów homi­lii Słu­gi Boże­go Pry­ma­sa Tysiąc­le­cia ks. kard. Ste­fa­na Wyszyń­skie­go, doty­czą­cych kwe­stii naro­du…
+++ …O, nie da się łatwo odpo­wie­dzieć na pyta­nie, co to jest naród. I cho­ciaż przy­kła­da­ło­by się do tego poję­cia miar­kę socjo­lo­gicz­ną, jak to się dziś nie­kie­dy czy­ni, jesz­cze odpo­wiedź nie będzie peł­na. Aby dać dobrą odpo­wiedź, trze­ba żyć w naro­dzie, trze­ba żyć naro­dem, z naro­du i dla naro­du! Trze­ba mieć poczu­cie prze­dziw­nej wspól­no­ty ducho­wej, któ­ra wyry­wa z naszej oso­bo­wo­ści wszyst­ko, co jest naj­bar­dziej indy­wi­du­al­ne i wła­sne, goto­wa rzu­cić to na służ­bę swym bra­ciom. Choć­by ostat­nią kro­plę krwi! Choć­by… „z kurzem krwi brat­niej!”.
+++ Nale­ży o tym pamię­tać, aby się nie dzi­wić ofiar­nym duchom tych, któ­rzy ubro­czy­li wła­sną krwią – na szczę­ście, wła­sną krwią! – dro­gi miast, ulic i zago­nów pol­skich, we wszyst­kich powsta­niach. Aż z krwi, któ­rą użyź­nia­no pol­skie zago­ny, wyro­sła wol­ność w Ojczyź­nie, któ­rej tak gorą­co pra­gnę­li­śmy. (…)
+++ O, nie samym chle­bem żyje czło­wiek, i nie samym chle­bem żyje naród, ale wszel­kim sło­wem, któ­re pocho­dzi z ust Bożych. I cho­ciaż dło­nie przy­ło­żo­ne są do płu­ga, to jed­nak czło­wiek musi pamię­tać, że gdy nogi jego bro­dzą w zie­mi rodzi­mej, gło­wa wzno­si się wyso­ko, a ser­ce wyry­wa się do cze­goś jesz­cze wię­cej… Naj­bar­dziej smut­ny­mi naro­da­mi są te, któ­rym posta­wio­no za ide­ał li tyl­ko dąże­nia i cele mate­rial­ne. Naj­bar­dziej zubo­żo­ny­mi i nie­wol­ni­czo przy­trzy­ma­ny­mi za skrzy­dła ducha są takie naro­dy, któ­re posta­wi­ły sobie zbyt wąski ide­ał. Jest to prze­ciw­ne natu­rze czło­wie­ka, któ­ra jest bar­dzo wszech­stron­na; jest to prze­ciw­ne ducho­wi czło­wie­ka, któ­re­mu skrzy­dła wyra­sta­ją… (…)
+++ Gdy czło­wiek czy naród czu­je się na jakim­kol­wiek odcin­ku zwią­za­ny i skrę­po­wa­ny, gdy czu­je, że nie ma już wol­no­ści opi­nii i zda­nia, wol­no­ści kul­tu­ry i pra­cy, ale wszyst­ko wzię­te jest w jakieś łań­cu­chy i klam­ry, wszyst­ko skrę­po­wa­ne jak sta­lo­wy­mi gor­se­ta­mi, wte­dy nie potrze­ba kom­plek­sów. Wystar­czy być tyl­ko przy­zwo­itym czło­wie­kiem, mieć poczu­cie hono­ru i oso­bi­stej god­no­ści, aby się prze­ciw­ko takiej nie­wo­li burzyć, szu­ka­jąc środ­ków i spo­so­bów wydo­by­cia się z niej.
+++

fot. Zbio­ry Insty­tu­tu Pry­ma­sow­skie­go

Przy­glą­da­li­ście się może kie­dy pta­ko­wi, jak tłu­cze się w klat­ce? Wszyst­ko pie­rze z pier­si swo­jej wyry­wa… Zim­ny obser­wa­tor patrzą­cy na to może powie­dzieć – „głu­pi ptak!” Cho­ciaż lepiej, aby po pro­stu otwo­rzył drzwicz­ki i wypu­ścił „głu­pie­go pta­ka” na wol­ność. Nie wol­no mówić – „głu­pi ptak”, trze­ba raczej powie­dzieć – on się rwie w świa­ty! – I każ­dy, kto uczci­wy, uła­twi mu to.
+++ Któż może się dzi­wić, że o klat­kę w Pol­sce usta­no­wio­ną roz­bi­ja­ły się pier­si „pol­skich pta­ków”, aż pió­ra lecia­ły, rany pozo­sta­wia­ją­ce?! Wytłu­macz­cie pta­ko­wi, aby się nie­po­trzeb­nie nie obi­jał o dru­ty, bo ich nie prze­zwy­cię­ży…! Nawet pta­ko­wi, któ­ry nie ma prze­cież rozu­mu ani roze­zna­nia i powią­za­nia swo­ich dążeń z dąże­nia­mi innych pta­ków, tego nie „wytłu­ma­czy­cie”. A chcie­li­by­ście to wytłu­ma­czyć isto­cie rozum­nej i wol­nej? O, żad­ną mia­rą nie da się tego wytłu­ma­czyć! Zamiast to czy­nić, lepiej klat­kę otwo­rzyć i dać moż­ność skrzy­dłom, by roz­wi­ja­ły się w lotach, i pier­siom – by potęż­nia­ły, jak tego wyma­ga wła­sne zada­nie, prze­zna­cze­nie czło­wie­ka czy naro­du…

kościół Świę­te­go Krzy­ża,
War­sza­wa, 27 stycz­nia 1963 roku

***

+++ …Czło­wiek ma się wypo­wia­dać swo­ją mową ojczy­stą. Już mat­ka synów macha­bej­skich, któ­rzy ginę­li za wia­rę i pra­wa ojczy­ste, upo­mi­na­ła ich, prze­ma­wia­jąc do nich patria voce. Dużo pięk­nych rze­czy powie­dzia­no o mowie ojczy­stej. Ja cią­gle jestem pod wra­że­niem Pie­śni o Ojczyź­nie Kor­ne­la Maku­szyń­skie­go. Są tam trzy hym­ny: Do kobie­ty pol­skiej, Do sza­bli pol­skiej i Do sło­wa pol­skie­go. Wyra­zem nasze­go sza­cun­ku dla czło­wie­ka jest posłu­gi­wa­nie się mową ojczy­stą, prze­ma­wia­nie języ­kiem czy­stym, pięk­nym, takim, któ­ry jak czer­pak umie z myśli ludz­kiej wziąć całą treść, by zamknąć ją w sło­wie. A co nie da się zamknąć w sło­wie, będzie się obfi­cie prze­le­wa­ło, two­rząc więź słów z myślą i duchem, ducha z miło­ścią. Dopie­ro wte­dy będzie to poezja, będzie to kul­tu­ra, będzie to sło­wo pożyw­ne jak pokarm. Takie wła­śnie sło­wo potrzeb­ne jest współ­cze­śnie.
+++ Prze­czy­ta­łem kie­dyś jeden ze sce­nicz­nych utwo­rów lite­rac­kich i byłem prze­ra­żo­ny jego bru­tal­no­ścią. Napi­sa­łem do auto­ra. Pyta­łem go, co chce prze­ka­zać przez ten utwór naszej mło­dzie­ży? Odpo­wie­dzi nie otrzy­ma­łem, zapew­ne sam nie wie­dział. A my musi­my wie­dzieć, co chce­my prze­ka­zać, czym chce­my kar­mić nasze „nie­mow­lę­ta”, idą­ce w życie Naro­du, w przy­szłość, przy­go­to­wu­ją­ce się na to miej­sce, któ­re my opu­ści­my. Ono jest dla nich i muszą je zająć, lecz muszą tam wejść odży­wie­ni przez nasze poko­le­nie. Stąd wiel­ka nasza odpo­wie­dzial­ność za czy­ste i pożyw­ne sło­wo. (…)
+++ Bodaj­że waż­niej­szą w tej chwi­li jest w Pol­sce obro­na kul­tu­ry naro­do­wej, ojczy­stej, chrze­ści­jań­skiej, niż jaki­kol­wiek inny pro­gram. Może na pol­skiej zie­mi nie powstać wie­le rze­czy, ta lub inna fabry­ka, i to jesz­cze nie będzie naj­więk­sza stra­ta. Gdy­by­śmy jed­nak byli naro­dem nie­mych, zalęk­nio­nych i trwoż­li­wych, wte­dy prze­sta­li­by­śmy two­rzyć dobra kul­tu­ry, któ­ry­mi ma żyć nasza dzia­twa i mło­dzież, cała współ­cze­sność, przez któ­rą idzie­my ku przy­szło­ści.
+++ Wie­le mamy do prze­ka­za­nia przy­szłym poko­le­niom, ale to, co jest naj­do­nio­ślej­sze, to czy­sta ducho­wość nasze­go Naro­du, któ­ry ma pra­wo do wła­snej, rodzi­mej, nie­za­leż­nej kul­tu­ry, do wła­sne­go języ­ka, nie znie­kształ­co­ne­go i nie przy­bru­dzo­ne­go przez nalo­ty śmie­ci. Musi­my mieć ambi­cje, bo nie jeste­śmy naro­dem śmie­ci. Jeden z wybit­nych twór­ców pol­skiej kul­tu­ry, gdy zna­lazł się w wię­zie­niu za pro­test prze­ciw­ko okre­śla­niu nasze­go Naro­du jako „naro­du śmie­ci”, napi­sał na ścia­nie: „Śmie­cie mówić, że my śmie­cie? – My nie śmie­my, a wy – śmie­cie”. My nie śmie­my i nie pozwo­li­my, aby kto­kol­wiek uwa­żał Naród pol­ski za naród bez swo­jej wła­snej mowy ojczy­stej, bez wła­snej twór­czo­ści, bez dzie­jów i bez kul­tu­ry, na któ­rą nas, jak widać – stać!

kościół Świę­tej Anny,
War­sza­wa, 30 kwiet­nia 1977 roku

***

+++ Dla­te­go czło­wiek odno­si się z ogrom­nym sza­cun­kiem do swo­jej prze­szło­ści, sta­ra się ją poznać, oce­nić, zro­zu­mieć, uwa­ża ją za swo­je wła­sne dzie­dzic­two, któ­re­go zdra­dzić nie wol­no. Trze­ba się tego dzie­dzic­twa trzy­mać ser­cem i pazu­ra­mi, jak trzy­mał się go ongiś Drzy­ma­ła czy Rey­mon­tow­ski Bory­na, umie­ra­ją­cy na swych zago­nach; jak trzy­ma się żoł­nierz w oko­pie, lekarz przy łóż­ku kona­ją­ce­go, kapłan wśród nędzy, siwie­ją­cy mąż nauki przy swo­im biur­ku zawa­lo­nym papie­ra­mi, gór­nik na dnie kopal­ni, hut­nik, stocz­nio­wiec, każ­dy uczci­wy czło­wiek, kie­ru­ją­cy się pra­wym sumie­niem i dobrą wolą. W ten spo­sób, naj­mil­si, powsta­je świa­do­mość służ­by spo­łecz­nej i kształ­tu­je się więź wspól­no­ty naro­do­wej – tak iż nikt nie czu­je się wte­dy kimś obcym w swo­jej Ojczyź­nie. Wszyst­ko nas inte­re­su­je, wszyst­ko jest dla nas dro­gie i cen­ne.
+++ Jak­że waż­na jest świa­do­mość, że jeste­śmy na służ­bie temu naro­do­wi, któ­ry przez całe wie­ki przy­go­to­wy­wał nam ojczy­stą zie­mię, na któ­rej wypa­dło nam dzi­siaj żyć. Jeste­śmy z tym naro­dem zwią­za­ni, że nie zry­wa­my z nim wspól­no­ty. Owszem, mamy wolę zacho­wa­nia bytu naro­do­we­go. Obro­na suwe­ren­no­ści Ojczy­zny jest dla nas naka­zem moral­nym. Nad­to mamy wolę świad­cze­nia wszyst­ki­mi dobra­mi nasze­go wła­sne­go życia i kul­tu­ry oso­bi­stej, aby i po nas zosta­ła cząst­ka wsz­cze­pio­na w upra­wę gle­by ojczy­stej, któ­rej odda­my osta­tecz­nie i nasze cia­ło, aże­by zie­mia wywdzię­czy­ła się nam kie­dyś w dniu Zmar­twych­wsta­nia. Gdy mamy taką świa­do­mość, wte­dy kie­ru­je­my się dobrem naro­du. Może­my myśleć i mówić o dobru wła­snym – nie­wąt­pli­wie, ale umie­my pod­po­rząd­ko­wy­wać je dobru wspól­ne­mu. (…) Oto wska­za­nie i dla nas – wytrwać, żyć dla Ojczy­zny, nabrać zaufa­nia do niej i goto­wo­ści odda­nia jej wszyst­kie­go z sie­bie. To jest naj­waż­niej­szy nasz obo­wią­zek wobec Ojczy­zny. Potrze­ba nam potęż­nej woli orga­ni­zo­wa­nia wszyst­kich sił rodzi­mych, ojczy­stych, by się nie oglą­dać na pra­wo i lewo, by nie pod­da­wać się poku­sie nowej Tar­go­wi­cy, skąd­kol­wiek by ona mia­ła przyjść. Jeste­śmy u sie­bie, w swo­jej Ojczyź­nie, gospo­da­rzy­my olbrzy­mi­mi dobra­mi, któ­re naród posia­da, mamy do nich zaufa­nie, chce­my, aby pro­cen­to­wa­ły na naszej zie­mi… Sumie­nie oby­wa­tel­sko-poli­tycz­ne nie powsta­je gdzieś na ska­le, nie spa­da z nie­ba, ale wypra­co­wu­je się w oso­bie ludz­kiej, w czło­wie­ku, w isto­cie rozum­nej, wol­nej i miłu­ją­cej, wycho­wa­nej w rodzi­nie, posia­da­ją­cej odpo­wied­nie walo­ry oby­wa­tel­skie, spo­łecz­ne, kul­tu­ral­ne, zawo­do­we oraz zro­zu­mie­nie, że bonum reipu­bli­cae supre­ma lex esto – „dobro Rze­czy­po­spo­li­tej jest dobrem naj­wyż­szym”…

Archi­ka­te­dra św. Jana,
War­sza­wa, 6 stycz­nia 1981 roku

wybrał Jaro­sław Sza­rek