Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Ze świętymi za pan brat

Sługa Boży Bogdan Jański
– założyciel zgromadzenia Zmartwychwstańców

fot. arch.Pokutnik
jawny – apostoł Wielkiej Emigracji

Żył w latach: 1807–1840
Data śmier­ci: 2 lip­ca
+++ „Mąż (…) rzad­kiej świą­to­bli­wo­ści, któ­re­mu kraj nasz tyle zawdzię­cza (…), pierw­szy rzu­cił myśl szcze­re­go powró­ce­nia do Boga; on to zało­żył ów klasz­to­rek na przed­mie­ściu Pary­ża, gdzie się jego wybra­ni ćwi­czyć poczę­li duchow­nie (…). Poję­li, że nad namięt­no­ścia­mi (…) pano­wać trze­ba i (… ]) całym ser­cem, całą duszą miło­wać nale­ży Pana nad Pany (…). Dopie­ro w jego szko­le naj­więk­szą mądrość w miło­ści Ukrzy­żo­wa­ne­go przej­rze­li (…). Ów mąż rzad­kiej świą­to­bli­wo­ści wcze­śnie życia swe­go doko­nał”. Tak w 1852 r. pisał o Bog­da­nie Jań­skim bł. Edmund Boja­now­ski.

***

+++ Jań­ski pocho­dził z rodzi­ny szla­chec­kiej. Uro­dził się w Wiel­ki Czwar­tek 1807 r., w Liso­wie k. Grój­ca. Bystre­go i bar­dzo zdol­ne­go chłop­ca wycho­wy­wa­ły mat­ka i ciot­ka. Jego ojciec brał udział w kam­pa­niach napo­le­oń­skich i prze­by­wał poza domem, a kie­dy wresz­cie powró­cił, to… porzu­cił rodzi­nę. Bog­dan – jako naj­star­szy syn – musiał wziąć na swo­je bar­ki cię­żar utrzy­ma­nia zubo­ża­łej rodzi­ny i opie­ki nad dwoj­giem bra­ci. Mając 15 lat został nauczy­cie­lem w kole­gium bene­dyk­ty­nów, któ­re wcze­śniej ukoń­czył. Rychło prze­stał pra­co­wać i roz­po­czął stu­dia eko­no­micz­ne na Uni­wer­sy­te­cie War­szaw­skim. Jako stu­dent stra­cił wia­rę. Rzu­cił się w wir zmy­sło­wych doznań, spę­dza­jąc czas na pija­ty­kach i orgiach. W 1827 r. został magi­strem pra­wa oraz eko­no­mii, otrzy­mał rów­nież trud­no osią­gal­ne sty­pen­dium zagra­nicz­ne. Rok póź­niej wygrał kon­kurs na pro­fe­so­ra eko­no­mii Insty­tu­tu Poli­tech­ni­ki War­szaw­skiej.
+++  Mając 21 lat poślu­bił Alek­san­drę Zawadz­ką, mło­dą dziew­czy­nę, któ­rą znał z dzie­ciń­stwa, do któ­rej czuł sen­ty­ment i z któ­rą utrzy­my­wał intym­ne kon­tak­ty. Dziew­czy­na była w cią­ży i choć nie on był ojcem dziec­ka, zacho­wu­jąc się nie­zwy­kle rycer­sko pojął ją za żonę, by uchro­nić jej dobre imię. Krok ten oka­zał się jed­nak nie­zwy­kle pochop­ny. Już dzień po ślu­bie mło­dy mał­żo­nek wyje­chał na nauko­wy wojaż po Euro­pie Zachod­niej – na wypra­wę, z któ­rej nigdy już nie powró­cił do żony i do kra­ju.
+++  W Pary­żu zapi­sał się do szko­ły han­dlu i prze­my­słu. Zain­te­re­so­wa­ły go wów­czas poglą­dy saint­si­mo­ni­stów – pan­te­istycz­na socja­li­stycz­no-uto­pij­na „reli­gia” cywi­li­za­cyj­ne­go i spo­łecz­ne­go postę­pu.
+++  Po upad­ku powsta­nia listo­pa­do­we­go Jań­ski posta­no­wił pozo­stać za gra­ni­cą na dobro­wol­nym wygna­niu i poświę­cić się pra­cy dla Ojczy­zny wśród pol­skich emi­gran­tów. Zaprzy­jaź­nił się wów­czas z Fry­de­ry­kiem Cho­pi­nem.
+++  Pod koniec 1832 r., jego posta­wa i poglą­dy stop­nio­wo zaczę­ły się zmie­niać – odkrył nie­prze­mi­ja­ją­ce war­to­ści Ewan­ge­lii i kato­li­cy­zmu, zaczął dostrze­gać, że życie jakie pro­wa­dzi jest złe i grzesz­ne. Ducho­wej prze­mia­nie, jaka się w nim doko­ny­wa­ła, towa­rzy­szy­ło jed­nak pogłę­bia­ją­ce się zubo­że­nie i pogar­sza­nie się sta­nu zdro­wia. Zapadł na gruź­li­cę, gro­zi­ła mu też depor­ta­cja z Pary­ża. Dobrym duchem oka­zał się wte­dy dla Jań­skie­go Adam Mic­kie­wicz, któ­ry przy­jął go na wspól­ne miesz­ka­nie i ode­grał zna­czą­cą rolę w jego nawró­ce­niu. Jań­ski został redak­to­rem „Piel­grzy­ma Pol­skie­go”, objął pie­czę nad wyda­niem „Pana Tade­usza”, tłu­ma­czył na fran­cu­ski dzie­ła wiesz­cza. Dwa lata póź­niej został pierw­szym biblio­te­ka­rzem zacząt­ków Pol­skiej Biblio­te­ki w Pary­żu. 
+++ Ubo­le­wał wte­dy bar­dzo nad sta­nem pol­skiej emi­gra­cji, tar­ga­ją­cy­mi je wciąż kłót­nia­mi i poje­dyn­ka­mi. Jesie­nią 1834 r. wresz­cie dopro­wa­dził „swo­ją duszę do porząd­ku”. Posta­no­wił: „pro­sić Boga, aże­by mu po tej spo­wie­dzi [ostat­niej spo­wie­dzi z całe­go życia, zakoń­czo­ne otrzy­ma­niem roz­grze­sze­nia – przyp. Hg] ode­brał życie, jeśli ono nie ma być na Jego chwa­łę, i wte­dy tyl­ko je zacho­wał, jeże­li ma być poświę­co­ne dla Nie­go i Nie­go same­go”.
+++  „Jań­ski nawró­co­ny – pisał pol­ski emi­grant Ste­fan Witwic­ki – nawra­cał gor­li­wie dru­gich. Sło­dy­czą i dobro­cią swo­ją rzad­ką wszyst­kich sobie ujmo­wał, nauką i nie­po­spo­li­tą w rze­czach Kościo­ła bie­gło­ścią oświe­cał, poboż­nem i przy­kład­nem życiem budo­wał… Ile to tru­dów i zabie­gów podej­mo­wać, ile roz­praw i spo­rów prze­by­wać, ile listów roz­pi­sy­wać, ile bred­ni i obrzy­dli­wo­ści słu­chać, ile aniel­skiej cier­pli­wo­ści mieć musiał, nim tego lub owe­go kocha­ne­go kole­gę, niby repu­bli­ka­nia­na, niby filo­zo­fa, w nie­ro­zu­mie prze­ko­nał, w har­do­ści uskro­mił, w oby­cza­jach napra­wił, na Mszę św. zawiódł, przed kon­fe­sjo­nał posta­wił”.
+++  W 1835 r. Bog­dan Jań­ski pod­jął aktyw­ne apo­stol­stwo wśród roda­ków. Poma­gał im ducho­wo i mate­rial­nie. Potrze­bu­ją­cym odda­wał wszyst­ko co miał, czę­sto swo­je ostat­nie dobre buty albo koszu­le. Stał się naj­więk­szym świec­kim apo­sto­łem Wiel­kiej Emi­gra­cji. Oddzia­ły­wał oso­bi­stym przy­kła­dem, pory­wał elo­kwen­cją i roz­le­głą wie­dzą. Nawró­cił wie­lu pol­skich emi­gran­tów. 
+++ W 1834 r. Jań­ski wraz z Mic­kie­wi­czem zało­ży­li zwią­zek pol­skich kato­li­ków świec­kich, nazwa­ny Brać­mi Zjed­no­czo­ny­mi, któ­ry miał na celu odro­dze­nie ducha chrze­ści­jań­skie­go wśród Pola­ków, dawa­nie dobre­go przy­kła­du przez modli­twę i dzie­ła miło­sier­dzia. 
+++ Kie­dy to Sto­wa­rzy­sze­nie się roz­pa­dło, Jań­ski zało­żył Brac­two Służ­by Naro­do­wej, któ­re mia­ło na celu „wpro­wa­dze­nie zasad chrze­ści­jań­skich w życie publicz­ne i pry­wat­ne”. Do Brac­twa przy­jął m.in. 24-let­nie­go Litwi­na Hie­ro­ni­ma Kaj­sie­wi­cza i 22-let­nie­go Rusi­na Pio­tra Seme­nen­kę. Mimo wie­lu prze­ciw­no­ści, ata­ków ze stro­ny maso­nów i lewi­cow­ców, a nawet pra­wi­co­wych monar­chi­stów, Brac­two prze­ra­dza­ło się stop­nio­wo w zgro­ma­dze­nie zmar­twych­wstań­ców.
+++ W lutym 1836 r. Bra­cia zamiesz­ka­li w swo­im pierw­szym wspól­nym domu zwa­nym Dom­kiem Jań­skie­go (przy ul. Notre Dame des Champs 11), a Jań­ski został Bra­tem Star­szym nowej wspól­no­ty. Prze­peł­nie­ni duchem poku­ty miesz­kań­cy Dom­ku za pod­sta­wo­we zada­nie uzna­li odro­dze­nie kato­li­cy­zmu w naro­dzie pol­skim. Sam Jań­ski zaczął wieść praw­dzi­wie świę­te życie. Codzien­nie uczest­ni­czył we Mszy św., co sobo­tę spo­wia­dał się, czę­sto przyj­mo­wał Komu­nię św., pościł i umar­twiał się, podej­mo­wał piel­grzym­ki i odby­wał dłu­gie reko­lek­cje u bene­dyk­ty­nów w Sole­smes i tra­pi­stów w La Gran­de Trap­pe k. Mon­ta­gne oraz w Saint-Acheul. Dotarł na wyży­ny życia ducho­we­go. W szczy­to­wym okre­sie przez Domek Jań­skie­go prze­wi­nę­ło się 40 osób (dzia­ła­ły też trzy inne domy for­ma­cyj­ne). Kie­ro­wa­nie taką gru­pą ludzi nie było spra­wą łatwą. Bory­ka­nie się z roda­ka­mi przy­gar­nię­ty­mi do Dom­ku – wra­ca­ją­cy­mi czę­sto do daw­nych naro­wów – nad­wą­tla­ły siły Jań­skie­go. Cięż­ko zacho­ro­wał.
+++  Mimo cho­ro­by, w grud­niu 1839 r. wyje­chał do Rzy­mu, do wysła­nych tam wcze­śniej na stu­dia pierw­szych zmar­twych­wstań­ców. W Rzy­mie Bog­dan Jań­ski sił nie odzy­skał, a jego zdro­wie – mimo tro­skli­wej opie­ki – ule­gło dal­sze­mu pogor­sze­niu. 1 lip­ca 1840 r. przy­jął Ostat­nie Namasz­cze­nie i Komu­nię Świę­tą, a następ­ne­go dnia zmarł. Pocho­wa­no go na cmen­ta­rzu Cam­po Vera­no. Na pły­cie nagrob­nej umiesz­czo­no łaciń­ski napis: „Tu spo­czy­wa w nadziei zmar­twych­wsta­nia Bog­dan Jań­ski, pierw­szy pokut­nik jaw­ny i apo­stoł Emi­gra­cji pol­skiej we Fran­cji”. 
+++ Nie­speł­na dwa lata po śmier­ci Jań­skie­go, 7 mar­ca 1842 r. ukon­sty­tu­owa­ło się jego wiel­kie dzie­ło – Zgro­ma­dze­nie Zmar­twych­wsta­nia Pań­skie­go.
+++ 21 stycz­nia 1956 r. pro­chy zało­ży­cie­la prze­nie­sio­no do rzym­skie­go kościo­ła Zmar­twych­wstań­ców przy Via San Seba­stia­nel­lo 11, gdzie do dziś się znaj­du­ją.

Naj­waż­niej­sza rzecz, któ­rą ci mam o sobie do donie­sie­nia jest: że nabłą­dziw­szy się po roz­ma­itych filo­zo­fiach i filan­tro­piach, po dłu­gich wal­kach, pró­bach, roz­my­śla­niach – prze­ko­na­łem się naresz­cie, w głę­bi duszy, że poj­mo­wa­nie tyl­ko chrze­ści­jań­skie i kato­lic­kie naszej kul­tu­ry, nasze­go począt­ku i koń­ca, jest praw­dzi­we. Tyl­ko reli­gia, w któ­rej byli­śmy wycho­wa­ni, a o któ­rej tak fał­szy­we mia­łem wyobra­że­nie, któ­rej ducha i racji, w jej roz­licz­nych insty­tu­cjach, nie rozu­mia­łem (bo bez nauki, bez sumien­ne­go pozna­nia rze­czy chcia­ło się i śmia­ło decy­do­wać) – tyl­ko reli­gia kato­lic­ka jed­nak odkry­wa naj­wyż­sze, powszech­ne pra­wo życia, daje środ­ki repa­ro­wa­nia naszej zepsu­tej rady­kal­nie natu­ry – i dopię­cia celów naszej egzy­sten­cji – wiecz­ne­go życia, zba­wie­nia.

frag­ment listu B. Jań­skie­go z 1837 r.

Hagio­gra­phus