Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Świadkowie świętości

Arturo Mari: To był człowiek Boga

Artu­ro Mari (ur. w roku 1940) – foto­graf waty­kań­ski, oso­bi­sty foto­graf bł. Ojca Świę­te­go Jana Paw­ła II. Jest auto­rem wie­lu albu­mów poświę­co­nych Jano­wi Paw­ło­wi II, wyko­nał ok. milio­na jego zdjęć. Pra­co­wał jako foto­graf kolej­nych sze­ściu papie­ży przez 51 lat. Swo­ją pra­cę roz­po­czął 9 mar­ca 1956 r., za pon­ty­fi­ka­tu Piu­sa XII. Potem, sta­le jako foto­graf „L’Osservatore Roma­no”, towa­rzy­szył kolej­nym papie­żom: Jano­wi XXIII, Paw­ło­wi VI, Jano­wi Paw­ło­wi I, Jano­wi Paw­ło­wi II, aż po obec­ny pon­ty­fi­kat Bene­dyk­ta XVI. Pod­czas swo­jej wie­lo­let­niej foto­gra­ficz­nej pra­cy przy boku Papie­ża nie wziął ani jed­ne­go dnia urlo­pu. Jana Paw­ła II foto­gra­fo­wał aż do śmier­ci. Ostat­nie jego zdję­cie wyko­nał w dniu pogrze­bu. W czerw­cu 2007 r. prze­szedł na eme­ry­tu­rę. Miej­sce Artu­ro Marie­go zajął jego uczeń i asy­stent Fran­ce­sco Sfo­rza.

Naj­słyn­niej­szy foto­graf świa­ta, jed­no­cze­śnie skrom­ny, spo­koj­ny czło­wiek. Foto­gra­fo­wał sze­ściu papie­ży: Piu­sa XII, Jana XXIII, Paw­ła VI, Jana Paw­ła I, Jana Paw­ła II i Bene­dyk­ta XVI. Autor wie­lu albu­mów poświę­co­nych bło­go­sła­wio­ne­mu Jano­wi Paw­ło­wi II, któ­re­mu wyko­nał oko­ło milio­na zdjęć. Jako foto­graf kolej­nych papie­ży pra­co­wał 51 lat. Artu­ro Mari daje świa­dec­two nie­zwy­kłe­go życia bło­go­sła­wio­ne­go Ojca Świę­te­go Jana Paw­ła II.
+++ – Pod­czas Mszy św. roz­po­czy­na­ją­cej pon­ty­fi­kat Jan Paweł II wygło­sił zna­mien­ne sło­wa: Nie lękaj­cie się, otwórz­cie drzwi Chry­stu­so­wi. Co to wezwa­nie zmie­ni­ło w Pana życiu?
+++ – Bar­dzo wie­le. Nauczy­ło mnie sza­cun­ku dla ludzi, poko­ry w pra­cy i w życiu codzien­nym. Zmie­ni­ło moje podej­ście do modli­twy, było lek­cją inne­go prze­ży­wa­nia Mszy św. Zaczą­łem auten­tycz­nie odczu­wać miłość Boga do każ­de­go czło­wie­ka. Jan Paweł II tak wie­le robił dla ludzi, zwłasz­cza tych naj­słab­szych, cho­rych, opusz­czo­nych, wyko­rzy­sty­wa­nych. Pamię­tam wizy­tę Ojca Świę­te­go w sto­li­cy Suda­nu – Char­tu­mie. Papież spo­tkał się tam z rzą­dzą­cym dyk­ta­to­rem. Po przy­wi­ta­niu zaczął robić mu wyrzu­ty, mówiąc: „Jak może pan zbro­ić ludzi do woj­ny ze swo­imi brać­mi? Jak moż­na do tego dopu­ścić? Jestem tu po to, by poło­żyć kres temu ludo­bój­stwu, by mówić w imie­niu tych, któ­rzy mówić nie mogą, pana roda­ków. Bo życie to dar od Boga i któ­re­goś dnia zda pan przed Nim spra­wę ze swo­ich czy­nów”. Ojciec Świę­ty był bar­dzo sta­now­czy. Nie bał się mówić o spra­wach nie­wy­god­nych dla rzą­dzą­cych, jeśli nie respek­to­wa­li praw zwy­kłych ludzi. Dyk­ta­tor nie wie­dział, co powie­dzieć. Taki wła­śnie był Jan Paweł II: nie­ugię­ty, jeśli cho­dzi o pra­wa czło­wie­ka, posza­no­wa­nie jego god­no­ści. Całe życie wal­czył o pokój na świe­cie, o wol­ność wyzna­nia, o pod­sta­wo­we pra­wa czło­wie­ka, w tym pra­wo do życia. Moje sło­wa nic tu nie zna­czą, naj­waż­niej­sze, że widzi­my kon­kret­ne owo­ce posłu­gi bło­go­sła­wio­ne­go Jana Paw­ła II na całym świe­cie. Zmie­nił nie tyl­ko obli­cze świa­ta, ale też siłę naszej wia­ry, umoc­nił ją. Na zawsze zapa­mię­tam jego poko­rę, jego Totus Tuus dla Mat­ki Bożej i wszyst­kich ludzi. Tu nie trze­ba wiel­kich słów, wystar­czy przy­kład jego życia, jego postę­po­wa­nia i jego słów.
+++

fot. A. Woj­nar


– Pod­czas 27 lat pon­ty­fi­ka­tu zro­bił Pan Ojcu Świę­te­mu oko­ło milio­na zdjęć. Któ­re z nich było wyjąt­ko­we, naj­waż­niej­sze?
+++ – To naj­waż­niej­sze zdję­cie zro­bi­łem w Wiel­ki Pią­tek 2005 r. Jan Paweł II patrzył na tele­wi­zyj­ną trans­mi­sję z Dro­gi Krzy­żo­wej w Kolo­seum. Gdy pro­ce­sja była przy XIV sta­cji, Papież dał znak ręką. Kar­dy­nał Dzi­wisz zapy­tał go, cze­go sobie życzy. Papież popro­sił o kru­cy­fiks. Następ­nie Ojciec Świę­ty wziął w ręce krzyż, przez chwi­lę patrzył na Chry­stu­sa, po czym przy­ci­snął kru­cy­fiks do ser­ca i oparł o nie­go gło­wę. Uwa­żam, że zdję­cie, któ­re zro­bi­łem wów­czas, sym­bo­li­zu­je całe życie Jana Paw­ła II, jego cał­ko­wi­te odda­nie Chry­stu­so­wi cier­pią­ce­mu. Nigdy nie usły­sza­łem od Jana Paw­ła II jakiejś odmo­wy czy jakie­goś „nie”. Zawsze mogłem spo­koj­nie wyko­ny­wać moją pra­cę bez jakiej­kol­wiek kon­tro­li. Sły­sza­łem tyl­ko, że Ojciec Świę­ty był zado­wo­lo­ny ze mnie, o tym mi mówio­no cza­sem. To był jedy­ny pon­ty­fi­kat, w trak­cie któ­re­go mogłem foto­gra­fo­wać rze­czy, któ­rych ludzie nigdy wcze­śniej nie widzie­li. Podam pro­sty przy­kład: Bazy­li­ka św. Pio­tra, cia­ło Ojca Świę­te­go na kata­fal­ku, obok ks. kar­dy­nał Sta­ni­sław Dzi­wisz i ks. arcy­bi­skup Pie­ro Mari­ni zakry­wa­ją twarz Papie­ża bia­łą chu­s­tą. Czy kie­dy­kol­wiek wcze­śniej widzie­li­ście taką foto­gra­fię? Mogłem udo­ku­men­to­wać wszyst­ko, od począt­ku do koń­ca. Wie­le rze­czy, któ­re wcze­śniej były nie­do­stęp­ne, moż­na było uwiecz­nić na zdję­ciach.
+++ – Jakim prze­ży­ciem była dla Pana beaty­fi­ka­cja Jana Paw­ła II?
+++ – Dla mnie było to wiel­kie prze­ży­cie. Dzię­ko­wa­łem Bogu, że przez 27 lat pozwo­lił mi żyć obok tego świę­te­go czło­wie­ka. 1 maja odda­wa­łem mu hołd. To było ofi­cjal­ne uho­no­ro­wa­nie całe­go jego świę­te­go życia. Dla mnie mia­ło to inny wymiar: od daw­na wie­dzia­łem, że to był żywy świę­ty. Nigdy nie powin­ni­śmy zapo­mi­nać, jak wie­le zro­bił dla nas wszyst­kich. To był czło­wiek Boga. Ta wiel­ka postać jest dla nas dro­go­wska­zem, impul­sem, jak god­nie żyć. Jego posłu­gę doku­men­to­wa­łem przez 27 lat pon­ty­fi­ka­tu, w któ­rym mia­łem zaszczyt towa­rzy­szyć mu codzien­nie. Bar­dzo wie­le dla nas wszyst­kich poświę­cał. Kie­dy podró­żo­wał po całym świe­cie, spo­ty­kał się z ludź­mi róż­nych kul­tur. Do wszyst­kich odno­sił się z wiel­kim sza­cun­kiem, kul­tu­rą, cha­ry­zmą. To otwie­ra­ło mu ludz­kie ser­ca. Nie bał się iść do trę­do­wa­tych, cho­rych na AIDS, nędza­rzy w Indiach, któ­ry­mi opie­ko­wa­ła się Mat­ka Tere­sa. Nawet w chwi­lach naj­więk­sze­go cier­pie­nia nie zapo­mi­nał o modli­twie, wte­dy sta­wa­ła się ona jesz­cze bar­dziej inten­syw­na. Siłę czer­pał wła­śnie z modli­twy. Moż­na było to dostrzec w każ­dym miej­scu, gdzie się modlił, ale szcze­gól­nie w pry­wat­nej kapli­cy, gdzie spę­dzał wie­le godzin.
+++ – Jakie prze­sła­nie pozo­sta­wił nam Jan Paweł II?
+++ – Pozo­sta­wił wie­le nauk, słów według któ­rych powin­ni­śmy żyć na co dzień. Ojciec Świę­ty napi­sał m.in. 14 ency­klik, podej­mu­ją­cych naj­róż­niej­sze, bar­dzo waż­ne tema­ty: ochro­ny życia ludz­kie­go, pra­cy, Miło­sier­dzia Boże­go, Eucha­ry­stii, misji, kobie­ty mat­ki. Któ­ry z papie­ży posta­wił w cen­trum chrze­ści­jań­stwa kobie­tę, pod­kre­ślił tak bar­dzo jej god­ność, jej zna­cze­nie? Jan Paweł II w każ­dej kobie­cie widział Mat­kę Bożą, ser­ce każ­dej rodzi­ny, jej cen­trum. To ona jest tą oso­bą w rodzi­nie, któ­ra wszyst­ko ogar­nia, czu­wa nad wycho­wa­niem dzie­ci, jest straż­nicz­ką domo­we­go ogni­ska. Pięt­na­stą ency­kli­ką było jego życie i cier­pie­nie. To była ency­kli­ka cier­pie­nia. Ból fizycz­ny spra­wił, że stał się jesz­cze moc­niej­szy, niczym lew. Nauczył nas swo­im cier­pie­niem, by ten ból ofia­ro­wać Bogu, łączyć się z Nim w swo­jej sła­bo­ści. Widzia­łem Ojca Świę­te­go na kil­ka godzin przed śmier­cią. Ksiądz kar­dy­nał Sta­ni­sław Dzi­wisz powie­dział do Papie­ża: „Artu­ro jest z nami”. Papież odwró­cił się do mnie z uśmie­chem na twa­rzy. Przez wszyst­kie te lata nie widzia­łem tej twa­rzy tak rado­snej i jed­no­cze­śnie spo­koj­nej, z pięk­ny­mi, błysz­czą­cy­mi, sze­ro­ko otwar­ty­mi oczy­ma. Padłem na kola­na przy jego łóż­ku, trud­no mi opi­sać, co czu­łem w ser­cu, widząc go tak rado­sne­go i peł­ne­go życia. Pogła­skał mnie po dło­ni, pobło­go­sła­wił. Na koniec tego spo­tka­nia powie­dział tyl­ko trzy sło­wa: „Artu­ro, dzię­ku­ję, dzię­ku­ję”. Odwró­cił się i widać było, że jest goto­wy do tej naj­pięk­niej­szej podró­ży. Takie były moje ostat­nie prze­ży­cia z Ojcem Świę­tym. Ludzie zro­zu­mie­li prze­sła­nie jego życia. Dla­te­go w dniu pogrze­bu woła­li: „San­to sub­i­to”! A prze­cież już w dniu wybo­ru 16 paź­dzier­ni­ka 1978 r., mówiąc: „Popraw­cie mnie, jeśli się pomy­lę w waszym, naszym języ­ku wło­skim” poka­zał, że chce być bli­sko ludzi, że to będzie naj­waż­niej­sze w jego pon­ty­fi­ka­cie. – W tym roku, 13 maja, minę­ło 30 lat od zama­chu na życie Ojca Świę­te­go. Do dziś wła­ści­wie nie zna­my zle­ce­nio­daw­ców wyko­naw­cy zama­chu Ali Agcy. Jak wspo­mi­na Pan to słyn­ne zdję­cie ran­ne­go Papie­ża, któ­re Pan wyko­nał, a któ­re obie­gło cały świat? – Zdję­cie zro­bi­łem z zawo­do­wej rze­tel­no­ści, nigdy nie uwa­ża­łem, że to coś wiel­kie­go. Nie pamię­tam nawet, jak wyko­na­łem tę foto­gra­fię. Zawsze myśla­łem, że to doświad­cze­nie zawo­do­we, pro­fe­sjo­na­lizm. Kie­dy dziś zasta­na­wiam się nad tym wyda­rze­niem, to być może moją ręką kie­ro­wa­ła Opatrz­ność Boża lub Mat­ka Boża. Dobrze, że histo­ria ma takie zdję­cie. Wie­my, że Ali Agca był wyko­naw­cą, ale miał wspól­ni­ków. Mówi się o róż­nych nazwi­skach. Trud­no to wszyst­ko oce­niać, mówi się o śla­dzie buł­gar­skim, STASI, KGB. Ofi­cjal­nie śledz­two zosta­ło zakoń­czo­ne, ale takich spraw nigdy do koń­ca nie uda się zamknąć. Zawsze znaj­dzie się ktoś, kto będzie chciał dotrzeć do praw­dy. Wszyst­ko tak napraw­dę jest w rękach Boga.

Wysłu­cha­ła: Agniesz­ka Bia­lik