Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Głupota i mądrość (14)

Czas pokoju i czas wojny

+++ Jezus mówi jasno o nie­unik­nio­nych woj­nach. Trak­tu­je je jako zna­ki cza­su zapo­wia­da­ją­ce powtór­ne swe przyj­ście. Przy­go­to­wu­je swych uczniów do ich prze­ży­wa­nia. Kato­lik może co naj­wy­żej pro­sić Ojca o prze­su­nię­cie cza­su wybu­chu woj­ny, ale nie może ocze­ki­wać zaist­nie­nia sta­łe­go poko­ju na zie­mi, któ­ra jest impe­rium księ­cia tego świa­ta. Mówi o tym rów­nież czy­tel­nie Apo­ka­lip­sa. Wycze­ki­wa­nie na pokój na zie­mi to ilu­zja. Mądry czło­wiek winien się liczyć z woj­ną i być do niej przy­go­to­wa­ny. Dziś moż­na dobrze znać jej skut­ki, a to kolej­ny znak, jak się do niej przy­go­to­wać.
+++ Kohe­let łączy pokój i woj­nę z tym, co wypeł­nia ser­ce czło­wie­ka. W nim bowiem ist­nie­je ostre napię­cie mię­dzy miło­ścią a nie­na­wi­ścią. Czło­wiek decy­du­je o tym, któ­rą z tych sił dopusz­cza do gło­su i któ­rą pie­lę­gnu­je. Pokój to owoc miło­ści, a woj­na to owoc nie­na­wi­ści. Nale­ży to odczy­tać we wszyst­kich kon­tak­tach z ludź­mi. W wymia­rze indy­wi­du­al­nym, a więc w napię­ciach, jakie ist­nie­ją mię­dzy ludź­mi: mąż i żona, rodzi­na, kon­tak­ty sąsiedz­kie, kole­żeń­skie, przy­ja­ciel­skie. Trze­ba też uwzględ­nić ukła­dy spo­łecz­ne, eko­no­micz­ne i poli­tycz­ne. Trze­ba dobrze znać te napię­cia i nale­ży się z nimi liczyć.
+++ Mamy szan­sę kon­tro­lo­wa­nia tych napięć w swo­im ser­cu, wie­dząc, że jest czas miło­ści i jest czas nie­na­wi­ści. Ta praw­da uła­twia takie usta­wie­nie ser­ca, aby biło moc­no o ścia­nę miło­ści, a moż­li­wość nie­na­wi­ści tyl­ko sygna­li­zo­wa­ło; kto tego nie uczy­ni, żyje w nie­na­wi­ści. U nie­go dzwon cza­su bije tyl­ko w jed­ną stro­nę. Mądry Kohe­let pisze:

Wszyst­ko ma swój czas,
i jest wyzna­czo­na godzi­na na wszyst­kie spra­wy pod nie­bem (…)
Jest czas miło­wa­nia i czas nie­na­wi­ści,
czas woj­ny i czas poko­ju (Koh 3,18).

+++ Jezus odsła­nia, jak waż­ne jest to spoj­rze­nie. On sta­je po stro­nie miło­ści, ale liczy się z nie­na­wi­ścią. Melo­dię miło­ści ujmu­je w pra­wa: miło­ści Boga, miło­ści bliź­nie­go, miło­ści sie­bie i miło­ści wza­jem­nej. Melo­dię nie­na­wi­ści ujmu­je w pra­wo miło­ści nie­przy­ja­ciół. To feno­me­nal­ne roz­wią­za­nia. Jasne ukie­run­ko­wa­nie dosko­na­le­nia miło­ści w swym ser­cu. Jezus nie tyl­ko o tym mówił, On tym żył. On tak wyko­rzy­stał czas na zie­mi, a dla Nie­go był to czas miło­ści i czas poko­ju. Genial­ne jest usta­wie­nie wobec nie­przy­ja­ciół, któ­rzy zawsze żyją pra­wem nie­na­wi­ści i woj­ny. U Jezu­sa nie ma mowy o tole­ran­cji, On ma roz­wią­za­nie, któ­re jest zawar­te w miło­ści nie­przy­ja­ciół. To ona zawsze liczy się z nie­na­wi­ścią w ser­cu innych i nie ma pre­ten­sji, że oni są nie­to­le­ran­cyj­ni. Tych ludzi trze­ba kochać i nie wol­no spo­dzie­wać się od nich tole­ran­cji. W Ewan­ge­lii sło­wo „tole­ran­cja” nie wystę­pu­je, ono jest sło­wem tego świa­ta, któ­re zawsze moż­na odwró­cić prze­ciw chrze­ści­ja­nom. Godzi­na tego jest bli­ska. Przy­po­mi­na o tym w ostat­nich mie­sią­cach Bene­dykt XVI. Sło­wo, któ­re­go nie ma w Ewan­ge­lii, zawsze może być wyko­rzy­sta­ne prze­ciw chrze­ści­ja­nom. Trze­ba się z tym liczyć. Miłość nie­przy­ja­ciół jest tysią­ce razy pięk­niej­szym i mądrzej­szym roz­wią­za­niem niż tole­ran­cja, któ­ra sta­wia wyma­ga­nia innym. Ewan­ge­lia nigdy ich nie sta­wia. Ona sta­wia wyma­ga­nia jedy­nie ucznio­wi Jezu­sa! Trze­ba to prze­my­śleć, bo wkrót­ce będzie­my świad­ka­mi wie­lu tra­ge­dii, któ­re wynik­ną ze złe­go rozu­mie­nia tole­ran­cji. Zostań­my przy Jezu­sie, Jego roz­wią­za­nia są tysią­ce razy mądrzej­sze! Mądry chrze­ści­ja­nin umie budo­wać pokój i nie jest on zasko­czo­ny woj­ną. Umie żyć tak z ludź­mi cenią­cy­mi pokój, jak i z tymi, któ­rzy zie­ją nie­na­wi­ścią, dążąc do woj­ny. Licze­nie się z woj­ną, jako reali­zmem nasze­go życia, to cen­na umie­jęt­ność. Tak koń­czy się pięk­ny hymn o cza­sie, jaki napi­sał i wyśpie­wał mądry Kohe­let. Szczę­śli­wi, któ­rzy ten hymn zna­ją i nim żyją.

ks. Edward Sta­niek