Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Historia we wspomnieniach

Moskiewski gwałt nad Polską niepodległą i suwerenną

21 czerw­ca 1945 roku w sali kolum­no­wej Domu Związ­ków w Moskwie zapadł wyrok na szes­na­stu przy­wód­ców Pol­skie­go Pań­stwa Pod­ziem­ne­go. Ska­za­no m.in.: gen. Leopol­da Oku­lic­kie­go ostat­nie­go dowód­cę Armii Kra­jo­wej; wice­pre­mie­ra Jana Sta­ni­sła­wa Jan­kow­skie­go, Dele­ga­ta Rzą­du na Kraj; Kazi­mie­rza Puża­ka, prze­wod­ni­czą­ce­go Rady Jed­no­ści Naro­do­wej, a tak­że czo­ło­wych dzia­ła­czy pod­ziem­nych insty­tu­cji i par­tii poli­tycz­nych, porwa­nych przez NKWD do Moskwy pod koniec mar­ca 1945 roku. Pro­ces urą­gał zasa­dom pra­wa cywi­li­zo­wa­ne­go świa­ta. Człon­ko­wie władz jed­ne­go pań­stwa byli sądze­ni na tery­to­rium inne­go pań­stwa według obo­wią­zu­ją­ce­go tam kodek­su kar­ne­go. Trzech uczest­ni­ków pro­ce­su: gen. Oku­lic­ki, Jan­kow­ski i Jasiu­kie­wicz, nie prze­ży­ło wyro­ków i nigdy już ze Związ­ku Sowiec­kie­go nie wró­ci­ło. Poni­żej przed­sta­wia­my frag­ment wspo­mnień Ada­ma Bie­nia (1899–1998), dzia­ła­cza Stron­nic­twa Ludo­we­go, zastęp­cę prze­wod­ni­czą­ce­go Kra­jo­wej Rady Mini­strów, pt. „Bóg jest wyżej, dom jest dalej”.
+++

Adam Bień, foto­gra­fia z wię­zie­nia NKWD na Łubian­ce w Moskwie w 1945 roku

W drew­nia­nej klat­ce, w cia­snej sym­bio­zie z wię­zien­ny­mi straż­ni­ka­mi zasia­da całe pod­stęp­nie poj­ma­ne kie­row­nic­two naczel­ne Pol­ski Wal­czą­cej, Rady Jed­no­ści Naro­do­wej, Dele­ga­tu­ry Rzą­du, Armii Kra­jo­wej, zjed­no­czo­nych stron­nictw poli­tycz­nych (…) W tej sali i w tej sce­ne­rii roze­gra się sowiec­ko-rosyj­ski samo­sąd nad szes­na­stu poj­ma­ny­mi w Pol­sce Pola­ka­mi, któ­rzy prze­wo­dzi­li wal­ce o Pol­skę, całą, wol­ną, suwe­ren­ną, nie­za­leż­ną i ośmie­li­li się prze­ciw­sta­wić impe­ria­li­stycz­nej, zabor­czej poli­ty­ce wiel­ko­ro­syj­skiej.
+++ (…) Łań­cuch poli­ty­ki rosyj­skiej zro­dził linię poli­ty­ki pol­skiej, któ­rej na imię – „OPÓR”. Pola­cy nie chcą oddać Ziem Wschod­nich Rosji, któ­ra nie ma do nich żad­ne­go pra­wa. Pola­cy nie chcą w Pol­sce komu­ni­zmu, nie chcą rzą­dów ludzi obcych, narzu­co­nych przez wro­gie mocar­stwo. Pola­cy chcą Pol­ski całej, wol­nej, suwe­ren­nej, spra­wie­dli­wej, demo­kra­tycz­nej, chrze­ści­jań­skiej. Taka jest poli­ty­ka rzą­du lon­dyń­skie­go i Dele­ga­tu­ry w Kra­ju. Taka jest poli­ty­ka żoł­nie­rzy i ofi­ce­rów Armii Kra­jo­wej i Bata­lio­nów Chłop­skich, taka jest wola 95 proc. Pola­ków…
+++ Armia Czer­wo­na, wkra­cza­jąc do Pol­ski, wal­czy nie tyl­ko z Niem­ca­mi, i nie tyl­ko o wspól­ne cele naro­dów zjed­no­czo­nych. Armia ta wal­czy rów­nież z Pola­ka­mi o wszyst­kie wiel­ko­ro­syj­skie cele pola­ko­żer­cze. Przyj­mu­je pomoc Armii Kra­jo­wej w wal­ce o Wil­no czy inną miej­sco­wość z Kre­sów Pol­ski. Kie­dy jed­nak Armia Kra­jo­wa wykrwa­wi się i ujaw­ni, kie­dy ujaw­ni się miej­sco­wy dele­gat Rzą­du – zosta­nie roz­bro­jo­ny i uwię­zio­ny, jeże­li – nie zastrze­lo­ny… (…) Wszyst­kich nie­za­leż­nych, każ­de­go szcze­bla, poli­ty­ków pol­skich, wszyst­kich aktyw­nych Pola­ków – wię­zio­no, eks­ter­mi­no­wa­no, zabi­ja­no. Byli na pierw­szej linii fron­tu. Bro­ni­li się i wal­czy­li. (…) Porwa­ni Pola­cy są oby­wa­te­la­mi i wyso­kie­go szcze­bla poli­ty­ka­mi pol­ski­mi. Miesz­ka­li w Pol­sce i dzia­ła­li w Pol­sce. Dzia­ła­li na rzecz pol­skiej racji sta­nu. Tak dzia­łać mie­li pra­wo, rów­nież po wkro­cze­niu Rosjan. Armia rosyj­ska nie ma tu nawet praw oku­pan­ta. Nie zna­la­zła się prze­cież w kra­ju nie­przy­ja­ciel­skim. Na obcym sobie tery­to­rium nie ma pra­wa inge­ro­wać w wewnętrz­ne spra­wy pol­skie, ani wywie­rać jaki­kol­wiek nacisk na legal­ne wła­dze pol­skie, któ­re tu zasta­ła, ani w jaki­kol­wiek spo­sób wpły­wać na linię poli­ty­ki Pola­ków. Sprzecz­ny z tymi pra­wa­mi sowiec­ki akt oskar­że­nia jest więc wymow­nym aktem łama­nia nie­pod­le­gło­ści i suwe­ren­no­ści pań­stwa pol­skie­go. Patrio­tycz­ne orga­ni­za­cje poli­tycz­ne Pola­ków, legal­nie powo­ła­ne do życia i dzia­ła­nia w Pol­sce, w inte­re­sie pol­skiej racji sta­nu, nie sta­ły się nie­le­gal­ne z tego powo­du, że cele ich nie podo­ba­ją się Rosji. Orga­ni­za­cje te nie mają obo­wiąz­ku infor­mo­wać obce mocar­stwo o swej struk­tu­rze orga­ni­za­cyj­nej, ani o swych siłach. Nie muszą też obce­mu pań­stwu odda­wać swe­go uzbro­je­nia ani swych środ­ków dzia­ła­nia. Samo sprzecz­ne z tym żąda­nie jest aktem agre­sji. (…) Jest w tre­ści aktu oskar­że­nia zarzut, że Pola­cy przy­go­to­wy­wa­li wystą­pie­nie zbroj­ne, „w blo­ku z Niem­ca­mi” prze­ciw Rosji. Ten zarzut w sto­sun­ku do Pola­ków wyglą­da po pro­stu na szy­der­stwo. (…) Zarzut ten posta­wio­ny na dobit­kę przez Rosję, wyda­je się po pro­stu śmiesz­ny. Cóż to zro­bi­ła Rosja? Żad­na „ide­olo­gia”, żad­ne w ogó­le prin­ci­pium nie prze­szko­dzi­ło Rosji przez całe pamięt­ne lato 1939 snuć deli­kat­ny flirt z Hitle­rem, zakoń­czo­ny wresz­cie szo­ku­ją­cym spi­skiem: pak­tem Rib­ben­trop-Moło­tow z 23 VIII 1939 (roz­biór i uni­ce­stwie­nie Pol­ski, uni­ce­stwie­nie Litwy, Łotwy, Esto­nii i Fin­lan­dii, okro­je­nie Rumu­nii, poli­tycz­na i gospo­dar­cza współ­pra­ca Rosji z Niem­ca­mi w latach 1939–1941), co pozwo­li­ło bez­piecz­ne­mu też od wscho­du Hitle­ro­wi roz­gro­mić Nor­we­gię, Holan­dię, Bel­gię, Fran­cję, Anglię i opa­no­wać cały Zachód Euro­py. Zmon­to­wa­nie tego blo­ku histo­ria odno­to­wa­ła i oce­ni­ła, ale nikt poli­ty­ków sowiec­kich za to nie sądził… Prze­ciw­nie: Roose­velt i Chur­chill, krót­ko­wzrocz­ni i nie­mra­wi przed­sta­wi­cie­le demo­kra­tycz­ne­go, ale nie­do­łęż­ne­go, świa­ta zachod­nie­go, na twar­de żąda­nie Sta­li­na, akcep­to­wa­li histo­rycz­ny ów spi­sek i ponow­nie, w Jał­cie, daro­wa­li zno­wu gene­ra­lis­si­mu­so­wi sowiec­kie­mu to, co w roku 1939 już był otrzy­mał od Hitle­ra… Pol­ska musia­ła więc prze­żyć klę­skę i heka­tom­bę Wrze­śnia. Naród pol­ski musiał prze­żyć cier­pie­nia i klę­ski sze­ścio­let­niej oku­pa­cji. Pol­ski żoł­nierz-tułacz, za wol­ność wła­sną, ale czę­ściej – cudzą wal­czyć musiał w Pol­sce, Nor­we­gii, Fran­cji, Anglii, w Afry­ce, we Wło­szech, w Rosji, w Niem­czech, na lądzie, w powie­trzu i na morzach, po to, tyl­ko po to, żeby Gene­ra­lis­si­mus Sta­lin – pol­skie Zie­mie Wschod­nie otrzy­mać mógł nie z rąk krę­pu­ją­ce­go teraz Hitle­ra, ale z rąk demo­kra­tycz­nych i spra­wie­dli­wych Anglo­sa­sów, i żeby w dodat­ku, w inte­re­sie tegoż Sta­li­na, dal­sze milio­ny Pola­ków zmu­sić do opusz­cze­nia odwiecz­nych ich sie­dzib na Wscho­dzie: ich domów, ich ziem, ich dóbr kul­tu­ral­nych, ich kra­jo­bra­zów, kościo­łów, ich cmen­ta­rzy z mogi­ła­mi poko­leń przod­ków… ***Dnia 21 czerw­ca 1945 o godzi­nie 4.30 sąd ogło­sił wyrok, mocą któ­re­go ska­za­no na karę pozba­wie­nia wol­no­ści: Leopol­da Oku­lic­kie­go – na lat 10, Jana Sta­ni­sła­wa Jan­kow­skie­go – na lat 8, Ada­ma Bie­nia – na lat 5, Sta­ni­sła­wa Jasiu­ko­wi­cza – na lat 5, Kazi­mie­rza Puża­ka – na pół­to­ra roku, Kazi­mie­rza Bagiń­skie­go – na jeden rok, Alek­san­dra Zwie­rzyń­skie­go – na osiem mie­się­cy, Euge­niu­sza Czar­now­skie­go – na sześć mie­się­cy, Sta­ni­sła­wa Mierz­wę – na czte­ry mie­sią­ce, Zbi­gnie­wa Sty­puł­kow­skie­go – na czte­ry mie­sią­ce, Józe­fa Cha­ciń­skie­go – na czte­ry mie­sią­ce, Fran­cisz­ka Urbań­skie­go – na czte­ry mie­sią­ce; Sta­ni­sła­wa Micha­łow­skie­go, Kazi­mie­rza Koby­lań­skie­go i Józe­fa Stem­ler-Dąb­skie­go unie­win­nio­no. W pro­ce­sie tym nie osą­dzo­no Anto­nie­go Paj­da­ka, któ­ry, według rela­cji ofi­cjal­nej, w cza­sie pro­ce­su był cho­ry. Jego los roz­strzy­gnął się póź­niej (…) Nad­mie­nić tu trze­ba, że w dniach pro­ce­su bawi­li w Moskwie Sta­ni­sław Miko­łaj­czyk, Andrzej Witos, Wła­dy­sław Kier­nik i inni Pola­cy, zapro­sze­ni do udzia­łu w two­rze­niu Tym­cza­so­we­go Rzą­du Pol­skie­go Jed­no­ści Naro­do­wej. Powie­dział nam to któ­ryś z adwo­ka­tów wystę­pu­ją­cych w naszym pro­ce­sie. Zbież­ność w cza­sie dwu owych „pol­skich” epi­zo­dów była na pew­no wybie­giem poli­ty­ki sowiec­kiej i atu­tem prze­ciw Miko­łaj­czy­ko­wi oraz jego zwo­len­ni­kom… Po ogło­sze­niu wyro­ku, wcze­snym jesz­cze ran­kiem, roz­dzie­lo­no osą­dzo­nych Pola­ków zaraz, nie­spo­dzia­nie i spraw­nie. Był to moment, kie­dy po raz ostat­ni widzia­łem gene­ra­ła Leopol­da Oku­lic­kie­go, w jego ciem­nym, „wizy­to­wym” gar­ni­tu­rze (przy­go­to­wa­nym do wystą­pie­nia na „kon­fe­ren­cji”), jego twarz dużą i dobro­tli­wą, jego oczy uśmiech­nię­te, ale smut­ne… Jed­nak­że, przy­pad­kiem nie­zwy­kłym i nie zapla­no­wa­nym, dal­sze jego losy czas jakiś aku­stycz­nie obser­wo­wa­łem jesz­cze, aż do pamięt­ne­go dnia 24 grud­nia roku 1946… Zno­wu jestem na Łubian­ce. Z celi 125 wró­ci­łem do celi 57. Nie dzie­je się już nic. Nie wal­czy się z nikim o nic. Żyję przy­tło­czo­ny cię­ża­rem rze­czy­wi­sto­ści. Świat, sło­necz­ny, cie­pły, odle­gły – trwa. Pol­ska, Pol­ska jakaś, Pol­ska już nie zna­na, wsta­je z mar­twych, i obo­jęt­na, kro­czy ku nowym prze­zna­cze­niom. Jede­na­stu przy­ja­ciół odzy­ska­ło wol­ność. Przede mną pięć lat cze­ka­nia… W połu­dnie 26 czerw­ca 1945 (trze­cia rocz­ni­ca Pierw­szej Komu­nii mojej Hani…) nad Moskwą roz­sza­la­ła się groź­na, choć krót­ka – burza: deszcz, grad, śnieg, pio­ru­ny. Jak urze­czo­ny sta­łem w pobli­żu okna, choć zakra­to­wa­ne­go i osło­nię­te­go „koszem” bla­sza­nym, to jed­nak otwar­te­go i peł­ne­go odgło­sów wol­nej przy­ro­dy. Burza prze­szła szyb­ko i blask słoń­ca zalśnił na koszu ocie­ka­ją­cym wodą desz­czo­wą. Ogar­nę­ła mnie fala nagłe­go opty­mi­zmu i zagwiz­da­łem cicho akow­ską pio­sen­kę „Ser­ce w ple­ca­ku”. Sku­tek gwiz­da­nia był wstrzą­sa­ją­cy. Ktoś, po pol­sku, wyraź­nie, choć pół­gło­sem, powie­dział: – Jaka pięk­na pogo­da! – Kto mówi? Kto mówi? – Tu Kobra, tu Kobra! Kobra! To prze­cież pseu­do­nim Oku­lic­kie­go. Po powsta­niu czę­sto się z nim spo­ty­ka­łem, bywał u mnie w domu i bar­dzo­śmy się zaprzy­jaź­ni­li. – Tu sędzia, tu sędzia! – odpo­wia­dam pseu­do­ni­mem, któ­re­go uży­wa­łem w spo­tka­niach z Oku­lic­kim. Naj­pierw – ogrom­ne zdzi­wie­nie: jakim cudem sły­szy­my się nawza­jem? W trak­cie roz­mo­wy, szyb­kiej, cha­otycz­nej i na pew­no nie­ostroż­nej, doszli­śmy do wnio­sku, że nasze okna leżą w tym samym pio­nie, jed­no bez­po­śred­nio nad dru­gim i w tych kie­run­kach fale dźwię­ko­we pły­ną zapew­ne bez prze­szkód, co prze­oczy­li chy­ba spe­ce „łubiań­skiej” izo­la­cji… Przez cały tydzień pro­wa­dzi­li­śmy potem „trans­pię­tro­we”, abso­lut­nie ponad­pla­no­we roz­mo­wy. Dzie­li­li­śmy się naszą nie­do­lą i nadzie­ja­mi. Wspo­mi­na­li­śmy pro­ces i jego przy­pusz­czal­ne następ­stwa. Któ­re­goś dnia Oku­lic­ki uprze­dził, że spo­dzie­wa się prze­nie­sie­nia do innej celi. Było to pod koniec czerw­ca albo na począt­ku lip­ca. Prze­wi­dy­wa­nia jego oka­za­ły się traf­ne: nigdy już potem gło­su gene­ra­ła Oku­lic­kie­go nie usły­sza­łem… Adam Bień, „Bóg jest wyżej,dom jest dalej”, War­sza­wa 1986.

wybrał Jaro­sław Sza­rek